czwartek, 30 maja 2013

Nadace Reinharda Heydricha v Praze - A. Wiedemann

         Dzisiaj na Płowej Bestii króciutka recenzja książki około-heydrichowej. Nie jest to bowiem biografia Reinharda, ale praca poświęcona Fundacji im. Reinharda Heydricha działającej w Pradze w latach 1942-45. Do jej zadań należała między innymi germanizacja i wspieranie niemieckiej oświaty (głównie szkolnictwa wyższego), na terenie Protektoratu Czech i Moraw. Skąd czerpała fundusze? Kto nią zarządzał? Czemu powstała? Praca Wiedemanna wyjaśnia to wszystko dokładnie i rzeczowo bardzo suchym i naukowym językiem, zupełnie innym od tego, którym spisał zeznanie bratanka Heydricha. Ten rozstrzał między jedną a drugą książką jest dla mnie niebywale szokujący. "Nadace" wypada tu jednak zdecydowanie na plus, z publikacji naprawdę można się czegoś dowiedzieć, dodatkowym smaczkiem jest rozbudowana bibliografia i przypisy, które prowadzą do wielu interesujących książek, do których grzechem byłoby nie zajrzeć. Temat samej fundacji jest dla mnie bardzo interesujący, jednak osoby, które dopiero zaczynają przygodę z Heydrichem, Protektoratem czy drugą wojną światową napocą się i niepotrzebnie nią zmęczą. Lekturę "Fundacji" polecam jako deser po ukończeniu ogólnych opracowań i biografii Heydricha.
       Książka ukazała się w języku czeskim i niemieckim. Osobiście niemieckojęzycznego oryginału nie widziałam nigdzie.

Moja ocena:




PS. Reflektowałby ktoś na recenzje filmów z Heydrichem (oczywiście jako postacią, nie jako aktorem, z dorobku aktorskiego może się pochwalić 2 sekundową rolą w "Tryumfie Woli" gdzie stoi za autem Hitlera).

środa, 29 maja 2013

Noc Długich Noży- cz. I

Pierwsza z cyklu notek o NDN, dzisiaj wprowadzenie:

         Lato 1934 nie należało od spokojnych. Obietnice Hitlera dotyczące zlikwidowania bezrobocia i kryzysu nie zostały do końca wypełnione, co spotkało się z niezadowoleniem społecznym. Ludzie zaczynali odwracać się od NSDAP. Wykorzystać próbowało to SA, zapowiadające szumnie drugą rewolucję i wygłaszając antykapitalistyczne hasła. Przywódca SA Ernst Rohm zjednywał sobie coraz większą popularność. Hitler próbował temu zapobiec, jednocześnie obawiając się wybuchu wojny wewnątrzpartyjnej. Buforem mającym zatamować ewentualne niebezpieczeństwo miało być liczące wówczas 200 000 osób SS. Reinhard Heydrich doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i czym prędzej zaczął gromadzić dane obciążające przywódców SA, w tym Rohma, który był chrzestnym jego syna, Klausa i często bywał u niego w domu. To rzecz jasna nie przeszkadzało pnącej się po szczeblach kariery Płowej Bestii by w ostateczności zlikwidować Rohma. Dobrą przesłanką ku temu był ostentacyjny homoseksualizm Ernsta, "wysoce niepopularny" wśród członków NSDAP.
Ernst Rohm w aucie (grubawy w jasnym mundurze)

Hitler borykał się także z konserwatystami na czele których stał von Papen. Rozprawienie się z SA miało poprawić ogólną sytuację i na nowo nadać blasku fuhrerowi, który winę za wszystkie niepowodzenia mógłby wówczas zrzucić na zdradzieckiego Rohma.Sytuacja stawała się coraz poważniejsza by eskalować w połowie czerwca. Należało działać szybko. Do zadań SS, a więc i Heydricha, który był zaangażowany w organizację Nocy Długich Noży należało pozbyć się, a więc, mówiąc wprost zabić członków SA. Wbrew powszechnej opinii wraz z Himmlerem nie uznawali tego jedynie jako okazji do awansu, ale także widzieli w formacji Rohma prawdziwe zagrożenie.
 Sierpień 1934, Heydrich już jako Gruppenfuhrer
SD Heydricha odpowiedzialne było za stworzenie list z nazwiskami przywódców SA, którzy mieli zostać zlikwidowani. Rohm przebywał wówczas na wakacjach w Monachium. Heydrich koordynował akcją z Berlina i wysłał swojego adiutanta Carla Oberga i dr Wernera Besta, do stolicy Bawarii. Aresztowania i egzekucje rozpoczęły się 30.06.1934 roku. Ponad dwustu ludzi zostało zamordowanych. Sam Rohm zginął z rąk Eickego, komendanta Dachau. By upiec dwie pieczenie na jednym ogniu o współpracę z SA oskarżono także konserwatystów. Ofiarą tych mordów padł między innymi sekretarz von Papena Herbert von Bose, także generał Kurt von Schleicher, eks-kanclerz. Został on zastrzelony wraz z żoną we własnym domu niedaleko Berlina. Heydrich, który osobiście nikogo nie zabił był perfekcyjnym mordercą zza biurka, kto wie może sam nie był w stanie pociągnąć za spust i pozbawić życia patrząc ofierze w oczy. Gdy w katowni w piwnicach mordowano jednego z konserwatystów wykrzykiwał on jedynie „Czy ta świnia już zdechła?!”.
Dzięki swoim zbrodniczym akcjom Heydrich został mianowany Gruppenfuhrerem SS dnia 30.06. w wieku 30 lat. 


Na podstawie:
R. Gerwarth, Hitlers Hangman
G. Deschner, Reinhard Heydrich, namiestnik władzy totalitarnej

Ilustracje: Max Williams, Heydrich biography vol. 1, Bundesarchiv

wtorek, 21 maja 2013

HHHH- Laurent Binet- recenzja


            Długo wstrzymywałam się z recenzowaniem tego "dzieła". Robiłam to już raz na pingerze, chociaż wówczas nie była to stricte recenzja.
           W końcu zebrałam się do wylania kubła pomyj tutaj. Zacznijmy bez ogródek: jeśli chcecie dowiedzieć się czegokolwiek wartościowego, to nie kupujcie i nie czytajcie tej książki. Jeśli zaś chcecie przeczytać kawałek dobrej literatury, to tym bardziej nie sięgajcie po Bineta.
Książka HHhH w istocie nie opowiada historii Heydricha i jego zamachowców, ale historię pana Bineta i tego jak gromadził informacje (klasyczny przykład jak nie robić researchu, dzieci nie róbcie tego w domu!), kupował książki (miał problemy z robieniem przelewów), czy tym jak jego narzeczona wywalała go z domu (brawa dla niej, jakby moja połówka pisała HHhH to urządziłabym to samo). Książka jest fatalna, straszna, głupia i naiwna. Podział na czarne-białe, dziwne opisy charakterystyczne dla debiutanta, który naczytał się romantycznej poezji i tekstów pseudogotyckich zespołów, a swoją znikomą wiedzę próbuje wszystko przerobić na powieść historyczną dokonując po drodze serii lapsusów i wyssanych z palca bujd, nie znajdujących potwierdzenia nigdzie poza jego głową. Dodatkowo Binet notorycznie robi z czytelnika idiotę i podkreśla na każdym możliwym rogu jaki to Heydrich nie jest okropny, wstrętny zły. Ach och, najgorsze co wyszło z kobiecej macicy. Naprawdę? No kurde nie spodziewałam się! Jakie zaskoczenie! Jak lubicie być traktowani przez autora jako debile, którzy nie wiedzą co leżało w obowiązkach szefa RSHA i jednego z wyżej postawionych członków SS to w sumie kupcie sobie Bineta i pozwólcie sobie na to, żeby głaskał was po główce mówiąc co jest cacy, a co jest be-be i opowiadał wam co i kiedy jadł na śniadanie. Dialogi, znikome zresztą, są tak naiwne, że chce się wyć ze śmiechu i ze zgrozy jednocześnie, gdy pomyśli się ile ten gryzipiórek zgarnął nagród za promocję własnej osoby i opisywanie co on by robił w Pradze tego czasu. Binet ciągle pisze o sobie, co czyni moment, w którym opisuje Heydricha jako egocentrycznego i majestatycznego, pewnego siebie w dniu koncertu na cześć ojca na dzień przed zamachem ( http://www.collectinghistory.net/heydrichstamp/theheydrichs.jpg zdjęcie, tak bardzo majestatycznie, tak bardzo pewnie, tak bardzo egocentrycznie...) jeszcze śmieszniejszym, bo jedynym egocentrykiem w istocie jest nie kto inny jak autor. Peany na cześć HHhH wcale mnie nie dziwią. Bestsellerami od dawna zostają książki bez wartości, którą łyknie jak największa ilość czytelników. Ja stawiam dzieło Bineta na tej samej półce co "Zmierzch". Nie dowiecie się z niego nic a tylko zmarnujecie czas, kupcie Harlequina, jest taniej a ta sama jakość. Dałoby się tak złą prozę jeszcze przełknąć, gdyby była tylko głupia i nieszkodliwa, ale krytyka źródeł historycznych, jakiej dokonuje Binet, niestety może wyrządzić szkody osobie, która pierwszy raz spotyka się z Heydrichem, czy jego zamachowcami.

Moja ocena:



piątek, 17 maja 2013

Zamach na Reinharda Heydricha - komiks

Jako, że rocznica się zbliża wrzucę tu skany pewnego bardzo uroczego komiksu. Ukazał się w latach 70 w magazynie Relax, o którym to powiedział mi mój tata. Po przeszukiwaniu internetu udało mi się znaleźć skany tego cuda. Bardzo podoba mi się kreska, no ale treść jest wyjątkowo śmieszna, na czele z głębokimi przemyśleniami Heydricha.









Ciąg dalszy nastąpi.

PS. Też nie wiem czemu Heydrich jest zielonkawy na twarzy...

środa, 15 maja 2013

Las Lućmierski

Wysłałam ten artykuł do gazety, w której pracuję, jednak na razie szanse na wydanie są małe, więc artykuł ląduje tu.

         Między Zgierzem a Ozorkowem przy drodze krajowej nr 1 znajduje się sołectwo Lućmierz, na które składają się dwie wsie: Lućmierz i Lućmierz-Las. Druga z nich to w istocie maleńka miejscowość pełna działek przy potężnym lesie. Mało kto z mijających to miejsce wie jakie zbrodnie miały tam miejsce 70 lat temu w czasie drugiej wojny światowej. Upamiętnia je skromny pomnik przy drodze i maleńki cmentarzyk z połamanymi krzyżami, znajdujący się około 500 metrów w głąb lasu.

        W listopadzie 1939 roku w lesie lućmierskim przeprowadzono egzekucje, będące częścią tzw. Intelligenzaktion Litzmannstadt ( Akcja Inteligencja – Łódź). Był to kryptonim akcji podczas której aresztowano około 1500 osób z Łodzi i okolic: działaczy lewicowych, profesorów, duchownych nauczycieli, polityków, a także inteligencji żydowskiego pochodzenia. Więźniów umieszczono w więzieniu na Ragodoszczu, a także byłym kinie w Pabianicach. Następnie postawiono ich przed oblicze sądu doraźnego. Procesy nie trwały więcej niż kilka minut i wyrok był z góry jasny: śmierć. Pierwsza egzekucja odbyła się w Lesie Łagiewnickim. Naziści zamordowali tam około 40 nauczycieli. Kolejne przeprowadzano już w Lesie Lućmierskim. Ostatnie miały miejsce na poligonie Brus w Łodzi i przypadały na rok 1940.
        Wraz z zakończeniem Intelligenzaktion Litzmannstadt nie skończyła się jednak historia morderstw w Lućmierzu. Cały czas przewożono tam i mordowano ludzi z łódzkiego getta i więzienia na Radogoszczu. Liczba ofiar pogrzebanych w Lesie Lućmierskim w ciągu całej okupacji sięgnęła 30 000.
        Osobną historią była egzekucja zgierska. Była to największa publiczna egzekucja w kraju Warty. Na zgierski Plac Stodół (obecnie Plac Stu Straconych), który pełnił w czasach wojny rolę wysypiska śmieci, dnia 20 marca 1942 roku spędzono mieszkańców Zgierza i okolicznych wsi. Pod groźbą rozstrzelania wszystkim kazano patrzeć na stracenie 100 Polaków, których przewieziono z więzienia w Łodzi. Był to akt zemsty za zabicie dwóch oficerów gestapo przez Józefa Mierzyńskiego. Naziści sprawdzali mieszkanie Mierzyńskiego w poszukiwaniu broni, ten zdążył sięgnąć po swój pistolet, zastrzelić ich i salwować się ucieczką. Tramwajem udał się do Łodzi. Mierzyńskiego został złapany dwa miesiące później i zabity. W kilka godzin później w Łodzi i okolicach przeprowadzono łapankę. Do więzienia trafiło ponad 900 osób. Wśród nich znalazła się żona Mierzyńskiego, która zginęła na Placu Stodół.
           Ofiary szły na rozstrzelanie w siedmiu grupach. Po wykonaniu wyroku ich ciała przewieziono do Lasu Lućmierskiego. Mogiłę wykopali więźniowie z Radogoszcza. Część ofiar nadal żyła będąc wrzucanym do dołu. Dobijano ich strzałem z pistoletu. W wyniku śledztwa przeprowadzonego w latach 80 rozpoznano 92 osoby, z akt łódzkiego gestapo udało się zidentyfikować kolejne 7. Jedna pozostaje wciąż nieznana. Zwłoki ekshumowano i zgromadzono w mogile znajdującej się na trasie Zgierz-Ozorków, niedaleko miejscowości Emilia. 

          Obecnie Las Lućmierski wydaje się być spokojnym, nieco sennym miejscem. Można tam bez problemu dojechać tramwajem linii 46 w kierunku na Ozorków. Gdy znajdziemy się już niedaleko pomnika przy drodze, warto udać się nieco głębiej i uważnie patrzeć w prawo. Przy leśnym trakcie znajduje się bowiem mały, nieco zaniedbany cmentarzyk. Otoczony jest betonowym murkiem. Poznać można go po wysokim, starym, drewnianym krzyżu z połamaną belką, postawiony on został w 10 rocznicę zbrodni. Mimo złego stanu miejsca pamięci mieszkańcy próbują dbać o podupadający monument i praktycznie przez cały rok płoną przy nim znicze.
Źródła:
"Martyrologium łódzkie. Przewodnik po Radogoszczu i Miejscach Pamięci Narodowej", Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, Łódź 2005

niedziela, 12 maja 2013

Córeczka Tatusia- Rzecz o Silke Heydrich

            Dziś krótka notka na temat ulubienicy Płowej Bestii, jego pierwszej córce, która poważnie zawróciła mu w głowie
          Silke przyszła na świat w Wielkanoc 9 kwietnia 1939 roku. Nie była ona planowanym dzieckiem i Lina miała poważne obawy co do tego, że Heydrich zaakceptuje dziewczynkę, a nie kolejnego chłopczyka. Reinhard pragnął mieć, jak większość ojców, jedynie synów. Okazało się to bezpodstawne. Reinhard zakochał się w małej Silke i to bez pamięci. Karmił ją butelką, bawił się z nią i uczył chodzić. Każdego wieczoru, około godziny szóstej, Heydrich całował swoją małą księżniczkę w czółko na dobranoc. Podczas spacerów dumny ojciec pokazywał i chwalił się swoją pociechą każdemu kto chciał, czy nie chciał jej oglądać. Dzięki niej zaczął częściej bywać w domu i zrozumiał jak ważna jest dla niego rodzina. Silne uczucie, jakim darzył dziewczynkę zostało udokumentowane na wielu fotografiach, czy nawet na filmie gdzie rodzic pokazuje dziecko do kamery, podczas gdy to odwraca się speszone.



          Na rodzinnym zdjęciu zrobionym w dzień urodzin Heidera w 1941 roku, bez większego wysiłku można odgadnąć na kogo Heydrich zwraca największą uwagę. Maleńka wówczas Silke śmieje się w kierunku taty, a ten wpatrzony jest w nią jak w obrazek. Trudno uwierzyć, że ten sam kochający ojciec był w stanie wydawać wyroki śmierci na inne dzieci niemalże bez mrugnięcia okiem. 
Heydrich zmarł w 1942, gdy jego córka miała zaledwie trzy latka. Helena Vovsova, która pracowała w Panenskich Brezanach w ogrodzie opowiadała, że wszyscy bardzo lubili małą, blond dziewczynkę w warkoczykach. Była ona niezwykle ciekawska. Po śmierci Reinharda Lina sprowadziła do posiadłości robotników z obozów koncentracyjnych. Silke często bawiła się w ogrodzie i parę razy z rzędu odmówiła zjedzenia obiadu. Po paru dniach okazało się, że dziewczynka spędzała czas z więźniami, jadła i bawiła się razem z nimi. 
         Po wojnie Silke zajęła się modelingiem i aktorstwem, grała w teatrze, podobno także pięknie śpiewała. W latach 60 wystąpiła w filmie dokumentalnym o swoim ojcu, udzieliła także krótkiego wywiadu do "Boca Raton News" w latach 70. O to jej krótka wypowiedź na temat Reinharda: "Czy mój ojciec był złym człowiekiem? (...) Jeśli rzeczywiście był zły powinnam to jakoś czuć w sobie. Obserwuję
samą siebie przez jakiś czas i nic takiego nie
zauważyłam." Od lat nie ma żadnych informacji na jej temat. Jej syn nie chce rozmawiać na temat historii rodziny i podawać jakichkolwiek szczegółów.


Zdjęcia:
Nieistniejący już profil na : http://blog.1000memories.com/
1000 memories zostało zamknięte przez jakiś spór z Ancestry.com, szczegółów nie znam.

wtorek, 7 maja 2013

Życie miłosne Reinharda H.

                Ostatnio Płową Bestię ogarnęły ciężkie tematy, pora zatem na drobną odskocznię. Dzisiejszy wpis na dobrą sprawę jest zbiorem plotek i ploteczek, które przewijają się w różnych książkach, jak i w internecie. Nic tu nie jest 100% wiedzą historyczną, ale luźnymi opowieściami, ludzi, którzy znali Reinharda Heydricha, ewentualnie ludzi, którzy znali ludzi znających Reinharda Heydricha. Dzisiejsza notka dotyczyć będzie podbojów miłosnych Heydricha.
                Reinhard Heydrich został wyrzucony z marynarki przez kobiety właśnie. Ten niegdyś nieśmiały i zastraszony chłopak z czasem obrósł w piórka i próbował być Casanovą. Najczęściej kończyło się to policzkiem w twarz, ewentualnie odmową panien, które zirytowane były nachalnymi umizgami młodego oficera. Z czasem nabrał jednak nieco ogłady i umiał przypodobać się kobietom. Pomogła mu w tym gra na skrzypcach i lutni. Pierwszą znaną z imienia i nazwiska miłością Heydricha była Lina von Osten, jego późniejsza żona, niezbyt urodziwa femme fatal, przez którą wyleciał z marynarki, jako, że był wówczas jeszcze w innym związku i obiecywał dziewczynie, która była córką wysoko postawionego osobnika, małżeństwo. Wersji historii jest sporo, ale tej aferze przyjrzymy się dokładniej w trakcie kontynuowania wątku marynarskiego.
       
Lina i Reinhard
    Lina i Reinhard początkowo byli w sobie bardzo zakochani, z czasem jednak hormony się uspokoiły i dawna namiętność przygasła. Małżonka Heydricha mówiła, że ten uganiał się za wszystkim co miało spódnicę. Mało natomiast wiemy czyje spódnice przyciągnęły go na dłużej. Linie przytakuje Schellenberg, który pisał, że apetyt seksualny szefa był niezaspokojony i często razem "chodzili na lumpy". Panowie byli też założycielami sławnego Salonu Kitty, burdelu na podsłuchu, gdzie planowali szpiegować elity i wyciągać informacje za pomocą specjalnie wyszkolonych kurtyzan. Jak relacjonuje Schellenberg Heydrich wpadał na "specjalne inspekcje", podczas jednej z nich nie wyłączono aparatury i wszystkie miłosne ćwierkoty Reinharda zostały nagrane i usłyszane przez jego podkomendnych. Heydrich był rozwścieczony.
              Kryzys małżeński częściowo zażegnany został w 1939 roku kiedy na świat przyszła Silke, ukochana córeczka Reinharda. Zakochany w niej wracał do domu częściej i wcześniej, by móc się nią zajmować. Maluch, który jak przyznaje Lina był "wpadką", stał się ulubienicą taty, który ochoczo pokazywał ją wszystkim, którzy chcieli i nie chcieli jej widzieć. Karmił ją, bawił się z nią i nie odstępował na krok. Chociaż dzieci zawsze były dla niego ważne, to żona już mniej. Kolejne okazje do skoków w bok Reinhard zyskał w Pradze.
             Jak relacjonuje Cvancara powołując się na  Zoglmanna Heydrich romansował z przywódczynią BDMu w Pradze. Podobno zastępca Protektora Rzeszy dorobił się z tego związku dziecka. Szczegóły nie są jednak znane i być może jest to jedynie plotka.
wg Cvancary domniemana kochanka Heydricha po jego lewej (mi zaś się wydaje, że to Karola Frank)
            Kolejną ciekawostką jest osoba pani Josefy Huliciusowej. Pierwszy raz dowiedziałam się o niej czytając notkę biograficzną Liny Heydrich na czeskiej wikipedii, gdzie stoi następujące zdanie: "Heydrich se svojí milenkou a anglickou agentkou z MI6 Josefou Huliciusovou žádné děti neměl". (Heydrich ze swoją kochanką i angielską agentką z MI6 Josefą Huliciusową nie miał żadnych dzieci"). Zaraz, zaraz- pomyślałam sobie, kto to jest ta cała Josefa. Po krótkim researchu udało mi się trafić na wywiad z Heleną Vovsową, która opowiadała, że służba często śmiała się z awantur jakie urządzali sobie Heydrichowie (UPDATE maj 2014, po rozmowie z panią Vovsovą okazało się, że nic o kłótniach między Heydrichami ani o kochance Heydricha nie mówiła i czescy dziennikarze mogli bądź pomylić ją z inną osoba z Panenskich Brezan, bądź wymyślić tą historię). Powodem miał być romans Liny z Schellenbergiem i miłości Reinharda do Huliciusowej. Więcej informacji na temat tej pani udało mi się znaleźć na blogu Jana Buquoya. Pisze on, że o Heydricha starała się również inna Czeszka Hana Krupkova, ale dopiero Huliciusova odniosła sukces. Jej mąż Wacław, bądź Jaroslav, wersje są dwie, również był agentem MI6. Josefa miała pseudonim "Sepka". Czy jednak jest to prawda? Trudno orzec. Czy Heydrich byłby aż tak nieostrożny żeby wpuścić do alkowy kobietę-szpieg i stracić dla niej głowę? W sumie tyle dziwactw przebiegło przez całe jego życie, że nie byłaby to z pewnością najbardziej zadziwiająca historia w jego biografii. Nie traktuję pani Huliciusowej jako pewnik, może czas przyniesie nowe informacje, póki co jest to palcem na wodzie pisana ciekawostka
           Czy Heydrich rzeczywiście był takim Don Juanem, czy może się na takiego robił? To też pytanie, na które trudno odpowiedzieć. 

Źródła Zdjęć
Lina i Heydrich: M. Williams Reinhard Heydrich: The Biography, Vol. 1: The Road to War,
Heydrich i dziewczyna z BDM J. Čvančara, Heydrich, Česke Budějovice 2011

Źródła informacji:
http://www.rozhlas.cz/radio_cesko/pribehy/_zprava/1055184
Čvančara, Heydrich, Česke Budějovice 2011
 http://berwidbuquoy.blog.idnes.cz/
 W. Schellenberg, Wspomnienia

sobota, 4 maja 2013

Getto w Kutnie

              W długi weekend miałam okazję odwiedzić Kutno z nadzieją zrobienia paru zdjęć na terenie byłego getta. Zdjęć jest parę, ale sam teren był niestety zamknięty, więc możemy pocieszyć się widokiem na fabrykę i bramy.
             Dawne getto znajduję się na ulicy Adama Mickiewicza, która odchodzi od 3 Maja, na której znajduje się kutnowski dworzec PKS i PKP (tak więc bardzo łatwo się tam dostać).

         Już w grudniu 1939 roku postanowiono, że teren Kutna ma być czysto niemiecki. Zaczęły się więc bardzo brutalne wysiedlenia Polaków jak i Żydów. Gestapowcy wpadali z rana i wyrzucali ludzi z mieszkań, ze sobą można było zabrać jedynie 50 kilogramowy bagaż. Procederowi temu niejednokrotnie towarzyszyły zabójstwa i gwałty.

Samo getto założone zostało w połowie czerwca 1940 roku w cukrowni "Konstancja" bądź "Hortensja". Na jego terenie zgromadzono ponad 8 000 populację  Żydów, którzy byli gonieni korytarzem utworzonym przez bijących ich i poniżających esesmanów. Warunki sanitarne getta były fatalne, kilka tysięcy ludzi miało do dyspozycji zaledwie trzy toalety i jeden kran z bieżącą wodą. Wszyscy zgromadzeni byli w 5 budynkach. Dodatkowo ceny były kilkadziesiąt razy wyższe niż poza gettem. Mieszkańcy umierali w zastraszająco szybkim tempie, wzmożonym jeszcze bardziej przez siarczystą zimę. Oczywiście esesmani i policja nie dostarczyli opału, co spowodowało znaczne uszczuplenie populacji getta. W 1941 wybuchła epidemia tyfusu.
         W 1941 roku naziści otworzyli obóz dla przesiedleńców. Mieścił się przy Przemysłowej 7. W jednym budynku i dwóch barakach mieszkało 500 osób. Nie było bieżącej wody i toalet. Obóz zlikwidowano w 1944 roku.
         W marcu 1942 nastąpiła likwidacja getta. Więźniów wywieziono do Chełmna nad Nerem, za przejazd musieli oni jeszcze zapłacić 12 bądź 20 marek. Naziści wysadzili także kutnowską synagogę. Starszyzna została rozstrzelana na miejscu, podobnie jak żydowska policja.
         Uprzątaniem terenu zajął się oddział utworzony z więźniów łódzkiego getta, ich praca zajęła około sześciu miesięcy.
         W centrum miasta przy ul. Tarnowskiego znajdował się żydowski cmentarz założony w XVIII wieku. Został zniszczony przez nazistów, którzy planowali postawić tam pomnik zwycięstwa. Pochówków dokonywano do 1943 roku. Kolejne odbyły się już po wojnie, kiedy bliscy pomordowanych w Chełmnie stawiali pamiątkowe macewy. Ostatni pogrzeb miał miejsce w 1948 roku. Postawiono także pomnik ofiar Holocaustu, który został jednak zniszczony. Kolejny pomnik stoi od lat 80-tych i jest notorycznie dewastowany. Same macewy zostały rozkradzione, poniszczone i obecnie na kirkucie urządza się głośne imprezy, a w zimę dzieci chodzą tam na sanki.