sobota, 31 sierpnia 2013

Heydrich powraca na onet

Dzisiaj główna strona onet.pl zaserwowała artykuł o zamachu na Heydricha:
http://mojhistorycznyblog.blog.pl/2013/08/26/smierc-ktora-wstrzasnela-iii-rzesza-zamach-na-reincharda-heydricha/
I znowu pojawia się mit o Koronie, a całość bazowana jest na Dederichsie. Trochę razi też przekręcona sprawa z Libovką i Bulovką... Mimo tego, da się to przeczytać, ale ja jednak i tak bardziej polecam sięgnięcie do Gerwartha (który już wyszedł po polsku i jest w drodze do mnie) oraz Deschnera, ale kto co lubi.
 Co do zamachu. Widocznie muszę sama się za to wziąć, ale poczekam na doskonałą książkę, która wkrótce do mnie przyleci z Wielkiej Brytanii, sama nie jestem specjalistką od zamachu i będę tu bazować na wiedzy przyjaciela mojej koleżanki, który napisał  bardzo interesującą publikację pt: "The mirror caught the Sun" (http://www.johnmartincomedy.com/4.html), co roku jeździ on też do Pragi organizując wycieczki po miejscach związanych z zamachem i jest naprawdę kompetentny w temacie, stąd wolę trochę poczekać nim strzelę coś niedokładnego i potem zmuszona będę poprawiać.

Z innej paczki, zapraszam na spektakl "Wyznania Josefy H.". Szczegóły: https://www.facebook.com/events/182844411894564/?fref=ts

Planuję też wyjazd do Czech w najbliższym czasie by zaopatrzyć się w parę nowych książek między innymi w "Atentat na Reinharda Heydricha" ( http://www.kosmas.cz/knihy/182071/atentat-na-reinharda-heydricha/ ), bowiem przy ostatniej wizycie do zakupu zabrakło mi 30 koron. Interesuje mnie też stara książka "Za Heydrichem otazník", która jest podobno tęgą jazdą bez trzymanki w stylu "Twarzy Zła", tylko trochę bardziej. Już zacieram ręce i mam szczerą nadzieję, że praskie antykwariaty mają choć jeden egzemplarz dla mnie.

