środa, 30 października 2013

Panenské Břežany cz. II

          Jak już wspominałam, w końcu udało mi się dostać do środka, towarzyszyła mi, jak zwykle, Katarzyna Rutowska, która zrobiła opis tego miejsca, dużo bardziej profesjonalny, niż byłabym to w stanie zrobić ja, dlatego za jej zgodą umieszczam go na Płowej. Dodatkowo pomocą w postaci licznych materiałów służył nam pan Jan Ret, który stworzył plan renowacji tego podniszczonego budynku.
        "Pałac pierwszy raz wspomniany w literaturze w 1233 roku, jako klasztor Benedyktynek, w 1840 dokonano przebudowy w stylu empire, nadając mu do dzisiaj znany kształt. Przekształcenia rozpoczął ówczesny właściciel Matthias von Riese-Stallburg, jednak ze względu na trudności finansowe był on zmuszony obiekt sprzedać, jego kolejnym właścicielem został Ferdynand Bloch-Bauer, nie ingerował on jednak we wcześniej zaplanowaną przebudowę.
        Budynek dwukondygnacyjny, najprawdopodobniej z poddaszem i piwnicą, duża dobudówka z tyłu,  balkon położony na ozdobnym portyku  od strony wschodniej, otoczony arboretum. Na terenie znajduje się także winiarnia. Pałac przez dłuższy czas był siedzibą Instytutu Metalurgicznego. Obecny stan obiektu można ocenić na zły, jest on niewątpliwie efektem nieużytkowania go przez około 15 lat.
         Fasadę od zachodu zdobi agrafa w formie woluty, prawdopodobne jest, że podobnych elementów było więcej. Od strony wschodniej niedziałający zegar. Kolumny w porządku toskańskim. Dach z czerwoną cegłówką, czterospadowy. Drewniany strop.
          Parter oraz pierwsze piętro możliwe do zwiedzania. Dobrze zachowana klatka schodowa z imitującą marmur balustradą oraz oryginalnymi, pustymi kasetonami na suficie okalanym ornamentem geometrycznym przywodzącym na myśl gutty oraz mozaikową podłogą na piętrze. Okna, drzwi i klamki oryginalne. Pomieszczenia z wyraźnymi cechami charakteryzującymi wnętrza klasztorne – lunety nad oknami, sklepienia kolebkowe. Na szczególną uwagę zasługują marmurowe oprawy kominków, ozdobione licznymi ornamentami, niestety, skute, a także zegary umieszczone w większości pomieszczeń - datować można je z całą pewnością na wiek XX, od lat 30. do mniej więcej 70., w dobrym stanie, prawdopodobnie działające.
          Najlepiej zachowana zdecydowanie sala na piętrze, na wprost klatki schodowej. Duża, prostokątna, z wieloma elementami ozdobnymi w postaci przeróżnych ornamentów geometrycznych, także jajowników, kompozytowych kolumn oraz pilastrów, neoklasycystycznych kasetonów ze scenami uczt oraz polowań, lustrami oraz kominkami (jeden skuty, drugi zachowany), ozdobiony tapetą (częściowo oderwaną na jednej ścianie). Bardzo ciekawe kryształowe żyrandole, z których jeden ukruszony przez poprzedniego właściciela, który używał sali w celu trenowania szermierki.  Drewniana podłoga. Całe pomieszczenie nie wymaga wiele wysiłku przy renowacji i moim zdaniem powinno być użyte jako swego rodzaju wytyczna przy odnawianiu całego obiektu.
         Sufity oraz ściany wielu pomieszczeń są w dużej mierze zagrzybione, okna są nieszczelne. Obiekt w mojej ocenie może uratować jedynie szybka renowacja, przeprowadzona jednak z dużym wyczuciem artystycznym, szczególnie, jeśli chodzi o dobór kolorów fasady i okien."

       Od siebie dodam, że enigmatycznym, poprzednim właścicielem, który wywijał ręką uzbrojoną w szablę jest nie kto inny, ale Reinhard Heydrich. Krótko mówiąc, proces dewastacji pałacu, zaczął właśnie on, choć jest to raczej znikoma szkoda, jak popatrzy się na to, w jakim stanie znajduje się obecnie pałac.

        Szukałam też grobu Klausa, jednak na próżno, po miejscu pochówku nie ma śladu, znajoma osoba, mówi, że oficjalne źródła (sic) podają, że maluch spoczął niedaleko winiarni. O samym ogrodzie wspomnę jednak w innym odcinku i rzecz jasna podzielę się zdjęciami, które obfitują we wszelaką faunę jaka jest tam obecnie hodowana (kozy, alpaki, kucyki). 





Ups...

