poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wywiad Hany Beneszowej z Heiderem Heydrichem cz. 1

Wywiad z Heiderem Heydrichem z czeskiego magazynu Reflex. Nr 9 roku 2011. cz I
Ukazał się również w czeskiej edycji wspomnień Liny Heydrich, skąd pochodzą wszystkie zdjęcia, jakie umieściłam w tej notce. Proszę kupcie tą książkę, bo dochód z niej idzie na szczytny cel.A Heider Heydrich, który to przygotował jak zaraz się przekonacie jest naprawdę mądrą i dobrą osobą.
Tłumaczenie mojej produkcji, więc cudów nie ma.


Pański ojciec stał się zastępcą protektora rzeszy już pod koniec 1941 roku, ale przez większość czasu przebywał w Berlinie. Pańska matka wspominała, że byli małżeństwem przez 10 lat przy czym przez siedem nie było go w domu. Wobec tego czy miał czas dla Pana i Pańskiego rodzeństwa?

H: Ta często cytowana opinia matki jest przesadzona. To prawda, że czas, który ojciec poświęcał rodzinie był mocno ograniczony i matka wcale się z tego nie cieszyła. Nieobecność ojca budowała między rodzicami napięcie, które musieli rozładowywać. Jednak dostępne filmy, fotografie i moje wspomnienia potwierdzają, że ojciec nas bardzo kochał i rzadkie chwile wolnego czasu spędzał z nami.

Do pałacu w Panenskich Brezanach przyjechał pan na Wielkanoc 1942 roku. Czy rodzice wytłumaczyli panu czemu wyjeżdżacie z Niemiec i dokąd się udajecie?

H: Miałem siedem lat, mój brat niecałe dziewięć a siostra trzy. Nie było wtedy zwyczaju dyskutować z dziećmi o takich sprawach.

Miał pan w Brezanach jakiś przyjaciół? Mógł pan bawić się z dziećmi służby?

H: Ja i mój brat bardzo przyjaźniliśmy się z synem leśniczego. To była ogromna przyjaźń. Jego dom stał na ukos do bramy pałacu. Bażanciarnia jaką mieli w domu bardzo nas fascynowała. W zimę graliśmy w hokeja na stawie z lokalnymi dziećmi. Komunikacja była utrudniona, bo nie znaliśmy czeskiego.

Chodził Pan z bratem do szkoły, czy mieliście swojego nauczyciela?

H: Chodzenie do normalnej szkoły byłoby możliwe gdybyśmy mieszkali w Pradze. Razem z bratem Klausem i innymi niemieckimi dziećmi mieliśmy w Panenskich Brezanach własnego nauczyciela.

Nauka odbywała się w pałacu?

H: Tak

Pański dziadek był kompozytorem, pański ojciec, który sam dobrze grał na skrzypcach w przeddzień zamachu 26 maja 1942 roku był na koncercie zorganizowanym na cześć twórczości kompozytora. Pan też musiał się uczyć grać na jakimś instrumencie?

H: Jeśli chciałbym się uczyć grać na jakimś instrumencie, musiałbym z Brezan dojeżdżać do Pragi. To było wówczas mocno skomplikowane przez brak odpowiednich połączeń komunikacyjnych.

Pani Helena Vovsova, która pracowała w pałacowym ogrodzie wspomina, że 27 maja 1942 roku widziała jak pański ojciec żegnał się z pańską matką i Silke. Pan Vladimir Mlch, który naprawiał zamkową bramę powiedział mi, że w dzień zamachu przed wejściem do pałacu żegnała się cała rodzina. Pańskiego brata Klausa podobno szukano ponad dziesięć minut, znaleziono go w parku i zaprowadzono żeby się pożegnał z ojcem nim ten wyruszy w podróż. Jak Pan to pamięta?

H: Tej konkretnej chwili nie mogę sobie przypomnieć.

Kiedy dowiedział się pan o zamachu na pańskiego ojca. Świadkowie mówią, że ta wiadomość dotarła do pałacu w południe.

H: W pośpiechu powiedziała nam o tym matka. Już tego dobrze nie pamiętam.