Reinhard Heydrich vs. Maria Heydrich


Reinhard i Maria
        Chociaż dzisiaj wypadałoby napisać cokolwiek o prowokacji gliwickiej, to jednak dzisiaj skupię się na zupełnie innej sprawie. Przybliżę Wam historię o tym jak Reinhard pokłócił się ze swoją siostrą.
           Maria Heydrich przyszła na świat w 1901 roku, była najstarszym dzieckiem Brunona i Elżbiety. Wiemy o niej naprawdę mało. W Archiwum w Halle udało mi się wygrzebać, że pracowała w szkole ojca jako nauczycielka. Wiemy o niej, że wyszła za Wolfganga Heindorfa, który to wpędził w Heydricha w wiele niezręcznych sytuacji. Zacznijmy jednak od początku.
          Wygląda na to, że Maria nigdy nie przepadała za swoim bratem, mówiła, że był kapryśny i wymagał wiele opieki (w postaci razów wymierzonych mu trzcinką przez matkę). Zupełnie inaczej przedstawiały sprawę osoby postronne. Erich Schultze, uważał, że to Maria była faworyzowana przez rodziców i Reinhard nie miał w nikim oparcia. Wiemy także, że był bity i rodzice zajmowali się raczej brylowaniem na salonach, niż dbaniem o syna. Komu wierzyć? Osobiście wierzę panu Schultze, który przecież od małego znał rodzinę Heydrichów i mógł jej się dobrze przyjrzeć. Maria jednak miała interes żeby zatuszować wszelakie tropy mające wskazać na to, że poprzez żelazną dyscyplinę i pomiatanie jej bratem wyhodowano z niego socially awkward mężczyznę, który stał się nazistowskim zbrodniarzem. Cień podejrzenia nie mógł więc paść na rodzinę i należało wymyślić coś, żeby ukryć to, że Reinhard był bity i podawany terrorowi psychicznemu przez matkę i najprawdopodobniej starszą siostrę. To moja teoria, jakie jest Wasze zdanie? Jak zwykle możecie się wypowiedzieć w komentarzach.
         Jak już wspominałam wyżej Maria wyszła za Wolfganga Heindorfa. Ten od samego początku wydawał się być typem spod ciemnej gwiazdy i ciągle borykał się z bezrobociem. Tak było w czasie gdy Heinz rzucił studia, Reinharda wyrzucono z marynarki. O ile męska część rodu Heydrichów jakoś sobie poradziła i znalazła pracę, to Maria była zdana na łaskę i niełaskę Heindorfa. A ten nie palił się do roboty, za to coraz częściej sięgał po butelkę, bynajmniej nie mleka.
       Nic nie zmieniło się do roku 1933 kiedy Heindorf poprosił Reinharda o pożyczkę w postaci 5000 Reichsmarek. Najprawdopodobniej Maria z mężem mieszkali wtedy u Brunona i Elżbiety. Heydrich odmówił. Potem zaczęły się listy od całej rodziny, na które nie raczył odpowiedzieć. Matka prosiła go o "małą sumę pieniędzy". Na wysłanym przez nią telegrafie Reinhard zanotował odręcznie, że nie chce zajmować się tą sprawą. Wysłał jednak rodzicom po 50 marek.
       Jednak jak nie trudno się domyślać, dasz komuś palec, to odgryzie ci rękę. Heydrichowie i Heindorf, którzy dotychczas prowadzili wystawny tryb życia nie umieli przyzwyczaić się do nowych warunków i popadli w długi. Trzy tygodnie po skromnej darowiźnie Reinharda Maria nadała kolejną wiadomość. Opisywała, że wszyscy zaczynają przymierać głodem, a ona z mężem byli bez pracy. Tego typu prośby trafiały na biurko Heydricha co i rusz. Miarka przebrała się kiedy Reinhard otrzymał rachunek opiewający na 216 marek, pochodzący z delikatesów Pfeiffer & Haase. Owe smakołyki wylądowały na przyjęciu weselnym Heindorfa. Heydrich wpadł w szał i odmówił zapłaty.
       Sytuację mogło poprawić jedynie podział wpływów z drezdeńskiego konserwatorium, które posiadali bracia matki, za które Heydrichowie otrzymaliby 36,000 marek. Reinhard wynajął rodzinie prawnika ze swojego SD, który miał zająć się formalnościami. Sam Heydrich chciał zapłacić za długi rodziny w trzech ratach rozłożonych na osiem lat. Rodzina Reinharda odrzuciła jednak jego propozycję. Próbował jeszcze raz dogadać się z nimi i wytłumaczyć im, że nie jest w stanie zapłacić od razu 36,000 marek, zaciągnął bowiem pożyczkę u Himmlera, ponieważ Lina spodziewała się ich pierwszego dziecka. Reinhard płacił jednak rodzicom po 65 marek miesięcznie na wynajmowanie mieszkania i kolejne 50 marek na inne wydatki, dopóki nie sprzedadzą oni domu. Proponował im wyjazd do Monachium, ale znów spotkał się z odmową. Chciał on uniknąć tego, by popadali w jeszcze większe długi. Mieli bowiem w zwyczaju pić i jeść ponad miarę. Co gorsza rodzina Heindorfa i familia Heydrichów kupowała wszystko na krechę w sklepach powołując się na uprzywilejowaną pozycję Reinharda. Konflikt eskalował do tego stopnia, że Heydrich przestał odwiedzać rodzinę. Pojawił się jedynie, kiedy Bruno był na łożu śmierci i był na jego pogrzebie w 1938 roku.
        Wróćmy jednak do Marii. W drugiej połowie lat 30 siostra namolnie prosiła brata, żeby załatwił jej mężowi pracę. Reinhard przystał na to i Heindorf dostał ciepłą posadkę w Ministerstwie Propagandy. Nie posiedział tam za długo i został wyrzucony. Heydrich dał mu drugą szansę w fabryce Volkswagena. Wolfgang jednak znów się nie przyłożył i wylądował na bruku. Za co? Za notoryczne upijanie się i pożyczanie od współpracowników pieniędzy, których potem nie oddawał. Stereotypowy szwagier-pijak był dla Heydricha źródłem wielu upokorzeń.
      W czerwcu 1939 roku Heindorf dostał wiadomość, że ma się natychmiast stawić na dywaniku u Reinharda. Zazwyczaj spokojny Heydrich obsztorcował go w swoim biurze od góry do dołu. Za stratę pracy, za pijactwo, za niewdzięczność, za to, że to on doprowadził do upadku Konserwatorium w Halle, za to, że wraz z Marią prowadzili zbyt ekstrawagancki styl życia.
      Po powrocie do domu Wolfgang najprawdopodobniej opowiedział wszystko żonie, która napisała do Reinharda list, w którym narzekała, że Reinhard mając tak wysoką pozycję nie wspiera rodziny i odtrąca ich. Zakończyła to następująco. "(...) jeśli nam nie pomagasz, to przynajmniej zostaw nas w spokoju i nie wchodź nam w drogę". Reinhard wziął to sobie do serca i zlecił napisanie krótkiej odpowiedzi swojemu adiutantowi "Gruppenfuhrer nie chce mieć z Panią i Pani mężem żadnego kontaktu i nie życzy sobie, by go obrażano". Dodatkowo kazał swojemu gestapo obserwować Heindorfa. Nowy pracodawca szwagra doniósł, że Wolfgang nadal upijał się w trupa w pracy i wykorzystywał pozycję Reinharda gdzie się dało popadając w nowe długi. Heydrich nie wytrzymał i zaproponował Heindorfowi propozycję nie do odrzucenia. Wolfgang został siłą wcielony do Wehrmachtu "na ochotnika".

Tekst na podstawie:
R. Gerwarth; Hitlers Hangman
G. Deschner tłum.M. Ilgmann; Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej 

piątek, 30 sierpnia 2013

Heydrich i Kościół Katolicki cz. I- Różne Oblicza Naszej Walki

              Jak już wcześniej miałam okazję wspomnieć w notce poświęconej przekonaniom religijnym  (http://plowabestia.blogspot.com/2013/07/reinhard-heydrich-i-religia-paganus-erat.html) Reinhard Heydrich wychowany był w rodzinie katolickiej, z matką-dewotką. Jako dziecko był nawet ministrantem, ale wraz z wiekiem odwrócił się od wiary rodziców i szukał własnej ścieżki. Gdy wstąpił do SS bardzo aktywnie zaczął tępić aktywnych politycznie księży i popełniał coraz to nowe paszkwilki skierowane przeciwko katolicyzmowi. W broszurze "Różne oblicza naszej walki", a także w wielu artykułach, które Heydrich pisał do gazet, wszyscy możliwi "wrogowie narodu" ustępują pierwszeństwa "politycznie aktywnemu katolicyzmowi". O ile Żydzi, masoneria i komuniści byli dla Heydricha ambiwalentni tak długo, jak przełożeni nie kazali mu się nimi zająć, to nienawiść do Kościoła Katolickiego zionęła w nim naprawdę bardzo szczerze. Lina potwierdza, że Heydrich uważał aktywny politycznie katolicyzm za wroga numer jeden.
            "Różne oblicza naszej walki" była stuprocentowym dziełem Heydricha, co prawda pisał ją tak, by spodobała się Himmlerowi i żeby Reinhard mógł piąć się wyżej, stąd pojawiają się w niej co i rusz różne nawiązania do Germanów, którzy regularnie podgryzani są przez masonerię i Żydów. I tak przez kilkanaście stron standardowego formatu A4. Wypunktowanie rodzajów wrogów narodu i ich opisy, a wszystko zwieńczone akapitem "Nasze Zadanie", gdzie już w głowie Heydricha kiełkuje pomysł na stworzenie specjalnych oddziałów do walki z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym, jawnym i ukrytym. Deschner nazywa lekturę tego pisemka jako "żenującą". Co jednak mnie uderza w lekturze? A konkretnie we fragmencie poświęconym katolicyzmowi. Ogromną gorycz i brak niechęci do samej religii, ale do instytucji, na której Heydrich się po prostu zawiódł. Wypomina co i rusz księżom, że prawią z ambon agitki polityczne, zamiast skupić się na przekazywaniu słowa bożego (nie wiem czy powinno być małymi, czy wielkimi literami, kompetentnych katolików proszę o pomoc). Sprzeciwia się działalności różnych parapolitycznych organizacji zrzeszających katolików i księży i punktuje jakoby te przeniknęły we wszystkie możliwe sfery życia publicznego i prywatnego obywateli. Heydrich pisze: "Zamiast być prawdziwymi bezinteresownymi pośrednikami opanowali, zasłaniając się sprawami kościelnymi, jedno po drugim stanowiska władzy".  Potem rzecz jasna padają oskarżenia o podkopywanie spraw partii (NSDAP dla niezorientowanych) i o próbę opanowania świeckich spraw w Rzeszy poprzez narzucanie swoich praw odzianych w płaszczyk chrześcijańskiej moralności. Ten tygiel broszurkowej nienawiści jest niezwykle podobny do naszego współczesnego "NIE" i niezbyt odbiegający poziomem od tej gazetki. 
          Oprócz datowanych na 1935 rok "Różnych oblicz naszej walki" Heydrich uderza w Kościół niejednokrotnie. Ma do tego doskonałą okazję w kwietniu 1936 kiedy to odbywa się proces o obrazę moralności (podejrzenie homoseksualizmu) wytoczony prawie 300 zakonnikom z Nadrenii i Westfalii, potem wyśmiewa sprzeciw Kościoła wobec sterylizacji osób psychicznie chorych. Ograniczenia jakie nakładane były stopniowo na działalność kościelną wprawiały Reinharda w euforię.
         Ta nienawiść Heydricha doprowadziła do kłótni (nie pierwszej i nie ostatniej jak jeszcze będę miała okazję napisać) z matką, która była wstrząśnięta, że jej syn, eks-ministrant wtrącił do więzienia biskupa Moguncji.


Na podstawie:
G. Deschner tłum.M. Ilgmann; Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej 
M. Williams Reinhard Heydrich: The Biography, Vol. 1: The Road to War
L. Heydrich  Můj život s Reinhardem      





środa, 21 sierpnia 2013

Heydrich-Pilot cz. 3 - Kiwi na Froncie Wschodnim

Major Luftwaffe
            Po nieszczęsnym upadku w Norwegii Heydrich nie zaniechał swoich prób podbicia przestworzy. Próbował wzbić się na powrót w powietrze i patrolował niebo nad Rzeszą i Niderlandami w 1940 roku. Grawitacja była jednak bezlitosna i Reinhard zaliczył kolejną kraksę. Znów uszedł z tego cało. Pomimo kategorycznego zakazu ze strony Himmlera i Hitlera postanowił wymknąć się i po kryjomu by zostać bohaterem Luftwaffe. W trakcie Operacji Barbarossa dołączył do 77 szwadronu, z którym miał już okazję wcześniej latać. I tak samo jak rok wcześniej grał z nimi karty i pił wino do późnych godzin nocnych, by następnego dnia latać nad Frontem Wschodnim. Początkowo brał udział tylko w misjach zwiadowczych, jednak udało mu się odbyć również loty bojowe.
           Jego maszyną wówczas był Messerschmitt BF-109, którego zdobył w atrakcyjnej wymianie. Generał Ernst Udet dał mu samolot w zamian za możliwość nocnych jazd po Berlinie i bycie nieobjętym godziną policyjną.
nie za dużo tych flar?
        
 Jedną z misji jaką zlecono szwadronowi Heydricha było zabezpieczanie jednego z mostów na Dniestrze. 22 lipca niebo co i rusz przecinały wszelakiego rodzaju pociski. Około godziny 14 jeden z nich miał szczęście trafić w silnik maszyny, którą leciał Heydrich. Reinhard musiał awaryjnie lądować. Znalazł się za linią frontu, po sowieckiej stronie. Sam. W kwaterze Luftwaffe wybuchła całkiem uzasadniona panika. Szef służb bezpieczeństwa, który wybrał się na front ukrywając to przez Hitlerem i Himmlerem zaginął. Mógł już nie żyć, bądź, co gorsza trafić w ręce NKWD. Kilka godzin później napłynął raport napisany przez oficera piechoty. Informował on: "Znaleziono jakiegoś zestrzelonego pilota. Znajda jest cały i zdrowy, za wyjątkiem uszkodzenia mózgu. Twierdzi on bowiem, że jest szefem RSHA." Jak się okazało Heydrich postanowił wrócić o własnych siłach do swoich i szczęśliwie dla siebie trafił na niego patrol.
          Po tym niefortunnym dla Heydricha wydarzeniu dostał kolejny kategoryczny zakaz i już nigdy więcej nie latał nad żadnym frontem. Za swoją służbę zgarnął dwa Krzyże Żelazne, pierwszej i drugiej klasy. Otrzymał także Frontflugspange, którą to dostawało się po odbyciu 60 lotów bojowych. Ile latał Heydrich na dobrą sprawę nie wiemy. Niektórzy podają liczbę 97 lotów bojowych.


Tekst na podstawie:
Max Williams, Heydrich biography vol. II
R. Gerwarth; Hitlers Hangman
Ilustracje:
Heydrich sam Max Williams, Heydrich biography 
Heydrich z kolegami Lina Heydrich, Muj zivot z Reinhardem

czwartek, 15 sierpnia 2013

Heydrich poza mundurem- wyglądać jak milion dolarów debetu

           Temat, który poruszę dzisiaj jest nieco kontrowersyjny. Dzisiaj pobawimy się w szafiarki i poudajemy, że jesteśmy na blogu modowym. Wezmę się bowiem za odwieczny mit pt: "Naziści ubierali się dobrze". Przykład Heydricha i tak wydaje mi się przykładem light, bowiem i Himmler i Goring i Hitler jeśli nie byli w mundurze wyglądali tak źle, że tylko szczuć ich psami. Z Heydrichem nie było wcale dużo lepiej. Można powiedzieć, że było fatalnie.
           Większość zdjęć Reinharda jakimi dysponują archiwa to jednak fotografie na których ma na sobie mundur, stąd ukuło się przekonanie, że był on przystojny, a bandy niedouczonych neonazistek z Ameryki zaczęły sobie stawiać z nim ołtarzyki. Uroda Heydricha jest kwestią względną. Pewnym za to jest, że jeśli nie był w mundurze w ogóle nie potrafił dobrać ubrania do sylwetki. W ramach tego mamy za wielkie płaszcze, marynarki obciskające biodra, nietwarzowe kapelusze. Przypatrzmy się wszystkim przypadkom z osobna.


1. Dzień po ślubie. Widać na szczęście mało, ale to co widać przeraża. Płaszcz chyba szyty z futra Buki, do tego kapelusz ni przypiął ni wypiął. Od razu widać, że jest jakiś taki za szeroki. Oversize, jak to się teraz ładnie nazywa. Mnie osobiście to nie przekonuje. Stylizację ślubną i cylinder (SIC!) podaruję i umieszczę w notce o znajomości z Liną. Tu macie przedsmak.











2. Raz na ludowo. Niestety nie raz, Reinhard Heydrich najwidoczniej uwielbiał dodawać do swoich letnich stylizacji odrobinę (nawet trochę więcej niż odrobinę) bawarskiego feelu. Wełniane owijacze na nogach. Trzewiki. Krótkie, skórzane spodenki odsłaniające damskie, gładkie kolanka i poszerzające optycznie już i tak bardzo szerokie biodra. Przykrótka marynarka, przyciasna marynarka. Nawet słodki Klaus nie jest wstanie odwrócić uwagi od tej katastrofy.










3. Znów na ludowo i trochę później. W tle całkiem wyrośnięty Heider. Na ludowo również małżonka umęczona końskimi zalotami. Co do samego stroju. Biały pogrubia. BARDZO. Heydrich wygląda jak pingwin albinos, napadający na niemiecką frau. Gdyby spodnie były ciemne i z szelkami, Reinhard miałby szansę wyglądać tu po ludzku. Jednak zwężające się nogawki i przyciasny pas w jasnych pantalonach wyglądają odrobinę koszmarnie.





4. Szpieg z Krainy Deszczowców skrzyżowany z przerośniętą, gąbkową gruszką. Miało wyjść tajemniczo i poważnie, coś poszło nie tak, w dodatku na polikach wyszły wypieki ze zdenerwowania, bo auto miało czelność się zepsuć w obecności szefa i jego kolegów. Problemem jest kapelusz, mam dziwne wrażenie, że został założony tył na przód i nawet jeśli tak nie jest, to zupełnie nie pasuje do twarzy Heydricha.



5. Szaleństwo. Podobno jest to zdjęcie z polowania. Gogle, do tego czapka zawiązywana pod szyją i płaszcz obszyty futerkiem. Może to jakiś dieselpunkowy cosplay Dżyngis-chana?  Zazwyczaj szczupła i pociągła twarz Heydricha w takiej czapeczce wygląda jak rozmaślony ziemniak. Obawiam się, że nie taki miał być efekt tej stylizacji.











