wtorek, 16 kwietnia 2013

Wywiad Hany Beneszowej z Heiderem Heydrichem cz. 2

Wywiad z Heiderem Heydrichem z czeskiego magazynu Reflex. Nr 9 roku 2011. cz I
Ukazał się również w czeskiej edycji wspomnień Liny Heydrich, skąd pochodzą wszystkie zdjęcia, jakie umieściłam w tej notce. Proszę kupcie tą książkę, bo dochód z niej idzie na szczytny cel.
Tłumaczenie mojej produkcji, więc cudów nie ma.

Z Brezan odjechał pan w kwietniu 1945 roku. Ze swoimi siostrami na wozie z zapasem jedzenia.

H: Z Brezan odjechaliśmy 18 kwietnia 1945 roku. Gościny udzielił nam baron Ringhoffer matka przed naszym odjazdem musiała mieszkać w wozie, takim w jakim jeżdżą cyrkowcy. Ona jechała pierwsza. Nas mercedesem wiózł nas kierowca. Jak w karawanie, jechaliśmy z siostrami w policyjnym aucie. Tak się rozdzieliliśmy. Naszym celem była wyspa Fehmarn, gdzie mieszkali rodzice matki. Dostaliśmy się tam po wielu miesiącach.

Droga na wyspę była dramatyczna?

H: Obszar między Kiel a rzekami Schwentine a także wyspa Fehmarn był zamkniętą strefą wojskową patrolowaną przez brytyjskie wojska. Niedaleko Oldenburga w Holsztynie jeden farmer pomógł nam przejść przez granicę.

Wyspa Fehmarn była w brytyjskiej strefie okupacyjnej. Jak traktowali was żołnierze?

H: Matka stawiła się w brytyjskim urzędzie zaraz po tym jak dotarliśmy do domu dziadków. Wyspa była wtedy jednym wielkim obozem dla uchodźców. Pierwsze pytanie jakie usłyszeliśmy brzmiało: „Jak dostaliście się do obozu? Przecież jest strzeżony!” Oczywiście, że w nocy przez „zieloną granicę”. W domu dziadków Brytyjczycy przeprowadzili parę przeszukiwań. Traktowali nas jednak dobrze. Dużo gorzej było z niemiecką policją pomocniczą, która zabrała nam niemalże wszystko co mieliśmy na sobie. Później widzieliśmy swoje ubrania i buty na innych dzieciach.

Jak się panu żyło na Fehmarn?

H: W domu babci i dziadka był fortepian. Na krótko pozwolono mi na nim grać. Od trzynastego roku życia każdy dzień po szkole pracowałem. Na granie nie było czasu. Po nauce chodziłem do pracy z rolnikami, aby załatwić dla rodziny mleko i mąkę.

Czy pańska matka znalazła gdzieś pracę?

H: Brytyjczycy mówili na początku, że nie wydadzą jej do Czechosłowacji. Jednakże w Pradze była już osądzona. Żadnym obietnicom nie mogła dawać wiary. Matka ukrywała się dwa lata. Wtedy w ogóle się z nią nie widzieliśmy. Mną i siostrami opiekowali się dziadkowie. Byli już bardzo starzy próbowaliśmy im pomagać, musiałem się też opiekować moimi małymi siostrami. Nie chciałem żeby dziadkowie mieli w nas dodatkowy ciężar. Panowała wielka bieda, wszystkiego brakowało. Kiedy matka wróciła, zaczęła prowadzić lodziarnię na Fehmarn a później w Plon.

Kiedy dowiedział się Pan o tym jak wysoką pozycję zajmował pański ojciec w Trzeciej Rzeszy?

H: Jako chłopiec wspominałem ojca w piękny sposób. Pamiętałem jedynie pełne miłości chwile jakie z nami spędził. Dopiero później nauczyłem się rozróżniać mojego ojca prywatnie i zawodowo.

A kiedy do Pana dotarło, jakie krwawe piętno odcisnął Pana ojciec?

H: Nie powiem Pani dokładnej daty. Był to długotrwały proces nauki i poznania. Przeczytałem mnóstwo książek, odwiedzałem miejsca mordów- obozy koncentracyjne w Polsce i Niemczech. Kiedy obserwuję sytuację polityczną na świecie mam wrażenie, że ludzie nie wyciągnęli wniosków ze zła jakie wyrządziła Trzecia Rzesza. Uważam, że przede wszystkim trzeba traktować dobrze drugiego człowieka i odrzucić jakiekolwiek ideologie. Spotkałem się w życiu z wieloma ludźmi i wiem jak ważny powinien być szacunek dla jednostki.

Skoro umie Pan oddzielić osobę pańskiego ojca jako prywatną i publiczną czy może Pan bez emocji , które przepełniały Pana jako małego chłopca mówić o znaczeniu zamachu?

H: Deschner w swojej książce „Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej” pisał „ Niezależne od siebie tajne służby i stronnictwa polityczne aliantów doszły do wniosku, że Heydricha należy uważać za najniebezpieczniejszego przeciwnika po niemieckiej stronie, a tego przeciwnika należało się pozbyć”. Z tą opinią się zgadzam.

Parę lat temu odwiedził pan kryptę, w której spadochroniarze stoczyli swój ostatni bój.

H: Byłem tam dwa razy. To chyba naturalne i dobre, że spoglądam w przeszłość.

Podczas swoich studiów spotkał się Pan z Johannesem Kleinem, który prowadził mercedesa pańskiego ojca i był członkiem jego ochrony. Mówił Panu o zamachu? Gdyby nie posłuchał pańskiego ojca, który kazał mu się zatrzymać być może udałoby mu się go ochronić.

H: Pana Kleina spotkałem raz w jego rodzinnym Gelsenkirchen. O zamachu z nim nie rozmawiałem. Większość ludzi w tym czasie rozmawiała o problemach dnia codziennego, nie o polityce. Ja w tym czasie dostawałem 50 marek na miesiąc. Uczyłem się zawodu mechanika pod Dusseldofrem i mieszkałem w ewangelickim przytułku.

Mieć na nazwisko Heydrich w powojennych Niemczech nie było łatwo. Pana rówieśnik wspominał, że siedział Pan w ostatniej ławce i z nikim się nie przyjaźnił.

H: Wątpię czy ten kto mnie wspominał naprawdę był moim rówieśnikiem i uczył się w szkole na Fehmarn. Parę lat byłem przewodniczącym klasy i miałem wielu kolegów i koleżanek. Spotykamy się na spotkaniach, które odbywają się raz na dwa lata. W pracy za to doświadczyłem różnego rodzaju oszczerstw. Wyjątkiem nie były dość paskudne ataki- próbowano dokleić mi łatkę nazisty, ale nie chcę wchodzić w szczegóły. Na szczęście nie zaszkodziło to mojej reputacji ani w domu ani zagranicą, a niemieckie ministerstwo nie kwestionowało moich kwalifikacji.

Ktoś wypominał nazistowskiego przodka pańskim dzieciom, bądź wnuczkom?

H: Nasze trzy córki mają łatwiej, bo wyszły za mąż. Ale dla naszego syna było to brzemieniem. I w jego pokoleniu grało rolę, że był wnukiem „nazistowskiego zbrodniarza Heydricha”.

Jak Pańskie dzieci poradziły sobie z tym, że ich dziadek był osobą, która niechlubnie wpisała się w historię?

H: Przepaść pokoleniowa pozwala im dostrzec rzeczy, takimi, jakimi w istocie one są.

Odwiedziny jakie złożył Pan wiosną w Brezanach wywołały szok. Chce Pan coś na ten temat powiedzieć.

H: Moje odwiedziny nastąpiły po spotkaniu z historykiem Jaroslavem Cvancarą w Pradze. Powiedział mi on, że pani Helena Vovsova zna miejsce w parku gdzie był pochowany mój brat, Klaus. To było główną przyczyną, dla której się tam udałem. Pojechałem do Brezan dla mojego brata. Nie wiedziałem, że dołączy do nas także starosta. Cvancara prosił go, żeby żadne media się o tym nie dowiedziały. On jednak wykorzystał moja wizytę do swoich medialnych celów, a najgorzej, że puścił świat wiadomość, która była nieprawdziwa. Pan Holik mówił całkiem dobrze po angielsku. Zgodziliśmy się, że hańbą jest, że pałac i ogród popadają w ruinę. Jakkolwiek mój udział w finansowaniu przedsięwzięcia musiał być przekreślony ze względu na to że jest to własność prywatna. Wskazałem jednak możliwość, że jeżeli jest to wartościowy projekt, to można ubiegać się o środku z Unii Europejskiej. Pan Holik później twierdził, że on nie informował media o niczym. W wiadomościach pojawiły się jednak fotografie, które przekazał on. Co mam o tym myśleć? Nie wyszło to za dobrze.

