piątek, 26 kwietnia 2013

Jak cię widzą tak cię piszą- Heydrich na okładkach cz. I

             Jako, że wbrew moim intencjom na tym blogu ostatnimi czasy zaroiło się od recenzji książek o Heydrichu jak i okołoheydrichowych, to dzisiaj na rozluźnienie temat związany z okładkami, na których pojawia się Płowa Bestia. Co by nie mówić wyróżniam kilka tendencji:

1. Czy te oczy mogą kłamać?
Brak oczu. Zasłońmy je, zamażmy, najlepiej całą twarz. Bez nich Heydrich po prostu wygląda lepiej, groźniej, nie jak zamroczona gęś, która oderwała się od klucza i łazi bez celu po bagnach. Trochę jak wskazanie: winny, dajmy więc blur na oczy jak Katarzynie W. w "Fakcie." Okładka skrywa tajemnicę, niby wiemy kto to, ale jednak nie. Ci, którzy Heydricha nie mają kupują w ciemno. Bo wygląda tak mrocznie, że aż chce się sięgnąć po książkę. Historia z życia wzięta: koleżanka zupełnie nie znając Płowej Bestii, zobaczyła powieść "HHhH" (beznadziejną zresztą, ale do tego przejdziemy później) na półce i pragnęła ją kupić, dodatkowo zachęcona ksywką Heydricha "Archanioł Zła". Potem zobaczyła jego twarz w całości i czar pełen dystyngowanego mroku prysł, a jej oczom ukazał się niezbyt urodziwy pan z szeroką miednicą.

Przykłady:


2. Dajcie mi swastykę.

Kiedy już jednak zdecydujemy się pokazać potencjalnemu czytelnikowi oblicze esesmańskiego muminka to powinniśmy jego łagodną aparycję zakleić swastykami. Najlepiej dziką ich ilością. Wszystko zalać czernią i już napalona i zbuntowana gimbaza ruszy, żeby zaopatrzyć się w egzemplarz książki o złym człowieku, by ostentacyjnie czytać na korytarzach i pokazywać wszystkim "Mam mrok w sercu i czytam mroczne książki". Alternatywnie wstawiamy runy SS.

Przykłady:


3. Ocieplanie wizerunku.

Pokażmy go od dobrej strony. Będzie skandal. Niech nam się Heydrich z okładki uśmiecha. Taki uroczy, ludzie patrzą, nie wierzą, że Bestię stać na radosny grymas. Najlepiej jeszcze z żoną, niech ją przytula, niech ludzie się pienią, kupują i czytają wypociny jego małżonki. Afera murowana, słupki sprzedaży wywindowane pod nieboskłon. A wydawca zaciera ręce i ogląda dziennik, w którym Czesi lamentują nad tym jak było można, po czym wrzucają do koszyka, czy to z nostalgii, czy z ciekawości historię spisaną przez Linę.



4. Na blacharę.

Takiego pięknego mercedesa ze świecą szukać. Dajmy go na okładkę, najlepiej tego po zamachu. Fani retro-motoryzacji kupią żeby radośnie fapać do auta, a czy przeczytają? A kogo to obchodzi?



To jeszcze nie koniec. W kolejnym odcinku wystąpi czapka-niewidka. Dowiemy się czemu na 50% okładkach występuje pewne zdjęcie i dlaczego właściwie o tym piszę. Stay tuned.

Ps. Kolorystyka też jest dosyć jednostajna: biel. czerń, czerwień. Gruba, mroczna czcionka, pojedyncze wyrazy na czerwono/czarno.



6 komentarzy:

  1. esesmański muminek, rozwaliłaś mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A jaką Ty zaproponowałabyś okładkę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię kiedyś projekt. W sumie bardzo podoba mi się Kat Hitlera

      Usuń
  3. I nigdzie nie uświadczysz niemieckiego gotyku? No, jak to... Są swastyki, czarno, mroczno i tajemniczo, a neogotyckich liter brak? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no wlasnie ciekawa sprawa :D no ale może ktoś się w koncu postara ;) jeszcze najlepiej zeby jakas literke polaczyc ze swastyka dla podkreslenia mroku

      Usuń