6. Groźny SS-man, Kat Pragi i postrach Europy w wydaniu dobry wujek po 60tce. Rozumiem, że wada wzroku, ale te oprawki są fatalne i jeszcze bardziej odcinają od reszty twarzy i tak już gigantyczny nos i dodają mu 30 lat. W dodatku tradycyjnie za duży płaszcz i.... melonik. Dobrze, że w chwili, gdy było robione to zdjęcie nie zostało mu już wiele życia.






7. Tu wszyscy wyglądają bezbłędnie. Himmler w hipsterskim wydaniu. Daluege jako działacz samoobrony i bezkształtna Buka w ciążowym płaszczyku: Reinhard Heydrich. Mrok bije z jego postaci. Ten kapelusz co prawda bardziej do niego pasuje niż pokazane powyżej, ale znów sprawę psuje okropny płaszcz. Słyszałam plotki jakoby Heydrich ubierał za duże odzienie wierzchnie, by wyglądać "tajemniczo". No cóż... Czy tak było możecie zobaczyć i wypowiedzieć się w komentarzach.









W ramach dodatku parę filmików pokazujących Heydricha w codziennych sytuacjach i równie interesujących strojach (moim faworytem jest biały kapelusz misia Paddingtona i prześwitująca koszula na krótki rękaw):

Zdjęcia pochodzą z książek Liny Heydrich i Maxa Williamsa. Filmiki to fragmenty ostatniego odcinku serii dokumentalnej "Heydrich-konecne reseni" wyemitowanego przez drugi kanał czeskiej telewizji w ubiegłym roku.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Heydrich-Pilot cz. 2- Pierwszy upadek

            Reinhard Heydrich nie poprzestał na lataniu nad swoją wyspą i Rzeszą. Już przed wybuchem wojny planował wziąć w niej czynny udział. Skoro dostał porządnego kopa w marynarce i tam drzwi były dla niego zamknięte, a w piechocie raczej siebie nie widział, zwrócił się ku swojej innej pasji, lotnictwu. Choć w 1939 roku nie ukończył jeszcze kursu na pilota bojowego to mimo tego wsiadł na pokład jednego z bombowców jako strzelec. Jego pierwszy lot w warunkach bojowych odbył się 12.09.1939 nad Polską, podczas gdy jego Einsatzgruppen dziesiątkowały Polaków w lasach i odludziach, ich szef bawił się świetnie w powietrzu. O ewentualnych sukcesach Heydricha nic nie wiadomo.
        Co jest zaskakujące Heydrich nie gwiazdorzył przy innych lotnikach, koledzy wspominali go jako sympatycznego, zainteresowanego lotnictwem kolegę, który ochoczo stawiał im wino. Oczywiście czuli przed nim tremę i bali się go w jakiś sposób, ale Reinhard próbował zrobić dobre wrażenie i o dziwo w pewnym stopniu mu się to udało.
        Reinhard Heydrich jednak, bądźmy szczerzy za dobrym pilotem nie był i kiedy przesiadł się na swój ME 109 i wstąpił do JG1 dało to o sobie znać dosyć boleśnie. Podczas jednego z lotów nad Norwegią w 1940 roku Heydrich rozbił się po raz pierwszy. Podczas lądowania złamał sobie rękę i skasował samolot. Oczywiście próbował całą masakrę zamaskować i napisał do Himmlera, że wróci do swoich obowiązków w przeciągu tygodnia. Reichsfuhrer wysłał mu kartkę z pozdrowieniami o następującej treści:

"Mój drogi Heydrichu, otrzymałem twoją kartkę datowaną na 5. 05. 1940 roku. Od tego czasu wiele się wydarzyło. Od kilku dni jesteśmy w sztabie, jednak prawdziwy znajduje się obecnie w innym miejscu. Wiesz jak to jest, pamiętasz jak to było w Polsce. Myślę o Tobie dużo i mam nadzieję, że wszystko z Tobą w porządku. Życzę Ci wszystkiego najlepszego i wiele szczęścia. Mam nadzieję, że dasz znać każdego dnia, co się u Ciebie dzieje. Wiele pozdrowień od Wolffschen, Rudiego Brandta i Haschen (Hewdigi Pothast, kochanki Himmlera), ale szczególnie ode mnie. Heil Hitler! HH"

         Te urocze życzenia niosły za sobą jednak gorzką dla Heydricha informację, był obserwowany i musiał uważać żeby nic się nie stało, a także meldować szefowi w jakiej jest kondycji, wiedział, że w każdej chwili może być zawołany do Berlina i już więcej nie wrócić na front. Na osłodę dostał jednak brązową odznakę, która dumnie zawisła mu na piersi. Heydrich nie zamierzał na niej poprzestać.

