piątek, 1 listopada 2013

Panenské Břežany cz. III- Ogród

  
             Skoro mowa była już o pałacu i jego wnętrzu, to należałoby przyjrzeć się również ogrodowi. Obecnie hodowane tam jest mnóstwo zwierzaków. Najliczniejsze są, nomen-omen, kozy, które chodzą sobie luzem po całej posesji, podgryzają trawkę i zaściełają swoimi bobkami dróżki. Znalazło się również miejsce dla trzech kucyków, które mają wydzielony wybieg, a także dla alpak. Z tego co widziałam ich stan liczebny wynosi również trzy. W ogrodzie, już po wojnie wybudowano także wiele budynków, laboratoriów i magazynów będących częścią Instytutu Metalurgicznego.
           Nasz przewodnik opowiadał nam o tym, że poprzedni właściciele, właściwie właścicielka, najprawdopodobniej pani Bloch-Bauer (bo przecież, że nie Lina), studiowała nauki przyrodnicze i mając dużą wiedzę z zakresu botaniki stworzyła w ogrodzie arboretum, jedne z największych w Europie, które pochwalić się mogło niezliczoną ilością drzew i innych roślin ze wszystkich zakątków świata: Afryki, Azji czy obu Ameryk. Na starych fotografiach widać jeszcze zdjęcia z tego okresu, gdy ogród ozdabiały posągi jeleni.
        Arboretum jednak nie przetrwało bowiem Lina Heydrich na tym miejscu postanowiła zrobić sobie basen. Dodatkowo rozkazała zasadzić w tym miejscu ziemniaki i inne rośliny uprawne i w ten sposób przemieniła piękny ogród w klasyczną działkę-warzywniaczek. Co najgorsze to wszystko musieli wykonać więźniowie obozów koncentracyjnych, nad którymi pani Heydrich się znęcała. Ciekawa historia wiąże się właśnie z tymi ludźmi i małą Silke. Opisywałam już ją w tej notce: http://plowabestia.blogspot.com/2013/05/coreczka-tatusia-rzecz-o-silke-heydrich.html .
          Tak jak pisałam miało to miejsce po śmierci Heydricha. Reinhard mieszkał w Panenskich Břežanach jedynie nieco ponad miesiąc tj. Od Wielkanocy 1942 roku do swojej śmierci. Co porabiał w wolnych chwilach? Głównie jeździł konno. Tą pasję odziedziczyły jego dzieci, które jak pamiętamy z wywiadu z Heiderem, miały kucyki. Lina również próbowała zostać Amazonką. Nie wyszło. A czemu? Opisuje to Helena Vovsova. Sytuacja miała miejsce po śmierci Reinharda. Pani Heydrich kupiła sobie konia. Pragnąc wyjechać za bramę została przez niego zrzucona i zaniechała dalszej nauki jazdy.
     Wróćmy jednak do ogrodu. Znajduje się w nim mały budynek. Winiarnia. Niestety nie można tam wejść, a szkoda. Podobno miały tam miejsce różne prywatne spotkania. Obecnie jest ona w dość kiepskim stanie. Tak jak wspominałam, najprawdopodobniej to właśnie niedaleko winiarni został pochowany mały Klaus. Po jego grobie nie ma jednak śladu.
          Teren jest miejscami mocno zarośnięty, jednak widać, że podjęto próby uporządkowania krnąbrnej flory, bowiem w całym ogrodzie piętrzą się stosy przyciętych gałęzi. Kozy wcinające różne krzaczki i chwasty, oraz bardzo skutecznie strzygące trawę również robią swoje. To daje mi nadzieję na to, że to miejsce nie zostanie całkiem zdewastowane.

17 komentarzy:

  1. Ziemniaki w pałacowym ogrodzie. Genialna była z niej gospodyni :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niemiecka mysl rolnicza. Ech a ogrodu tak bardzo szkoda.

