czwartek, 25 grudnia 2014

Max Williams - Heinrich Himmler a photo history of Reichsführer-SS

     Jak wiecie rzadko się zdarza, że recenzuję tutaj książki inne niż stricte koncentrujące się na Reinhardzie Heydrichu. I tak nie pojawiła się tu genialna książka Heinza Hoehne "Canaris" (co powinnam zmienić, bo informacji o Heydrichu jest tam multum w dodatku bardzo ciekawych), czy równie dobre studium biograficzne Wernera Besta (jest dostępne po polsku, niestety nieco okrojone). Robię kolejny wyjątek. Dziś mowa będzie o świeżo wydanej pozycji o Himmlerze pióra znanego nam już Maxa Williamsa. O ile dwutomowa biografia Heydricha raczej jest rozczarowująca, chociaż bez wątpienia jest świetna jako źródło wszelakich zdjęć i dokumentów, to sama jej treść pozostawia sporo do życzenia. Williams w nowej książce podszedł do tematu inaczej i skupił się na tym, co robi najlepiej. Czyli na doborze i opisie zdjęć, których jest w "Heinrich Himmler a photo history..." ponad 1000. Pierwsze kilkadziesiąt stron książki to rys biograficzny Reichsführera i jest on rzeczowy i nie pisany w tonie pochwalnym jak miało to miejsce z Heydrichem. Wygląda na to, że autor po prostu się wyrobił i nauczył balansować. Nie jest to jednak książka dla każdego. Osobnicy, którzy chcą zapoznać się z postacią Himmlera mogą być skonfundowani. Targetem są raczej ludzie, którzy mają już jakieś pojęcie o temacie, a materiał wizualny zaserwowany przez Williamsa stanowić ma uzupełnienie do posiadanej wiedzy. Dla początkujących polecałabym tu wydaną nie tak dawno (na równi z Gerwarthem) książkę Petera Longericha, która w języku angielskim nazwana została po prostu "Heinrich Himmler - Biography", a po polsku "Heinrich Himmler - Buchalter Śmierci" (sic!). W części biograficznej znajduje się wiele ciekawych dokumentów, listów, fragmentów pamiętników, z którymi zdecydowanie warto się zapoznać by zobaczyć jakim pokręconym typem był szef SS (wyobrażacie sobie, że do swojej kochanki pisał listy zaczynające się od: "Mój kochany króliczku...").
    Po pisemnym wprowadzeniu w Himmlera (źle to brzmi), Williams przechodzi do zdjęć. Poświęcone są one nie tylko samemu Himmlerowi i pojawiają się na nich liczne osobistości z SS i spoza SS (wśród tych drugich jest między innymi niesławna sesja pornograficzna żony Blomberga, o którą Heydrich rozpętał niemałą aferę). Wiele z nich widziałam po raz pierwszy. Spora część to zbiory samego Williamsa, który chyba do końca nie rozstał się z Reinhardem Heydrichem, bowiem szefa RSHA jest w tej pozycji bardzo dużo. Autor serwuje nam między innymi Heydricha jeszcze jako marynarza wraz z niezidentyfikowaną dziewczyną (skądinąd bardzo ładną), a także Heydricha na plaży (pierwsze zdjęcie na którym widać mu palce u stóp jakby kogoś to interesowało). Pojawiają się też nowe fotografie Heydricha w Wewelsburgu (ktoś mnie o nie prosił swego czasu, więc wskazuję miejsce gdzie można takowe znaleźć), czy kilka portretów. I całą paradę wszelakich folkowych stylizacji na przeróżnych nazistach, w czym oczywiście przoduje Himmler ze swoją perfekcją w doborze poszczególnych elementów.
     Na plus u Williamsa zmienił się również dystans do postaci. Zdecydowanie częściej przypomina on o zbrodniach poszczególnych osób zestawiając pogodne zdjęcia rodzinne z opisami potworności, jakie ci ludzie serwowali innym podczas "pracy". Nie robi tego jednak w formie sensacyjnej jak miało to miejsce choćby u Dederichsa. Zdecydowanie jest to opis informacyjny, "na zimno" nieoceniający. Co jest dużym plusem, a czego brakuje mi choćby w książce "Allgemeine-SS", którą swego czasu tu recenzowałam.
   Co do formatu książki, jest zbliżony do A4. Ma twardą oprawę i obwolutę. Część z fotografiami została wydrukowana na papierze kredowym, przez co biografia Himmlera ma swoją wagę (czytanie jej w pociągu odpada chyba, że jesteście na sterydach). Niemniej wydanie robi pozytywne wrażenie. Jakość zdjęć jest w większości dobra, chociaż niektóre mogłoby być rozlokowane na nieco większej powierzchni by móc dojrzeć więcej (poradziłam sobie z tym okrężną drogą robiąc zdjęcia na super makro i wrzucając na komputer gdzie mogę przybliżać jak chcę). 
Jestem pozytywnie zaskoczona nową książką Williamsa i powiem szczerze, że zamawiając ją nie spodziewałam się, że autor tak bardzo się wyrobił. Mam nadzieję, że przemontuje biografię Heydricha i wyda ją na nowo.


Heydrich z dziewczyną w prawym dolnym rogu

Heydrich na plaży, po prawej stronie nad zdegustowanym Canarisem

Moja ocena to:
Jeszcze miesiąc temu jakby ktoś mi powiedział, że Williams dostanie taką ilość Twarzy Zła to bym go wyśmiała. A jednak. Oby tak dalej i będę śledzić poczynania autora z zapartym tchem.

piątek, 19 grudnia 2014

Dalsze losy rodziny Lewinów

Jak może pamiętacie, bądź nie, swego czasu nocowałam w schronisku młodzieżowym/hostelu w Halle, w którym niegdyś mieszkali państwo Lewin (dla zapominalskich ich historia: Klik! ). Jak się okazało nie dość, że żyli oni w pobliżu Heydrichów, to jeszcze wynajmowali u nich magazyny znajdujące się w piwnicy budynku ulokowanego przy Gütchenstrasse 20 (o domu Heydrichów w Halle: Klik! ). Przejdźmy jednak do rzeczy. Zamordowani państwo Lewin mieli córkę. Szczęśliwie udało jej się przeżyć wojnę i znaleźć w Wielkiej Brytanii.