Na podstawie:  
Max Williams, Heydrich biography vol. II
R. Gerwarth; Hitlers Hangman

Zdjęcie:
http://www.asisbiz.com/il2/Bf-109E/Bf-109E-JG77-%28z+-Heydrich/pages/Aircrew-Luftwaffe-pilot-SS-Obergruppenfuhrer-Reinhard-Heydrich-01.html

piątek, 2 sierpnia 2013

Heydrich-pilot- Cz. I - Początek i lot z żoną


Reinhard w stylowym płaszczu na swoim bąku
Dzisiaj przytoczę jedną z moich ulubionych historyjek z książki Liny Heydrich. Nie jest to dosłowne tłumaczenie, bo brzmiałoby dosyć sucho i nadałam tekstowi trochę życia pod względem stylistycznym. Pani Heydrich miała bowiem dosyć nieznośny styl obfitujący w zdania pojedyncze.  Co do samego Heydricha-pilota. Cóż, o ile Reinhard Heydrich naprawdę był doskonałym szermierzem, wioślarzem itp. To latanie zdecydowanie nie było jego działką. Nawet z wyglądu przypominał strusia, a jak wiemy, strusie nie latają. Heydrich też nie powinien, o tym jednak dowiecie się w następnych odcinkach.
             W roku 1936 Reinhard otrzymał samolot na potrzeby służbowe. Pilotem tej maszyny był kapitan Leopold. Wraz z Reinhardem wymyślili oni cały radosny plan mający nauczyć Heydricha latać. Nie udało im się jednak dobrze ukryć całej sprawy.
              Reinhard zaczął wstawać godzinę wcześniej i regularnie ćwiczył wszelakie możliwe akrobacje. W lecie trenował głównie w weekendy. Stało się to, delikatnie mówiąc, podejrzane. Lina dowiedziała się o podniebnych aspiracjach męża, jak wszystko było już w trakcie. Pewnego bardzo słonecznego dnia Reinhard wybrał łąkę, na której mógł lądować, jednak gdy pojawił się na horyzoncie musiał dać popis swoich umiejętności przed żoną, która, jak nietrudno się domyślić, była okrutnie wystraszona całym tym zdarzeniem. Później zjadł swoje ukochane pieczone ziemniaki z zsiadłym mlekiem i postanowił zabrać małżonkę jako pasażera. „Poleć ze mną. Mam w tym samolocie jeszcze jedno miejsce, jedno jest dla nauczyciela, drugie dla ucznia.”- powiedział Heydrich wg Liny, która w końcu zgodziła się na krótki lot. Zapakowała jeszcze mnóstwo chusteczek, bowiem wiedziała, że lot nie będzie łatwy, a jej żołądek może tego nie znieść. Dodatkowo, jej mąż miał w zwyczaju popisywanie się i nie odmówił sobie tego i tym razem. Kiedy znaleźli się już wysoko a wyspa Fehmarn stała się bardzo mała Reinhard oświadczył Linie radośnie, jak gdyby nigdy nic: „Zobacz, tam w dole jest Albertsdorf!”. Lecieli dalej nad morzem, w kierunku lądu. Zrozpaczona Lina straciła orientacje. Wszystko wirowało jej przed oczami i zaczęła nerwowo wachlować się chusteczkami. Jak przebiegła dalsza część podniebnej eskapady, cóż niestety tego nie wiemy, Lina kwituje to dosyć lakonicznie, że udało im się szczęśliwie wylądować. Czy jednak Heydrich musiał po tym wszystkim czyścić swoje dwupłatowe cacuszko, któż to wie? 

 Ilustracje: Max Williams, Heydrich biography vol. 1 i vol. II