niedziela, 7 kwietnia 2013

Můj život s Reinhardem / Mein Leben mit Reinhard - Lina Heydrich

                 Kiedy rok temu w czeskich wiadomościach przeczytałam, że ma się ukazać tłumaczenie wspomnień Liny Heydrich byłam bliska palpitacji serca. Dotychczas biały kruk wydany w Niemczech w latach 70 dochodził do cen rzędu 1000 zł i pozostawał absolutnie poza moim zasięgiem. Na szczęście rodzina Heydrichów zebrała się i zgodziła wydać wznowienie, zarówno po niemiecku jak i po czesku. Nie obyło się wprawdzie bez małego skandalu z panem Cvancarą w tle, jednak nie jestem uprawniona do tego by się bardziej na ten temat rozpisywać. Podsumuję, Czesi chcieli dosyć nieładnie postąpić z Heiderem Heydrichem. I to na tydzień przed wydaniem książki doprowadziło mnie do szewskiej pasji.
              Czeski wydawca informuje nas, że rodzina Heydrichów postanowiła przekazać dochód z książki na cele charytatywne. Wcale mnie to nie dziwi, bowiem Heider Heydrich już nie raz pokazywał, że ma serce ze złota, nie z żelaza (bardzo wspiera polskie szpitale i domy dziecka, wysyła leki, zabawki, generalnie złego słowa na tego człowieka nie pozwolę powiedzieć).
             Sam Heydrich junior wypowiada się w pięknym wstępie do książki, który zawsze bardzo chwyta mnie za serce, jak i pod koniec w wywiadzie, który ukazał się także w 2011 roku w czeskim magazynie Reflex. Wywiad ten jest również arcydziełem i sprostowaniem do słów Liny, która twierdziła, że Heydrich nie miał wystarczająco dużo czasu dla dzieci, okazuje się, że same dziatki były innego zdania.
             Łyżką dziegciu w beczce miodu okazuje się pan Cvancara, który jak zwykle swoim jadowitym piórkiem przed wszystkim ostrzega i w bardzo ostrych słowach podsumowuje Linę. Zważywszy na to, że była to matka Heidera, szanowny pan Cvancara powinien odrobinę spauzować i pomyśleć pięć razy zanim spłodził swój parszywy rozdzialik.
             Przejdźmy więc do samej Liny. Na pingerze już rok temu byłam nią srogo zawiedziona. Zawsze wydawało mi się, że była to kobieta, która próbowała Heydricha jakoś odwieźć od autodestrukcji i która była dla niego wsparciem. Nic bardziej mylnego. Pani Heydrich zupełnie nie wyglądała na zainteresowaną losem męża, za to całym światem były dla niej mieszkania i ich urządzanie. Opisy kolejnych domostw zajmują po kilka rozdziałów. Potyczki z Goringiem o ziemię również, a zwieńczone są tym, że Heydrich zamieniając się z Hermannem na tereny łowieckie zawiódł Linę i do niczego się nie nadawał. Rozdział o rodzicach Heydricha otwiera stwierdzenie, że mieli dużo srebra w domu. Sam zgon Reinharda zajmuje jeden, mały, maciupki akapit. Szok ze stresem. Cały czas raczeni jesteśmy materializmem Liny i tylko czasem pojawiają się jakieś smaczki, w stylu Heydricha karmiącego córkę, będącego tak dumnym z maleństwa, że musiał pokazywać ją wszystkim co zamieniało się w pewnego rodzaju terror szczęśliwego tatusia i równie szczęśliwego brzdąca. Z pozytywnych rzeczy pomiędzy jednym opisem mieszkania a drugim znajdzie się także fragment o tym, jak Heydrich potajemnie uczył się latać, że lubił proste jedzenie, najlepiej ziemniaki z zsiadłym mlekiem, że nosił niemodną bieliznę, której pozbyła się Lina gdy odkryła, że jej narzeczony nie pierze ubrań, chomikuje brudne i ciągle kupuje nowe. Dla tych rzeczy zdecydowanie warto wspomnienia Liny nabyć. Generalnie jest to ogromny must have w kolekcji, który jest doskonałą bazą wyjściową do opisywania prywatnego życia Heydricha, jednak mimo wszystko czuje się w tym wszystkim ogromny niedosyt i złość, bo ta kobieta jakby wpychała go jeszcze bardziej w sidła ideologii, do której on do końca nigdy nie był przekonany. Dodatkowo Lina często ściemnia i wybiela głównie siebie, bo na wybielaniu męża chyba niespecjalnie jej zależy. Szczególnie rażą idylliczne opisy jej "księżniczkowania" w Czechach... Kim Kardashian Trzeciej Rzeszy to chyba najlepsze podsumowanie jej charakteru.
            Nowe wydanie wspomnień Liny zawiera dużo zdjęć prywatnych, zobaczymy Heydricha z dziećmi, w aucie przed domem, grającego w piłkę w wodzie, na plaży. Reinhard na tych wszystkich fotografiach, to zupełnie inny człowiek, niż ten, którego znamy z czarnego, bądź zielonkawego munduru, przenikliwego wzroku i zaciętej miny. Tu obcujemy z trochę rozmoczonym pampuchem i ten dysonans między nazistowskim katem, a przykładnym ojcem jest nie do opisania.
           Czeskie wydanie jest dużo ładniejsze od niemieckiego, w niemieckim jednak jest parę fotek więcej. Wytrwali mogą kupić dwie wersje ;) Cena czeskiego: 300 koron. Cena niemieckiego: 20 euro.

Moja ocena:


4 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że to bardzo ciekawa rzecz, mimo wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo ciekawa i zdecydowanie warto ją choć raz przeczytać ;)

      Usuń
  2. Ta kobieta działa mi okropnie na nerwy, od zawsze... jej próżność jest po prostu straszna. Aż współczuję Heydrichowi, że miał taką żonę. Ciekawe czy był z nią szczęśliwy, czy ona go kochała i jak zachowywała się po jego śmierci.... wiesz coś o tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po jego smierci bardzo chciala miec po nim rente, przez co napisala wyzej wspomniana ksiazke i rente otrzymala (lata 70 to byly xD)

      Usuń