niedziela, 14 kwietnia 2013

Anna Maria Sigmund- Kobiety nazistów tom II - Recenzja rozdziału o Linie Heydrich


               W dzisiejszym odcinku recenzja jednego rozdziału. Jako, że pozostałe nie mają związku z Heydrichem, to pomijam je, chociaż zaznaczam, że cała książka warta jest przeczytania.
               Przejdźmy jednak do Liny. Anna Maria Sigmund ma lekkie pióro i czyta się to przyjemnie i lekko, a jednocześnie rozdział o pani Heydrich jest pełen informacji. Stanowi pewnego rodzaju wspomnienia Liny w pigułce, wzbogacone paroma smaczkami, jak choćby listami Reinharda z czasów jak był jeszcze w marynarce (są kapitalne i budzą uśmiech lekkiego politowania na twarzy). Bibliograficznie jest w porządku. Autorka nie robi natarczywych moralizatorskich wtrętów i traktuje czytelnika jako osobę, która jest w stanie używać mózgu samodzielnie i nie potrzebuje trzymania za rączkę i wskazywania co jest fe, a co cacy. To się chwali. Drażnią natomiast ciągłe wtręty jakoby Heydrich był zimny jak ryba, podczas gdy cytowane fragmenty listów wskazują na coś zgoła innego.
                Dla kogoś kto nie zna niemieckiego i czeskiego i nie może sobie pozwolić na przeczytanie wspomnień Liny rozdział w "Kobietach nazistów" może okazać się bardzo pomocny, żeby odrobinę przybliżyć postać frau Heydrich jak i jej męża, choć zdecydowanie brakuje mi tu paru informacji więcej na temat dzieci, szczególnie Silke, z drugiej jednak strony to nie jest biografia Liny, czy Reinharda, ale bardziej ogólne opracowanie, które ma za zadanie być wstępem do późniejszych, samodzielnych poszukiwań. W tych parunastu stronach Anna Maria Sigmund zmieściła więcej niż Dederichs w swojej absurdalnej "Twarzy Zła", dodatkowo biografka przyłożyła się do swojej pracy i nie zmyślała jak wyżej wspomniany pan. Rozdział zdecydowanie na plus, podobnie jak i całość.

Moja ocena:


4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. a proszę to się jednak czegoś heydrichowego łyknęło ;)

      Usuń
    2. A czy ja mówiłam, że nie? :D Wiesz, w sumie on się przewija to tu, to tam, w programach o drugiej wojnie, w takich publikacjach jak ta, ale ogólnie, jak sama napisałaś: postać odstawiona na boczny tor. Wiem o nim bardzo niewiele.

      Cieszę się, że mam kontakt z osobą, która interesując się tak "konkretnie" pomijaną postacią może mi przekazać wiele informacji, których musiałabym początkowo szukać ze sporym poświęceniem ;) A R.H. jest ciekawy.

      Ta książka akurat zainteresowała mnie tematyką kobiet w totalitaryzmie, uważam, że to bardzo interesujący temat. No i autorka bardzo przyjemnie pisze.

      Usuń
    3. No tak, to taki troche pokemon co przemyka gdzies w krzakach, ale zazwyczaj nie wychodzi na słoneczko, na polankę.
      JAk już kołuje się wokół niego mnóstwo dziwnych pogłosek, które przedostają się do różnych publikacji i potem słyszę o kwiatkach z kosmosu. W "Kobietach nazistów" na szczęście nie jest źle i da się to czytać bez zgrzytania zębami i utraty szkliwa. ;)

      Usuń