      Usuń
  2. Chcialabym tylko zapytac w jakim celu powstal ten caly blog poswiecony w zasadzie tylko Heydrichowi?Fascynacja? czy to cos innego? Czy interesuje Cie tylko historia?Uwazam,ze "rozwodzenie sie"nad tym przypadkiem czlowieka raczej nie powinno miec miejsca...Przynajmniej nie w takiej formie i nie na osobnym blogu.Raczej sobie na to nie zasluzyl,czyz nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sadze ze moi rowiesnicy zasluzyli sobie na to zeby w ogole wiedziec kto mordowal ich pradziadkow
      kwestia zasluzyl albo nie jest jednak wg mnie troche glupia, historia jest po to zeby ja odkrywac i o niej nie zapominac zeby sie nie powtorzyla a ze osoby takie jak himmler heydrich pol pot stalin i spolka popadaja w zapomnienie nie jest niczym dobrym
      btw blog nie jest tylko o heydrichu wystarczy go tylko poczytac

      Usuń
    2. moralfagi ktore zarzucaja mi albo a- znecanie sie nad historycznym trupem i to ze jestem dla heydricha za ostra. b- gloryfikowanie nazisty i to ze za lagodna od dawna mnie nie interesuja. Interesuje mnie zawartosc teczek w bundesarchivie i ifz xD

      proponuje tez napisac do pana gerwatha czy deschnera ze poswiecili cale ksiazki na heydricha i ze sobie na to nie zasluzyl na to xD

      Usuń
    3. Nie musze do nikogo pisac ani niczego "dochodzic"....Jestem u samego "zrodla".Znam syna R.Heydricha od 13 lat.Osobiscie.Zreszta,cala jego rodzine.I dosc sie nasluchalem.Zatkalo?I dlatego nie przypadkowo to wszystko tu przeczytalem.I tak uwazam,ze BLOG jemu poswiecony nie powinien miec miejsca.Granica miedzy nienawiscia a fascynacja jest baaaardzo cienka...

      Usuń
    4. Wiesz w swoim życiu spotkałam już parę osób, które uznawały, że są Heydrichem, albo jego żoną, tudzież całe mnóstwo jego "kochanek" więc powiedzmy sobie szczerze tego typu kity już mnie nie dziwią, nie zaskakują, bo po prostu w nie nie wierzę i sądzę, że jakby było to pisane serio to skontaktowałbyś/ałabyś się ze mną w nieco innej formie i użył nieco innych argumentów.
      Btw. czy do autorów książek o Heydrichu też wypisujesz takie rzeczy ich maile są dosyć szeroko dostępne a niektórzy naprawdę znają rodzinę Heydricha i są bardzo skorzy do współpracy i bardzo pomocni, jak pan Gerwarth choćby ;)

      Usuń
    5. hm. nie to, że coś, ale, nawet, jeśli jest Pan u samego "źródła", co to zmienia? czemu nie odparł Pan argumentów z pierwszego komentarza? wydaje mi się, że to blog przede wszystkim historyczny - jasne, wiele notek skupia się na postaci Heydricha, ale są również notki o obozach koncentracyjnych, o członkach Einsatzgruppen... czy ktoś od razu musi się dziko fascynować, żeby poświęcić komuś zainteresowanie naukowo-poznawcze? naprawdę? jeśli zaś chodzi o słowo "fascynacja", co pan przez nie rozumie? Moim zdaniem, tak, mamy tu do czynienia z fascynacją, ale nie na punkcie osoby, tylko na punkcie zdobywania wiedzy, o ile dobrze pamiętam, autorka bloga w trakcie wojny prawie straciła ważnego członka rodziny i jej zainteresowanie wynika z tego, iż chciała wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za to, że być może nie byłoby jej na świecie i nie widzę w tym nic złego... co jest nie tak w formie bloga? czy książka byłaby odpowiedniejsza? pisanie bloga, jak wiadomo powszechnie, może być wszakże dobrym wstępem do napisania książki właśnie... odnoszę wrażenie, iż cały problem tkwi nie tyle w blogu, ale w działalności artystycznej autorki. proszę jednak zauważyć, iż posługuje się ona SYMBOLAMI, które często mogą być przez laika tudzież osobę niezainteresowaną (wszakże nie każdy musi się interesować religioznawstwem, tak jak nie każdego musi interesować fizyka kwantowa) odczytywane dosyć powierzchownie. reasumując: nie bardzo rozumiem, w czym jest problem. I byłabym bardzo wdzięczna, gdyby, tłumacząc mi, w czym widzi Pan ten problem, odniósł się do przytoczonych przeze mnie i wcześniej przez autorkę bloga argumentów. przy okazji zaznaczam: argument "bo nie wypada" nie jest dla mnie argumentem. dlaczego? bo jest bez sensu. z jakiej przyczyny nie wypada? nie wypada mówić głośno o tym, że są ludzie, nie urodzili się źli, ale którzy płacą do końca życia za swoje złe wybory i przypominać o nich innym, żeby się to nigdy nie powtórzyło. pozdrawiam w duchu wzajemnej akceptacji i oczekuję Pańskiej odpowiedzi. Katarzyna R.

      Usuń
    6. Wydaje mi się, że w historii nie ma sytuacji jednoznacznych. Ciężko też mówić o dychotomii na czerń i biel, w końcu człowiek i jego działania są skutkiem jego złożoności.
      Wszystko ma swoją przyczynę, przebieg i skutek. Oczywiście też nie chodzi o to, by usprawiedliwiać zbrodniarzy hitlerowskich czy jakichkolwiek innych, ale warto pochylić się nad tym jak indywidualne losy i przeżycia jednostek wpływają na losy innych.
      Czy nie warto o tym mówić, czy lepiej milczeć?

      Usuń
  3. Wiesz w swoim życiu spotkałam już parę osób, które uznawały, że są
    Heydrichem, albo jego żoną, tudzież całe mnóstwo jego "kochanek" więc
    powiedzmy sobie szczerze tego typu kity już mnie nie dziwią, nie
    zaskakują, bo po prostu w nie nie wierzę i sądzę, że jakby było to
    pisane serio to skontaktowałbyś/ałabyś się ze mną w nieco innej formie i
    użył nieco innych argumentów.
    Btw. czy do autorów książek o
    Heydrichu też wypisujesz takie rzeczy ich maile są dosyć szeroko
    dostępne a niektórzy naprawdę znają rodzinę Heydricha i są bardzo skorzy
    do współpracy i bardzo pomocni, jak pan Gerwarth choćby ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. hm. nie to, że coś, ale, nawet, jeśli jest Pan u samego "źródła", co to zmienia? czemu nie odparł Pan argumentów z pierwszego komentarza? wydaje mi się, że to blog przede wszystkim historyczny - jasne, wiele notek skupia się na postaci Heydricha, ale są również notki o obozach koncentracyjnych, o członkach Einsatzgruppen... czy ktoś od razu musi się dziko fascynować, żeby poświęcić komuś zainteresowanie naukowo-poznawcze? naprawdę? jeśli zaś chodzi o słowo "fascynacja", co pan przez nie rozumie? Moim zdaniem, tak, mamy tu do czynienia z fascynacją, ale nie na punkcie osoby, tylko na punkcie zdobywania wiedzy, o ile dobrze pamiętam, autorka bloga w trakcie wojny prawie straciła ważnego członka rodziny i jej zainteresowanie wynika z tego, iż chciała wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za to, że być może nie byłoby jej na świecie i nie widzę w tym nic złego... co jest nie tak w formie bloga? czy książka byłaby odpowiedniejsza? pisanie bloga, jak wiadomo powszechnie, może być wszakże dobrym wstępem do napisania książki właśnie... odnoszę wrażenie, iż cały problem tkwi nie tyle w blogu, ale w działalności artystycznej autorki. proszę jednak zauważyć, iż posługuje się ona SYMBOLAMI, które często mogą być przez laika tudzież osobę niezainteresowaną (wszakże nie każdy musi się interesować religioznawstwem, tak jak nie każdego musi interesować fizyka kwantowa) odczytywane dosyć powierzchownie. reasumując: nie bardzo rozumiem, w czym jest problem. I byłabym bardzo wdzięczna, gdyby, tłumacząc mi, w czym widzi Pan ten problem, odniósł się do przytoczonych przeze mnie i wcześniej przez autorkę bloga argumentów. przy okazji zaznaczam: argument "bo nie wypada" nie jest dla mnie argumentem. dlaczego? bo jest bez sensu. z jakiej przyczyny nie wypada? nie wypada mówić głośno o tym, że są ludzie, nie urodzili się źli, ale którzy płacą do końca życia za swoje złe wybory i przypominać o nich innym, żeby się to nigdy nie powtórzyło. pozdrawiam w duchu wzajemnej akceptacji i oczekuję Pańskiej odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Worek cukierków dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam Heidera,syna.Znam Helge,jego Zone.Znam jego prawie cala rodzine.Wiele historii sie nasluchalem,nie tylko