sobota, 13 kwietnia 2013

Max Williams - Heydrich: The biography vol. 1 and 2


               Dzisiaj mam przyjemność recenzować dwutomową biografię autorstwa Maxa Williamsa. Dostępna jest ona tylko po angielsku, a jej cena osiąga często ponad 300 zł. Czy warto wydawać aż tyle? I tak i nie...
               Dlaczego nie? Autor nie wysilił się z bibliografią, chociaż twierdzi zupełnie co innego. Większość to kopiuj-wklej z Liny i Deschnera okraszone ocenami Williamsa. A te są zdecydowanie zbyt przychylne Heydrichowi i wydaje się, że biograf pomija wszystkie przewinienia Reinharda. Tak więc uwielbiający spędzać czas z panienkami Heydrich w książce Williamsa jest wierny Linie (ever faithful), no cóż. O Holokauście jest mało, chociaż na plus wypada zamieszczenie tekstu konferencji z Wannsee, o Einsatzgruppen również. Zbrodnie Reinharda jakoś rozmywają się we mgle za to dużo jest jakiegoś dziwnie słodkiego pitu-pitu, które próbuje go nieudolnie tłumaczyć i zrzucać winę na ofiary. Bardzo mi się to nie podoba.
             Dlaczego jednak warto? Zdjęcia. Zdjęć jest mnóstwo, na każdym kroku i są to nieraz spore rarytaski, niestety Williamsowi skradziono je i wrzucono na dosyć obrzydliwą neonazistowską stronę. Podobno autor ma więcej, ale z powodu kradzieży nie chce się nimi dzielić. Cóż, widok Heydricha grającego na gitarze musi być bezcenny, szkoda, że pewnie nie zobaczymy go pewnie ze względu na traumę autora. Właściwie fotografie i krótki rozdzialik o tym, co działo się po śmierci Reinharda dają tej publikacji jakąś tam wartość. Sama w sobie treść nie broni się zbyt mocno zważywszy na dosyć wątpliwe podejście autora do wszystkich mniejszych, lub większych grzechów Heydricha. Nie jest to jednak taki koszmarek jak "Posłaniec śmierci" i "Twarz Zła", widać, że jednak Williams wyszedł z domu na trochę porobił parę zdjęć w terenie i pogrzebał po przeróżnych archiwach w poszukiwaniu fotek.
             Generalnie, jeśli interesują was fotografie, wśród nich wiele uroczych i prywatnych, choć sporo jest też znanych każdemu portretów, to jednak warto mieć i ignorować dziwne wtręty autora. Jak widzicie często przy wrzucaniu archiwalnych zdjęć używam właśnie tej książki, mimo wydania wznowienia wspomnień Liny, w których nie ma aż tak dużo fotek, jak szumnie zapowiadał to wydawca.

Moja ocena:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz