sobota, 2 listopada 2013

Hans Heinrich Lebram i jego zeznania

Młody Heydrich
          Hans Heinrich Lebram. Ten kapitan niemieckiej marynarki to ciekawy przypadek. Historycy tacy jak Gerwarth chociażby, który słynie z chłodnych i rozsądnych osądów wskazał, że temu człowiekowi nie należy ufać. Ujął to jednak dość delikatnie i jest to widoczne jedynie w przypisach, cytuję: „ Powojenne świadectwo Lebrama o braku manier Heydricha jest nieco nieprzekonujące i przeczy innym świadectwom.” Tu można zajrzeć do Gunthera Gerekego, czy Ericha Schultze. Tego drugiego mam w planach bardzo dokładnie omówić, ale o tym kiedy indziej. Wracajmy do pana Lebrama.
         Nie byłabym sobą gdybym tego świadectwa w całości nie znalazła. Udało się i... Ja użyłabym znacznie cięższych słów niż Robert Gerwarth. Mam do tego prawo. Nie jestem historykiem. Facet ściemnia i plącze się we własnych słowach, że aż miło. Ale wypunktujmy wszystko po kolei.
Dzisiaj zabawiam się w adwokata diabła i będę bronić Heydricha. Chociaż w marynarce to diabłem on zdecydowanie nie był, ale i tak, podejmuję się nieco kontrowersyjnego zadania. Stawiam zatem następującą tezę: „Hans H. Lebram to frustrat i zazdrośnik.”
       Przejdźmy zatem do argumentów, którymi ją poprę. Pierwszym i dość słabym, przyznam, jest fakt, że Lebram był starszy od Heydricha o rok, podczas gdy byli równi stopniem. To się zdarza, tym bardziej, że młody Reinhard naprawdę doskonale się uczył. Lebram dodatkowo myli się i pisze, w odrobinę kpiącym tonie, że Heydrich uczęszczał do humanistycznego gimnazjum, podczas gdy naprawdę było to gimnazjum reformowane o profilu technicznym (wówczas były to bardzo nowoczesne szkoły).
Zęby Heydricha rysunek poglądowy nr 1
Zęby Heydricha rysunek poglądowy nr 2
       Lebram jednak nie poprzestaje na tym i pastwi się nad wyglądem Heydricha, który miał wg niego „końską twarz”, to akurat kwestia sporna, podobnie jak kwestia jego figury, albo się podoba, albo nie. Jednak bezsprzecznie Heydrich nie miał zepsutych i nieładnych zębów jak opisywał to nasz Hans (w dowodzie zamieszczam fotografie zębisk Heydricha, a te wyglądają na zdrowe jak u pana Bobra z reklamy, gdyby miał zepsute w młodości, musiałby je wymienić i to zostałoby uwzględnione w jego autopsji, a nic o sztucznych zębach tam nie ma). Oczywiście nie poprzestaje na uzębieniu i wyśmiewa się z głosu Heydricha, wspominając, że przezywano go „Koza”. Tak samo śmieje się z tego, że Reinharda nazywano „Białym Zygfrydem” i uznawano, że ma żydowskie korzenie (doskonale te wszystkie małowyszukane wyzwiska kontrastują z pięknym zakończeniem zeznania Lebrama, gdzie ten opisuje honor oficerów marynarki i to, że nigdy nie znęcali się oni nad bezbronnymi... parodia). Następnie nasz Lebram przechodzi do bardzo osobliwej uwagi, jakoby Heydrich nie umiał grać na skrzypcach. To już jest kompletna bzdura. Czy jakby naprawdę nie umiał to zachwycałaby się nim Hertha Lehmann-Jottkowitz, czy Canaris i jego żona, która sama była świetną skrzypaczką? Czy byłby zapraszany na kilońskie salony by tam grywać dla śmietanki towarzyskiej? Mało tego, Lebram myli się tu po raz kolejny wspominając „Serenadę” Toselliego, co ciekawe myli go z Corellim. Faux pas po całości, pomylić kompozytora współczesnemu Lebramowi z kompozytorem barokowym, który nie słynął z serenad, ale z sonat. Mniejsza o to, w końcu Lebram to marynarz, nie muzyk. Tu jednak widać już wyraźną zazdrość, która spotęgowana jest niewybrednym wierszykiem, stworzonym przez Lebrama i spółkę. Oczywiście przedmiotem kpiny był Heydrich :
„Gdy Zygfryd leżał na noszach potulnie
A włócznia perfidna ciało mu rozdarła
Dało się słyszeć bek kozi - jak cudnie!
