poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Mario R. Dederichs - Twarz Zła

          


                   W dzisiejszym kąciku recenzenta biorę na warsztat książkę, której tony zalegają w każdej większej księgarni w Polsce i kuszą nieszczęśników pragnących dowiedzieć się czegoś nowego o Heydrichu. Chodzi o "Heydrich. Twarz Zła" autorstwa Mario Dederichsa. Na wstępie powiedzieć należy, że książka ta w istocie powstała z notatek Dederichsa, które posegregował i wydał Teja Fiedler. Dlaczego to ważne? Bo być może tłumaczy to dlaczego ta biografia jest tak beznadziejna i chaotyczna.
                   Nie nazwałabym "Twarzy Zła" książką historyczną. Jako, że autor był dziennikarzem, to obcujemy właśnie z dziennikarskim stylem nastawionym na sensacje, nie zaś na rzetelne informacje. Stąd pojawiają się takie rzeczy jak jakiś amerykański zespół, który nagrał o Heydrichu piosenkę pochwalającą jego zbrodnie. Dederichs rozpisuje się z ogromnym zacięciem na temat tego, że głupi skinole z USA pomylili Turków z Żydami, a tym samym po macoszemu traktuje życie Heydricha i jego czyny, o których przecież miał Czytelnikowi opowiedzieć. Edycja angielska reklamowana była jako jedyna książka gdzie dzieci Heydricha udzieliły wywiadów. Problem, że żadnego wywiadu nie ma, a jedynie przytoczonych zostało parę wypowiedzi Marty (drugiej córki Reinharda), bowiem reszta familii była niechętna do rozmowy z Dederichsem.
                   Ciężkim zarzutem wobec "Twarzy Zła" jest bibliografia, która jest żałośnie szczupła i niepełna. Wiele informacji nie ma żadnych, absolutnie żadnych przypisów, a czasem nawet wykluczają się one wzajemnie. Najbardziej rażącą niekonsekwencją, mówię tu o pierwszym polskim wydaniu i jestem ciekawa czy w drugim zostało to naprawione, jest pochodzenie Heydricha.  W jednym rozdziale jest on Żydem, żeby w drugim nim nie być. Taki chaos informacyjny panuje przez całą książkę i po przeczytaniu tak naprawdę wiemy tyle, co wyczytać można na Wikipedii, plus parę luźnych cytatów z powieści o zamachu. Autor traktuje swojego Czytelnika trochę jak dziecko i na każdej stronie podkreśla jak bardzo zły był Heydrich i, że wszystko co robił było złe. Sugeruje nawet, że Reinhard swoje dzieci kochał, bo ideologia nakazywała, a szermierzem był miernym, z tym, że ludzie bali się z nim wygrywać. Jest to nieprawda, Heydrich fechtowaniem zajmował się zanim jeszcze wstąpił do SS i odnosił sukcesy w pięcioboju, którego częścią składową jest szermierka.
                  W "Twarzy Zła" nad informacjami dominuje styl piszącego: bardzo sensacyjny, agresywny, jak Swetoniusz w "Żywotach Cezarów" z tym, że ze Swetoniusza podającego rewelacje można się zdrowo pośmiać, to dzieło Dederichsa czyta się raczej uciążliwie. Wybitnie nie polecam. Zainwestujcie w coś innego. Po polsku najlepiej "Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej" Deschnera, a od "Twarzy Zła" trzymajcie się z daleka i spożytkujcie lepiej swoje pieniądze.

Moja ocena:



2 komentarze:

  1. Witaj :-)
    W książce o ile pamiętam nie ustalono do końca kto był ojcem Heydricha a zatem i tego czy był Żydem czy nie, choć właściwie nie powinno to mieć znaczenia gdyż Żydem jest się po matce. Szukam dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym wydaniu jest jeszcze wiecej bledow, w drugim rzeczywiscie to poprawiono,
      ale rowniez zajelo mi kilkadziesiat minut w kilku parafiach zeby przeszukac cale drzewo genealoiczne heydricha do praprapradziadków :D
      i znalazlam tam jedynie zgermanizowanych Słowian połabskich.
      wystarczyla jednodniowa wycieczka do Saksonii za studencki budżet, wiec sadze, ze czlowiek, ktory pisal do czolowych niemieckich gazet mogl sobie pozwolic na znacznie wiecej.

      Usuń