wtorek, 19 listopada 2013

Dlaczego Heydrich?

             Pozwólcie, że dzisiejsza notka będzie utrzymana w odrobinie innym tonie, niż zazwyczaj, a do napisania jej skłoniła mnie dyskusja pod wpisem z pierwszego listopada dotyczącym ogrodu w Panenskich Brzezianach (dla zinteresowanych podaję link: http://plowabestia.blogspot.com/2013/11/panenske-brezany-cz-iii-ogrod.html#comment-form przeczytajcie i sami wyróbcie sobie opinię).   
             Dzięki niej zdałam sobie sprawę, że właściwie nigdy nie napisałam otwarcie, w formie „oświadczenia do ludu”, dlaczego zajmuję się takim, a nie innym tematem w taki a nie inny sposób, oczywiście zainteresowanym zawsze odpisywałam w komentarzach (zazwyczaj za pomocą jednej copypasty), w tym przypadku jednak same komentarze okazały się niewystarczające, a nierozstrzygnięta sprawa zaś, jak również oskarżenia, które padły pod moim adresem, są dla mnie niezwykle przykre i chciałabym mieć tutaj choć jedną notkę, do której będę mogła odsyłać, jeśli, nie daj Bogini, będzie mieć miejsce podobna sytuacja. Miejsce, w którym wytłumaczę i nakreślę swój punkt widzenia. Może dzięki temu w przyszłości uda mi się uniknąć podobnych nieporozumień. Na wstępie chciałabym po raz kolejny podkreślić i zaznaczyć, że nie żywię żadnych negatywnych emocji w stosunku do rodziny Reinharda Heydricha. Mimo, że nie miałam jeszcze przyjemności poznać osobiście jego syna, Heidera. Pomimo całej zaistniałej sytuacji, mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda, ponieważ spotkanie z tak heroiczną, wytrwałą i inspirującą do działania osobą byłoby w istocie spełnieniem moich marzeń. Nie mam jednak zamiaru niepotrzebnie go niepokoić czy drażnić, ponieważ zdaję sobie sprawę, iż jest on osobą starszą, która na dodatek bardzo dużo przeżyła. Niemniej jednak, oskarżenia o to, że kiedykolwiek wypowiadałam się o nim lub o jego rodzinie w sposób obraźliwy czy uwłaczający ich godności jest dla mnie bardzo przykry, ponieważ zawsze starałam się bronić ich przed nieprzyjemnymi komentarzami właśnie. Jedyną osobą, o jakiej wypowiadam się w sposób prześmiewczy (staram się jednak zawsze zachować dobry smak i klasę) jest Lina Heydrich, jednak jej zachowanie oraz postawę, którą sobą reprezentowała, uważam za tak karygodną, że naprawdę, nie potrafię znaleźć w sobie żadnego ciepłego uczucia, którym mogłabym obdarzyć tę kobietę. Być może jest to mój osobisty problem i jeżeli któregokolwiek członka rodziny Heydrichów w ten sposób uraziłam – przepraszam. Jeśli jakąkolwiek rzeczą, którą napisałam na tym blogu uraziłam kogokolwiek z rodziny Heydrichów – przepraszam. Na pewno nie zrobiłam tego celowo. Bardzo poważnie traktuję swoje zainteresowanie Heydrichem, poświęcam temu sporo swojego czasu, aby poznać jak największą ilość faktów historycznych – bardzo chciałabym stworzyć chociaż namiastkę rzetelnej biografii Heydricha, która pozwoli mi w pełni zrozumieć to, co nurtuje mnie od początku zainteresowania nim: dlaczego człowiek o tak wielkim potencjale do czynienia dobra dokonał tak straszliwych czynów.
             Moje poszukiwania doprowadziły mnie do dnia dzisiejszego do trzech wyraźnych wniosków - po pierwsze, polityka potrafi niszczyć nawet najlepszych ludzi, po drugie, otoczenie bardzo silnie potrafi wpływać na jednostkę, na dobrą sprawę każdy może stać się Heydrichem swoich czasów, w zależności od tego, jakie wpływają na niego bodźce i jak bardzo podatny jest na presję ze strony otoczenia, po trzecie, takie postacie nie mogą zostać zapomniane, ponieważ ich czyny zostaną zapomniane, jeśli zaś tak się stanie, istnieje obawa, że przytrafią się one jeszcze raz. Jednym z powodów, dla którego założyłam bloga poświęconego głównie jednej, konkretnej postaci jest to, że jest ona w Polsce kompletnie nieznana. Wielu studentów judaistyki (!) nawet nie potrafi przyporządkować tego nazwiska do odpowiedniej ramy historycznej. Dzięki tej stronie młodzi ludzie, którzy nazwiska Heydricha nie mieli okazji słyszeć na lekcji historii, mogą dowiedzieć się o nim, a także o jego zbrodniach czegoś więcej, co może być swoistą formą "terapii", prowadzącą być może kiedyś do "wybaczenia" (choć ciężko mówić o wybaczaniu ludzi, którzy nie przeżyli tego na własnej skórze), ale nigdy do zapomnienia. Uważam także, że niezwykle ważna jest pamięć o tym, że Heydrich był człowiekiem takim jak my, żywą, myślącą, zdolną do wyższych uczuć istotą i nie powinno się mu tego odmawiać. Sądzę, że nic nie jest ani białe, ani czarne, istnieje za to nieskończenie wiele odcieni szarości – zbrodnicze rządy Heydricha w Pradze nie przekreślały tego, że był dobrym ojcem, ale też jego szermiercze sukcesy nie przekreślały konferencji w Wannsee, i nie powinno się zapominać ani o jednej ani o drugiej stronie, właściwie zaś awersie i rewersie tej samej monety. Kolejną kwestią są moje przekonania religijne. Jestem osobą bardzo wierzącą, poganką, nie wychowaną w kulturze katolickiej, nie wierzę więc w piekło ani w niebo. Wierzę natomiast w nieśmiertelną duszę i w to, że jeśli dokonała ona jakichś zbrodni, po czym tego żałuje i przejawia chęć naprawy ich (Reinhard Heydrich miał zaś wyrzuty sumienia, o czym świadczą chociażby epizod strzelania do własnego odbicia w lustrze, czy zeznania jego przyjaciela z lat dziecinnych Ericha Schultze, których jeszcze tu nie omówiłam, a do których się zabieram) jest w stanie odpracować swoje winy i odzyskać spokój, czego z całego serca życzę nie tylko jemu, ale wszystkim zbrodniarzom wojennym. Akurat w tym nie jestem tak bardzo odległa w przekonaniach od wiary katolickiej, która zakłada zarówno życie duszy nieśmiertelnej po śmierci (nazywaną czasem „obcowaniem świętych”) jak i ideą odpokutowywania swoich win (przykład tzw. dobrego łotra). Tym bardziej dziwią mnie częste głosy, jakoby Heydrich oraz członkowie rodziny mieli być przez jego zbrodnie wiecznie potępieni i byli skazani tylko i wyłącznie na piekło. Proszę jednocześnie, aby nie oskarżać mnie teraz o banalizowanie jego zbrodni, są one niezaprzeczalnie moralnie karygodne i bezsprzecznie zasługują na jednoznaczne potępienie. Próbuję tylko opisać, jakie są moje przekonania na temat duszy ludzkiej i tego, co dzieje się z nią po śmierci. Jak mówi przysłowie, każdy jest też kowalem swojego losu i ze względów oczywistych nie wiem, jaką drogę wybierze Heydrich, mogę mieć tylko nadzieję, że jasny, artystyczny aspekt w końcu przezwycięży ten zbrodniczy. Generalizując bardzo mocno: odważyłabym się stwierdzić, iż na potępienie zasługują zbrodnie, nie zaś człowiek, który je popełnił, nie wiadomo bowiem, co dokładnie go do tego skłoniło, różne mogły być tego powody, a i różnie może wyglądać kondycja jego ducha na chwilę obecną. Nie twierdzę, że moje przekonania są jedynymi słusznymi, proszę jednak o uszanowanie ich, tak jak ja szanuję przekonania innych.  
          Pozostała jeszcze tylko jedna kwestia: forma, w jakiej piszę swoje notki. Uważam, że powinny być one w jakiś sposób atrakcyjne dla czytelników, dlatego staram się pisać w sposób lekki i przystępny, z użyciem wielu wyrażeń kolokwialnych. Ci, którzy mieli okazję mnie poznać wiedzą też, że jestem osobą dosyć mocno emocjonalną – czasem więc moje notki i komentarze mogą być uznane przez kogoś za obraźliwe, nie zamierzam ich jednak zmieniać, z prostej przyczyny – taka właśnie jestem. Mam nadzieję, że dzięki tej notce wyjaśniłam wiele nurtujących moich czytelników kwestii. Jednocześnie chciałabym podziękować anonimowemu czytelnikowi, dzięki któremu miałam okazję zastanowić się chwilę nad powodami moich zainteresowań. Mimo, iż napisał on, że nie zamierza on już w żaden sposób komentować mojego bloga, bardzo go o to proszę – tak, jak już wcześniej pisałam, nie jest moją intencją krzywdzenie jakiegokolwiek członka rodziny Heydrichów, nie znam ich jednak osobiście, a skoro mogę obcować z taką osobą, byłabym niezmiernie wdzięczna za jakieś wskazówki dotyczące prowadzenia go, wypunktowanie mi, czego mam w przyszłości unikać, jestem bowiem otwarta na współpracę, nauczona jednak doświadczeniem obcowania z anonimowymi psycholami, grożącym mi i moim bliskim śmiercią po wymianie kilku komentarzy wolę dmuchać na zimne. 

         Bloga oczywiście oraz zainteresowania Heydrichem porzucać nie zamierzam. Za dużo notek mam rozgrzebanych Obiecuję już więcej się nad tym nie rozwodzić i w następnym wpisie przejść do konkretów. Mam nadzieję, że do tego czasu anonimowy komentujący już się ze mną skontaktuje.

9 komentarzy:

  1. Fragment dotyczący Twojej wiary jest obszernym komentarzem do całej Twojej twórczości związanej z R.H.. W sumie, z mojego punktu widzenia, dobrze, że zostałaś do tej notki skłoniona :D ze względu właśnie na taki kontekst ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D no szkoda ze w taki dosyc szarpany sposob wynikly z absolutnego nieporozumienia ktore juz pewnie nigdy nie zostanie wyjasnione.
      no ale coz staralam sie, nie moja wina ze ktos tam nie doczytal i stworzyl sobie okreslona wizje mojej osoby :P

      Usuń
  2. Dzien Dobry
    Wczoraj trafiłem na Pani bloga bedąc w trudnym dla mnie stanie duszy, Pani postawa, podejście, wyznawane wartości i wrażliwość były dla mnie uzdrowieniem, za co dziękuje z całego serca. Myślę że gdyby postawa którą Pani uosabia była bardziej powszechna ludzkość miałaby szansę na uwolnienie od szaleństwa gwałtu, który w moim odczuciu jest pierwotną przyczyną całego zła i cierpienia ktore zniewalają ludzkość w bólu, gniewie, wzajemnym wykorzystaniu i znieczuleniu a tym samym powodują odcięcie od prawdziwej źrodłowej Natury ludzkości, która jest w moim odczuciu czystym Dobrem.

    Jeśli Pani pozowoli/będzie zainteresowana wyrażę swoje odczucia co do Pani zainteresowania Reinhardem Heydrichem, które wyplywają z mojej głębokiej wdzięczności dla Pani i moich najlepszych życzeń dla Pani

    Nieśmiertelna Dusza, której wraca pamięć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi czytać takie komentarze, bo to jednak sygnał, że ta moja cała pisanina czy szerzej twórczość nie kończy się tylko na poszerzeniu wiedzy, ale też przemyślenia. Bardzo za to dziękuję.

      Bardzo chciałabym żebyś wyraził/a swoje odczucia co do Heydricha, jeśli masz jakieś opory przed pisaniem na forum publicznym to zapraszam na maila: dextellamagna@gmail.com

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Ja nadal nie rozumiem czemu to niezwykłe, że kobiety zajmują się historią. Naprawdę. A przecież całkiem niedawno ukazała się książka o Dzierżyńskim, książka głośna i pisana przez kobietę właśnie. Nikogo za bardzo jednak nie dziwi, że facet poświęca całe swoje życie na studiowanie życiorysów zbrodniarzy, czy bitew (swego czasu bardzo interesowałam się późną republiką rzymską i wczesnym cesarstwem, ludzie reagowali podobnym kociokwikiem). Ale już kobieta budzi serie śmieszkowań. No cóż, przestaną się śmiać jak zobaczą efekt mojej pracy ;)

      On jest Reinhardem Heydrichem, tak swoją drogą, nie Heinrichem Reinhardem. Reinhard to imię (chociaż w historii pojawiło się i paru panów o takim nazwisku).

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Sama nie wiem, bo nazwisko, jak i informacje o tym, że piszę książkę, a nawet liczba ich stron, jest na blogu praktycznie wszędzie.
      ASP nie :)

      Usuń
    4. btw, słaby troll, jak chcesz się dowiedzieć co u mnie możesz zawsze uderzyć na maila, a nie bawić się w głupie podchody

      Usuń