źródło: amazon.com
 Urodzona w 1913 roku pani Ilse Strauss wystąpiła w dokumencie "Heydrich - Der Henker aus Halle" (polecam obejrzeć, niestety jest jedynie w języku niemieckim, ale zobaczyć tam możemy między innymi Shlomo Aronsona), a także udzieliła krótkiej wypowiedzi niemieckiemu Bildowi (co dziennikarze tej jakże wspaniałej gazety będącej odpowiednikiem polskiego Faktu zatytułowali "Byłam sąsiadką SS Bestii", okraszając to dodatkowo szatą graficzną przypominającą wszystkie artykuły z serii "Zabił bo nie dostał golonki", co powiedzmy sobie szczerze przy dramacie pani Strauss było zagraniem mega niesmacznym i przykrym). Jak się okazało pani Strauss znała starszego od niej o dziewięć lat Reinharda Heydricha i jego brata Heinza. Wspominała po latach jak chłopcy bawili się i ganiali po schodach w górę i w dół. Ich matka, Elżbieta miała zaś w zwyczaju irytować ludzi pracujących w magazynie poprzez uderzanie kijem w podłogę. Pani Strauss wspominała także, że krążyły pogłoski, że rodzina Heydrichów to Żydzi i że inne dzieci często śmiały się z tego powodu z Heinza i Reinharda.
Pani Ilse Strauss przez długi czas nie wiedziała co stało się z jej rodzicami. Przypuszczała, że popełnili oni samobójstwo. Prawda wyszła jednak długie lata po wojnie. Jej bliscy zostali zamordowani, jakby nie patrzeć z rozkazu jej sąsiada, najprawdopodobniej w Majdanku w 1942 roku.

czwartek, 11 grudnia 2014

Heydrich i Wallenstein



Wallenstein

W 1942 roku, podczas pełnienia funkcji zastępcy Protektora Rzeszy, Reinhard Heydrich zaczął bardzo mocno interesować się postacią Albrechta Wallensteina. Zwykł on czytać o swoim przedmiocie zainteresowania do samego rana. Leżał wtedy na dywanie i oddawał się lekturze. Heydrich miał przeczytać wszystko co było wydane na jego temat. O ile z literatury popularnej to Lina czytała mu od czasu do czasu na głos fragmenty dzieł, to dla Heydricha nie było problemem „połykanie” kolejnych monografii o Wallensteinie. By zebrać swoją kolekcję, Heydrich zlecił adiutantom by szukali historyków, czy dziennikarzy, którzy gromadziliby nowe materiały. Co niedzielę jeździł też na wycieczki do Frýdlantu (który jest około 10 kilometrów od obecnej granicy z Polską) gdzie Wallenstein rezydował. Podróże te zaczęły obejmować także wszystkie posiadłości, folwarki i inne miejsca związane z osobą Albrechta W. Chociaż Heydrich przez krótką chwilę zajął się też Przemyślidami i odwiedzał grób świętej Ludmiły, to zaraz potem powrócił do Wallensteina. Lina wypowiadała się o tym podczas wywiadu z wydawcą Deschnera, z pewnym zdziwieniem. Dziwiła się, że mąż, który zazwyczaj był pragmatyczny popłynął tak mocno w nowe hobby i potrafił do tego stopnia zafascynować się jakąś postacią. „Czegoś mu zadał” – kwitowała. Deschner twierdzi tu, że Heydrich inspirował się poczynaniami Wallensteina i upatrywał w nich paraleli z własnym położeniem, co później wykorzystywał w prowadzeniu polityki w Protektoracie. Nacisk kładł on na to, że od wieków Czechy powiązane były z Niemcami i według Heydricha, z tymi pierwszymi zaczęło dziać się źle kiedy oddzielali się od drugich. Podkreślał też rzekomą skłonność do zdrad leżącą w czeskiej naturze, która oddzielona od germańskiej opieki doprowadza do tragedii. Tu posługiwał się nie tylko przykładem Wallensteina, ale Przemysła, czy nawet Marboda (sic!). Swoją drogą kiedyś opublikuję tu tłumaczenie kuriozalnego tekstu popełnionego przez Heydricha w czasopiśmie Böhmen und Mähren. Jak celnie spostrzega Deschner przemowy Heydricha i jego pisma historyczne (sic!) charakteryzują się uproszczeniem faktów i ogromnym eklektyzmem. Miały one za zadanie służyć niemieckiej propagandzie i sprowadzać się do takiego koncentratu ładowanego w głowy.
Co ciekawe zainteresowanie Heydricha Wallensteinem skończyło się nieco niczym samospełniająca się przepowiednia i rzeczywiście dają się zaobserwować liczne zbieżności w ich życiorysach (odsyłam do poniższego linka w celach porównawczych). Bazowe informacje na temat tego drugiego można wyczytać na angielskiej wikipedii (w polskiej mało co jest niestety): http://en.wikipedia.org/wiki/Albrecht_von_Wallenstein literatury w języku polskim na temat tej postaci raczej się nie uświadczy, natomiast po niemiecku czy angielsku sytuacja wygląda o wiele lepiej. Z ciekawostek na jego temat wiem, że podczas jego pieczy nad Kudową-Zdrojem powstały jedne z pierwszych urządzeń kąpielowych. Kto wie może dlatego Heydrich tak intensywnie fundował czeskim robotnikom darmowe wczasy w uzdrowiskach? Ale to jedynie mój domysł. 

Swoją drogą to te wszystkie wycieczki i czytanie do rana o postaci historycznej brzmią bardzo znajomo...

Źródło:
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej, przeł. M. Ilgmann, Warszawa 2000

środa, 10 grudnia 2014

Tegernsee, Wiecha i KZ-Valepp



Ostatnio miałam okazję zaopatrzyć się w bardzo ciekawą pozycję związaną z Tegernsee. Jest to zarazem jezioro jak i miejscowość leżąca w Bawarii. Książką nosi tytuł (zaskakujące) „Der Tegernsee” i jest pracą zbiorową wydaną w listopadzie tego roku przez Kiebitz Buch Verlag. Szczególnie interesujący jest artykuł Michaela Heima. Opisuje on perypetie Tegernsee podczas burzliwych lat nazizmu. Okolicę tę w latach 30. XX wieku bardzo upodobali sobie partyjny bonzowie, w tym sam Hitler, który przebywał tam nawet przed dojściem do władzy, co być może wpłynęło na późniejszą popularność tego miejsca. Jedna z większych will należała do Maxa Amanna, który znał Hitlera od lat pierwszej wojny światowej. Po 1933 roku został szefem Reichspressekammer (Izby Dziennikarstwa Rzeszy) i publikował Das Schwarze Korps. Na swoim wydawnictwie zbił krocie co sprawiło, że mógł sobie postawić kosztowną rezydencję w okolicy Tegernsee. Nieopodal osiedlili się Adolf Mueller i Franz Schwarz, a także Heinrich Himmler. Na tle wszystkich posiadłości, willa Himmlera wyglądała dosyć skromnie, choć i tak była ona dość spora. W okolicy urządził się też Karl Wolff. Zorganizował on Richtfest ( co u nas można porównać do tradycji zawieszania wiechy). Richtfesty odbywały się już w XIV wieku. Wywodziły się one z tradycji Skandynawskiej. Wiązały się one z zamontowaniem ostatniej części dachu. Na górę wciągano krokiew, a właściciel domostwa przybijał ostatni gwóźdź. Nie wiem jak się ma to w Niemczech, natomiast w Polsce ile razy uderzy się podczas wbijania, tyle rozlewanych jest kolejek (na Internetach można przeczytać jeszcze inne wersje zabawy: liczba uderzeń = liczba kieliszków dla gości, liczba uderzeń = liczba kieliszków dla majstra, etc.). Dodatkowo na dachu ustanawiano konstrukcję z kwiatów, gałązek w formie zbliżonej do ostrosłupa. Po naszemu zwie się to wiecha. Występuje również wariant z ustawianiem drzewka iglastego zamiast wiechy. Wróćmy jednak do Wolffa i jego willi. Powstała ona w 1936 roku i przyjechało na nią wiele osobistości w tym Himmler i zapewne nie pisałabym na blogu o tym skądinąd ładnym miejscu i Richtfeście gdyby nie pojawił się na nim Heydrich. No to tak, pojawił się, o czym świadczy zamieszczone w książce zdjęcie. Niestety brak opisu odnośnie tego czy częściej odwiedzał to miejsce (z Wolffem za sobą raczej nie przepadali o czym świadczą zeznania powojenne), czy mu się podobało czy nie. Miał za to na sobie kolejny skandaliczny zestaw ubraniowy, który możecie podziwiać na fotografii.
Himmler i Heydrich na Richtfeście
Choć wydawałoby się, że Tegernsee i okolice były absolutną sielanką i oazą nazistowskiej szczęśliwości to rzecz jasna za pięknymi willami i posiadłościami kryją się ludzkie nieszczęścia. W okolicach składowano wiele zrabowanych dzieł sztuki a od października 1942 roku na terenach Spizingsee działał KZ-Valepp, będący filią Dachau. Więźniowie, Jehowy i jeńcy wojenni, mieli za zadanie rozbudowywać lożę myśliwską Heinricha Himmlera i pracować także dla rodziny Marxów. W maju 1945 roku zostali oni uwolnieni przez wojska alianckie.

czwartek, 20 listopada 2014

The Secret Front - Wilhelm Hoettl

Źródło: amazon.com
        Wilhelm Hoettl był Austriakiem i oficerem SD. Swoją książkę napisał w okresie powojennym, w latach 50. Znał system od środka, a na dodatek był historykiem. Wszystko wskazuje więc na to, że jego pozycja powinna być interesująca i wiarygodna. Problem w tym, że nie jest. O ile czyta się ją łatwo szybko i przyjemnie, choć nie tak przyjemnie jak Schellenberga, to autor funduje nam zbiór plotek i różnych poszlak, które bardzo często są nieprawdziwe.
      Hoettl jako jeden z pierwszych wymienia kuriozalną historię o Sarze Heydrich, rzekomej babci Reinharda, która miała być Żydówką, a wnuczek usunął z cmentarza w Halle jej pomnik. Problem w tym, że babcia naprawdę nazywała się Ernestine Wilhelmine z domu Linder i nie była Żydówką. Autor cały swój opis Heydricha opiera na jego poczuciu niższości z powodu pochodzenia i to jest jedyna siła, z której biorą się heydrichowe zdolności i ambicja. Temat ten w kolejnych dziesięcioleciach podchwycili w lot inni i stworzyli tragiczną historię Heydricha-Żyda, którego wszystkie zbrodnie wzięły się z próby zatuszowania żydowskiego pochodzenia. O ile rzeczywiście dosyć dobrze Hoettl znał niechęć Heydricha do katolicyzmu, to już rozdział "Heydrich i sprawa żydowska" zaczyna się następująco (po angielsku, bo obawiam się, że moja próba tłumaczenia osłabi tu wydźwięk): " It is psychologically understandable  that Heydrich should have been the most implacable of all enemies of the people from whom he partly derived". Nonsens i absurd. Podobne plotki spisane są na temat innych osobistości, dość mocno dostaje się Schellenbergowi, czy Himmlerowi, ale w tych przypadkach nie wiem, które opowieści są nieprawdziwe, a którym można dać wiarę. Opis Heydricha u Hoettla raczej nic nowego nie wniesie, natomiast z pozycją zapoznać się warto na opis działań nazistowskiego wywiadu i różne machinacje polityczne, choć trzeba przesiewać te informacje i zestawić się z późniejszymi, typowo historycznymi pracami, tworzonymi z pewnego dystansu. Hoettl, podobnie jak Schellenberg w swojej książce, jakoś jest strasznie mało aktywny, on tylko patrzy, nic nie robi, jak robi, to dlatego, że mu każą, a nie, że w to wierzy. To dość typowe, dla nazistowskich autorów, którzy podjęli się pisania wspomnień po latach. Trudno wystawić mi ocenę tej książce. Opis Heydricha i próba psychologizacji i umotywowania jest najgorsza z możliwych, ale sama pozycja daje się zmęczyć i jest dość interesująca.
     "The secret front" pierwotnie ukazał się rzecz jasna w języku niemieckim, ja posiadam tłumaczenie angielskie. Nie spotkałam się z wersją polską, więc zakładam, że się nie ukazała, choć jeśli jest inaczej poproszę o wyprowadzenie mnie z błędu.

piątek, 14 listopada 2014

Inne Oblicza Historii nr 38 - Canaris i Heydrich walka o wpływy

         Niedawno w moje ręce wpadła gazetka Inne Oblicza Historii, w której znajduje się fragment niewydanej książki Waldemara von Muencha o Canarisie. Dotyczyć on miał walki o wpływy między Canarisem i Heydrichem, chociaż szczerze mówiąc dla mnie jest on chaotyczny i nie zawiera żadnych nowości. Może dlatego, że czytałam wszystkie anglojęzyczne i niemieckojęzyczne pozycje jakie wyszły o Canarisie (który miał większe szczęście do biografów niż Heydrich). Fakt, faktem, że w Polsce nie wydano żadnej z nich, prócz naprawdę najfatalniejszej książki Richarda Basseta, której kupno, czytanie i pożyczanie od kogokolwiek powinno być zakazane, bo naprawdę jest to kupa bzdur, przy której "Twarz zła" Dederichsa jest całkiem do rzeczy.
     Stąd dla osób niezaznajomionych z historią Canarisa ten artykuł może okazać się dość przydatny. Jednak odłóżmy admirała na bok, bo to nie jest o nim blog. Co mamy w tym fragmencie na temat Heydricha? No właśnie niewiele, prócz ogólników. Tak naprawdę relacje między nim, a szefem Abwehry zostały w tym artykule jedynie lekko tknięte i nie spodziewajcie się tu jakiejś głębokiej analizy ich wzajemnych kontaktów na polu profesjonalnym jak i prywatnym. Odnośnie krótkiego opisu Heydricha, który oczywiście wg pana Muencha miał żydowskie korzenie i to powodowało jego poczucie niższości, które próbował zaleczyć poprzez bycie złym człowiekiem i odcięcie się od swojej przeszłości, to ja właściwie nie komentuję. Ale weźmy poprawkę na to, że rękopis pochodzi z 1953 roku i wiele informacji zwyczajnie się zdezaktualizowało. Powtórzę po raz 101: Heydrich nie miał żydowskich korzeni i zostało to udowodnione wielokrotnie, chociaż niewykluczone, że on sam nie był co do tego pewny.
     Novum w artykule jest krótka informacja o tym, że zaraz po objęciu przez Canarisa szefostwa Abwehry w Das Schwarze Korps ukazać się miał paszkwil, jakoby Canarisowa żona robiła zakupy w żydowskim sklepie. Szczerze mówiąc to kusi mnie żeby to potwierdzić, ale musiałabym skądś skombinować cały rocznik 1935 magazynu SS, a to nie jest zbyt łatwe. Niestety w artykule brak jest przypisu, w którym to numerze ukazała się ta obraźliwa notka. Stąd jest to trochę palcem po wodzie pisane, ale tego nie wykluczam, ani nie potwierdzam.

czwartek, 13 listopada 2014

Rodzinne filmy Heydrichów

Heydrich masakrowany przez syna kadr z: Rządy Heydricha


Wypadałoby napisać jakiś wstęp jak doszło do tego, że miałam szansę zobaczyć domowe filmy Reinharda Heydricha. Okazuje się, że jest to łatwiejsze, niż niektórym mogłoby się wydawać. Kopie tych filmów znajdują się w berlińskim Filmarchivie, chociaż właścicielem praw do nich jest rodzina Heydrichów. Oglądanie ich jest możliwe po wcześniejszym znalezieniu sygnaturek w wyszukiwarce i skontaktowaniu się z archiwum. Da się to zrobić, ale wymaga to trochę cierpliwości.Wymagane są do tego też musicie udowodnić, że chcecie oglądać w celach naukowych (pismo z uniwersytetu, czy inny dokument tego rodzaju).
            Niestety jak się domyślacie nie mogę udostępnić wam tych filmów i sama oczekuję na ich kopie, których i tak nie będę mogła nigdzie i nikomu pokazać, więc z góry zaznaczam, że nie ma sensu prosić mnie o nie. Nie wynika to z mojej złej woli, bo zazwyczaj jak mogę się czymś podzielić to po prostu się tym dzielę. W tym wypadku to wykluczone raz, że ze względów prawnych, dwa: nie wiem czy bylibyście szczęśliwi gdyby gdziekolwiek udostępniono wasze rodzinne filmy bez waszej zgody.
            Przejdźmy jednak do tego co mogę zrobić z wiedzą, którą posiadłam podczas seansu. Otóż mogę wam opisać co widziałam. I tu mam też parę uwag, otóż: część z tych rzeczy, bardzo małe fragmenty zostały użyte w filmach dokumentalnych. W sumie: nie jest to jakieś szczególnie zaskakujące. Co jest zaskakujące, to to, że często użyto takich kawałeczków by pozbawić je całkowicie szerszego kontekstu. Przykładem jest Heydrich na leżaku ze skwaszoną miną, który parę razy się tu pojawił. Wykorzystano te jego minki w czeskim dokumencie Heydrich – konecne reseni. Nie widzimy jednak, że był to element zabawy z Klausem, który siedział na leżaku obok.
            W dodatku zawsze te fragmenty z dziećmi w filmach dokumentalnych od razu, w celach wywołania szoku i dyskomfortu, są ukazywane zaraz po, albo zaraz przed ukazaniem ofiar Heydricha w obozach koncentracyjnych. Zupełnie inaczej patrzy się po prostu na ten obraz bez żadnego komentarza w stylu: „Chociaż miał dzieci to był potworem”, ani żadnego montażu w eisensteinowskiej manierze. I czasem tego brakuje, bo ta absolutna cisza podczas seansu pozostawiła we mnie pewien niepokój.
            Oczywiście podczas projekcji każdy stwarza sobie jakąś interpretację tego co widzi, stąd i mój opis będzie po części pewnym interpretowaniem i niewykluczone, że wielu z moich czytelników odebrałoby to inaczej i inaczej opisało. Stąd nie traktujcie tego z jakąś nabożną czcią. Opisuję wam niżej co widziałam i jak to zrozumiałam.
            Mamy po prostu filmy rodzinne. Takie jak kręciło się w latach 90 kamerą wideo. Filmy Heydricha powstały około 1939 roku, Silke jest na nich niemowlęciem, a chłopcy są w wieku przedszkolnym. Filmy są nieme i czarnobiałe. Są dwa. Pierwszy z nich to: Rodzina Heydrichów na Fehmarn (45 minut), a drugi Reinhard Heydrich z synem na nartach w Tyrolu(25 minut).
            Pierwszy z tych filmów jak sama nazwa wskazuje powstał na Fehmarn. Filmowało go wiele osób. Powstał w ciągu lata i składa się na niego wiele różnych ujęć. Wiele z nich przedstawia pola, morze, plażę, ogródek, domki, konie, krowy, jednak najwięcej czasu antenowego, jeśli chodzi o zwierzątka, zajmują małe kaczuszki chodzące po błocie. Nie jestem w stanie stwierdzić kto był takim pasjonatem filmowania kaczek, ale niektóre z ujęć małych puchatych kulek są naprawdę dobre technicznie i widać, że ktoś musiał położyć się na ziemi żeby uchwycić chodzące zwierzaki.
            Dużo czasu nagrania zajmuje także Lina Heydrich. Filmowana jest, zapewne przez Reinharda, w licznych zbliżeniach (często za blisko, przez co jej twarz zajmuje cały ekran). Lina wyleguje się na plaży, skacze po kamieniach, zajmuje się dziećmi, sadzi jakieś badyle w ogródku, robi miny do kamery: wytyka język, śmieje się, robi „dzióbek” (sic!), gra w badmintona i tenisa. Mnie zaciekawiło szczególnie ujęcie, w którym Lina chichocze do kamerzysty (podejrzewam, że był to Reinhard, jak już wyżej wspomniałam) i robi mu zdjęcie. Podobny fragment widoczny był w jednym dokumencie o Heydrichu, kiedy to Reinhard cykał fotkę do kamery. Widoczna jest silna fascynacja nowym sprzętem nagrywającym. O dziwo Lina wygląda niesamowicie pogodnie, chociaż widać po niej (szczególnie w ujęciach przedstawiających prace w ogrodzie), że to ona dowodziła sprawami domowymi. Reinhard stojący przy niej wygląda dość nieporadnie.
            Na filmie widać dużo dzieci i widać, że są bardzo zadbane i znajdują się w centrum uwagi. Wokół nich zawsze są dorośli, którzy się z nimi bawią, rozmawiają i zajmują. Klaus i Heider są niesamowicie żywotni: skaczą, fikają koziołki, boksują się z wujkami i tatą, tulą się do mamy i wchodzą jej na leżak.
            Chłopcy bawią się też przy koszu, w którym ich ojciec czyta książkę. Podają mu kamyk albo bursztyn (widać, że Heydrich już ma ich całą garść). Następnie jeden z nich zaczyna usypywać piasek na siedzisku Reinharda. Reinhard tłumaczy mu, że nie wolno. Chłopczyk sypie dalej i ojciec łapie go lekko za ucho, zdecydowanie nie po to, żeby go skrzywdzić. Młodzian udaje, że zrozumiał pretensje ojca, ale po chwili ponawia proceder usypywania piaskowego kopca w koszu Heydricha. I tu zapewne każdy spodziewałby się lania, czy awantury (miejmy na uwadze, że jeszcze do niedawna kary cielesne dla dzieci były na porządku dziennym, a tu na dodatek mówimy o człowieku, który posłał miliony innych ludzi na śmierć). Nic takiego się nie dzieje. Reinhard kapituluje.
            Wbrew opinii na temat tego, że Heydrich nie był rodzinną osobą to zaskakująco dużo na tych filmach jest zabaw i czułości z dziećmi. Np: Na pierwszym planie widzimy Linę grającą w tenisa stołowego, na drugim Reinhard gra w karty z kolegami, albo rodziną Liny. Podchodzi do niego jeden z chłopców, Heydrich obejmuje go i całuje w czoło.
            Reinhard i jego koledzy, bądź rodzina żony boksują się i ćwiczą pchnięcie kulą (Heydrich w tej dyscyplinie, z czarną skarpetą i białym klapkiem, obowiązkowym zegarkiem na ręku i w krótkich spodenkach wygląda jak rosyjski plażowicz, który zgubił gdzieś złoty łańcuch). Towarzyszą im dzieci, z którymi wszyscy się bawią. Nie wyłączając Heydricha, który zostaje znokautowany i „ożywiony” przez jednego z synów. I widać, że sprawia mu to mnóstwo frajdy. Podczas prac w ogrodzie chłopcy stoją przy tacie, albo bawią się w błocie. Heider pokazuje brudne łapki do kamery.
            Dzieci są z rodzicami na korcie tenisowym, jedzą z nimi obiad, są z nimi na plaży. Słowem: nie odstępują dorosłych na krok i nikt nie wygląda na umęczonego tym faktem.
            Do maluchów jeszcze wrócimy w drugim filmie, na razie jednak dokończmy opis pierwszego.
            Heydrich siedzi czasem nad papierami, ale potem widzimy go jak boksuje się ze znajomymi (pojedynek trwa prawie 10 minut, w których co i rusz widzimy pokaźny biust Heydricha falujący przy każdym ruchu, który większość kobiet wprawiłby w kompleksy), gra w tenisa i rzuca kulą, a także zajmuje się sadzeniem drzewek (będąc przebranym za misia Padingtona).
Co do drugiego filmu to zdaje się on mieć nawet jakąś szczątkową fabułę. Pokazuje on wypad w góry Klausa i Reinharda. Towarzyszy im instruktor narciarski, który uczy i ojca i syna jak jeździć na nartach. Maluch często się przewraca i widać, że ojciec chciałby mu pomóc, ale instruktor mówi mu, że Klaus ma wstać sam. Przez większość filmu obserwujemy Heydrichów na nartach (rozbawił mnie setnie upadek Reinharda, który klapnął bezradnie jak kopenhaska syrenka). Klaus bawi się także ze swoim wujem w śniegu. Chłopiec robi iglo, rzuca się śnieżkami i dwukrotnie hajluje do kamery. I to po raz kolejny jest jedyne przypomnienie, o tym, że oglądamy film o Reinhardzie Heydrichu. Ojciec obserwuje też jak młody radzi sobie na stoku. Oboje dobrze się bawią, ale widać, że pod koniec dnia Klaus jest wycieńczony.
Potem obaj odpoczywają na leżakach i bawią się łapiąc za ręce, robiąc do siebie miny i wygłupiając na różne sposoby. Widać, że nawzajem bardzo się kochają. Na koniec filmu widzimy Klausa, który wychodzi z ośrodka wypoczynkowego z maskotką misia. Wnioskuję, że to prezent od taty. Chłopczyk bawi się misiakiem i go przytula.
Zestawiając te obrazy z opisami Heydricha jakie ufundował Hoettl czy Schellenberg zastanawiamy się jak to w ogóle możliwe, że to ta sama osoba. Nawet patrząc na zdjęcia z mundurem i bez munduru... A jednak, kluchowaty, roześmiany pan jest tym samym Reinhardem Heydrichem, który jest architektem Holocaustu. Na ekranie widzimy jak „młody bóg śmierci” i „archanioł zła” drapie się po jajkach (i próbuje zrobić to maksymalnie dyskretnie) i wygląda tak, że nikt nigdy nie posądzałby go o cokolwiek złego. Jakbym miała dzieci to bez problemu zostawiłabym je pod opiekę takiemu sąsiadowi. Cisza podczas seansu, brak komentarza, wyjaśnienia rodzi wiele pytań i przemyśleń. Jak to w ogóle możliwe? I jaka wielka szkoda, że Heydrich nie ograniczał się jedynie do przesiadywania na działce, dbania o kaczki, sadzenia drzewek i bawienia się ze swoimi dzieciakami. Byłoby to z korzyścią dla nas wszystkich. I to przedziwne uczucie, że ktoś, kto sprawia tak strasznie sympatyczne wrażenie jako osoba prywatna, jako ojciec, mąż czy kolega, tak naprawdę omal nie wymordowała mi rodziny.
            Jakie jeszcze mam wnioski z pierwszego filmu, prócz tego niepokoju i uczucia bezradności, że mogło być zupełnie inaczej, są bardziej prozaiczne. Ten film jest absolutnym buldożerem na kreowany w filmach i książkach obraz nazistów pijących koniak w wielkich, mrocznych pałacach pełnych dzieł sztuki. Na ekranie widzimy zgraję ludzi, po których nie widać specjalnego bogactwa. Powiedziałabym, że wyglądają jak typowi działkowicze, mający ziemię blisko morza. Z tym, że, no właśnie: nikt tam nie pije alkoholu, ani nie pali na ekranie (być może jakieś maniany się tam odczyniały poza okiem kamery). Naziści w wolnych chwilach nie palą cygar i nie są diabolicznie seksowni. Chodzą w dresikach, albo na gołe, niezbyt atrakcyjne pudła (albo owłosione u większości, albo dziwnie blade i bezwłose u Reinharda). Na obiad nie podają im wysublimowanych dań: wszyscy jedzą ziemniaki zalane zsiadłym mlekiem i jakiś gulasz. I co jest zaskakujące najbardziej. Swastyka w ciągu 45 minut pojawia się w tym filmie raz jedyny: na maszcie przy czyjejś działce. Nie widać nigdzie popiersia, ani obrazu przedstawiającego Adolfa, nikt nie chodzi ubrany w mundur. Gdyby nie ta flaga i podkoszulek z runami SS, to człowiek nie byłby w stanie wykoncypować, że ogląda się wczasy rodziny jednego z czołowych nazistów.
            Dodatkowy wniosek to pewne moje bardzo nieudokumentowane spostrzeżenie odnośnie fizysu Heydricha. Jego ciało jest totalnie inne od reszty mężczyzn jacy przewijają się na ekranie. Wygląda to tak jakby miał jakąś łagodną wariację na temat zespołu Marfana, albo coś w ten serek. Jest przedziwnie zbudowany. Ma strasznie kobiece biodra, wystające piersi i sprawia wrażenie, jakby nie mógł nabrać masy mięśniowej (chociaż o dziwo dobrze radzi sobie w pojedynku bokserskim). Jednak nie mam wystarczającej wiedzy, żeby postawić jakąś diagnozę. To tylko moja luźna obserwacja.
             Oczywiście nie opisałam wszystkiego co do sekundy, bo pamięć jest ulotna i też zajęłoby mi to dużo więcej miejsca, ale mam nadzieję, że dałam wam chociaż szczątkowy obraz, tego co widziałam i  temat do przemyśleń.

czwartek, 6 listopada 2014

The Mirror Caught The Sun - John Martin

Okładka z: http://www.johnmartincomedy.com/4.html



        Od razu na wstępie zaznaczę, że mimo tego, iż znam osobiście autora tej pozycji, to znajomość z nim nie wpłynęła na ocenę, jaką wystawiam.
      "The mirror caught the sun” to dość krótka książeczka napisana przez Johna Martina. Wygląda ona dość niepozornie i to sprawiło, że początkowo nie byłam dobrej myśli.
Wątpliwości zostały rozwiane wraz z jej otwarciem. Zacznijmy od tego, że nie jest to książka historyczna, nie jest to też beletrystyka, nie jest to też sensacyjny paszkwil, jakich wiele już czytałam. Martin opisuje zamach na Heydricha z wielu perspektyw i płynie poprzez temat dość eseistycznie. W sumie książka ta bardzo przypomina bloga i stąd rozumiem, czemu autor miał pewne trudności z wydaniem jej i zdecydował się na self-publishing. „ The mirror...” wymyka się wszystkim szufladkom. Martin wplata w swój potok fragmenty wywiadów z różnymi osobami. Mnie najbardziej zainteresował ten z Heiderem Heydrichem. Jak zwykle zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie i dla mnie stanowi creme de la creme tej pozycji. Martin przywołuje parę anegdot jakie opowiadał mu syn Heydricha, między innymi, to, że jako dzieci Klaus i Heider myśleli, że cygara na biurku ojca (którego nazywali po prostu „Papa”) to jakieś słodycze. Próbowali je zjeść i się pochorowali. Heider wspominał także, że autorzy mają tendencję ignorować fakt, że jego ojciec grał równie dobrze na pianinie, co na skrzypcach. Z innych ciekawostek, tym razem poza książkowych, to autor i Heider są przyjaciółmi.
    „The mirror...” skupia się także na osobach zamachowców i poniekąd udaje się Martinowi pokazać Gabcika i Kubisa jako prawdziwych ludzi, nie jako posągowe figury i czeskich bohaterów bez skazy, ani nie jako dwóch bezimiennych nieudaczników, jak często ma to miejsce w zachodnich pozycjach. Uzyskanie tego wyważonego obrazu w znacznym stopniu umożliwiła znajoma Kubisa, Edna Ellison, którą Martin oprowadzał po Pradze.
     Martin poświęcił wiele stron swojej książki na opis miejsc, dzięki czemu pozycja nabiera wielkiej plastyczności. Przeszłość notorycznie splata się w niej z teraźniejszością, ale nie w sposób w jaki zrobił to Binet, w swojej fatalnej książce. Martin potrafił wyważyć wszystkie elementy i stworzyć dziełko, które bawi i uczy, bardziej niż wiele pozornie "poważniejszych" pozycji. Overall bardzo polecam. Mój jedyny zarzut polega na tym, że mogłaby być dłuższa i zdecydowanie by na tym zyskała.
    Zamówić można ją ze strony autora: http://www.heydrich1942.com/

Ocena: 

poniedziałek, 20 października 2014

Kriminalistik - artykuł Heydricha o policji w Austrii

Heydrich podczas Anschlussu, po prawej
          Była ostatnio mowa o antypolskiej książce kryminalistycznej, do której Heydrich popełnił wstęp. W podobnej, nieznośnej manierze, przesiąkniętej propagandą i zrzucaniem własnych przewinień, na to, czego dokonała strona przeciwna, szef SD napisał w 1938 roku artykuł do swojej gazety, Kriminalistik. Ten przydługawy tekst niesie w istocie, jak to bywa w twórczości Heydricha, ogrom ogółów i lania wody, zaś mało rzeczywistej treści. Jak zazwyczaj mamy tu do czynienia z mało przekonującym wychwalaniem systemu (którego wspaniałości w istocie nigdy Heydrich nie opisuje) i atakiem na wroga, który w poniższym tekście ma postać dawnej władzy. Zdawać by się mogło, że Heydrich miał wyrobiony patent na pisanie: opisywać niesprecyzowany ład, przy deprecjonowaniu tego, co było nim naziści dorwali się do władzy. Odnoszę przedziwne wrażenie, że większość tej grafomanii była pisana trochę z obowiązku, tak jak często ma to się przy szkolnych akademiach. Trzeba coś napisać, więc się pisze. Być może się mylę i niewykluczone, że Heydrich robił to całym swoim sercem, ale monotonia i natarczywe powielanie treści, by tekst wydawał się dłuższy, zdają się temu przeczyć, szczególnie jeśli zestawimy to z przemowami Goebbelsa, czy artykułami Himmlera. W tych dwóch gagatkach zdecydowanie widać przesadną fascynację tematem. U Heydricha wieje nudą. A jakie zdanie wy macie na ten temat?

Tekst przetłumaczyła Paulina Kozioł, której niezwykle dziękuję za pomoc:

"W dzisiejszych dniach Führer zrealizował odwieczne marzenie wszystkich uczciwych niemieckich ludzi, Austria, stara niemiecka Ostmark, przezwyciężyła cały opór i powróciła do  Rzeszy. Podczas 10 kwietnia 1938 oczy świata wezmą ten dokument jako historyczną aprobatę akcji i przywództwa Adolfa Hitlera, praca wrze we wszystkich obszarach Niemieckiego życia, cicho acz gorączkowo by przygotować struktury i rozpocząć nowy etap. Pozbywamy się gruzów dóbr, które zostały zniszczone przez stary system, a fundamenty nowego życia we wszystkich jego obszarach, takich jak: edukacja, ekonomia, sztuka, administracja, itp. są wylewane w hojnym, narodowo-socjalistycznym planie.

   Szef niemieckiej policji, Reichsführer, wpierw przybył do Wiednia aby od początku zapewnić o woli Führera na temat wewnętrznego Bezpieczeństwa nowej części Rzeszy i porządku przez niego wymaganego.

    Z rozporządzeniem Komisji z dnia 18 marca 1938  Minister Spraw Wewnętrznych Rzeszy i Prus, Reichsführer SS i Szef Niemieckiej Policji przekazał władzę wykonawczą dla bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju Austrii. Rozkazem Reichsführera SS.  Szef Policji Porządkowej i Szef Policji Bezpieczeństwa rozpoczęli teraz reorganizację w swoich dziedzinach pracy. Odnosi się to teraz do Austrii, zwłaszcza w dziedzinie odpowiedzialności policji, jako że wolą Führera jest  nieubłagane kontrolowanie wszystkich politycznych, intelektualnych i kryminalnych wrogów Narodu Niemieckiego, serdecznie  roztaczając ochronę nad wszystkimi uczciwymi Niemcami. Najwyższym prawem, najwyższym sędzia wszystkich naruszeń osobistej wolności, własności i jeśli to konieczne życia lub śmierci jest  w Austrii również sam Führer. W tym świetle Niemiecka Policja Bezpieczeństwa (Gestapo i Policja Kryminalna) i Służby Bezpieczeństwa (SD) z SS przejmują łączenia, organizację i edukację organów poprzedniej Austriackiej policji, jak również korespondencje. Stara Austriacka policja zamordowała wielu oddanych, uczciwych Niemców gdy ci sprzeciwili się jej brutalnemu i nielegalnemu przywództwu. Zawdzięczamy to wyłącznie tym honorowym narodowym-socjalistom, którzy oddali swoje życia za wolność sprawy Niemieckiej, co nie pozostało nie zauważone. A więc, duch i działanie tych mężczyzn jest fundamentem dla rozwoju nowych części niemieckiej Policji Rzeszy. Spoiwem dla wprowadzania Austriackiej policji powinno być przekonanie, że wszyscy jesteśmy Niemcami, że nigdy nie było ludzi Pruskich czy Austriackich i że Prusackie psychiczne nastawienie rozumie, że dzisiaj jest przekonaniem i wewnętrznym przewodnikiem dla wszystkich akcji Narodowego Socjalizmu Adolfa Hitlera.

    Organizacyjne, Austriacka Policja Bezpieczeństwa, zarówno jak i polityczna Policja i Policja Kryminalna, miała swój szczyt w Dyrekcji Generalnej Publicznego Bezpieczeństwa w Kancelarii Federalnej. W Kancelarii Federalnej w każdym Rządzie Federalnym, tak jak i w mieście Wiedeń, zostali zatrudnieni Dyrektorowie Bezpieczeństwa. Służba Wykonawcza Policji Bezpieczeństwa w największych miastach realizowana będzie w komendzie głównej Policji Federalnej lub komisariatach Policji Bezpieczeństwa. Ponadto, służba ta, władze lokalnej policji i Żandarmeria są podobne jak w Rzeszy. Ponieważ z doświadczenia wiadomo, że wróg nigdy nie zatrzymuję się w sferach politycznych i kryminalnych, ale w zależności od sytuacji zewnętrznej zmienia swoją formę, tak więc przeniesienie Austriackiej Policji z szybkością błyskawicy do Policji Rzeszy było warunkiem koniecznym do ich funkcjonowania.Reichsführer SS i Szef Niemieckiej Policji z związku z tym umieścił natychmiastowo Polityczną Policję i Policję Kryminalną krainy Austrii w Niemieckiej Policji Bezpieczeństwa. Dwa podstawowe dekrety (datowane na 18 marca 1938 i 25 marca 1938) regulowały konstrukcję, zadania i aktywności Policji Bezpieczeństwa w Austrii. Odpowiedzialny za prawidłową, efektywną i sukcesywną pracę obu gałęzi Policji Stanowej jest tymczasowy Inspektor, którego Reichsführer SS określił jednocześnie jako łącznik z innymi policyjnymi i administracyjnymi władzami, jak i również z oficerami policji i Sekretarzem Stanu Bezpieczeństwa w Wiedniu. Istotną cechą organizacji Policji Bezpieczeństwa jest fakt że odniosła sukces w całej Austriackiej Policji Bezpieczeństwa, tak więc Policja Stanowa i Policja Kryminalna, rozważając aspekty Stanowej Policji i Departamentu Śledczego konsekwentnie rozróżniała je w ich kręgach. Miasto Wiedeń jest siedzibą zarówno Centrum Kontroli Policji Stanu jak i Policji Kryminalnej, które w ten sposób stają się odpowiedzialne za całą Stanową Policję i śledztwa w ramach istniejących dekretów Niemieckiej Rzeszy dla całej Ostmark.

 Pod władzą Centrum Kontroli Policji Stanu, które w tym samym czasie jest Komisariat Policji Stanowej dla Wiednia i Dolnej Austrii, znajduje się 6 agencji Policji Stanowej mianowicie: Komisariat Policji Stanowej Linz dla Austrii Wyższej, Komisariat Policji Stanowej Salzburg dla Salzburga,  Komisariat Policji Stanowej Inssbruck dla Tyrolu i Vorarlberg,  Komisariat Policji Stanowej O r a z  dla Styrii, Komisariat Policji Stanowej Klagenfurt dla Karyntii, Komisariat Policji Stanowej Eisenstadt dla Burgenlandu. W tej samej manierze i w tych samych lokacjach pozycji i delimitacji, jest dostępnych sześć pozycji w Kryminalnej Policji w Centrum Kontroli Policji Kryminalnej w Wiedniu.

   Odkąd my, jak wszędzie, udowodniliśmy że nie niszczymy dóbr, lecz raczej możemy organizacyjnie dopasować się do nowych ram pracy, określanie odpowiedzialności nowej Policji Kryminalnej w Wiedniu, centralne działania związane z kryminalnymi archiwaliami kraju Austrii, deportacja i eliminacja, więzienia i transport, oraz przetwarzania wszystkich ekonomicznych spraw pozostaje w rękach Policji Kryminalnej. Dla ułatwienia to Komenda Główna Policji Kryminalnej w Wiedniu, jeśli nie ma innych zastrzeżeń, zajmować się będzie sprawami wszystkich zatrudnionych Austriackich urzędników i pracowników służb detektywistycznych.