o jego ojcu.Wierzyc mi nikt nie musi.I nie zamierzam tego nikomu udowadniac.Wiem swoje.Przed laty nie wiedzailem dokladnie kim jest.Ale potem uswiadomilem sobie wszystko.I nie zamierzam komentowac ZADNEGO komentarza na tym Forum.Historia pozostanie historia.Heider w niczym nie przypomina swojego ojca.Jest najsprawiedliwsza osoba na swiecie jaka znam.I jesli go kiedys zabraknie,bo jest juz w "sile" wieku,to bedzie mi go bardzo brakowac.Jego i jego zyciowej madrosci.Swoje dzieci wychowal w duchu tolerancji i zrozumienia dla innych .A wy piszcie sobie co chcecie.Jego ojciec byl "podly" i to nie podlega dyskusji i on o tym doskonale wie,ale nigdy nie piszcie o Kims kogo nie znacie(nawet jezeli jest jego synem i tylko z tego powodu )zle.Bo za swoich rodzicow nic nie mozemy.I glownie o to mi chodzilo.Pierwszy raz napisalem "gdzies",ze go znam.I opinie innychczy to Prawda czy nie,sa mi kompletnie obojetne.
    Dlatego przyjemnosci zycze w odkrywaniu nowych "historycznych" faktow.
    P.S.Dodam tylko,ze zona R.H.do konca swoich dni byla tak samo okrutna jak jej maz ( a moze nawet bardziej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja to wszystko wiem i o tym na tym blogu też pisałam. Czytałam przecież wspomnienia liny w wersji czeskiej i przegenialny wywiad jakiego udzielił Heider Heydrich do czeskiego Reflexu i od samego poczatku tego bloga jak i mojej dzialalnosci bardzo go wspieram i całe to zamieszanie z Czechami i panenskimi brezanami a potem to co zrobil Cvancara przy wydawaniu Liny było po prostu okrutne i Heidera jak i jego rodzeństwa zawsze mi żal i nigdy nic złego nie powiem na tych ludzi bo sa dla mnie wielka inspiracja i zycze im wszystkiego najlepszego i zawsze bardzo się przejmuje jak cos złego się im dzieje, bo oni na ten los zwyczajnie nie zasługują (zreszta pisalam na tym blogu o tym parokrotnie) zreszta mi i mojej Kaśce bardzo zależy zeby wesprzec dzialalnosc charytatywnę Heidera.
      Co do Liny jakbyś czytał bloga to mam również negatywny stosunek ale staram sie go tonowac jak moge wlasnie ze wzgledu na to ze wiem jak Heider bronił matki przed Cvancara i spółką. Ile to lat temu było? Dwa albo trzy. A mam te informacje również od ich dobrego znajomego, ale staram sie zbytnio nie ingerować, bo wiem, ze ludzie ciagle im trują i też są notoryczne sytuacje, ze jacys wariaci zgłaszają się do nich i podają się za inkarnacje ich ojca i matki. Jestem temu przeciwna. Podobnie jak jestem przeciwna obrażaniu dzieci Heydricha czy ogólnie jego rodziny. Do samego Heydricha mam mieszany stosunek i tu to wyrażam w pewnym sensie to naprawdę bardzo mu współczuje bo nie miał lekko i to się na nim odbiło, ale nie mogę też głaskać go po głowie i chwalić ze taki biedny i tyle cierpienia tłumaczy to co nam urządził 70 lat temu. Doceniam ze byl swietnym ojcem jakiego wiele osob by sobie zyczylo i rowniez doceniam jego talenty muzyczne czy sportowe, ale był też mordercą i z całą sympatią jaką dażę jego rodzine chce swoim rodakom i nie tylko, bo mam tu gosci z calego swiata opowiedziec tez o tych zbrodniach. Ale nigdy, przenigdy nie bede śmiać sie z dzieci Reinharda Heydricha czy próbować zrobić im jakąkolwiek krzywdę, bo po prostu czytałam wywiady z nimi, mam pewne dojścia boczne ;) ze tak powiem i wiem ze oni są super
      Naprawdę poczytaj mojego bloga, przeciez dałam tu nawet tłumaczenie wywiadu z Heiderem i zawsze wypowiadam sie o nim mega pozytywnie, bo zaskarbił sobie ogromnie moją sympatię.

      Usuń
    2. Btw zajrzyj do tej notki : http://plowabestia.blogspot.com/2013/04/wywiad-hany-beneszowej-z-heiderem.html przecież piszę tu: "Wywiad z Heiderem Heydrichem z czeskiego magazynu Reflex. Nr 9 roku 2011. cz I
      Ukazał się również w czeskiej edycji wspomnień Liny Heydrich, skąd pochodzą wszystkie zdjęcia, jakie umieściłam w tej notce. Proszę kupcie tą książkę, bo dochód z niej idzie na szczytny cel.A Heider Heydrich, który to przygotował jak zaraz się przekonacie jest naprawdę mądrą i dobrą osobą. "
      Czy jest tu coś złego na Heidera? Nie. I moi czytelnicy to wiedzą, wszyscy, że cokolwiek robię, robię to tak, żeby nie zrobić Heiderowi, Marcie czy Silke jakiejkolwiek krzywdy bo wiem jaki los spotkał ich po wojnie. A wiele osób, dzięki temu, że się wzięłam za ten wywiad w ogóle dowiedziało się kto zacz Heider Heydrich i, że to naprawdę porządny człowiek, który sporo wycierpiał za swoje nazwisko. I kurde wszyscy, którzy tu komentowali go lubią i wiedzą, że jest spoko i nie jest to jedna z takich okropnych person jak młoda Himmlerówna, a wręcz przeciwnie. Jest mi przykro jedynie, że zostałam niesprawiedliwie oceniona przez to, że nie doczytałeś parunastu, czy nawet parudziesięciu notek. A naprawdę jestem teraz trochę zaangażowana w robienie biograficznego spektaklu o Heydrichu seniorze i ze scenarzystką i reżyserką zarazem postanowiłyśmy, że kasę z dochodów przekażemy Heiderowi jeśli tylko zechce, a najlepiej w ogóle jakby wypowiedział się na temat tego co mu się podoba co nie, co zmienic, bo nie chcemy zeby ten spektakl był dla dzieci Heydricha bolesny, jak pisałam one się już wycierpiały, jako, że przecież przekazał on pieniądze z Wspomnień Liny na cele charytatywne i na pewno spożytkowałby to lepiej niż my. Napisałyśmy mu maila i czekamy na jego odpowiedź i zobacz. Chcemy żeby miał wpływ na to jak będzie wyglądać nasza praca, tak, żeby nie poczuł się źle wiedząc, że taki spektakl miał miejsce a on znów nie miał żadnego wpływu na to co zrobili ludzie. Spotkało go stanowczo zbyt wiele krzywd, żeby jakaś nasza niezręczność dramaturgiczna miała go dotknąć ponownie.

      A i od czterech lat ja sie ciągle tłumaczę, że jestem zbyt pobłażliwa dla jego ojca. No psia mać a teraz znowu, że jestem zbyt podła. Ja naprawdę nie mogę dogodzić ludziom.
      Napiszę, że Reinhard Heydrich był wspaniałym ojcem, to ludzie skaczą mi do gardeł. Napiszę, że jego chłopcy zrobili masakrę na Lućmierzu, ludzie skaczą mi do gardeł. A przecież i jedno i drugie stwierdzenie jest prawdziwe. Podobnie jak to, że był beznadziejnym pilotem, ale się starał i w jakiś sposób go za to podziwiam, ale nie będę go na pewno podziwiać za konferencję w Wannsee. Pisanie o Heydrichu, czy innym naziście nie jest łatwe, ja sobie zdaję z tego sprawę, ale nikt, nigdy mi nie powinien zarzucać, że mam jakiekolwiek zastrzeżenia względem jego dzieci. Bo nie mam żadnych o czym również pisałam i to tydzień temu: "Lina do końca swojego życia pozostała zaciekłą nazistką. Jej dzieci, które mimo chorej atmosfery w jakiej były wychowywane, dorosły na całkiem porządnych ludzi wiedzieli, że na niektóre tematy nie da się z nią porozmawiać. " Jak widzisz i niech to będzie podsumowanie. Amen

      Usuń
    3. dziękuję za Pańską odpowiedź. zachęcam jednak do odpisania mi, ponieważ dzięki Pańskiemu poprzedniemu komentarzowi wiemy, że sytuacja jest jedynie nieporozumieniem, które możemy bez problemu wyjaśnić. proszę nie dziwić się naszej podejrzliwości. ja również spotykałam się często z zachowaniami typu ludzie piszący do mnie, że znają całą rodzinę Heydricha, że z nim rozmawiają, etc. pisząc anonimowo łatwo jest zostać oskarżonym o pisanie nieprawdy. w porządku, sytuacja została wyjaśniona. nie będziemy do niej więcej wracać. natomiast, jeśli chodzi o treści publikowane na blogu: osobiście, początkowo sądziłam, że ma Pan za złe autorce zbyt pobłażliwe traktowanie nazistowskich zbrodni, ponieważ zarzut, który pan podaje, tj. obraźliwe treści w stosunku do syna Heydricha, Heidera, są kompletnie bezpodstawne. co zresztą autorka popiera cytatami, pochodzącymi z poprzednich notek. powtarzam: motorem napędzającym i mnie i autorkę jest pragnienie posiadania wiedzy. nie zaś krzywdzenie kogokolwiek. ponieważ notki mają formę zbliżoną do felietonów, autorka często używa kolokwialnego języka, ale nigdy nie używała go przeciwko Heiderowi, ani nikogo z jego najbliższych.

      mimo wszystko, jeszcze raz pragnę prosić Pana o odpowiedź. wszyscy jesteśmy osobami dorosłymi, jeśli pojawił się jakiś konflikt, dążmy do jego rozwiązania, które byłoby satysfakcjonujące dla obu stron. jeśli w jakiś sposób obraziłam Pana poprzednim komentarzem, przepraszam. proszę też jednak postawić się w naszej sytuacji - anonimowa osoba pisze dosyć mętny komentarz (być może spowodowany emocjami lub innymi czynnikami, nie wnikam tego i nie oceniam), my również mogłyśmy się kierować emocjami. Proszę uwierzyć, że zarówno bezpieczeństwo, jak i dobra kondycja psychiczna członków rodziny Heydricha jest nam bardzo droga. Wycierpieli się już wystarczająco.

      Usuń