środa, 11 września 2013

Zatrute Martini- Rzecz o Walterze Schellenbergu i państwie Heydrich

Walter Schellenberg
        Opowieść o matrini, którą w swoich "Wspomnieniach" opisał Walter Schellenberg wydaje się być jedną z tych rzeczy, która idealnie pasuje do taniej powieści kryminalnej, czy tandetnego serialu o nazistach w stylu legendarnych "17 mgnień wiosny". Czy dawać jej wiarę? Czy traktować z przymrużeniem oka? A może to tylko fantastyczna historyjka, która miała uatrakcyjnić więzienną pisaninę Schellenberga? Musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie sami.
       Małżeństwo Heydrichów często przechodziło przeróżne kryzysy, które udało się zażegnywać gdy skruszony Reinhard wracał do domu i najprawdopodobniej cierpliwie wysłuchiwał litanii swojej żony i obiecywał poprawę. Trzeba wiedzieć, że Linie doskwierała dosyć mocno samotność, mąż bowiem pracował całymi dniami, następnie oddawał się swoim pasjom i jeśli już miał czas to spędzał go z dziećmi, szczególnie z córeczką. Dodatkowo Heydrich nie stronił od towarzystwa innych kobiet i wpadał na "prywatne inspekcje" do swojego burdelu na podsłuchu, słynnego Salonu Kitty. Jak w tym wszystkim znalazł się Walter Schellenberg?
       Jeden z takich "kryzysów małżeńskich" miał być "intrygą" wymierzoną przeciwko niemu. Na Fehmarn, gdzie Heydrichowie mieli swój ukochany dom miała miejsce konferencja, na którą zaproszeni byli różni esesmani. Schellenberg nie opisuje dokładnie czego się ona tyczyła. Po jej zakończeniu Heydrich poleciał swoim bąkiem do Berlina, a Walter, jak gdyby nigdy nic, postanowił wykorzystać ostatni dzień swojego urlopu, by spędzić go na Fehrmarn. Po południu pani Heydrich poprosiła go o dosyć nietypową przysługę, przy której większość zdrowo myślących osób wzięłaby nogi za pas i wróciła do Berlina, żeby nie narazić się na gniew Płowej Bestii. Lina chciała pojechać na wycieczkę, nad Plönersee. Walter miał nieszczęście jej nie odmówić i wziął ją jeszcze na kawę. Podobno dyskutowali o sztuce. Tylko.
Lina i Reinhard
      Schellenberg po tej eskapadzie wrócił do Berlina. Przez cztery dni nic się nie działo, do momentu w którym Muller przekazał wiadomość od Heydricha, że mają iść w cywilu na miasto. "Na lumpy" jak to w zwyczaju mieli. Walter z rozbrajającą szczerością wyznaje, że nie wiedział wówczas zupełnie jaki dramat się kroi i przyjął zaproszenie bez namysłu, mimo tego, że wówczas nie był z Mullerem w dobrych stosunkach. Wówczas jednak, tu zacytuję bohatera naszej historii: "Jak to często bywa z ludźmi żyjącymi w wiecznym zagrożeniu, byłem przesądny i miałem nieprzyjemne przeczucia związane z tym wieczorem. Wkrótce jednak ustąpiły, bo Heydrich był niezwykle czarujący." Panowie przy drinku rozmawiali sobie o samolocie Reinharda w jednym z zapuszczonych barów przy Alexanderplatz. Muller podał martini. Nic nie wskazywało na to, co stanie się za chwilę.
     Muller zapytał wówczas Schellenberga, czy dobrze bawił się nad jeziorem. Walter szybko zreflektował o co chodzi widząc blednące oblicze Heydricha  i zapytał co ten chce wiedzieć o wycieczce. Reinhard wysyczał: "Wypił pan właśnie truciznę, która za sześć godzin może pana zabić. Jeśli powie mi pan zupełną i całkowitą prawdę, dostanie pan odtrutkę, ale chcę usłyszeć wszystko." Walter co prawda nie uwierzył, albo bardzo nie chciał uwierzyć w to, że został otruty i miał to za makabryczny żart, do którego Heydrich, zachowujący się cały czas śmiertelnie poważnie, był zdolny. Mimo braku wiary w ten kawał Schellenberg zeznaje, że jego serce chciało mu pęknąć. Zaczął zeznawać. Przerwał mu Muller, który zbulwersowany był faktem, że Walter pominął historię o piętnastominutowym spacerze, który miał miejsce podczas felernej wycieczki. Schellenberg kontynuował swoją opowieść. Heydrich zaś siedział w ciszy, nieruchomo jak sfinks, nawet, gdy Walter przestał mówić. W końcu wydusił z siebie: "Cóż, chyba muszę panu wierzyć, ale da mi pan słowo honoru, że nigdy nie spróbuje podobnej eskapady." Schellenberg zdenerwował się i protestował, że to słowo honoru to zwykłe wymuszenie i zrobił dość niemiłą uwagę do zaprzepaszczonej przez Heydricha kariery w marynarce. Mimo tego otrzymał upragnione antidotum w postaci wytrawnego martini. Walter pisał, że rzeczywiście miało ono dziwny smak. Po tym zajściu chciał się oddalić, jednak Heydrich nie brał takiej opcji pod uwagę i Schellenberg zmuszony został, by bawić się dalej. Jak zabawa się skończyła, niestety już nie wiemy.


Jak nietrudno się domyślić, tekst na podstawie "Wspomnień" pióra Waltera Schellenberga.
Zdjęcia: Lina i Reinhard : Max Williams "Heydrich: The Biography"
Walter Schellenberg: bundesarchiv

2 komentarze:

  1. Anegdotka znakomita, skoro nie wiadomo jak to było lepiej chyba zapamiętać tak barwną wersję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, nie ma nic co by jej obalało, a sama Lina coś tam o Walterze przebąkiwała :)

      Usuń