Droga do sławy muzycznej się otwarła”
           Doskonały dowód na to, że niemieccy oficerowie marynarki, wysławiani przez Lebrama wcale nie pomagali słabszym i nie bronili bezbronnych. Jest to o tyle przykre, że młody Heydrich pierwszego dnia w marynarce zaprosił ich na spotkanie ze swoim wujkiem, legendarnym wilkiem morskim Lucknerem. Ot, ludzka wdzięczność.
          Lebram dalej ciągnie swoją litanię negatywnych rzeczy o Heydrichu i wydaje mi się, że posuwa się do kłamstw, albo fantazjowanie w swoich zeznaniach. Heydrich był dosyć chorowity od dzieciństwa, specjalnie mnie to nie dziwi. Często lądował on u lekarza. Miał ogromne problemy ze skórą, do tego stopnia, że dostał zakażenia i wyskoczyło mu mnóstwo czyraków. Lebram jednak złośliwie komentuje, jakoby Heydrich strasznie jęczał u doktora i wył z bólu. To już wydaje mi się nieprawdopodobne. Reinhard cierpliwie znosił kary cielesne, które wymierzała mu matka, do tego stopnia, że pytał ją czy może poprawić jeszcze z drugiej strony. Podobnie wyczerpujący trening w marynarce nie sprawiał, że Heydrich krzyczał wniebogłosy, chociaż jak pamiętamy brutalny mat kazał mu padać, z rękoma z tyłu, na podłogę i wywlekał go z łóżka żeby grać nieszczęsną serenadę. Dodatkowo na to, że Lebram puścił wodze fantazji, wskazuje fakt jak Heydrich zachowywał się po zamachu. W szpitalu nie krzyczał, ale zachowywał się spokojnie i cicho. O dializie z żyły do żyły nie wspomnę. I ten człowiek miałby płakać z powodu czyraków?
        Ironicznie wygląda przy tym wydarzenie, które opisuje Lebram parę stron dalej. On sam nie mógł wziąć udział w manewrach, podczas których odbywały się zawody ratownicze i wioślarskie, bowiem rozłożył go katarek i został na statku, podczas gdy jego ludźmi miał się zająć Heydrich. Podobno nie minęło pół godziny a zgłosił się do niego kapral (dodam jeszcze, że zawody odbywały się na wodzie paręset metrów dalej), z płaczem, ze przez Heydricha nie wygrają i Lebram musi wrócić. Coś tu się jednak mocno nie zgadza jak zagłębimy się w to nieco. Dlaczego podoficer będący pod Heydrichem pobiegł na skargę do kogoś równego mu stopniem? Takie sprawy melduje się oficerowi wyższemu rangą. Po drugie, jakim cudem w pół godziny już wszyscy wiedzieli, zdecydowali się wysłać tego człowieka do Lebrama (zamiast nadać wiadomość choćby bez konieczności pakowania pana kaprala w łódkę żeby zameldował co się dzieje). Sprawa bardzo trąci, jeśli na dodatek weźmiemy pod uwagę, że Reinhard był mistrzem w wioślarstwie dokładnie w tym samym i ubiegłym roku (1926 i 1927). Oczywiście zakatarzony Lebram zerwał się na równe nogi i jego obecność sprawiła, że panowie ze „Schleswiga-Holsteina” zwyciężyli. Tak na marginesie, Lebram nie zjawił się na miejscu w pół godziny jak jego podkomendny, ale w godzinę. Hm...
        Kolejna historia dotycząca buntu, który omal nie wybuchł na pokładzie „Schleswiga-Holsteina” i kto był winien, oczywiście Heydrich! A dlaczego? Część podoficerów popiła sobie dosyć mocno (co Lebram uważający, że marynarze są honorowi, czyści i wspaniali, uznaje za rzecz normalną i nazywa ją „zwyczajem”) . Zdenerwowany Reinhard przyłapał ich na tym i zabronił schodzić na ląd, dodatkowo rzucając parę inwektyw w ich stronę. Według Lebrama powinien on wtedy przydzielić trzeźwych kolegów do pilnowania tych pijanych. Wydaje mi się jednak, że za picie na służbie powinna być jakaś kara, w tym przypadku odmowa zgody na zejście na ląd. Lebram ma jednakowoż inne zdanie na ten temat i obwinia Heydricha o to, że niezadowoleni z tego mężczyźni chcieli wysadzić okręt w powietrze i zaczęli rzucać się do wody. Heydrich zameldował o tym kapitanowi i sytuacja została opanowana. Zadziwiające jest w tych obu opowiastkach, że w świadectwie, jakie wystawiono Heydrichowi po usunięciu z marynarki nie ma ani słowa o jakichkolwiek przewinieniach tegoż. Nie ma żadnej wspominki o tym, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Czyżby były one projekcją imaginacji Lebrama, czy jego przewinieniami, które próbował zrzucić na swojego kolegę?
Lebram opisuje również sytuację, jaka miała miejsce na Maderze. Był tam bal z Anglikami. Orkiestra grała taneczne kawałki i Heydrich pragnął trochę się posocjalizować, jako, że zawsze zafascynowany był Wielką Brytanią. I choć nikt nie tańczył podszedł do pewnej damy i poprosił ją do tańca. Ta odmówiła. Oczywiście Lebram uważa, że to Heydrich zachował się nieodpowiednio. Ale przyjrzyjmy się całemu zdarzeniu: jest bal, dwie grupy, nikt nie tańczy, choć grane jest tango, jeden z oficerów podchodzi do damy i prosi ją o taniec, ta odmawia. W zależności od tego co powiedziała ta kobieta to ona popełniła faux pas, nie Reinhard. Za to koledzy Heydricha oczywiście go wyśmiali, jak ten wrócił zarumieniony do ich stolika. Lebram posuwa się do stwierdzenia, że Heydrich przyniósł im wstyd. Chyba sam miał dość blade pojęcie o savoir-vivre. O całą sytuację zapytałam moją przyjaciółkę z Wielkiej Brytanii, która obraca się w tzw. „wyższych sferach”, ta powiedziała mi, że nieodpowiednio zachowała się dama. Sądzę, że można zaufać jej opinii.
          Lebram zaprzecza sam sobie (pisze, że Heydrich nie był zagranicą, chociaż opisuje ten epizod na Maderze, chyba, że był słaby z geografii i myślał, że to nadal Niemcy), chociaż gani Heydricha za wszystko, to później bardzo niechętnie przyznaje, że ten był bardzo inteligentny, doskonale kalkulował, był bardzo dobrym sportowcem (grał w też w hokeja, co jest dla mnie nowością) i tancerzem. I to wszystko bardzo dziwnie kontrastuje z tymi historyjkami i pierwszą częścią listu. Lebram oczywiście przypisuje to, że Heydrich się tak wyrobił marynarce, w której jak sami widzimy lżono go i starano wcisnął do szeregu. Lebram rozpisuje się jak szalony o tym, jak wszyscy nie cierpieli Heydricha, a potem twierdzi, że fakt faktem, jego oddział go uwielbiał i Heydrich był dla nich bardzo opiekuńczy i hojny. Tak samo ciężko mu, gdy pisze, że Heydrich i tak zostałby przesunięty do łączności i nie musiał cisnąć się z innymi na „Schleswigu-Holsteinie”.
Najbardziej rozbrajające są jednak ostatnie akapity. Lebram pisze tam, że po wydaleniu z marynarki, honorowi i wspaniali oficerowie nie chcieli zapraszać Heydricha na spotkania i poza garstką nie utrzymywali z nim kontaktu. Pisze to tak, jakby ich zachowanie i pomijanie dawnego kolegi było chlubne. Niestety w tym samym czasie Heydrich budził już strach u admirałów i grał w krokieta z Canarisem na swoim podwórku, więc zapewne i tak nie znalazłby dla nich czasu w swoim napiętym grafiku.


PS. Lebram bardzo nie chciał żeby ktoś używał jego listu bez wcześniejszego autoryzowania. Chciał mieć wgląd na to, w jakim kontekście zostaną przedstawione jego słowa. To tak jakby wisienka na torcie. Dodam jeszcze, że Hans Heinrich Lebram zmarł w 1992 roku. List, został napisany w 1965 roku.
Jedno mnie jeszcze ciekawi... Jak ten człowiek pisałby o Heydrichu w późnych latach 30?

Na podstawie:
R. Gerwarth, Kat Hitlera
IFZ Monachium, dokument : ZS 1845

Zdjęcia: Zęby nr 1- Max Williams, Heydrich The biography vol. I
Pozostałe: kadry z dokumentu Henker aus Halle

2 komentarze:

  1. Lebram wydaje się być takim prawie zbiorowym bohaterem :D Przedstawiciel honorowych oficerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyjatkowo nieprzyjemna i niska osoba i to w jego pisaninie bylo bardzo widoczne

      Usuń