Wie Pan, że Helena Vovsova w czasie wojny pomagała więźniom, którzy w pałacu w Panenskich Brezanach pracowali? Za plecami Pana matki, wdowy po zastępcy protektora.

H: Pomagać uciśnionym i prześladowanym należy w każdej okoliczności. Pani Vovsova działała jak najbardziej prawidłowo. Moja matka uniknęła dożywocia w 1948 roku. To wszyscy wiedzą. I część historyków uważa, ze nie zawiniła śmierci żadnego człowieka.

Nakaz aresztowania Pana matki zawierał nawet błąd w jej imieniu. Wyrok oparty był o fikcyjne świadectwo. Prawdziwi świadkowie mówili, że Lina była surowa, ale sprawiedliwa. Nikogo nie maltretowała. Niemniej wiadomo, że nazistowska ideologia była jej bardzo bliska, w tym stosunek do Żydów. Miał Pan już jako dorosły człowiek ze swoją matką jakieś niesnaski z tego powodu, czy tak jak większość dorosłych dzieci- unikał Pan konfliktowych tematów?

H: Miała takie samo podejście jak duża część Niemiec. Tych tematów z nią nie poruszałem.

W wywiadzie, który pańska matka dala w roku 1979 mówiła, że ojciec był pozytywnie odbierany w Protektoracie. Uważała tak do końca swoich dni?

H: Matka uważała działalność ojca w Protektoracie za pozytywną. Nie zmieniła zdania do końca.

W wyżej wspomnianym wywiadzie mówiła, że w Brezanach spędziła wspaniałe lata. Pamięć o śmierci Klausa zachowała dla siebie, czy mówiło się o tym głośno w domu?

H: Śmierć mojego brata przeżywała cała rodzina, ale najbardziej ja. Klaus nie był tylko moim bratem, ale najlepszym przyjacielem.

Pana brat został pochowany w pałacowym parku w 1945 roku. Pana matka chciała go pochować w miejscu, gdzie czuła się tak szczęśliwa, czy było to tymczasowe rozwiązanie?

H: To była trudna sytuacja. Priorytetem było przeżyć- uciec. Żywi dostali pierwszeństwo nad martwymi.

Z listu otwartego Edmunda Stoibera jasno wynika, że jest Pan osobą społecznie zaangażowaną.

 
H: We wczesnych latach 90 przystąpiłem do skromnej inicjatywy pomocy Polsce. Osiemdziesiąt pięć ciężarówek zawiozło do polskich szpitali leki, środki sanitarne do domów dziecka i artykułów spożywczych do domów spokojnej starości. Do dziś spotykam się z przyjaciółmi jakich zyskałem w Polsce. Do sukcesu zaliczam też pomoc byłym kolegom z pracy. 9 lat temu jedna z największych niemieckich firm lotniczych Dornier, gdzie długo pracowałem, była na granicy niewypłacalności. Przestano płacić prawie 1800 ludzi Pomogłem założyć związek zawodowy, który zaczął walczyć o poprawę sytuacji. Teraz liczy ponad 2000 osób, cieszy się wielkim uznaniem i przyczynił się do zmian w prawie. Ja zajmuję się tam ochroną praw socjalnych.

Jak się Panu podobał Kenneth Branagh w roli Pańskiego ojca w filmie „Ostateczne rozwiązanie”?

H: Widziałem tylko fragmenty, więc trudno wydawać mi jakieś wartościowe osądy. Myślę jednak, że to przedstawienie mojego ojca dalekie jest od rzeczywistości.


Źródła zdjęć i wywiadu zarazem: Můj život s Reinhardem - L. Heydrich 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz