poniedziałek, 9 września 2013

Robert Gerwarth - Kat Hitlera- Wersja polska, recenzja


No to zabrałam się dziś za lekturę dobrze mi już znaną, miałam bowiem okazję męczyć "Hitler's Hangmana" w dwóch językach i po angielsku jak najbardziej na plus, po czesku na minus. Jako, że pod koniec sierpnia w końcu i polski czytelnik może sięgnąć po jakąkolwiek rzetelną książkę o Heydrichu to zrobię krótką quasi-recenzję dla wersji polskiej. Tłumaczenie jest przyjemne, porównałam na kolanie moje ulubione fragmenty i nic mi nie zgrzyta. To wyczyn, bowiem biografia Deschnera, przy całej swojej miodności, jest przetłumaczona fatalnie, że momentami chce się krzyczeć, a z tego co wiem, to raczej nie doczekamy się kolejnego wydania, a szkoda. Na szczęście "Kat Hitlera" trochę nam to rekompensuje. Jedynie ukuło mnie w oczy nazywanie od czasu do czasu Heydricha Protektorem, a nie Zastępcą Protektora, ale oryginał również cierpiał na tą małą przypadłość. Podobnie z niechlujstwem w wykonaniu korekty gdzie Reinhard momentami jest Reinhardtem (ał), albo co gorsze w jednym miejscu Reinchardem (sic!). Tak jak już wspominałam recenzując wersję angielską: Książka jest generalnie dobra, tylko czasami autor skacze sobie za daleko od Heydricha. Jednak o dziwo, te fragmenty, które przeszkadzały mi w wersji angielskiej brzmią jakoś lepiej po polsku i jest zdecydowanie bardziej strawnie, niż w oryginale. Być może jest to winą moich niskich kompetencji językowych, albo zwykłego nudziarstwa Gerwartha. Co do treści jestem usatysfakcjonowana, tak więc: błagam, naprawdę, nie wydawajcie pieniędzy na wszystkie możliwe "Twarze zła", "HHhH" i "Posłańców Śmierci", macie teraz świetną okazję, by kupić (lub wygrać u mnie, wink) dobrą, rzetelną książkę, bez kwiatków w stylu: Heydrich rzucającego monetami w półnagie panienki, by te się o to biły. Jeśli interesują was fakty, a nie fantasy, po prostu zaopatrzcie się w "Kata Hitlera". Bibliografia jest potężna i zajmuje sporą część książki, tak więc autor nie brał rzeczy z powietrza. A przeczytacie tam o wszystkim, co już poruszyłam i o tym, czego jeszcze nie tknęłam. Tak więc będzie i ulubieniec tłumu Wolfgang Heindorf i jego żona, wyczyny szermierskie i lotnicze Heydricha, rzecz jasna dużo i szeroko o jego zbrodniach. Czy czegoś więcej nam do szczęścia trzeba? Nie sądzę. Gerwarth i uzupełnienie tego Deschnerem, bądź na odwrót daje wam naprawdę potężną i szeroką wiedzę na temat postaci Heydricha. Niestety jak pisałam wcześniej, Gerwarth odchodzi momentami za daleko i wydaje mi się, że przy Protektoracie Czech i Moraw autor powinien więcej pisać o samym Heydrichu, bo tak nie do końca wiemy co się wtedy z nim działo i dlaczego. Osobiście czułam pod tym względem niedosyt. Podobnie miało się to w opisach kampanii wrześniowej i Einsatzgruppen.
Teraz co do oprawy graficznej, skoro już posłodziłam. Za 50 zł to co otrzymałam to trochę skandal. Miękka oprawa i papier z recyklingu. W dodatku chociaż zdjęcia mogłyby być na kredowym, jak w oryginale, ale nie, też są na miękkim. Trochę to smutne. Moja angielska wersja była o 10 zł droższa (bez wysyłki, ale w polskiej też nie liczę wysyłki) za większy format, lepszy papier i twardą okładkę.. Nie czepiam się tu wydawnictwa, wiem jaka jest sytuacja z VAT-em i innymi przyjemnościami, ale bądźmy szczerzy: otwierając paczkę miałam wielce nietęgą minę i moją pierwszą myślą było "God, no! Żeby tylko nie była jakaś skrócona, jak Deschner (tak w polskim Deschnerze brakuje paru zdań, lost in translation...)" Z tego co widzę nie jest. Jedyne co przemawia na plus polskiej pod względem wizualnym jest ładniejszy photoshop na heydrichowej twarzy, która jest wyraźniejsza. Na angielskiej za to wygląda jakby od dawna nie brał Rutinoscorbinu. Tak więc jeszcze raz gorąco zachęcam do nabycia jednego egzemplarza dla siebie, jak sami widzicie u dołu moich notek, często do tej książki się odwołuje, więc sporo jej zawdzięczam i zapewniam, że Wy również będziecie.

