środa, 6 listopada 2013

Miroslav Honzík - Za Heydrichem otazník - recenzja

        Czasami bywa tak, że potrzebuję przeczytać jakąś złą książkę, czy obejrzeć zły film. Może takie brukanie własnego czasu nie należy do rzeczy chwalebnych, ale potrafi dostarczyć sporo radości. Ta książka przykuła moją uwagę samym opisem, który brzmiał nieco jak wyciągnięty z Pudelka, albo twórczości jakiegoś celebryty chcącego rozliczyć się z mitami na temat własnej osoby.
        Honzik zaś chciał rozliczyć się z mitami na temat Heydricha, a przy okazji natworzył groma swoich nieprawd. Po pierwsze książka nie ma absolutnie żadnej bibliografii, a to jest jedna z jej większych bolączek. Druga sprawa, jest napisana fatalnym językiem mającym jak najbardziej obrzydzić nazistów, przez co niekiedy tworzą się kuriozalne zaprzeczenia. W jednym rozdziale oficerowie SD to półgłówki, w innych elita intelektualna. To jeden z przykładów, ale na dobrą sprawę jest ich mnóstwo. Trzecią bolączką, jest to, co dotyka i lepszych biografów: mało Heydricha w Heydrichu. Tak na dobrą sprawę to jakieś ogólne, kiepściutkie opracowanie na temat Trzeciej Rzeszy, gdzie od czasu do czasu pojawi się Heydrich. Mam niemiłe wrażenie, że częściej od tytułowego bohatera na kartach "Za Heydrichem otaznik" figuruje Walter Schellenberg, który służył tu jako jedno z głównych źródeł wiedzy autora. A to nie oznacza niczego dobrego. Schellenberga czyta się cudownie, jest wspaniałym wodolejem, jednak wszystko co pisze trzeba brać z pewną (dużą) rezerwą. Honzik oczywiście pisze to co i ja zdanie temu, ale robi zupełną przeciwność (ha, nie on jedyny) i powołuje się głównie na Waltera. To samo ma z Kesslerem, aka Wightonem, gani jego, beznadziejną zresztą, twórczość, ale sam nie potrafi zerwać z odwołaniami do niej. Jedynym ciekawym rozdziałem, jest ten o pobycie w szpitalu. Autor dysponował bowiem materiałami archiwalnymi zgromadzonymi w Bulovce. Gdyby ich nie zeskanował i nie umieścił jako dowód pośród ilustracji, to w sprawę bym zupełnie nie uwierzyła, jako, że brak bibliografii najczęściej oznacza zapełnianie pustych kart własną wyobraźnią, ale na całe szczęście Honzik pochwalił się tym co miał i sądzę, że raportom lekarskim warto się przyjrzeć.
           Poza tym to lekturę odradzam, chyba, że osobom, które chcą się uczyć obraźliwych czeskich frazeologizmów. Książkę można dostać w czeskich antykwariatach. Ceny między 30 a 60 koron.
          
Moja ocena:



              PS. Jeszcze jedno. Rzeczywistość jest strasznie mało widowiskowa. Na okładce widzimy Heydricha ze Speerem, a w tle Praską Katedrę. Ta sama fotografia znajduje się w środku książki i nie jest wyjaśnione, że to fotomontaż. W istocie to zdjęcie było cyknięte w Pradze, podczas wizyty Speera, ale w tle mamy drzewko, słup i dwóch osobników w kapeluszach:
źródło: http://multimedia.ctk.cz/cs/foto

2 komentarze:

  1. I znów Walter hahahah Dziwi mnie szczerze, że takie książki powstają i ktoś to wydaje. Co jak co, ale prawda historyczna, a więc naukowa, powinna być do jakiegoś stopnia chroniona, a nie tak, że każdy sobie może napisać badziew tego typu (bez bibliografii - przecież nawet praca zaliczeniowa na studiach musi mieć jakąś bibliografię) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to lata 80 późne co nie zmienia faktu ze nadal takie hity sie ukazuja i niestety wcale nie jest ich mniej. No wlasnie nie wiem jak brak bibliografii w ksiazce odnoszacej sie do historii moze miec w ogole miejsce nie pojmuje

      Usuń