wtorek, 10 września 2013

Historia Alfreda Hasselberga

  
   Dzisiaj rozpocznę cykl, który nie będzie tak lekki i przyjemny jak dotychczasowe. Pojawią się tu opisy naprawdę strasznych zbrodni. Wszystkie wrażliwe osoby powinny czuć się teraz ostrzeżone. Temat, który poruszę, tj. historia i działania Einsatzgruppen, jest niezwykle ciężki do omówienia. Czemu? Otóż rozkazy kierowane do grup operacyjnych i zachowane dokumenty są niezwykle mętne. Z jednej strony mamy bowiem chęć do zatarcia śladów ich działalności, stąd mnóstwo enigmatycznego słownictwa używanego przez wydających im rozkazy Himmlera i Heydricha, z drugiej strony równie chorą chęć pochwalenia się ich skutecznością. To znowu zachęcanie do masowych mordów i własnej inicjatywy, przeplatane z oburzeniem samowoli tych oddziałów. Przykładem takiej niejednoznaczności jest zachowanie Himmlera, który jednego dnia skrytykował niszczenie synagog, by dwa dni później gratulować innemu oddziałowi egzekucji polskiej ludności. Również związek z Wehrmachtem nie jest jasny. I tu pragnę zaznaczyć, że wbrew bardzo popularnej teraz opinii, jakoby niemiecka armia nie dopuszczała się zbrodni i tylko ci paskudni esesmani byli fe, WH również dopuszczało się okropnych czynów, pięknie opisywanych jako tłumienie oporu ludności. Ciągłe były też spory o kompetencje dwóch powyższych. Często historycy nie są w stanie dociec, które z egzekucji przeprowadziły Einsatzgruppen, a które armia, a które paramilitarne jednostki. Stąd całość jest grząskim gruntem, z którego pomału będę wydobywać pojedyncze historie.
deportacja Żydów za San
   Zacząć chciałabym od osoby doktora Alfreda Hasselberga. Hasselberg urodził się w 1908 roku w Essen. Jak większość kardy w Einsatzgruppen z wykształcenia był prawnikiem. Z początku służył w SA, jednak w rok po Nocy Długich Noży wstąpił do SS, a konkretniej do gestapo. Był komendantem w Pile, w Dortmundzie i w końcu wylądował jako komendant SD w Lublinie. Nie zasiedział jednak tam długo, jako, że pozwalał sobie zbyt wiele nawet w kręgach tak zbrodniczych jak SS i komisarze z RSHA wszczęli przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne i przekazali go w ręce Wehrmachtu. Odtąd jego losy nie są mi znane. Wiadomo jedynie, że zmarł, bądź został zabity, również nie wiadomo we Frankfurcie nad Menem. Czemu jednak chcę przybliżyć wam tą osobę? Hasselberg był dowódcą oddziału EK 3/I, część składową Einsatzgruppe I dowodzonej przez Brunona Streckenbacha. Jego kariera w EG zaczęła się już w 1938 roku, w Sudetach. Stąd gdy wybuchła wojna, paru esesmanów, z którymi działał na terenie Czech i Moraw, powtórnie zostało przydzielonych pod jego "czułe skrzydła". Byli z tego powodu, delikatnie ujmując, niezadowoleni. Doktora Hasselberga bano się jak ognia. Był najgorszym typem sadysty. Znęcał się wybitnie nad ludnością ziem okupowanych i pozwalał sobie zdecydowanie na zbyt wiele, nawet jak na esesmana. W Siedlcach widząc więźniów złapanych podczas akcji odwetowej skomentował, że powinni nie żyć już na rynku. Jego podkomendni wpadali do domostw i rabowali co popadnie, dopuszczali się także gwałtów na Żydówkach, za co Hasselberg spotkał się co prawda z protestami komendantury wojskowej, jednak nie poprzestał na swoich okropnościach. Zaraz po tym wydarzeniu wygnali on 18 000 Żydów za rzekę San. Jednak nie to było głównym powodem, dla którego tak go nienawidzono. Podczas gdy on miał do swojej dyspozycji pokój, jego żołnierze spali na siennikach. Co więcej kazał im pełnić warty, co, dla jakże "dzielnych" morderców strzelających ludziom w potylice, było nieznośne. Strofował ich non stop, że nie nadają się do SS. Zakazał też urlopów, podczas gdy esesmani z innych jednostek mogli dwukrotnie wrócić do domu, ludzie Hasselberga tkwili na ziemiach okupowanych. Większość zaczynała chorować na wszelkiego rodzaju nerwice i wrzody żołądka. Warto przytoczyć tu także dokument z przesłuchania Fritza Liebla, członka jednostki Hasselberga:

"-Komisarz kryminalny Herzberger mówi, że pan, zapytany kiedyś przez niego o przygnębiony wygląd, oświadczył, że właśnie pan rozmawiał z dwoma kolegami na temat: co będzie, gdy wrócicie do ojczyzny, czy będziecie mogli pozbyć się zbrodniczych nawyków? Co pan rozumiał przez zbrodnicze nawyki?
Liebl:- Mówiąc "zbrodnicze nawyki" miałem na myśli częściowo rozstrzeliwania, częściowo także inne nieuzasadnione występki. Na postawie swojej działalności w Einsatzkommando Hasselberg doszedłem do wniosku, że tam ludzkie życie w ogóle nie miało wartości. W pierwszym okresie przeprowadzano pewną liczbę egzekucji bez wyroku sądu doraźnego. Później odnośne osoby stawiano przed sądem doraźnym, który skazywał je na śmierć. Ja osobiście czułem przede wszystkim wstręt do tego, jak te egzekucje się odbywały. Stracenie skazanych zawsze następowało przy pomocy strzału w potylicę z pistoletu?
-Czy zdarzało się, że skazani po pierwszym strzale jeszcze żyli?"
Liebl:- Tak jest. Oddawano wtedy kolejne strzały. Ludzie, którzy należeli do plutonu egzekucyjnego, byli w ogóle do takich przypadków nieprzygotowani. Moim zdaniem, istniała możliwość przekazywania tych ludzi do wykonania Wehrmachtowi bądź schupo. Moim zdaniem, przynajmniej powinno się było pokazać ludziom, jak się rozstrzeliwuje, a nie żeby zupełnie przypadkowo strzelać w kark, tak, że śmierć, jak już mówiłem, nie występuje natychmiast. W jednym przypadku byłem obecny przy egzekucji, kiedy osobiście zastrzeliłem jednego ze skazanych. Najpierw stałem obok i gdy strzały zostały oddane, a ci skazani wpadli do dołu, zauważyłam, że jedna osoba w ogóle nie została trafiona, ale już wpadła do rowu- widocznie ze strachu. Zastrzeliłem potem tę osobę, z góry, mianowicie strzeliłem w tył głowy."

         Sam Hasselberg obecny był jedynie przy jednej egzekucji. Lubił za to, gdy opowiadano mu o nich. Pytał "Ktoś tam jeszcze dycha?". Wyrok śmierci dał do odśpiewania żydowskiemu tenorowi. Coraz więcej ludzi z własnego oddziału mówiło, że powinien zginąć. Esesmani pod jego auspicjami zaczynali popadać w coraz większe przygnębienie i agresję. Symulowali choroby, by zostać czym prędzej przepustkę. Popadali w alkoholizm. Jednak to nie los Żydów czy Polaków poruszał esesmanów. Rozpacz sięgnęła apogeum, kiedy Hasselberg znęcał się nad psem, angielskim seterem, którego wcześniej zabrał żydowskiemu właścicielowi. Mordy i znęcanie się nad ludźmi były oczywiście godne pochwały.
       Wybryki Hasselberga nie mogły umknąć czujnemu Heydrichowi. Choć Reinhard cenił go za "oddanie sprawie" to jednak jego nadużycia względem własnych ludzi doprowadziły do wszczęcia przeciw niemu postępowania dyscyplinarnego. Chociaż 21.09.1939 Hasselberg został mianowany przez Heydricha komendantem SD w Lublinie to nie cieszył się długo posadą. Jako, że wykazał "ludzką słabość", Heydrich zażądał wobec tego dowodu na czystość rasową oskarżonego, a także badanie mające dowieść, czy Hasselberg nie miał kogoś psychicznie chorego w rodzinie. Dochodzenie zostało jednak zaniechane. Sam Heydrich wyraził "najwyższą dezaprobatę", jako, że zachowanie Hasselberga wobec kolegów i podwładnych nie spełniało wymagań jakie Reinhard stawiał dowódcy EK. Hasselberg dobrowolnie oddał się do dyspozycji Wehrmachtu. Jak wspominałam, zmarł w 1950 roku we Frankfurcie nad Menem, nie był sądzony.


Na podstawie:
Jochen Böhler, Klaus-Michael Mallmann, Jürgen Matthäus: Einsatzgruppen w Polsce. Warszawa: Bellona, 2009
http://www.deathcamps.org/occupation/einsatzkommandos.htm
http://de.wikipedia.org/wiki/Alfred_Hasselberg

13 komentarzy:

  1. Polecam zajrzeć też do doktoratu Pana Ł. Gładysiaka, pt. Jednostki specjalnego przeznaczenia niemieckiej Służby Bezpieczeństwa podczas działań wojennych na froncie wschodnim w latach 1941-1945, gdzie też są opisane zbrodnie dra Alfreda Hasselberga. Całość jest dostępna tutaj: https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/4021/1/%C5%81ukasz_G%C5%82adysiak_Jednostki_specjalnego_przeznaczenia_niemieckiej_s%C5%82u%C5%BCby_bezpiecze%C5%84stwa.pdf

    oraz jego książkę pt. Zabijajcie wszystkich. Einsatzgruppen w latach 1938-1941. Tam jest między innymi taki fragment:

    Od początku niemieckiej inwazji [na Polskę w 1939 roku] kierujący formacją SS-Sturmbannführer Alfred Hasselberg, nie dość, że sam przejawiać zaczął skłonności sadystyczne, to jeszcze wymagał od podporządkowanych mu funkcjonariuszy bezwzględnego traktowania pojmanych, w tym tortur. Pierwsza egzekucja dokonana została 4 września w Gruszowcu – rozstrzelano wówczas czternaście osób, paląc dodatkowo dziewięć budynków. Kolejnej doby dziewięciu Polaków zamordowano w Skrzydlnej, po czym pododdział skierował się ku Zakopanem, znacząc szlak rozlicznymi grabieżami, w których prym wiódł zwierzchnik. Z końcem pierwszego tygodnia wojny funkcjonariusze [...] pojawili się w Mielcu, gdzie celem ataku byli miejscowi Żydzi oraz przedstawiciele inteligencji – zwłaszcza młodzież. Jak miało się okazać, w rozprawie z sąsiadami wziął także udział „element” polski. Mieszkanka miasta – Berta Lichtig, wspominała: „Synagogę oblali benzyną i podpalili, a Żydów w łaźni i rzeźni zamknięto i podpalono, a kto chciał ratować się ucieczką, strzelano i wrzucano z powrotem w ogień. Następnie rozbiegli się po mieście, wyławiając i wyciągając Żydów z mieszkań, dużo za wskazaniem mętów i szumowin miejskich. Wyłowione jednostki palono żywcem w rzeźni. Iluminację tę podtrzymywali dwa dni, spłonęło kilka domów znajdujących się w sąsiedztwie. Na domach i oknach chrześcijan ukazały się obrazy święte. Tego samego dnia wieczorem inna grupa SS nałapała dwudziestu młodych ludzi, przeważnie akademików (…). Byli to chłopcy, którzy uciekali a tu ich wejście Niemców zastało – wsadzili ich na samochód ciężarowy, zawieźli do Berdechowa (jest to wioska trzy kilometry od Mielca) i tam łamano im ręce, nogi, gnietli brzuchy, aż jelita wychodziły, a kiedy dogorywali – strzelano ich. Ocalał jeden z nich (…).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ksiazke znam czytalam niestety biblioteczne i wlasnie niedawno mialam zamawiac wlasny egzemplarz kiedy moj laptop umarl i wymagal naprawy
      ale dziecki za wiecej info.

      Usuń
    2. swoją drogą to Einsatzgruppen to było zbiorowisko największego bydła i szumowin, którymi brzydził się czasem nie lepszy Wehrmacht...

      Usuń
    3. haha dokladnie w pewnych miejsach to byla rywalizacja o mordy.
      co do samego einsatz, bydlo jak nie wiem, ale wszystko jakie wyksztalcone, wiekszosc prawnicy, troche lekarzy.
      i sporo austriakow.

      Usuń
    4. Podobno ciekawą pozycją jest ta książka http://www.kroki.pl/neitzel_welzer-pol.html i co ciekawe wielu było żal zwierząt... http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,9455664,Tasmy_Wehrmachtu__jak_zolnierze_Hitlera_opowiadali.html

      Usuń
    5. O tego w łapkach nie mialam trzeba bedzie przetestowac

      Usuń
    6. Za Odrą już dawno wydane, ale u nas jakoś ni widu ni słychu :/

      http://www.perlentaucher.de/buch/soenke-neitzel-harald-welzer/soldaten.html

      Usuń
    7. jak zwykle xD lepiej wydawac kolejne podroby greja :D

      Usuń
    8. tak, a później gawiedź wsadza sobie w różne części ciała rozmaite rzeczy i później jest ból istnienia jak przyjeżdża pogotowie lub straż pożarna...

      Usuń
    9. ...idąc tym tropem to moze i dobrze, że się nie wydaje o Einsatzgruppen, SS i innych takich, bo ten sam czytelnik pragnąc zobaczyć jak dobrą zabawą jest strzelanie do Zydów jak na safari albo bombardowanie dworców kolejowych sięgnie w patologiczne zakamarki swojej duszy i zacznie organoleptycznie badać to..

      Usuń
    10. za duzo obrazow nalozylo mi sie wlasnie przed oczami i kulek analnych nie powinno w tym wszystkim byc

      Usuń