wtorek, 23 kwietnia 2013

Jaroslav Čvančara - Heydrich - recenzja

                      Dzisiaj bierzemy na warsztat ogromny czeski album. Pierwsze wydanie miał około 2000 roku o ile dobrze pamiętam, jednak na święta 2011 ukazało się nowe. Miałam w rękach obydwa i nie widzę jakiś szczególnych różnic, może za wyjątkiem okładki, a właściwie tylko obwoluty, która w przypadku nowego wydania jest dużo ładniejsza i prezentuje moją ulubioną fotografię przedstawiającą maskę pośmiertną Heydricha. Pod spodem kryje się jednak brzydki kolaż znany z poprzedniej edycji.
                   Co kupujemy? Co oglądamy? Jest to album, mało treści i dużo zdjęć. Wbrew pozorom Heydrich umiera w nim dosyć szybko i większość książki wypełniają zdjęcia plakatów, Pragi, spadochroniarzy, ofiar heydrichiady. Jeśli nastawiamy się, że będzie to album wypełniony Reinhardem po brzegi, to srogo się zawiedziemy. Jak bardziej interesuje nas Protektorat nie będzie źle. Tak naprawdę większość zgromadzonych przez Čvančarę fotek pochodzi z CTK, albo jest dosyć znana i obejmuje głównie okres sprawowania przez Heydricha stanowiska zastępcy Protektora Czech i Moraw. Z młodości, z lat wcześniejszych zdjęcia Reinharda można policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli chodzi o treść to jest niebywale skromnie i bez szału. Čvančara oczywiście wtrąca różne dziwne jadowitości, które powinien pominąć i skupić się na opisie zdjęć a nie na swoich domysłach i docinkach, bo one naprawdę nikogo nie interesują i nieraz nachodzą na fotki zupełnie bez potrzeby.          
               Wygląda to wszystko i pachnie bardzo ładnie, ale to trochę taki item dla fanatyków i kolekcjonerów, którzy lubią patrzeć na Heydricha w obleśnym zielonym mundurze, podkreślającym jeszcze bardziej jego bujne biodra i nadający mu kształtu wielkiej, niedojrzałej gruszki. Laikowi raczej się nie przyda, ani tym bardziej nie spodoba, bo nie ma na czym oka zawiesić, ani nic ciekawego przeczytać. Jeśli natomiast ktoś wkręcił się w zbieranie zdjęć Reinharda, to szlaban otwarty i do boju.  W sumie "Heydrich" Čvančary to kubeł zimnej wody na zidiociałe, podstarzałe neonazistki, piszczące jaka to Płowa Bestia nie jest piękna. Zdjęcia nie kłamią. Dzieci w nocy może się nie wystraszą, ale na kobiety fizys Heydricha zadziała jak sandał i skarpeta.
             Czy warto płacić prawie 1000 czeskich koron za "Heydricha"? Osobiście zakupu żałuję minimalnie, można było to zrobić lepiej i zawrzeć trochę więcej wartościowych informacji, poszerzyć to na życie Reinharda jako takie, nie tylko na Protektorat, tytuł jest bowiem bardzo mylący. Kiedy jechałam do Pragi żeby w bibliotece przekserować pierwsze wydanie spodziewałam się czegoś innego. Oczywiście niewidziane wcześniej fotografie były jakąś tam drobną radością, jednak za małą i dodatkowo przygaszoną przez nijaką treść publikacji. Druga edycja, która miała być poszerzona na nowo rozpaliła moje nadzieję i zakupiłam ją, była krótka radość a potem kręcenie nosem na niedociągnięcia. Dla laików i osób, które zaczynają przygodę z historią Płowej Bestii może się to okazać trochę większy ból niż dla mnie. Lepiej zainwestować w Williamsa, on ma jednak lepsze fotki.

Moja ocena:

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. gorzej, to jest coś bez nazwy...
      no po prostu ordynarnie był brzydki jak noc

      Usuń