Moja recenzja wersji angielskiej: http://plowabestia.blogspot.com/2013/04/hitlers-hangman-life-of-heydrich-r.html

14 komentarzy:

  1. Andrzej_Wojtasik9 września 2013 23:35

    Dziękuję za przychylną i rzetelną recenzję. Co do Protektora - tak jak Pani zauważyła, sam Gerwarth stosuje ten termin. Dystansuję się od-translatorskim przypisem, informując dociekliwych, że HH do końca swoich dni był faktyczne "p.o." Protektora, podczas gdy formalnie tytuł ten wciąż przysługiwał von Neurathowi. Takich potknięć autora jest zresztą więcej, co tu i ówdzie sygnalizuję, choć nie wszystkie proponowane przeze mnie przypisy weszły do książki. Jeżeli chodzi o szatę graficzną, mogę tylko westchnąć. Podobnie jak Pani miałem do czynienia z oryginałem i wiem, że jest wydany naprawdę nieźle. Liczyłem, że Esprit/Epika też zdecyduje się na twardą oprawę, więc kiedy dostałem egzemplarze autorskie byłem lekko zdziwiony. Szkoda. Muszę za to stwierdzić, że pod względem redakcji wydawnictwo naprawdę się spisało. Co zaś do samej treści - miałem odczucia bardzo zbliżone do Pani. Książka pozostawia niedosyt, bo w pewnym momencie Gerwarth zamienia się w historyka III Rzeszy, tracąc zainteresowanie samym HH. Np. mimochodem dowiadujemy się, że Röhm był ojcem chrzestnym pierworodnego syna Heydricha i wątek ten w ogóle nie jest rozwijany, a byłoby o czym pisać, zarówno w kontekście pogmatwanej religijności HH, jak i roli, jaką odegrał on podczas Nocy Długich Noży. I tak dalej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O super dzieki za komentarz! Fakt, mnie tez rozne potkniecia raziły momentami w oryginale i bardzo długo przez niego brnęłam.
      Dokładnie, wiele wątków związanych z Heydrichem zanika kompletnie i zostaje zastąpiona przez coś, czego niekoniecznie chcielibyśmy w publikacji o Heydrichu, ale w czymś ogólniejszym. Jednak podchodzę do sprawy tak, że jak już sięgamy po biografię Heydricha, to podstawowe informacje o III Rzeszy mamy i nie trzeba nam wykladac ich jak krowie na rowie. Podobnie znika Maria Heydrich, sama na dobra sprawe szukam co sie dalej z nia stalo po wojnie, rowniez Gerwarth konczy historię jej i męża tym jak Heydrich "zaproponował" mu służbę w Wehrmachcie. Nie wiemy czy przeżył czy nie, za to mamy mnóstwo dygresji choćby o Hitlerze, ktore niestety mnie nużą, bo Adolf czy inni jakoś niespecjalnie mnie interesują. W ogóle Noc Długich noży jakoś w tej książce strasznie leży, ale honor trzeba oddac i pierwsze rozdzialy sa bardzo przyjemne.

      Usuń
    2. Andrzej_Wojtasik10 września 2013 01:02

      Generalnie rację ma chyba jeden z recenzentów na amazonie, który stwierdza: "For me, the biggest problem [with the book] was the rather unfortunate absence of Heydrich". Zapewne jak się pisze cegłę, która ma ponad 400 stron, to można się pogubić, ale tu chyba rola redaktorów, żeby zwrócili autorowi uwagę na zaburzone proporcje. Jednak nawet w warstwie ogólno-historyczej (nie ściśle biograficznej) dziwi mnie, że Grewarth pomija pewne wątki, np. blamaż związany z czystkami w Armii Czerwonej (omawiany w znacznie krótszej biografii autorstwa Maxa Williamsa), o czym można poczytać choćby w Wikipedii
      http://en.wikipedia.org/wiki/Heydrich#Red_Army_purges
      czy dziadowskie przeprowadzenie prowokacji gliwickiej, za którą stał HH.
      No i nie mogę wybaczyć autorowi, że wymieniając różne późniejsze popkulturowe echa, łącznie z kawałkiem British Sea Power, pomija ten zajefajny czeski komiks, który jako siedmiolatek czytałem z wypiekami na twarzy w "Relaxie" :-)

      Usuń
    3. Haha nie sposob sie nie zgodzić. O tak to byl wielki brak, kolejny to wspomniana wzmianka ledwie o nocy dlugich nozy, brakowalo mi tez wiele watkow z protektoratu (nawet glupiego konkursu na scenografie do rusalki) ten protektorat mnie miezwil zdecydowanie najbardziej, w sumie juz od 1939 hedyrich prawie w ogole przestal sie na kartach ksiazki pojawiac.
      W sumie williamsa tez by mozna przetlumaczyc, ale jednak momentami i to gestymi slodki ton williamsa ktory banalizuje wg mnie zbrodnie heydricha i wyraznie chce go pokazac jako wiernego meza, ktorym nie byl mnie osobiscie bardzo irytuje. Za to zdjecia, ach jak ja mu zazdroszcze tej kolekcji ;)

      No skany z relaxu sa na tym blogu ;)

      Usuń
  2. Andrzej_Wojtasik10 września 2013 01:27

    Skany widziałem, się wzruszyłem, bo moje Relaxy chyba już zmurszały (ale teksty z tego komiksu znam na pamięć, seriously).
    Williamsa nie czytałem, choć z omówień można wnosić, że niekiedy wręcz sympatyzuje z HH. Gerwarth jest pod tym względem doskonale wyważony: bez ściemniania na temat jego zbrodni, dostrzega w nim po części ofiarę uwarunkowań.
    Pewnie ciekawie by było wziąć na warsztat wspomnienia Liny, ale nie znam niemieckiego. No i biorąc pod uwagę jej poglądy, nie wiem, czy nie byłoby to propagowanie faszyzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D o rany to widzę, że mnóstwo osób tego pokolenia jakoś było tym mocno oczarowanych, dla mnie, jako dla kogoś kto maluje, to przepiękna kreska, chociaż momentami dobór kolorystyczny jest kontrowersyjny, ale taka była moda wówczas.
      No sympatyzuje i nawet na forach gdzie wypowiada się autor widać, że powinien czasem spuścić z tonu. Powiem ci ze sympatyzuje bardziej niz Lina, ktora ma tendencje do wkazywania na to, ze jej małżonek miał jakieś spore nieporadnosci i gdyby nie ona to zginałby marnie pod stosem niepranych ubrań ?nieoswiecony" ideologia narodowego socjalizmu. Lina wyszla tez po czesku, jak dla mnie jest to lektura absolutnie bez trzymanki, jak sie zanurza w temat to przeczytac trzeba wg mnie, ale ja mialam wrazene i to wielkie ze heydrich byl ofiara liny i ona specjalnie sie z tym nie kryla, bo jej jezyk daleki byl od uniesien na jego temat, on byl takim sobie drewnianym klockiem ktorego ona musiala ociosac i postawic w odpowiednim miejscu mieszkania. A o mieszkaniach, domach, palacach wali elaboraty na kilka stron, taka Kim Kardashian Trzeciej Rzeszy, Heydrich byl tylko pretekstem do tego zeby napisac jak wowczas bylo jej fajnie. Nowe wydanie czeskie warto miec ze wzgledu na wywiazd z Heiderem, synem Reinharda (gdzies tu na bloziu tlumaczylam) i jego podejscie do sprawy bardzo mi sie podoba. Natomiast Lina, hmm ten blog istnieje od konca marca a ja nadal nie moge zabrac sie by o niej cos porzadnego napisać.

      Usuń
    2. Andrzej_Wojtasik10 września 2013 23:04

      Relax był wtedy (tj. w drugiej połowie 1970s) jedynym magazynem komiksowym, nakład hojny, wszyscy chłopcy czytali. A historyjka o zamachu na Heydricha wyróżniała się przede wszystkim elegancką formą. Kreska niemal secesyjna, znakomite kadrowanie. Autor komiksu, Karel Saudek, to brat-bliźniak fotografa Jana Saudka, którego z pewnością znasz. Owszem, sam HH jest zielonkawy (nie tylko on zresztą - również SS-mani szturmujący kryptę), ale jak rozumiem, zabieg ten miał służyć zdemonizowaniu postaci. Cóż, biorąc pod uwagę, że obaj bracia Saudkowie jako półżydowskie dzieci wojnę spędzili w obozie koncentracyjnym dla Mischlingów, a większość ich rodziny zginęła w Terezinie, trudno się dziwić, że HH jest ukazany jako demon. Bardziej zirytowały mnie spore przekłamania historyczne obecne w komiksie, o których dowiedziałem się tłumacząc Gerwartha.

      Póki co czekam na coś więcej na temat Liny. Gerwarth daje jej ambiwalentny obraz - z jednej strony faktycznie "ta, która ociosała Heydricha", z drugiej nieszczęsna Hausfrau, z wiecznie nieobecnym małżonkiem - i chyba nie uważa jej za pewne źródło informacji. Szkoda, że jej wspomnień nie cytuje choćby polemicznie. Może po prostu ona sama go zbytnio nie interesuje? Nie wspomina o jej krótkim powtórnym małżeństwie z Mauno Manninenem (podobno zawartym tylko w celu zmiany nazwiska), ani o tym, że Imbria Parva spłonęła po czterech latach funkcjonowania. By the way, wzruszyło mnie wyznanie Liny, że gotowa by była wrócić pieszo do Panenských Břežan i wszystkich tam wyściskać...

      Usuń
    3. No cóż jednak komiksy, filmy, czy generalnie wszystko co jest fikcyjne ma to do siebie ze musi mijac sie z rzeczywistoscia, z roznych wzgledow. O Janie historię słyszałam natomiast nie mialam pojecia ze jego brat stworzyl ten komiks ;) Dobrze wiedzieć, dziękuję.

      Linę trudno uwazac za pewne zrodlo informacji, byla doskonala manipulatorka ktora chciala miec duzo kasy i otrzymac ta nieszczesna rente i swoj cel zrealizowala wrecz koncertowo. Mnie jej postac jakos wybitnie brzydzi o ile do samego Reinharda mam uczucie ze byl to czlowiek podly jednak urodzony w innym czasie i miejscu mogl byc kims wspanialym i w pewnym sensie zal mi ogromnego potencjalu ktory najpierw zmanrowala matka a potem on sam. Źle to sie u niego potoczylo. Natomiast Lina budzi we mnie bardzo negatywne emocje. Dopoki nie czytalam jej wspomnien nie mialam tego typu odczuc. Biografowie zazwyczaj pokazywali ze byla bardzo zakochana w Heydrichu i go wspierala ale czytajac ksiazke odnioslam dokladnie przeciwne wrazenie. Kochala przede wszystkim swoj palac w P. Brezanach. i nawet nie swoje nieszczesne pierworodne dziecko ktore tam zginelo.

      Usuń
    4. Andrzej_Wojtasik10 września 2013 23:58

      Komiks Saudka doskonale wszczepia pewne mity, dlatego z bólem się z nimi rozstawałem, np. że Heydrich nie był taki stary (i nie wyglądał jak zombie), albo, że chłopcy sfuszerowali zamach jeszcze bardziej.

      Z drugiej strony (może to lekki masochizm) w historii pociąga mnie właśnie rozpirzanie legend, którymi karmiono nas za młodu. Z tego powodu bardzo dobrze czytało mi się początek Gerwartha - o cynicznych motywach Operacji Anthropoid i o czasach młodości Heydricha, które jakoś tam nieodwołalnie go naznaczyły. Z drugiej strony, ciekawe jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie sprzątnęli go Czesi. Może pod koniec wojny zawisłby obok Canarisa we Flossenbürgu.
      Co do Liny - ciekawe, że ona sama nie miała poczucia obciachu publikując swoje wspomnienia. :)

      Usuń
    5. Haha fakt, no ale cóż chcemy wierzyc w piekne i sensacyjne mity, ale sam heydrich ten historyczny juz wydaje sie bardzo sensacyjny ze wywaru z Reinharda wydaje mi sie nie powinno sie juz doprawiac niczym innym zeby nie zepsuc smaku.

      Tak początek tej ksiązki byl dla mnie czyms wspanialym, bo wyczekiwalam premiery jak gwiazdki i po serii ksiazek ktore byly koszmarne i ktore kupilam tylko wylacznie do posmiania sie w koncu wydawalo mi sie ze mam cos na super poziomie, no ale jak Heydrich dorósł i zmienił mundur to zaczynało byc coraz gorzej niestety.

      Jedno jest pewne czekalby go stryczek, pytanie jednak, kto by to zrobil. nie sadze ze udaloby mu sie zwiac do argentyny czy w inne ciepłe kraje.
      Hm Lina potrafila glosno powiedziec himmlerowej, ze ta ma rozmiar buta 50 wiec nie sadze ze termin obciach byl jej znany.

      Usuń
    6. Andrzej_Wojtasik11 września 2013 00:52

      Heh dotąd Lina raczej nie budziła mojej sympatii, ale za ten tekst (o ile nie jest konfabulacją) zapunktowała u mnie.

      Z Flossenbürgiem tak tylko gdybam, nie sądzę, żeby wikłał się w jakieś spiski przeciwko Hitlerowi. Może nawet sam by tego Canarisa powiesił.

      Usuń
    7. Mysle co jeszcze mozna o niej dobrego powiedziec, ale powiedzmy ze tabula rasa w glowie tlumacze pozna pora :D

      Jego stosunki z Canarisem swoja droga to rowniez bardzo ciekawy i tez trudny do zbadania temat, przyjaciele, wrogowie robiacy dobra mine do zlej gry, jak to miedzy nimi bylo?

      Usuń
  3. Andrzej_Wojtasik11 września 2013 01:12

    Ja też już padam. Czekam na błyskotliwe refleksje w dniu jutrzejszym. :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. jest juz jedna, lina mimo braku talentu kulinarnego robila heydrichowi jego ulubione ziemniaki z zsiadlym mlekiem

    OdpowiedzUsuń