wtorek, 11 czerwca 2013

Niewesołe losy ulicy Wesołej

         
tu niegdyś był cmentarz
            Mało kto jadąc tramwajem między Manufakturą a Bałuckim Rynkiem w Łodzi zastanawia się co niegdyś stało w miejscu potężnych bloków i sklepowych witryn. Młodszym mieszkańcom zdaje się, że było tak zawsze. Okalające Zachodnią budynki wydają się być wieczne. Jednak nie jest to prawdą, bowiem w obrębie dzisiejszych ulic Limanowskiego, Rybnej i Zachodniej mieścił się założony w 1811 roku Stary Cmentarz Żydowski, do którego prowadziła wąska uliczka: Wesoła. Nekropolia nie należała do najmniejszych, już na przełomie XIX i XX wieku pochowanych na niej było około 13 tys. osób, w tym również osób znaczących w historii miasta, na przykład ojca słynnego Izraela Poznańskiego, Kalmana. Z początkiem istnienia cmentarza wiążę się ciekawa historia: przesąd mówił bowiem, że grzebanie na pustym cmentarzu przywołuje złe duchy, które nękają pochowanego. Toteż nikt nie kwapił się, by odprawić pogrzeb zmarłym, uczyniła to dopiero rodzina biednego krawca. Mimo wynajętego strażnika zwłoki skradziono i dopiero następny pogrzeb został zwieńczony sukcesem.
            W okresie międzywojennym w domu przedpogrzebowym założono oddział szpitala psychiatrycznego nr III. Mieścił się on na ulicy Wesołej 17. Według relacji Maurycego Goldmana w ośrodku przebywali głównie biedni Żydzi, którzy nie byli w stanie opłacić pobytu w Kochanówce. Mniejszość stanowiły osoby samotne, opuszczone przez swoich bliskich.
            W czasie II wojny światowej 8 lutego 1940 roku zapadła decyzja utworzenia łódzkiego getta. Ulica Wesoła, wraz z cmentarzem znalazła się rzecz jasna w strefie zamkniętej i była świadkiem tragicznych wydarzeń wojennej rzeczywistości. W tym czasie naczelnym lekarzem w oddziale nr III był dr Michał Urban. W ośrodku znajdowało się 50 łóżek. W marcu 1940 roku miejsce miała pierwsza „akcja ewakuacyjna” przeprowadzona przez nazistów. Zginęło 50 pacjentów. Część rozstrzelano na miejscu. W tym samym czasie podobny los spotkał chorych z Kochanówki. Najprawdopodobniej, ci, którzy nie zostali zabici na miejscu zginęli zagazowani w zgierskich i lućmierskich lasach. Naziści próbowali zatuszować swoją zbrodnię wystawiając fałszywe dokumenty jakoby pacjentów przewieziono do Generalnej Guberni.
             Nie był to jednak koniec koszmaru w oddziale nr III, wkrótce napłynęli nowy pacjenci, którzy zostali zamordowani 29 lipca 1941 roku. Gestapo rozkazało wcześniej sporządzić listy chorych, widniało na nich 60 nazwisk. Przybyli również niemieccy lekarze wraz z Rumkowskim, ocenili oni, że 12 osób nadawało się do wypuszczenia, pozostałe 50 zginęło. Wśród nich był mężczyzna o nazwisku Ilsberg. Przerażony nadchodzącym badaniem, nie był w stanie nic z siebie wykrztusić. Próba wypadła niezadowalająco. W podobny sposób zachowywali się pozostali pacjenci, nieważne jak ciężki był ich stan psychiczny, każdy zdawał sobie sprawę z grozy sytuacji.
1 września 1942 roku oddział nr III został zlikwidowany, razem z kolejną 50 osób, które miały nieszczęście się w nim kurować.
             Pobliski cmentarz rok po roku ulegał coraz gorszej dewastacji, naziści używali macew do utwardzania dróg. Nekropolia przetrwała jednak wojnę i została zlikwidowana w 1949 roku. Nie przeprowadzono wówczas ekshumacji. W roku 2004 na ulicy Rybnej stanęła pamiątkowa macewa. Ślady cmentarza odkryto ponownie podczas przebudowy torów tramwajowych w 2007, zwłoki zostały odpowiednio zabezpieczone według zaleceń Gminy Żydowskiej. Do tej pory na pobliskich trawnikach mieszkańcy natrafiają na szczątki ludzi, którzy byli pochowani na nieistniejącej już nekropolii. Bramę, która ocalała ze Starego Cmentarza przeniesiono na ulicę Bracką.
            Historia usilnie próbowała zatuszować wspomnienia o ulicy Wesołej, o Starym Cmentarzu Żydowskim i o oddziale nr III wraz z jego pacjentami, jednak czy to przypadek, czy też jakaś nieznana siła sprawiły, że pamięć pozostała i miejmy nadzieję, że nigdy nie zostanie zatarta.

Bibliografia:
Kronika Getta Łódzkiego, red. D. Dąbrowska, L. Dobroszycki, t.1, Łódź 1965, s. 226-230
T. Nasierowski, Zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi w okupowanej Polsce, Warszawa 2008, s. 103- 108

22 komentarze:

  1. Kompletnie nie na temat, chociaż trochę jednak na temat: przypomniała mi się powieść "Szpital Przemienia" Lema.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mialam przyjemnosci czytac zreszta jak wiekszosci beletrystyki jestem nieokrzesanym chamem ;d

      Usuń
  2. Oczywiście "przemienienia" miało być ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się poprawiam, bo wyszło, że szpital przemienia ;) Jakbyś kiedyś się chciała odchamić się beletrystyką, to powieść Lema jest bardzo w porządku. Zupełnie "nielemowa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to brzmi dobrze go jak pamietam Lema z młodosci to bylo ciezko

      Usuń
  4. Nie przstrasz się, że w opisach jest, że traktat moralny i takie tam. Lem to twarde sf, a twarde sf jest raczej dla osób, które naprawdę lubią ten gatunek. Ja też nie zaliczam się do lemożerców i wielbicielką sf nie jestem, chociaż Bajki robotów lubię heheheh

    Coś z Lema jest, w sensie refleksja, niezbyt wesoła, która potem gdzieś się przewija u niego międzyplanetarnie, ale nie ma tego całego sztafażu kosmicznych kosmonautów :D Bardzo ciekawe zderzenie tego, co sobie intelektualiści różnej maści gadają o wartościach i wielkimi słowami, a jak to wygląda potem w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  5. XD powiem szczerze ze powyzszy opis jednak mnie wystraszyl XD

    OdpowiedzUsuń
  6. jest także film oparty na motywach tej powieści - niezle zrobiony i w dobrej obsadzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. tak o ile mnie pamięć nie myli film powstal w 1978 roku z udzialem aktorow którym wspolczesne "gwiazdy" moglyby co najwyżej buty czyscic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moze podejde do tego xD ale poki co egzamin z historii filmu

      Usuń
  8. w wolnej chwili mysle ze godny polecenia niema tam typowej dla prl-owskiej produkcji dot. drugiej wojny swiatowej programowej martyrologii Narodu polskiego podlanej dydaktycznym smrodkiem przynajmniej tak mi się wydaje poza tym ciekawy rys psychologiczny niemieckiego lekarza SS cos to tłumaczy moim zdaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to rzeczywiscie rzadkosc, ale i tak uwazam, ze nawet te stare produkcje z prlu o tematyce wojennej sa mniej szkodliwe niz amerykanckie propagandówki typu najdłuższy dzień

      Usuń
  9. tak wogole blog swietny dla mnie obowiazkowa lektura

    OdpowiedzUsuń
  10. w mojej opinii nie ma zadnej kurtuazji- jakość artykulow tematyka i forma ma wysoka wartość poza tym odkrywanie i przybliżanie zapomnianych miejsc trudno przecenić to sa wlasciwie naukowe z punktu widzenia historii relacje.Twoje graficzne dokonania to osobny swiat zaskakuje i budzi mój podziw.Serdecznie gratuluje pomysłu i pasji odkrywania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę, to wszystko na dobrą sprawę jest na wyciągnięcie ręki (pomijając zbojeckie ceny DB) i wszystko jakoś było wześiej opisane, a co nie było się wykopie, albo będzie się probować wykopywać, jak panią Huliciusovą chociażby.

      Dziękuję bardzo ^^

      Usuń
  11. trzymam kciuki za dalsze odkrycia swoja droga to ciekawe ile mało znanych faktow kryje się w wydawaloby się dobrze opisanej biografii herr Protktora a wlasciwie zastępcy formalnie rzecz biorac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podejrzewam, że jeszcze sporo i wszysko kurzy się w archiwach jak ts historyjka o chórze

      Usuń
  12. www.facebook.com/kosmopolitania19 czerwca 2013 12:37

    dla zainteresowanych: http://kosmopolitania.blogspot.com/2012_07_01_archive.html

    http://kosmopolitania.blogspot.com/2013/05/ostatni-moment-spytaj-swoich-pra-polacy.html

    http://kosmopolitania.blogspot.com/2012/06/jednodniowka-nr-0013-31-05-2012-odz.html

    Pozdrowienia , udostępniamy na www.facebook.com/kosmopolitania

    OdpowiedzUsuń
  13. o w sumie dobry pomysl ta zbiorka ;)

    OdpowiedzUsuń