czwartek, 9 sierpnia 2018

Kolejny update o książce

Żyję! I cały czas piszę. Naprodukowało się grubo ponad 600 stron, obecnie około 640. Praca nadal wre, ja nie zamierzam stopować i dzień w dzień opracowuje kolejne dokumenty i książki, a także zdobywam kolejne materiały wizualne, żebyście się nie zanudzili aktami prawnymi z lat trzydziestych i czterdziestych, których, nie ukrywam, jest bardzo dużo. Obecnie jestem na etapie opracowania konferencji w Wannsee. Doszłam do wniosku, że najtrudniej pisze mi się o sprawach powszechnie znanych i poruszanych w wielu opracowaniach. Dużo łatwiej poruszać się po terra incognita, niż podejmować ryzyko napisania słowo w słowo tego, co moi poprzednicy. Jednak są to sprawy na tyle ważne, że pominąć ich się absolutnie nie da. Tym bardziej, że dla wielu Polaków, konferencja w Wannsee jest raczej nieznana! Tak! Większość osób, które znam i twierdzą, że są bardzo mocno wkręcone w temat Trzeciej Rzeczy, czy Zagłady, nie ma pojęcia o tym wydarzeniu, pomimo tego że w naszym języku funkcjonują co najmniej dwie książki, które bardzo dokładnie to wydarzenie opisują. Ostatnio wyszła przecież "Konferencja w Wannsee" Longericha, która bardzo klarownie opowiada jak do całego spotkania doszło i jaki miało ono przebieg. Lekturę jak najbardziej polecam! Tym bardziej, że się na nią nie wykosztujecie, a jest naprawdę bardzo przystępna.
Udało mi się też dorwać "An Uncompromising Generation" Wildta, która jest już bardziej specjalistyczna i raczej dla osób siedzących w temacie, niemniej mam do niej kilka zastrzeżeń, z których największym jest bardzo wybiórcze podejście do tematu i często traktowanie go bardzo po łebkach. Koszmarny jest początek i analiza Republiki Weimarskiej oparta na wspomnienia rodziny Mannów... Co jest, powiedzmy sobie szczerze dość dyskusyjne. Po przebrnięciu pierwszych rozdziałów zaczyna być już coraz lepiej i ciekawiej. Wildt porusza wiele sylwetek, które pozostawały nieznane, jednak czasem brakuje w tym wszystkim trochę głębszej analizy, albo pominięcia ważniejszych postaci i wydarzeń, przez co nie wiem konkretnie jaka jest teza całej pracy i co jej do końca przyświecało. Za to dla szeregu różnych, nieporuszanych wcześniej faktów, po książkę sięgnąć warto.
Czy warto będzie sięgnąć po nowy twór Maxa Williamsa o Heydrichu? Dowiem się na dniach.

czwartek, 15 marca 2018

Ko-Fi

Wracam z garścią informacji. Na dzień dzisiejszy książka liczy sobie 590 stron i cały czas nadal puchnie, chociaż ostatnio mam trochę mniej materiałów niż zazwyczaj i niestety proces nie przebiega tak szybko, jakbym sobie tego życzyła. Niemniej cały czas idziemy do przodu. Ukazało się parę książek, które niebawem powinny znaleźć się w moim posiadaniu, tymczasem Kasieł tłumaczy dość nacechowaną ideologicznie pozycję o walce SD z katolicyzmem. I to pozycję bardzo pro-katolicką (dla zainteresowanych ta pozycja nie jest polska, ale niemiecka). Powiedzmy sobie szczerze, że momentami czytanie tego jest po prostu nieznośne. Za to zgromadzone źródła są niesamowite i głównie dlatego warto przedzierać się przez 800 stron, z których około 400 to niestety ideologiczne wtręty autora. Serio, jeśli macie jakieś poglądy, jakiekolwiek by one nie były, nie afiszujcie się z nimi w książkach naukowych, bo naprawdę tracicie tym samym na wiarygodności. Oczywiście swojego punktu widzenia w pełni nie da się wyrugować, jednak natrętne zaznaczanie go wszędzie gdzie to tylko możliwe i próby naginania rzeczywistości do swojego widzimisię są odrobinę słabe. Żeby nie powiedzieć bardzo słabe. Jeśli pewne fakty są dla nas niewygodne, nie starajmy się ich uładzać, bo jeśli ktoś sięgnie do źródeł, z których korzystaliśmy i tak zobaczy jak one się przedstawiały.
Tymczasem zastanawiając się nad różnymi Patronite, PolakPotrafi i innymi, które mogłyby mi pomóc w ogarnianiu funduszy na kolejne teczki i książki, wpadłam na serwis Ko Fi. Działa to na zasadzie wpłaty niewielkiej ilości pieniędzy dla twórcy/blogera/kogokolwiek, przysłowiowej kawy za jego starania. Płatność odbywa się przez serwis paypal. Nie to, że zachęcam, ale jednak trochę zachęcam do tego, by postawić mi kawkę:
KLIK!

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Z Nowym Rokiem...

