poniedziałek, 14 października 2013

Heydrich i rzekome żydowskie pochodzenie

            Pogłoski o rzekomym żydowskim pochodzeniu Reinharda Heydricha krążą bez ustanku i to niestety nie tylko w internecie. Napomykałam o tym parę razy, ale uznałam, że sprawa wymaga osobnej, dokładnej analizy i zebrania wszystkich dowodów na to, że Heydrich nie miał przodków pośród wyznawców wiary mojżeszowej.
          Wielokrotnie podkreślałam też, że skrajnie niesmaczna jest tendencja do wyszukiwania wśród nazistów homoseksualistów i Żydów i używania tego do propagowania jakiś tam swoich chorych idei, nie odbiegających daleko od tego, co wyznawali sami naziści. Pozwolę sobie jednak nie drążyć tego tematu głębiej, bo niestety takim ludziom nie sposób przemówić do rozsądku i poczucia dobrego smaku, jako, że zwyczajnie są oni ich pozbawieni.
          Pogłoski o żydowskim pochodzeniu Heydricha zaczęły krążyć już za jego życia. W szkole jego i jego brata przezywano notorycznie „Isi”, „Izydor”, zaś później w marynarce Reinhard dorobił się przydomka „Biały Mojżesz”. Powodów ku temu było dosyć sporo. Jednym z nich był fakt, że wujek Reinharda (brat matki R.) poślubił Żydówkę z Węgier, która nazywała się Boriska Lobstein (nie Iza Jarmy jak twierdzi Gerwarth patrz: http://plowabestia.blogspot.com/2013/11/bracia-krantz-i-ich-zony-wujkowie-i.html ). Ciocia Reinharda przyjęła chrzest w obrządku katolickim. Sam Heydrich bardzo ją kochał i przez pewien czas podczas I wojny światowej wraz z rodziną mieszkał u niej, jednak jasnym jest, że nie płynęła w nich ta sama krew. Kolejną kwestią była sprawa babci Mautsch, choć w drzewkach genealogicznych ( http://plowabestia.blogspot.com/2013/09/przodkowie-reinharda-heydricha-drzewa.html ) wykazałam, że pani Maria Anna Amalia była katoliczką z dziada pradziada, to jednak jej nazwisko brzmiało żydowsko, co rzekomo przeraziło samego Reinharda, kiedy wykonywano jego drzewo genealogiczne w czasie gdy wstępował do SS. Lęki te były bezpodstawne, co potwierdzały korzenie babci, jednak sprawą bardzo niechlujnie zajął się jeden z gorszych biografów Heydricha, Charles Wighton, który wymyślił, że babcia Maria Anna Amalia w istocie nazywała się Sara i wniosła majątek do domu Krantzów (co z pewnością stanowiło o tym, że musiała być Żydówką, bo jak to możliwe, żeby Niemcy byli bogaci- doskonały przykład na paskudny krypto-anstysemityzm w wykonaniu pana Wightona).
           Najwięcej plotek jednak krążyło na temat Roberta Sussa, ojczyma Brunona Heydricha, którego wzięto za Żyda, choć Żydem rzecz jasna on nie był. Do rzeczy. Babka Reinharda, Ernestine Wilheline Linder miała dwóch mężów. Pierwszym był pan Reinhold Heydrich, dziadek Reinharda, który zmarł na suchoty i ze względu na złą sytuację materialną i dużą ilość mordek do wykarmienia ponownie wyszła za mąż za Roberta Sussa. Ten jednak był protestanckim ślusarzem, nie, jak zwykło się myśleć bogatym Żydem. Problem wystąpił w przededniu pierwszej wojny światowej, przy okazji wydania leksykonu muzycznego autorstwa Hugona Riemannsa, w którym pod hasłem Bruno Heydrich figurowało: „właściwie Suss”. W całej notce poświęconej Brunonowi było sporo sugestii na temat tego, że ukrywał on żydowskie pochodzenie. Notkę tą zredagował Martin Frey (wszelkie podobieństwo do popularnej serii fantasy jest przypadkowe), były uczeń Brunona, którego ten wydalił z Konserwatorium. Mściwy Frey nasmarował paszkwil na swojego byłego nauczyciela, co wykazało przeprowadzone w 1916 roku śledztwo. Następna edycja leksykonu została już skorygowana. Jednak starsza była już na półkach wielu mieszkań w niemieckich domostwach, tak, że w 1923 roku nie chciano przyjąć brata Reinharda, Heinza Siegfrieda do stowarzyszenia studenckiego w Halle. Za Reinhardem fama poszła aż do Kilonii, gdzie jak pisałam wcześniej wyśmiewano go i nazywano „Białym Mojżeszem”, bądź „Mojżeszem Haendlem”. Rok po zwolnieniu z marynarki temat powrócił i rozniósł się do Monachium. Hubertus von Wangeheim, który służył z Heydrichem w marynarce i był jednym ze świadków sądu honorowego doniósł do swojego krewniaka, o tym co mówiono o Reinhardzie w Kilonii. To doszło do uszu Strassera, który zlecił Achimowi Gercke sprawdzenie przodków Heydricha. Gercke po dwóch tygodniach oświadczył, że Reinhard był „pochodzenia niemieckiego i wolny od jakichkolwiek domieszek kolorowej lub żydowskiej krwi”. Dodał także, że wszystkie plotki o Heydrichu są nieprawdziwe i za swoją opinię brał pełną odpowiedzialność. Heydrichowi jednak było tego mało i postanowił udać się do Ernsta Hoffmana, który zajął się dla niego sprawdzeniem dalszej genealogii. Heydrich miał być drażliwy, jednak zdeterminowany żeby znać prawdę. Prawda była taka, że był Niemcem.

         W 1940 roku problem pochodzenia powrócił znowu. Oszczercą był piekarz Johannes Pabst (też zapisywany jako Papst), który został skazany na 12 miesięcy więzienia w legalnym procesie. Zawsze zadziwiało mnie w tej historii, że Heydrich, dla którego pozbycie się jakiegoś osobnika było na pewno mniej kłopotliwe niż skakanie 10 metrów na jednej nodze, postanowił u szczytu swojej władzy bawić się w procesy i sądownictwo.
          Rewelacjami o pochodzeniu Heydricha sypał też Felix Kersten, masażysta Himmlera, podobnie jak mnóstwo osób po wojnie. Najprawdopodobniej był to zabieg marketingowy, bądź chęć zwrócenia na siebie uwagi w dosyć ordynarny sposób na trupie byłego kolegi z partii, który zapewne za życia potraktowałby ich jak sam zapowiedział swojemu koledze z Halle o nazwisku Ruhl: „Wygrałem ten proces w sprawie mojego pochodzenia. Niech ktoś teraz spróbuje twierdzić, że jestem Żydem. Zniszczę go!”.
        Osobną sprawą był nos Heydricha, który rzekomo świadczył o jego żydowskim pochodzeniu, który jest chyba najgłupszym argumentem na świecie. Po pierwsze, że każdy Żyd ma duży, garbaty nos. Po drugie nie każdy Niemiec ma prosty, mały nos. Po trzecie, garb na nosie Heydricha wyrósł na skutek działania sił grawitacji. Najzwyczajniej w świecie złamał go dwukrotnie. Raz podczas pięcioboju, a drugi podczas jazdy konnej.

Na podstawie:
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
R. Gerwarth, Kat Hitlera
G. Paillard, C. Rougerie, Reinhard Heydrich, le violoniste de la mort
 

8 komentarzy:

  1. Psychologicznie jednak ciekawa sytuacja - jak ten problem pochodzenia mógł wpływać na jego ambicję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciezka sprawa z tym wlasnie, bardzo krytycznie do takich prob psychologizowania jego antysemityzmu odnosi sie Deschner, nie wiem czy nie az za krytycznie, bo wydaje mi sie, ze troche, ale nie za duzo, ma to rece i nogi, ze mogl bys to dodatkowy, ale nie sadze ze glowny czynnik ktory determinowal go w tym kierunku

      Usuń
    2. Do psychologicznych gdybań naukowych upoważnieni byliby chyba tylko psychologowie, ale tak zwyczajnie, po ludzku, jest to ciekawe.

      Usuń
    3. psychologowie to potrafili pisac ze heydrich nie mial rozwinietych drozdzy w mozgu (bez wczesniejszego badania tego) odpowiedzialnych za wspolczucie XD wiec ja nie ufam

      Usuń
    4. Bo i na setkę "ałtorów", 99 szuka sensacji i tego typu rzeczy :D R.H. nie jest szczególnie popularnym tematem (milczeniem pokryjmy ostatnią klęskę urodzaju, gdzie miał swoje 5 minut ;)), więc może kiedyś ktoś KOMPETENTNY coś psychologicznie z niego wyciągnie. Lepiej psycholog niż historyk, w takim wypadku, a może raczej ktoś kto w obu dziedzinach nie strzeli gafy :D Wiele ciekawych wątków, nie tylko antysemityzm. Psyche to delikatna układanka. Byle cepem się w głowach (zwłaszcza osób zmarłych) nie grzebie :D Mnie osobiście przy okazji takich osób jak R.H. jednak bardzo interesuje jakie mechanizmy czy motywacje miały w tym udział gdzieś może poza jego wolą i tym, co widać na wierzchu. Każdy chyba wtedy na własną rękę gdyba sobie. Ja sobie gdybam, że jego antysemityzm dostawał paliwo w postaci "problemów z pochodzeniem", bo ciężko mi jest sobie wyobrazić, żeby była to ot taka tam upierdliwa kwestia dla niego.

      Absynt

      Usuń
    5. To wiadomo, że sensacja i to doskonale się sprzedaje i jesli jakikolwiek karierowicz żądny sławy a nie pokazania faktycznego stanu rzeczy (tylko nie prawdy xD, bo to filozoficzna zabawa), bądź najbardziej prawdopodobnego stanu rzeczy to wychodza kwiatki w stylu drozdzow w mozgu. i sie wydaje ze te plotki byly paliwem ale dodatkowym i pierwsze skrzypce grala jego ambicja i chec przypodobania sie ludziom o co zawsze zabiegał (dlaczego to co opisuje w pierwszym zdaniu jest tu dobrze odzwierciedlone)
      w ogole wybacz ze tak zwlekam z wysylka ale ciagle mi cos wyskakuje na miescie ze wracam po zamknieciu poczty do bazy ;<

      Usuń
    6. Aaaa... A już pomyślałam, że się zgubiło w drodze. To by było bardzo źle, dla poczty, bo już ze dwa razy musiałam się nawrzeszczeć na nich, ale bardziej dla mnie^^ Czekam w takim razie.

      Kto o tym mózgu pisał takie rewelacyje? Jakaś poważna osoba czy domorosły specjalista pod publiczkę?

      Usuń
    7. Nie, nie po prostu ja latam jak kot z pecherzem i cierpie na brak czasu :D

      Dederichs przytoczyl cytat z jakiejś Seven men on daybreak bodajże ktorego autor niby cytowal jakiegos psychologa :D

      Usuń