Jedyna sala, która "jakoś" wygląda


Skute resztki kominka

Dokładnie tak wygląda 90% pomieszczeń w pałacu

kominek, bliźniaczy został skuty i widać go dwa zdjęcia wyżej

Żyrandol ukruszony przez Heydricha


Jeden z retro zegarów

wtorek, 22 października 2013

Reinhard Heydrich, małe lwiątka i Wielki Kryzys

Reinhard w SS nadal miał słabość do żagli
           Jak wspominałam już wcześniej, po zwolnieniu z marynarki Heydrich popadł w głęboką depresję. Zamknął się w pokoju i płakał. Trudno mu się dziwić. Kariera w marynarce i marzenia o zostaniu admirałem determinowały jego całe życie i nagle zostały przekreślone przez tak absurdalną sprawę.
          Choć Reinhard dostawał rentę, to była ona dosyć skromna, tym bardziej, że szalał kryzys gospodarczy, jego brat zrezygnował ze studiów, a konserwatorium ojca ledwie zipało, podobnie jak Heydrich senior, który miał już swoje lata. Siostra Reinharda pracowała jako nauczycielka muzyki, ale nie było z tego kokosów, zaś szwagier Reinharda, Wolfgang oczywiście był bez pracy, a Elżbieta suszyła wszystkim głowę. Zdecydowanie nie był to najlepszy okres w życiu Heydricha.
         Lina jednak, pomimo protestów swoich rodziców i niechęci swojej przyszłej teściowej (Elżbieta nie przepadała za panną von Osten, jako, że uważała ją za prostaczkę, dodatkowo niewystarczająco bogatą i muzykalną), postanowiła zostać u boku narzeczonego pogrążonego w czarnej rozpaczy. Podobno nic nie było w stanie go rozweselić, za małym wyjątkiem. Heydrich uwielbiał chodzić z ukochaną do zoo w Halle i patrzeć na lwicę bawiącą się ze swoimi małymi. Tylko to sprawiało, że zapominał o swoich zmartwieniach.
            Reinhard co prawda dostawał pewne oferty pracy, jednak żadna go nie satysfakcjonowała i doprowadzała do tego, że wpadał w coraz większy marazm. Był dobrym żeglarzem, mistrzem Morza Północnego w wioślarstwie, a także miał wielu znajomych w Hamburgu i Kilonii, między innymi Wernera Mohra, który zaproponował mu pracę w charakterze instruktora żeglarstwa w Hanzeatyckiej Szkole Jachtingu. Pensja opiewała na 380 reichsmarek miesięcznie, co było dosyć wysoką kwotą (wyższą, niż jego początkowa pensja w SS). Zawód ten dawał też możliwość zaczepienia się w marynarce handlowej. To jednak niezbyt go satysfakcjonowało, bo tęsknił za mundurem i prestiżem, do Liny pisał, że jego przeznaczeniem jest być żołnierzem i nic innego nie wchodzi w rachubę, nietrudno jest więc się domyślić, że Heydrich odmówił Szkole Jachtingu, bo nie chciał być „domowym instruktorem żeglarstwa dla bogatych dzieciaków”. Lina przyznawała, że nic nie bolało go tak, jak wyrzucenie z marynarki, nawet jego rana podczas zamachu. Gdy był w SS nadal odwracał wzrok widząc oficerów marynarki.
          Inną oferta pracy, również odrzucona, nadeszła z Pressel, gdzie mieszkał Gunther Gereke znajomy Heydricha z dzieciństwa. Był on posłem do Reichstagu z ramienia partii Landvolkpartei (prawicowa partia chłopów, powstała na początku lat 20 w reakcji na kryzys rolniczy). Oferował Heydrichowi 350 marek na miesiąc i posadę referenta. Heydrich jednak nie mógł się na to zdecydować. Mało brakowało, a Reinhard Heydrich zostałby ludowcem.
        Stało się jednak inaczej i znowu winne były temu dwie damy: matka i przyszła zona Reinharda. 

Na podstawie
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem
R. Gerwarth, Kat Hitlera

Zdjęcie :
M. Williams, Heydrich: The biography
  

środa, 16 października 2013

Reinhard Heydrich i Lina von Osten cz. II

Reinhard i Lina grzebią w ziemi źródło pinterest.com
Jak wspomniałam już w pierwszej części poświęconej relacjom Liny von Osten i Reinharda Heydricha pisanie na ten temat nie przychodzi mi łatwo, bowiem nagromadzenie młodzieńczej głupoty Heydricha, która doprowadziła do wyrzucenia go z marynarki, jest absolutnie nieznośne. Nie mam tu zamiaru zastanawiać się co by było gdyby, choć czasami i na to mam ochotę, historia miała swoje tory, a Reinhard był wybitnie złym motorniczym.
Po spotkaniu w kilońskiej winiarni Wicks Weinkeller Lina i Reinhard zaręczyli się potajemnie w jej bursie. Było to 18 stycznia 1930 roku. Tego samego dnia Heydrich wysłał również list do ojca swojej narzeczonej z prośbą o jej rękę. Miał on szczerą nadzieję, że już w Święta Bożego Narodzenia spotka się z przyszłymi teściami i ślub będzie jedynie formalnością. Pełen optymizmu wysłał swojej ukochanej list:

"Moja najdroższa Lino!
W samym środku zgiełku panującego w pracy i w wielkim pośpiechu przed moim wyjazdem chciałem przekazać Ci, że (...) wszystkie moje myśli są z Tobą. Zdaję sobie teraz sprawę, jak bardzo Cię kocham. Nie mogę już sobie przypomnieć, jak było wcześniej. Wiem tylko, aż za dobrze, co zostawiam za sobą. Dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać życia, które na nas czeka. Z Tobą mógłbym znieść każdy ból! Tylko kilka dni zostało do Wigilii. Im bliżej Świąt, tym pewniej patrzę w przyszłość. Prostota i bezpośredniość to kluczowe zadania, jakie zawsze sobie stawiałem. Nie będzie mi zatem trudno spojrzeć w oczy Twojemu ojcu. Wiesz, dla mnie nie ma nic gorszego niż owijanie w bawełnę i nieszczerość wobec tych, których kocham. Nie waham się zmierzyć ze złymi ludźmi, używając tej samej broni.- Nie mogę się doczekać soboty!
Tymczasem, ukochana, Twój Reinhard."

Niestety dla wszystkich Reinhard owijał w bawełnę i miał do ukrycia sporą aferę, ale o tym później. Reinhard spędził święta z von Ostenami i po raz pierwszy zetknął się wówczas z nazizmem i gorliwą indoktrynacją ze strony narzeczonej i jej brata. Lina była już w partii, podobnie przyszły szwagier Reinharda. Co prawda on sam wcześniej miał zdecydowanie negatywny stosunek wobec Hitlera i interesowała go tylko jego kariera w marynarce. Na rodzicach Liny wywarł bardzo pozytywne wrażenie. Wysłuchiwał z zaciekawieniem opowieści rodzinnych, przeglądał zdjęcia, był bardzo grzeczny i uprzejmy, aczkolwiek wycofany, jak to zwykle z nim było. 26 grudnia 1930 roku para tym razem już oficjalnie się zaręczyła. Wszystko szło zgodnie z planem Heydricha. Pragnął wziąć ślub 17 września 1931 roku, o czym w styczniu napisał list: "Proszę, proszę, pozwólcie nam wziąć ślub we wrześniu (17). W październiku i listopadzie odbywają się u nas wszystkie przeniesienia, manewry, zmiany służbowe, a potem nie ma odpowiednich warunków dla narzeczonych. Nie ma nic gorszego od niepewności. Byłbym bardzo, bardzo wdzięczny, gdybyście zdecydowali się na wrzesień". Radosną nowiną o swoich zaręczynach miał nieszczęście podzielić się także ze swoją była dziewczyną. Uczennicą szkoły kolonialnej w Rendsburgu. Zapewne afera jaka się rozegrała nie wybuchłaby, gdyby ta urocza panna nie była córką poważanego radcy budowlanego marynarki, który pozostawał w zażyłych stosunkach z admirałem Raederem. Wszystkie wersje, że Heydrich zrobił jej dziecko są niepotwierdzone. Reinhard widywał się z nią w Poczdamie i Kilonii w lecie 1930 roku i nie poinformował jej o końcu związku. Zrozpaczona uderzyła do tatusia by pogrzebać karierę marynarską Heydricha. Fakt, młodzieniec mógł zachować się dużo rozsądniej, jednak wymaganie od niego taktu świadczyło jedynie o tym, że dziewczyna nie znała go za dobrze. Tatuś oczywiście ruszył córce z pomocą złożył więc skargę na Heydricha do Raedera.
Reinhard Heydrich został wezwany na sąd honorowy. Zasiadało w nim czterech oficerów. Jednym z nich był Gustav Kleikamp, który ganił Heydricha za "niezbyt piękne zachowanie". Ten jednak był pewien, że sprawa jest na tyle błaha, że szybko się zakończy i będzie mógł wrócić do swoich obowiązków, w których był zawieszony na czas trwania postępowania. Stało się jednak inaczej. Ojciec dziewczyny upierał się, że jeśli Heydrich ma honor to ożeni się z jego córką. Kapitan marynarki Beucke, kolega Reinharda zeznawał, że dziewczyna chciała spać w hotelu, ale Reinhard zignorował to i proponował by spała u jego gospodarza, bo wyjdzie ją to taniej. Ona przystała na to niechętnie, jednak nie chciała by Heydrich się do niej zbliżał. Podobnie zeznali i inni. Sprawa była naprawdę błaha, jednak Reinhard czuł się urażony wszystkimi oszczerstwami jakie koncentrowały się na nim. Nie wyraził skruchy, a co więcej próbował się tłumaczyć, co sędziowie odebrali jako "szczególnie rzucającą się w oczy nieuczciwość". Gwoździem do trumny, w której spoczęła kariera w marynarce Heydricha była jego wypowiedź, że "jest mu obojętne, co może oficer niemieckiej marynarki wojennej". Sąd honorowy dał sprawę do rozstrzygnięcia Raederowi, który zarządził usunięcie Heydricha z marynarki. W kwietniu 1931 roku Reinhard otrzymał powiadomienie, że zostaje zwolniony bez uszczerbku na honorze z powodu niewłaściwego pojmowania zasad honorowych. Choć sprawa była poufna to wyrok podano publicznie. Oficjalnie został porucznikiem marynarki w stanie spoczynku, na rok przed prawem do emerytury.
Heydrich wróciwszy do Halle, wpadł w głęboką depresję i całymi dniami płakał, co potwierdzał w wywiadzie jego przyjaciel Erich Schultze. Rodzice nie stanowili dla niego wsparcia i obwiniali go o całą sytuację, która według nich spowodowana była jego głupotą. O całej sprawie mówił jednak niewiele. Jak zeznawała Lina, Reinhard gdy tylko widział gdziekolwiek marynarski mundur odwracał głowę. Jego cały świat rozsypał się w drobny mak, a on sam musiał zebrać się w sobie i zacząć wszystko od nowa. I w tym wypadku nowe, wcale nie było lepsze.

Na podstawie
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem
M. Sigmund, Kobiety nazistów
R. Gerwarth, Kat Hitlera

poniedziałek, 14 października 2013

Heydrich i rzekome żydowskie pochodzenie

            Pogłoski o rzekomym żydowskim pochodzeniu Reinharda Heydricha krążą bez ustanku i to niestety nie tylko w internecie. Napomykałam o tym parę razy, ale uznałam, że sprawa wymaga osobnej, dokładnej analizy i zebrania wszystkich dowodów na to, że Heydrich nie miał przodków pośród wyznawców wiary mojżeszowej.
          Wielokrotnie podkreślałam też, że skrajnie niesmaczna jest tendencja do wyszukiwania wśród nazistów homoseksualistów i Żydów i używania tego do propagowania jakiś tam swoich chorych idei, nie odbiegających daleko od tego, co wyznawali sami naziści. Pozwolę sobie jednak nie drążyć tego tematu głębiej, bo niestety takim ludziom nie sposób przemówić do rozsądku i poczucia dobrego smaku, jako, że zwyczajnie są oni ich pozbawieni.
          Pogłoski o żydowskim pochodzeniu Heydricha zaczęły krążyć już za jego życia. W szkole jego i jego brata przezywano notorycznie „Isi”, „Izydor”, zaś później w marynarce Reinhard dorobił się przydomka „Biały Mojżesz”. Powodów ku temu było dosyć sporo. Jednym z nich był fakt, że wujek Reinharda (brat matki R.) poślubił Żydówkę z Węgier, która nazywała się Boriska Lobstein (nie Iza Jarmy jak twierdzi Gerwarth patrz: http://plowabestia.blogspot.com/2013/11/bracia-krantz-i-ich-zony-wujkowie-i.html ). Ciocia Reinharda przyjęła chrzest w obrządku katolickim. Sam Heydrich bardzo ją kochał i przez pewien czas podczas I wojny światowej wraz z rodziną mieszkał u niej, jednak jasnym jest, że nie płynęła w nich ta sama krew. Kolejną kwestią była sprawa babci Mautsch, choć w drzewkach genealogicznych ( http://plowabestia.blogspot.com/2013/09/przodkowie-reinharda-heydricha-drzewa.html ) wykazałam, że pani Maria Anna Amalia była katoliczką z dziada pradziada, to jednak jej nazwisko brzmiało żydowsko, co rzekomo przeraziło samego Reinharda, kiedy wykonywano jego drzewo genealogiczne w czasie gdy wstępował do SS. Lęki te były bezpodstawne, co potwierdzały korzenie babci, jednak sprawą bardzo niechlujnie zajął się jeden z gorszych biografów Heydricha, Charles Wighton, który wymyślił, że babcia Maria Anna Amalia w istocie nazywała się Sara i wniosła majątek do domu Krantzów (co z pewnością stanowiło o tym, że musiała być Żydówką, bo jak to możliwe, żeby Niemcy byli bogaci- doskonały przykład na paskudny krypto-anstysemityzm w wykonaniu pana Wightona).
           Najwięcej plotek jednak krążyło na temat Roberta Sussa, ojczyma Brunona Heydricha, którego wzięto za Żyda, choć Żydem rzecz jasna on nie był. Do rzeczy. Babka Reinharda, Ernestine Wilheline Linder miała dwóch mężów. Pierwszym był pan Reinhold Heydrich, dziadek Reinharda, który zmarł na suchoty i ze względu na złą sytuację materialną i dużą ilość mordek do wykarmienia ponownie wyszła za mąż za Roberta Sussa. Ten jednak był protestanckim ślusarzem, nie, jak zwykło się myśleć bogatym Żydem. Problem wystąpił w przededniu pierwszej wojny światowej, przy okazji wydania leksykonu muzycznego autorstwa Hugona Riemannsa, w którym pod hasłem Bruno Heydrich figurowało: „właściwie Suss”. W całej notce poświęconej Brunonowi było sporo sugestii na temat tego, że ukrywał on żydowskie pochodzenie. Notkę tą zredagował Martin Frey (wszelkie podobieństwo do popularnej serii fantasy jest przypadkowe), były uczeń Brunona, którego ten wydalił z Konserwatorium. Mściwy Frey nasmarował paszkwil na swojego byłego nauczyciela, co wykazało przeprowadzone w 1916 roku śledztwo. Następna edycja leksykonu została już skorygowana. Jednak starsza była już na półkach wielu mieszkań w niemieckich domostwach, tak, że w 1923 roku nie chciano przyjąć brata Reinharda, Heinza Siegfrieda do stowarzyszenia studenckiego w Halle. Za Reinhardem fama poszła aż do Kilonii, gdzie jak pisałam wcześniej wyśmiewano go i nazywano „Białym Mojżeszem”, bądź „Mojżeszem Haendlem”. Rok po zwolnieniu z marynarki temat powrócił i rozniósł się do Monachium. Hubertus von Wangeheim, który służył z Heydrichem w marynarce i był jednym ze świadków sądu honorowego doniósł do swojego krewniaka, o tym co mówiono o Reinhardzie w Kilonii. To doszło do uszu Strassera, który zlecił Achimowi Gercke sprawdzenie przodków Heydricha. Gercke po dwóch tygodniach oświadczył, że Reinhard był „pochodzenia niemieckiego i wolny od jakichkolwiek domieszek kolorowej lub żydowskiej krwi”. Dodał także, że wszystkie plotki o Heydrichu są nieprawdziwe i za swoją opinię brał pełną odpowiedzialność. Heydrichowi jednak było tego mało i postanowił udać się do Ernsta Hoffmana, który zajął się dla niego sprawdzeniem dalszej genealogii. Heydrich miał być drażliwy, jednak zdeterminowany żeby znać prawdę. Prawda była taka, że był Niemcem.

         W 1940 roku problem pochodzenia powrócił znowu. Oszczercą był piekarz Johannes Pabst (też zapisywany jako Papst), który został skazany na 12 miesięcy więzienia w legalnym procesie. Zawsze zadziwiało mnie w tej historii, że Heydrich, dla którego pozbycie się jakiegoś osobnika było na pewno mniej kłopotliwe niż skakanie 10 metrów na jednej nodze, postanowił u szczytu swojej władzy bawić się w procesy i sądownictwo.
          Rewelacjami o pochodzeniu Heydricha sypał też Felix Kersten, masażysta Himmlera, podobnie jak mnóstwo osób po wojnie. Najprawdopodobniej był to zabieg marketingowy, bądź chęć zwrócenia na siebie uwagi w dosyć ordynarny sposób na trupie byłego kolegi z partii, który zapewne za życia potraktowałby ich jak sam zapowiedział swojemu koledze z Halle o nazwisku Ruhl: „Wygrałem ten proces w sprawie mojego pochodzenia. Niech ktoś teraz spróbuje twierdzić, że jestem Żydem. Zniszczę go!”.
        Osobną sprawą był nos Heydricha, który rzekomo świadczył o jego żydowskim pochodzeniu, który jest chyba najgłupszym argumentem na świecie. Po pierwsze, że każdy Żyd ma duży, garbaty nos. Po drugie nie każdy Niemiec ma prosty, mały nos. Po trzecie, garb na nosie Heydricha wyrósł na skutek działania sił grawitacji. Najzwyczajniej w świecie złamał go dwukrotnie. Raz podczas pięcioboju, a drugi podczas jazdy konnej.

Na podstawie:
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
R. Gerwarth, Kat Hitlera
G. Paillard, C. Rougerie, Reinhard Heydrich, le violoniste de la mort
 

niedziela, 6 października 2013

Hans Fischer- dowódca Einsatzgruppe III

Członkowie Einsatzgruppen
        Powracamy do tematyki Einsatzgruppen. Dzisiaj przyjrzymy się sylwetce doktora Hansa Fischera (nie mylić z chemikiem o tym samym imieniu i nazwisku).
        Urodził się 21 sierpnia 1906 roku w Rottenbach. Jak spora część kadry Einsatzgruppen z wykształcenia był prawnikiem. Już jako student przejawiał nazistowskie ciągoty i w 1927 roku zapisał się do narodowosocjalistycznego związku studentów. Mając lat 26 wstąpił do NSDAP i SS, a swój doktorat obronił rok później, studiując w Królewcu. Wcześniej przewinął się także przez Uniwersytet w Halle. W następnych latach stał się kierownikiem stapo w Erfurcie, szefem gestapo w Recklinghausen, Monastyrze i Królewcu, zahaczając także o Rewal, by w końcu znaleźć się jako Starszy Radca i zwierzchnik policji we Wrocławiu. Tam też sformowana została EG III, której został dowódcą. Oddział liczył trzystu trzydziestu członków i podlegał on bezpośrednio 8. Armii von Blaskowitza. Tak więc to znowu potwierdza, że Wehrmacht wcale nie był tak kryształowo czysty jak stara się to nam wyperswadować.
          EG III wyruszyła z Wrocławia na Kępno i już 1 września 1939 roku zaczęła tropić polskich działaczy. Nie jest jasne, czy Fischer i jego ludzie wzięli udział w mordzie przypisywanemu Liebstandarte Adolf Hitler, w którym wymordowano cywilów w Wieruszowie. Zamordowano wówczas 15 osób, przy czym lwią część stanowiły dzieci. Stamtąd droga EG wiodła w okolice Kalisza, gdzie ich ofiarą padło osiemnastu Polaków ze wsi Mączniki. Kolejnymi okazali się być mieszkańcy Grójca Wielkiego, oraz grupa Żydów ze Złoczewa. Następnym mordem Einsatzgruppe III było zabicie dwóch pacjentów szpitala psychiatrycznego w Warcie. Podczas trzeciego tygodnia wojny EG III dotarło do Łodzi. Napisał wówczas raport do swoich przełożonych z 8 Armii informujący o nastawieniu ludności łódzkiej do okupacji. Zanotował, że ubodzy Polacy mają nadzieję na poprawę swojej sytuacji, zaś ci z wyższych sfer zachowują rezerwę co do Niemców i czekają na interwencję sowiecką, bądź brytyjską. Inny punkt raportu odnosił się do Żydów łódzkich, gdzie występuje enigmatyczne stwierdzenie "Rozwiązanie problemu żydowskiego realizowane jest nadal", rozwinął myśl, w której wyjaśnił, że wydano polecenie policyjne do rejestracji wszystkich Żydów, szczególnie tych, z terenów wiejskich, dzięki czemu mieli oni mieć niemożność ciągłego przemieszczania się, czyli ucieczki przed okupantem. Fischer przejął wówczas kierownictwo nad EG II.
       21 września Hans Fischer, wraz z pozostałymi dowódcami wszystkich EG wziął udział w naradzie prowadzonej przez Reinharda Heydricha. Ustalono wówczas, że teren okupowany, który oryginalnie należał do Niemiec zostanie podzielony na niemieckie okręgi, zaś Kraków będzie stolicą "okręgu z ludnością obcojęzyczną", do której będą deportowani również Żydzi. Wcześniej należało ich zgromadzić w gettach, by transport był łatwiejszy. Centralnym punktem programu było stwierdzenie "Żyd ma zniknąć ze wsi". Było to niejako rozwinięcie raportu, który Fischer pisał do 8 Armii. Heydrich opisał to dość lakonicznie: " I. Żydzi jak najszybciej do miast. II. Żydzi z Rzeszy do Polski. III. pozostałe 30 000 Cyganów też do Polski. IV. Systematyczne wysyłki Żydów z niemieckich terenów pociągami towarowymi." Według jego zaleceń wszystko miało się odbyć jak najszybciej było to możliwe.
       W październiku krwawy szlak Fischera powiódł przez ziemie konińskie, gdzie w Bobrownikach zabito 23 Polaków. W egzekucji "pomagali" również Niemcy, którzy do tej pory mieszkali na tych terenach.
         Pod koniec 1939 roku Fischer został wysłany do Wiednia jako lokalny dowódca SD i Sicherheitspolizei. Nie zabawił tam jednak długo i już w lutym 1940 pracował w Stuttgarcie. W 1944 roku przebywał w Berlinie jako wykładowca w szkole Sicherheitspolizei i tam też rok później, podczas kapitulacji Niemiec zniknął bez śladu. Nie wiadomo jak zginął, jak wielu innych ulotnił się jak kamfora. 

Na podstawie:
Johen Bohler, Klaus-Michael Mallmann, Jürgen Matthäus, Einsatzgruppen w Polsce
Łukasz Gładysiak, Zabijajcie wszystkich

wtorek, 1 października 2013

Heydrich i Canaris- Wredne papużki nierozłączki

           O Canarisie i Heydrichu krąży naprawdę wiele plotek. Wiadomo, że szefowie służb wywiadowczych w pewnym stopniu spowici są nimbem tajemnicy i aureolą domysłów. Według niektórych panowie szczerze się nienawidzili i zbierali na siebie haki, według innych byli szczerymi przyjaciółmi, którzy i tak zastawiali na siebie sidła. Bez wątpienia ich relacje na polu prywatnym i zawodowym zasadniczo się od siebie różniły. Według większości biografów Heydrich i Canaris doskonale dogadywali się na co dzień, a w czasie wykonywania zawodu rywalizowali o jak najszersze względy dla swoich służb.
           Wilhelm Canaris i Reinhard Heydrich spotkali się po raz pierwszy w lipcu 1923 roku kiedy młody rekrut i komandor zostali przeniesieni na krążownik „Berlin”. Canaris obserwował wiecznie samotnego i nieśmiałego Heydricha i był pod wrażeniem ogromnego talentu muzycznego. Skrzypce, przez które Reinhard notorycznie był wyśmiewany przez swoich kolegów, w końcu okazały się być dla niego błogosławieństwem. Heydrich zaś z fascynacją słuchał opowieści przełożonego o Falklandach i Hiszpanii. Canaris został dla Heydricha mentorem, co więcej jego żona, Erika również była skrzypaczką. Młodziutki Reinhard miał zaszczyt grać z panią Canaris w kwartecie smyczkowym. Często spędzał u nich weekendy, co budziło zazdrość u jego kolegów. Co więcej dotąd niezauważony, zmizerniały Reinhard, którego nikt nie słuchał zaczął brylować wśród kilońskiej śmietanki. Z początku wydawał się być zwykłym marynarzem, ale gdy tylko grał, bądź mówił o muzyce był w stanie oczarować dosłownie każdego.
         Po wyrzuceniu z marynarki Heydrich rozpoczął nową karierę i najprawdopodobniej nie utrzymywał wówczas kontaktów z Canarisem.
         17 stycznia 1935 spotkali się ponownie w berlińskiej restauracji „Horcher”. Wilhelm Canaris został bowiem w 1935 roku szefem Abwehry. Heydrich bardzo się ucieszył kiedy go zobaczył. Nie było tam miejsca na żadną wrogość. Szef SD, wbrew plotkom nie zachowywał się wówczas agresywnie, wręcz przeciwnie, bowiem stęsknił się za swoim mentorem, a i ten był wobec niego miły. Nie doszło do większych tarć. Panowie ochoczo przystąpili do współpracy między sobą, co potwierdził Gustav Kleikamp, który parę lat wcześniej wyrzucił Heydricha z marynarki. W rok później (1936) Werner Best wysłany przez Heydricha ustalił z Canarisem 10 przykazań. Co ustalono na tym spotkaniu? Spośród najważniejszych podpunktów: Reinhard musiał uznać wyłączność Abwehry w kwestii wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, oraz ochrony instalacji wojskowych. Canaris oddał SD do dyspozycji szpiegowanie przemysłowe, wywiad przygraniczny, oraz walkę z przestępstwami politycznymi na terenie Niemiec, tzw. „Badanie czynów karalnych z paragrafu 163 kodeksu prawa cywilnego”. Egzekutywa należała do Gestapo, jako, że Abwehra nie posiadała wówczas żadnych oddziałów policyjnych. Przez pewien czas między dwoma organizacjami panowała zgoda, jednak poprzez nieścisłości w przykazaniach, z czasem sytuacja zaczęła się psuć, by w 1942 roku, na Hradczanach obaj panowie ustalili nową umowę, tym razem znacznie mniej korzystną dla Abwehry. Dodatkowo nić sympatii między Canarisem a Heydrichem została wzmocniona poprzez niechęć do Ericha Raedera.
              Prywatnie Canarisowie i Heydrichowie zostali sąsiadami i to dwa razy, po raz pierwszy kiedy obie rodziny zamieszkały w Berlin-Sudende przy Dollerstrasse w 1935 roku, po raz drugi w 1937 roku w Berlin-Schlachtensee. Lina następująco wspomina pierwsze spotkanie „Na wiosnę 1935 roku, podczas niedzielnego spaceru spotkaliśmy małżeństwo, które Reinhard przywitał z zaskoczeniem i radością. Był to Canaris z żoną... Zajrzeli do dziecka do wózka i po krótkiej rozmowie umówiliśmy się na spotkanie.” Wkrótce te spotkania stały się bardzo częste. Canarisowie wpadali na partyjki krokieta do heydrichowego ogrodu, a wieczorem Canaris przygotowywał kolacje.
Jak już wcześniej pisałam, w czasie przeprowadzki do Schlachtensee ich dzieci spędzały wspólnie czas, Erika i Reinhard nadal razem koncertowali, Heydrich i Canaris urządzali sobie wspólne konne przejażdżki. Pomimo drobnych incydentów, jak ten, kiedy jedna z córek Canarisa grzebała w biurku Heydricha i drugi, gdzie egzotyczny służący szefa Abwehry udawał, że nie rozumie niemieckiego i podsłuchiwał rozmowy Heydricha, po czym płynnie rozmawiał z innymi ludźmi w mowie Goethego, to nadal obie rodziny nie zaprzestały spotkań. Lina pisze „Zaczęła się stara zabawa. Widujemy się odwiedzamy. Umawiamy się na wieczorne muzykowanie. Erika Canaris gra drugie, Reinhard pierwsze skrzypce. Pełna muzyki zima, mieszczańskie wizyty, ale z instrumentami to był początek. To były piękne, spokojne czasy.”
             To rzecz jasna nie zmieniało sytuacji, że współpraca między SD a Abwehrą zaczynała się psuć jak ryba, która zbyt długo leżała na stole. O ile panowie naprawdę bardzo się lubili, to zawodowo musieli rywalizować. Poważne oznaką gnicia rybki przyrządzonej przez Canarisa i Heydricha była sprawa Tuchaczewskiego. SD wyciągnęło od podwójnego agenta Skoblina (pracował też dla NKWD) informacje o szykowaniu opozycji w Związku Sowieckim, która bardzo chciała pozbyć się Stalina. Na jej czele miał stać Michaił Tuchaczewski. Skoblin został zawołany do Berlina Heydrich dowiedział się od niego o całym planie rosyjskiego marszałka. O samej sprawie, jej przebiegu i bardzo krwawych konsekwencjach napiszę osobną notkę. Cała ta afera, z podrabianiem listów, fałszowaniem akt, aż w końcu z czystą jaka miała miejsce w ZSRR w 1937 roku, nie mogła spodobać się Abwehrze, której SD ukradła robotę sprzed nosa. Canaris dowiedział się o tym bezpośrednio od Heydricha, podczas konnej przejażdżki. Wilhelm przeraził się tym i zmartwił, bowiem żądza przygód Heydricha mogła pchnąć w otchłań cały kraj, a jednocześnie uraził go fakt, że został poinformowany, gdy intryga była już w rękach SD.
          Kolejnym ciosem, jaki Heydrich wymierzył Canarisowi była sprawa Thummela. Ten kontaktował się z aliantami przy pomocy czeskiego kapitana Moravka. Było to zaraz przed przyjazdem Heydricha do Pragi (27 września 1941 rok). Jak wiemy ogłosił on stan wyjątkowy i kiedy niemalże cały czeski ruch oporu wpadł w sidła Gestapo, podczas przesłuchań wyciągnięto od torturowanych wiadomość o nadajniku znajdującym się w Pradze. Przerwał on nadawanie, jako, że grupa Moravka była rozbita. Po kilkudniowych poszukiwaniach, w nocy między 2 a 3 października nadajnik został zlokalizowany. Jego obsługę złapano, jeden radiotelegrafista popełnił od razu samobójstwo. Moravek pozostawał na wolności, jednak jego koledzy w drodze przesłuchań zeznali, że kontaktował się on z Niemcem, który pracował w OKW i był świetnie poinformowany. Informacje, które znaleziono przy nadajniku były ściśle tajne i pojęcie o nich miały trzy osoby. Frank, Geschke i Thummel, ten ostatni już od dawna dla Heydricha był „dziwacznym księciem”, jak zwykł określać osoby, które stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Jak wspomniała Lina, wszystkie nazwiska zamieszane w zamach na Hitlera w 1944 roku, były przez Heydricha, gdy ten jeszcze żył, rzecz jasna (dla przypomnienia zmarł 4 czerwca 1942 więc dwa lata wcześniej) nazywane właśnie „dziwacznymi książętami”.
       Jak nietrudno się domyśleć Thummel został aresztowany w swoim biurze. Thummel był oficerem Abwehry i bliskim współpracownikiem Canarisa. Dodatkowo przyjaźnił się z Himmlerem. Ten pierwszy nie był zadowolony z obrotu spraw i interweniował by Thummel odzyskał wolność. Heydrich nie miał zamiaru szybko ustąpić, poczuł, że Canaris dopuścił się zdrady. Przesłuchania Thummela ciągnęły się tygodniami. Heydrich grał na zwłokę i Thummel odzyskał wolność 25 listopada i został przeproszony za „pomyłkę”. Jednak działania Heydricha wcale nie były pomyłką. Reinhard planował pozbyć się go jak najszybciej, wiedział bowiem, jak wielkim zagrożeniem dla Rzeszy było to, że Thummel nadal żył i szpiegował dla Aliantów.
Heydrich (w aucie) i Canaris w Pradze
          Po tych perturbacjach nastąpiły kolejne problemy. Zima 1941/42 nie należała do najlepszych dla przyjaźni Canarisa i Heydricha. Ten drugi cały czas wymagał coraz to większych ustępstw od pierwszego. O zmianie swojego dekalogu rozmawiali w czasie świąt Bożego Narodzenia, które spędzali razem w należącym do Heydrichów domku myśliwskim w podberlińskim Stolpshof. Nie udało im się jednak nadal dojść do porozumienia. Heydrichowi zależało by jego Sipo przejęło kontrolę nad Policją Polową, która podlegała pod Abwehrę. I wówczas zaczął się korespondencyjny, emocjonalny dramat. W lutym Heydrich posłał Canarisowi list, w którym pisał, że bardzo rozczarował się jego postawą i groził zerwaniem z nim kontaktów na polu prywatnym, które, jak to ujął „pod każdym względem cechowała prawdziwa otwartość i uczciwość”. Canaris po trzech dniach nadesłał odpowiedź, gdzie pisał, że Heydrich sprawił mu „głęboki zawód”, z powodu tego jak lekko Reinhardowi przyszło by napisać, że chce skończyć tę przyjaźń. Dodał także, że służą tej samej sprawie i oczekiwał od Heydricha zaufania, którym on sam go obdarza. W marcu ta korespondencja pełna emocjonalnego terroryzmu zaowocowała porozumieniem. Canaris ustąpił Heydrichowi. Wkrótce przybył też z oficerami Abwehry do Pragi, na spotkanie, które miało miejsce na Hradczanach. Gdy to dobiegło końca, Heydrich oczywiście zaprosił swojego przyjaciela i jego żonę do swojego nowego domu. Tam, jak wspomina Heider Heydrich, w wywiadzie z lat 70, odbyło się spotkanie w miłej atmosferze. Panowie wspólnie muzykowali: Reinhard grał na skrzypcach, zaś Canaris na pianinie. Heider podkreślił również, że plotki o nienawiści między nimi były nieprawdziwe.
            Śmierć Heydricha była dla Canarisa wielkim ciosem. Podczas pogrzebu Reinharda, jego przyjaciel miał łzy w oczach i powiedział do jednego oficera, że podziwiał i szanował Heydricha i miał go za wielkiego człowieka. W liście do Liny, napisał, że stracił prawdziwego przyjaciela. Sam zaś został skazany na śmierć, przez człowieka, któremu zwierzał się na pogrzebie, był to prokurator Walter Huppenkothen. Wilhelm Canaris został oskarżony o wspieranie zamachu na Hitlera w 1944 roku. Wyrok wykonano 9 kwietnia 1945 we Flossenburgu. Powieszono go na strunie od fortepianu, bądź na jedwabnej lince. 

Na podstawie: 
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
R. Gerwarth, Kat Hitlera
M. Williams, Heydrich: The biography vol. I
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem
Monachium IFZ : dokument ZS 2452

Zdjęcia: Bundesarchiv,
 Max Williams, Heydrich: The biography.

Heydrich i Freikorps

Georg Maercker
            W biografiach i artykułach o Heydrichu niezmiernie często pojawia się informacja o tym, jak bardzo zaangażowany był w walki w szeregach Freikorpsu. Wydaje mi się, że piszący zapominają, że Reinhard miał wówczas czternaście/piętnaście lat, był wyzywany od "kozy" i "Isiego" i nie mógł poradzić sobie ze swoimi rówieśnikami, a co dopiero bawić się w starcia uliczne. Bardzo jednak tego chciał, jak każdy, mniej lub bardziej rozgarnięty chłopak.
           Sytuacja w Halle, jak już wcześniej pisałam, zaraz po I wojnie światowej była bardzo ciężka. O miasto walczyli komuniści, jak i narodowcy, pod wodzą Maerckera (Wojskowe Oddziały Ochotnicze w skrócie Freikorps Maerckera). Ci pierwsi dążyli do utworzenia Saksońskiej Republiki Rad. Ci drudzy zaś krwawo rozprawili się z próbą rewolucji. Podczas szturmu na mieszczący się niedaleko domu Heydrichów teatr zabito i raniono kilkadziesiąt osób. Po tych wydarzeniach Maercker powołał oddział ochotniczej obrony cywilnej. Miała ona za zadanie chronić mieszkańców i ich własność, przed grabieżami i pilnować porządku publicznego. Wcielonych zostało około 400 członków, głównie studentów i uczniów. Heydrich wraz z ojcem byli wśród nich. Choć Reinhard rozpisywał się w swoim życiorysie, że służył u Maerckera jako łącznik, to jak celnie zauważa Deschner, Heydrich po prostu pisał tak, żeby zrobić wrażenie na swoim przyszłym pracodawcy tj. Heinrichu Himmlerze.
Według opowieści jednego z oficerów o nazwisku Nord, który służył wówczas w Halle we
Freikorpsie spotkał Brunona Heydricha podczas nocnego patrolu, który mając pod ręką leżak i karabin pragnął zgłosić się na służbę. Jako, że Nord znał dyrektora konserwatorium z lat młodzieńczych z drobną pobłażliwością, ale przystał na prośby Heydricha seniora. Ten chciał nie dość, że służyć we Freikorpsie, to jeszcze załatwić posadę Reinhardowi. Szkoły były wówczas pozamykane, a młodzieniec bardzo chciał brać udział w jakiejś akcji i dowieść swojej wartości. Nord postanowił użyć Heydricha juniora jako swojego gońca, "ordynasa-rowerzystę" jak to określił. Reinhard wykonywał rozkazy bez zarzutu.
        Heydrich chciał po prostu tak jak koledzy dowieść swojego męstwa. Gerwarth podsumowuje to następująco: Heydrich nie angażował się o tyle politycznie, co zwyczajnie popisywał się przed kolegami pokazując im za duży hełm i mundur. W ciągu swojej króciutkiej służby nie był indoktrynowany politycznie, jak wiele osób twierdzi. Dwa tygodnie jazdy na rowerze, to jednak za mało by zostać krwiożerczym nazistą. Ta przemiana nastąpiła dużo później.

Na podstawie:
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
R. Gerwarth, Kat Hitlera
Zdjęcia: Bundesarchiv

Wyniki Konkursu

Po głębokich i gorących przemyśleniach, jako, że wczoraj dolano absyntu do ognia, w ramach czego naprawdę trudne stało się dla mnie wyłowienie jednego zwycięzcy, pierwszego miejsca nie przyznaję. Za to są dwa wyróżnienia i każde dostaje swojego "Kata Hitlera", tylko musi mi podać swój adres. Chodzi o zgłoszenia I (Munakir) i III (Absyntowa), obie prace zdecydowanie przewyższają poziom jaki panuje na moim nieszczęsnym blogu i zdecydowanie są perełkami.
Startującym dziękuję za udział.
Zwycięzcom gratuluję nagród.
I do następnego konkursu.