....Pewnie leczycie kace i niewyspanie. Najlepszego dla Was.
Ja postanowiłam poinformować co z książką. Dobiła do 571 stron, na dzień dzisiejszy i cały czas jej objętość rośnie, chociaż ostatni miesiąc spędziłam głównie na przepisywaniu dokumentów, a Kasia na ich tłumaczeniu. Czy coś udało się odkryć? Dużo, dość drobnych spraw (zaangażowanie SD i Sipo w walkę z sabotażem na statkach handlowych, czy zainteresowanie Heydricha Ukrainą Zakarpacką), opracować parę większych i bardziej znanych. Otrzymałam super wsparcie w postaci kopii zdjęć z albumu Liny Heydrich, które mam nadzieję, znajdą się już w gotowej publikacji. Na razie jednak nic nie zwiastuje jej końca. Podobnie jak nic nie zwiastuje końca mojego zapału.
Jadę twardo do przodu. 
5 stycznia odwiedzę po raz kolejny Bundesarchiv by pobrać trochę teczek między innymi o antropozofach (chyba mój ulubiony temat) i o domku myśliwskim Heydrichów. 
Poza tym ukazało się parę fajnych książek, o których będę Wam musiała co nieco napisać. Na wiosnę wychodzi na przykład odświeżona biografia pióra Williamsa uzupełniona o nowe zdjęcia i lepszy tekst. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Ja już jestem na pre-orderze. 
Do zobaczenia, mam nadzieję niebawem! 

środa, 6 września 2017

Update

Książka idzie dalej, ma już 533 strony. Ja żyję i mam się dobrze. Ogrom researchu za mną, a dzięki możliwości robienia zdjęć w Bundesarchiv koszta "produkcji" znacznie spadły. Obawiam się jednak, że w dalszym ciągu nie osiągnęłam nawet połowy tego, co chciałam opisać.
Z ciekawostek: rozwiązałam zagadkę pogańskich zdjęć Heydricha, zrobiono je w dniu Zimowego Przesilenia w 1937 roku. I rzeczywiście był to rytuał upamiętniający ofiary pierwszej wojny światowej (sic!) i zamknięcie pracowitego roku niemieckiej służby bezpieczeństwa (sic razy dwa!) a także kontemplacja życia i odrodzenia,  a także Natury - jak to Heydrich ujął w przemowie podczas tego wydarzenia. Duchowość tego człowieka jest doprawdy zaskakująca. Jak się okazuje wcale nie był sceptyczny wobec neopogańskich idei Himmlera i sam organizował tego typu spotkania religijne. The more you know...

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Pogłoski o mojej śmierci są przesadzone

Tak. Żyję, mam się dobrze, książka również. Utyło jej się do ponad 480 paru stronek i liczba stale wzrasta, a ostatnio naprawdę dynamicznie, bo po trudach i brudach udało mi i Kasi, wyrwać z Drezna potężną torbę dokumentów, która przedstawia nam szczegółowo kontakty pomiędzy rodziną Krantz a Heydrich. Jest tego naprawdę cała góra i jak się okazuje, sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż malowali to dotychczasowi biografowie Heydricha, twierdzący, że od rodziny się zupełnie odciął. Sam Reinhard H ze swoim wujostwem i kuzynostwem od strony matki, dogadywał się bardzo dobrze: wspomagał wuja w znalezieniu zatrudnienia, zapraszał do siebie ciągle swoją kuzynkę, która w listach do swojej matki pisała często: U Reinharda jest bardzo miło. Jest też sporo listów, w których rodzina wymienia się wrażeniami z pogrzebu kuzyna. Bardzo to wszystko fascynujące i naprawdę unikalne - wcześniejsi biografowie po prostu tego nie ruszali.
Jak nie ruszali pewnego osobliwego zdjęcia rocznego Reinharda z rodziną, które mam nadzieję uda mi się pozyskać do książki.

A co do filmów: nie oglądajcie. Nie są warte waszego czasu i tylko zrobią Wam wodę z mózgu.
Lepiej poczekać jeszcze tydzień, dwa i iść na "Tubelight" z Salmanem Khanem - i to mądrzejsze, lepiej zagrane, mniej szkodliwe i z fajnymi piosenkami.

piątek, 27 stycznia 2017

Dobre wiadomości!

Przedwczoraj książka osiągnęła równe 400 stron (dzisiaj jest już 402) i cały czas puchnie ;) Udało mi się trochę zwiększyć tempo i omówić niemalże całą aferę z Fritschem i Blombergiem. 
Żyję mam się świetnie, piszę i nadal gromadzę materiały. Jeśli macie dla mnie coś ciekawego, to koniecznie piszcie maila.
Druga dobra wiadomość dotyczy obozu w Płaszowie. Wygląda na to, że jednak doczekamy się tego, żeby o niego należycie zadbano: http://krakow.onet.pl/krakow-zadbaja-o-teren-bylego-obozu-kl-plaszow/9eeq1sz . Za cynka dziękuję Munakirowi. 

wtorek, 29 listopada 2016

O książce odcinek kolejny

Mamy na liczniku 326 stron. Po dość kłopotliwej sytuacji z pierwszej połowy listopada, na którą złożył się fakt, że w naszym pokoju rezydowały dwie w porywach do trzech dodatkowych osób, książka intensywnie ruszyła z kopyta. Zaczęło się od walki z antropozofią, która dla Heydricha musiała być jakąś personalną obsesją, potem skupiłam się na opisywaniu stosunku szefa SD do kościoła, który jak już wiecie nie należał do zbyt pozytywnych. Razem z Kasią przekopałyśmy się przez stos papierów odnośnie sytuacji z krzyżem oldenburskim (dość ciekawa sprawa, będziecie mieli o czym czytać) i paru innych interesujących sprawach. Książka Herberta posłużyła mi do nakreślenia postaci Besta, która odegrała dość ważną rolę w karierze Heydricha, a żeby dodać wszystkiemu smaku,przytoczyłam parę anegdot ze Wspomnień Schellenberga. Pracy jest naprawdę bardzo dużo, więc wybaczcie moje milczenie.

Nadal oczywiście możecie pisać maile, na które z chęcią odpowiem.
Do zobaczenia przy następnym sprawozdaniu.