Mógł Pan jeszcze odwiedzić ojca w szpitalu na Bulovce?

H: Nie. Wszyscy nam powtarzali, że ojciec potrzebuje jak najwięcej spokoju. Mnie i brata nie chcieli jeszcze bardziej denerwować i martwić.

Kto wam powiedział o jego śmierci? Wyjaśniono wam nieco, czemu umarł?

H: Nie wiem. Na pewno powiedziała o tym matka.

Miał pan siedem lat, kiedy jeszcze razem z bratem Klausem 9 czerwca 1942 pojechaliście na pogrzeb w Berlinie...

H: Siedmioletni chłopiec nie potrafił ocenić co się właśnie dookoła niego działo, jakie konsekwencje przyniosła ta uroczystość. Właściwie to wtedy uświadomiłem sobie, że nie mam już ojca.

Jako zapłatę za śmierć pańskiego ojca wyznaczony wymordowanie Lidic. Mnóstwo osób, które pomagały spadochroniarzom zostało skazanych na śmierć. Wiedział pan coś o tym?

H: Nikt o tym ze mną ani z moim bratem nie mówił. O wszystkim dowiedziałem się dużo później. Nasza rodzina była przytłoczona śmiercią ojca, wszystko toczyło się wokół tej straty. Moja matka była w późnym etapie ciąży. Czekała na czwarte dziecko. Na represje po zamachu nie miał jakikolwiek wpływ ani ojciec, ani matka, ani tym bardziej my, dzieci. Za zbrodnie odpowiedzialne były inne osoby. Matka dużo później mówiła, że ojcu na krótko przed śmiercią zależało na tym, żeby uniknąć aktu zemsty. Według mojej matki, Frank znający wolę mojego ojca rozmawiał z Hitlerem.

Pańska matka pałac w Brezanach miło wspominała. Czym były trzy lata w tym miejscu dla pana?

H: Mój brat i ja czuliśmy się tam niesamowicie szczęśliwi. Tym bardziej bolała mnie śmierć Klausa w 1943 roku. Jako chłopcy często razem się biliśmy, ale bieda temu, kto próbował jednego z nas skrzywdzić, wtedy jeden bronił drugiego.


Pani Vovsova powiedziała, że 24 października 1943 roku rozmawiała z żołnierzem przy bramie, która była otworzona, na zapowiadaną wizytę. Pan z pańskim bratem jeździliście na rowerach dookoła pałacu. Kiedy szła do domu usłyszała krzyki. Pan pierwszy był świadkiem tego tragicznego wydarzenia?

H: Brat wyjechał na drogę, zrobił kółko i wrócił się. Ja podążyłem za nim. Jako, że nie było tam żadnego pojazdu wydawało nam się to całkiem bezpieczne. Kiedy jednak Klaus wyjechał drugi raz na drogę wyjechała na niego ciężarówka. Żeby oszczędzić paliwo kierowca wyłączył silnik. Auto uderzyło mojego brata od przodu i śmiertelnie go zraniło. Jechałem zaraz za nim na rowerze. Miałem wielkie szczęście, że nie uderzył też mnie.

Kto miał odwiedzić pałac, dla kogo była otworzona brama?

H: Brama była często otwarta. To nie było nic dziwnego. Jak wspominam, parę razy nie była zamykana. Kim był oczekiwany gość, już nie pamiętam.

A pamięta pan jeszcze tego kucyka na którym jeździł pana brat?

H: Na tym kucyku nie jeździł tylko mój brat, ale i ja. Czasem zaprzęgaliśmy do niego mały, jednoosobowy wózek i wybieraliśmy się na przejażdżkę do parku. Nadal mam zdjęcia naszego konika.

Czeskiego się pan nie uczył. Ale chyba zna pan parę czeskich słów?

H: Jako chłopcy braliśmy udział w naganianiu drobnych zwierząt. Krzyczeliśmy „pozor” aby nas myśliwi nie zastrzelili. Wołaliśmy jeszcze „pomalu”. Do dzisiaj mnie boli, że nie nauczyłem się czeskiego. 

CDN.

Źródła zdjęć i wywiadu zarazem: Můj život s Reinhardem - L. Heydrich 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz