poniedziałek, 1 lipca 2013

Gross Rosen- Rogoźnica


         Zaczęły się wakacje, zaczęły się wyjazdy. W zeszłym tygodniu los szczęśliwie zawiódł mnie do Gross Rosen. Odwiedziny planowałam już długo i w końcu nadarzyła się okazja. Zacznijmy od samych wrażeń z wyjazdu. Strona obozu informuje nas, że we wsi Rogoźnica jest stacja kolejowa. Niestety nikt nie powiedział w jakiej odległości od dawnego obozu owa się znajduje. A jest to wg google maps ponad 3 kilometry, które trzeba przejść najpierw przez wieś a potem nieistniejącym poboczem, gdzie można łatwo być zgarniętym przez pędzące z kamieniołomu tiry. Ludzie na stopa się też raczej nie zatrzymują. Swoje trzeba przejść i to bardzo uważnie i ostrożnie bowiem droga, jak wyżej wspomniałam, jest nieprzyjemna. Jak macie auto to jesteście na wygranej pozycji. Mam małe zastrzeżenia co do drogowskazów prowadzących na miejsce. Ze świecą ich szukać.Trzeba pytać miejscowych. Całe szczęście okazali się oni dla nas bardzo pomocni.
            Naziści założyli obóz w Gross Rosen w 1940 roku jako filia Sachsenhausen. Początkowo był to obóz pracy, więźniowie, w większości Polacy (dopiero później napływać zaczęły osoby pochodzenia żydowskiego i jeńcy sowieccy, którzy byli bardzo szybko i brutalnie likwidowani), katorżniczo pracowali w pobliskim kamieniołomie granitu (w który to zaopatrywały się takie firmy jak Siemens czy Blaupunkt). Pracowano po 12 lub więcej godzin, przy znikomych racjach żywnościowych i dramatycznych warunkach sanitarnych. W 1941 roku stał się on samodzielną placówką i nie podlegał już pod Sachsenhausen. Uznawany był za jedną z najbardziej morderczych placówek tego typu. W swojej historii miał trzech komendantów. Pierwszym był Arthur Rodl, wcześniej pracujący w Buchenwaldzie. Pod koniec wojny popełnił samobójstwo. Drugi to Wilhelm Gideon, uniknął on śmierci i został skazany na 10 lat więzienia. Zmarł w połowie lat 70-tych.  Trzeci, Johannes Hassebroek, urodzony w Halle nad Soławą również wymknął się konopnej linie. Jego emploi pełne było służb w różnych obozach. Został ujęty przez aliantów po ewakuacji obozu. Karę śmierci zmieniono mu na 15 lat więzienia, po których długo jeszcze cieszył się wolnością. Czy sprawiedliwie? Osądźcie sami.
         Warto wspomnieć, że Gross Rosen nie miał jednolitej struktury. Istniał w nim obóz kobiecy i młodzieżowy (który był pod pieczą wrocławskiego gestapo). Częste były egzekucje Rosjan, podczas których zginęło około 2500 osób. Żydów najczęściej transferowano do Auschwitz, bądź poddawano przymusowej eutanazji. Ogólny bilans to około 40 000 ludzi. Chodzi tu o obóz główny jak i około setki jego filii rozsianych po Dolnym Śląsku. Lwią część stanowiły ofiary Marszu Śmierci, który odbył się w lutym 1945 roku. "Wyzwolenie" obozu nie było jednak końcem jego morderczej historii. Dwa lata po wojnie istniało tam więzienie NKWD. Stąd stojące obecnie muzeum mogło zostać założone dopiero w latach 80-tych.
        Sam teren obozu jest w bardzo dobrym stanie. Trawka przystrzyżona, teren ogrodzony, ani jednego małego śmietka. Wstęp bez przewodnika jest oczywiście darmowy. Zwiedzać można od godziny 8 do 20. Jedynie wnętrza baraków wymagają odrobiny opieki i miłości, ale widać, że coś się dzieje i coś się tam robi. I chwała za to. Co do inicjatyw dotyczących Gross Rosen możecie poprzeć projekt wybudowania swego rodzaju pomnika w kamieniołomie: http://www.gross-rosen.eu/projekty/kamienne-pieklo-2/ankieta-poparcia/ (wg mnie wygląda to dosyć ciekawie, chociaż i tak na tle Płaszowa Gross Rosen można nazwać perełką czystości).
     
        Zdjęć niestety mało, bo technika odrobinę zawiodła. Z czasem postaram się dorzucić więcej, jeśli koleżance uda się je odzyskać.

8 komentarzy:

  1. O! Zamierzam się tam wybrać za kilka tygodni (jak będę w Polsce na urlopie) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja niedaleko w sumie mieszkam ;) Szkoda, że technika zawiodła ;< Ale za to nadrobiłaś treścią, zwięźle i na temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widzisz ladna okolica swoja droga a oboz odwiedzic warto

      Usuń
  3. miejsce któremu należy się pamięć choć sa i tacy - już niewielu ich pozostalo - co chcieliby o nim zapomnieć

    OdpowiedzUsuń