   Administrator policji na stanowisku w Policji Kryminalnej jest Szefem Organów Policji Kryminalnej, które są połączone z innymi władzami policyjnymi tylko ekonomicznie. Szef Policji Kryminalnej w sprawach karnych dotyczących najwyższych rangą urzędników jest przedstawicielem we wszystkich sprawach karnych i kadrowych.

  Stanowy Oddział Policji Kryminalnej, który nie jest kryminalną policją lub kryminalnym  departamentem wywiadu, raportuje prosto do zarządcy policji, jako takiego.Wewnętrzna struktura Austriackiej Policji Bezpieczeństwa jest teraz taka sama jak w Rzeszy. Gestapo i Biuro Kryminalnej Policji Rzeszy są odpowiedzialne za szczegółowe wyrównania w ich uprawomocnieniu  i za podjęcie wszystkich środków by zagwarantować realizację wniosków Reichsführera  na temat obowiązków policji bezpieczeństwa w krainie Austrii.

   Ta gwałtowna reorganizacja podążała powoli za ludzką i ideologiczną edukacją tej części Austriackiej policji, która nie była jeszcze członkiem partii, lecz jak szanowany człowiek i dobry patriota miała szczerą chęć służenie Führerowi i Wielkim Niemcom w orientacji narodowo-socjalistycznej. Oznacza to pewne zmiany, gdyż dobrobyt ogółu jest teraz na wyższej pozycji niż interesy jednostki. Przedstawiciele wszystkich stanów nie są dłużej jednostkami, z którymi policja bawi się w kotka i myszkę, raczej policja jest teraz opiekunem wewnętrznej wspólnoty i zapobiegawczo stłumią wszystkie próby ataku.
   
    Niemieckie Służby Bezpieczeństwa podjęły się nowego zadania poprzez inercję Austriackiej Policji. Poprzedni Sekretarz Stanu dla Spraw Bezpieczeństwa i Szef Policji w Wiedniu był również Prezesem Interpolu (Międzynarodowej Organizacji Kryminalnej Policji).

    Policja Bezpieczeństwa była powiernikiem dla kierownictwa Interpolu do czasu aż członkowie Interpolu nie podjęli ostatecznej decyzji. W ten sposób Niemiecka Policja Bezpieczeństwa poświadcza, że jest to, zgodnie z rozkazami Führera i jej bezpośredniego przełożonego SS, animowana z wglądu, tak, że wielkim kryminalistom świata może sprzeciwić się tylko koleżeńska współpraca wszystkich policji jako równoważnych czynników i współpracowników.
  
  Wobec przyszłości zatrudnionych w Austriackiej Policji zachowane są takie same reguły jak w Rzeszy - wieczne rozpatrzenie negatywów, cicha praca, bez szansy na nadzieję na publiczne docenienie lub ogłoszenie ich wyczynów, znalazło teraz balans  i jest cicho doceniane w myśleniu, że są szczęśliwi na tyle by być gwarancją wewnętrznego bezpieczeństwa w Narodowo-Socjalistycznej Rzeszy Adolfa Hitlera."


Źródło zdjęcia: wikipedia.org

niedziela, 19 października 2014

Heydrich a Wewelsburg



Heydrich w Wewelsburgu, drugi od prawej
Zamek Himmlera od lat pobudza wyobraźnię wszelakich badaczy, od historyków, przez dziennikarzy, aż do okultystów. Mówi się o jakiś tajemniczych eksperymentach, narzędziach tortur, sprowadzaniu Szatana i innych bzdurach podobnego pokroju.
            W istocie Wewelsburg był utopijnym marzeniem Himmlera, który rzadko kiedy miał kontakt z rzeczywistością i nie hasały tam żadne mutanty, wilkołaki ani nordyckie demony. Ot, Himmler przeprowadzał tam swoje quasi-nordyckie rytuały i gromadził germańskie dzieła sztuki. Planował wybudować tam większy kompleks dla SS (przy wznoszeniu którego pracowali więźniowie obozów koncentracyjnych). Plany te przerwała kończąca się wojna i decyzja o wysadzeniu kompleksu.
            Przejdźmy jednak do Heydricha. Opowiemy tu sobie o pierścieniu jaki otrzymał od Himmlera i jaki ma to związek z Wewelsburgiem. Był to Totenkopfring przyznawany zasłużonym esesmanom przez Himmlera. Zaprojektował go Karl Maria Wiligut, który doskonale rozumiał się ideologicznie z przywódcą SS. Produkcją pierścieni zajęła się firma Parteitreu prowadzona przez wdowę po Ottonie Gahrze (który znany był z wspierania NSDAP i wykonywał zwieńczeń do sztandarów).
            Pierścień był wręczany w pudełku, do którego dołączony był dyplom podpisany przez Reichsfuhrera, gdzie wyjaśniano za co Totenkopfring był przyznany.
            Heydrich otrzymał swój egzemplarz 24 grudnia 1933 (fajny prezent na gwiazdkę). Był jednym z pierwszych esesmanów uhonorowanych w ten sposób, bowiem oficjalne rozporządzenie i regulamin odnośnie przyznawania pierścieni Himmler wydał 10 kwietnia 1934 roku.
            W wypadku śmierci esesmana pierścień miał zostać zwrócony przez rodzinę. Następnie miał być złożony w Wewelsburgu. Co się stało z pierścieniem Heydricha po jego śmierci? Nie wiadomo czy trafił do zamku Himmlera i zaginął po wojnie, czy też jest w posiadaniu jakiegoś kolekcjonera, czy też może nadal ma go rodzina Reinharda. 
             Heydrich był także jednym z rycerzy Wewelsburga, który to tytuł przyznawany był Obergruppenfuhrerom. 
             Po śmierci Heydrich stał się pewnego rodzaju „bohaterem” czy „męczennikiem” Czarnej Gwardii, Himmler zdecydował się mu poświęcić salę w swoim Kamelocie, gdzie mieściły się pamiątki po nim. Najprawdopodobniej zostały zniszczone wraz z wysadzeniem Wewelsburga, a być może przygarnęli je Amerykanie, bądź Niemcy.
            Za życia Heydrich parokrotnie odwiedzał ro miejsce. Jedne odwiedziny relacjonowała w liście Lina Heydrich, która była w zamku Himmlera tylko raz towarzysząc mężowi. Zwiedzali wówczas wnętrza i Reichsfuhrer opowiadał o swoich teoriach na temat germańskości i sztuki. Lina rzecz jasna skupiła się na tym jak w środku było ładnie i bogato. Odwiedził to miejsce również w maju 1935 roku, wraz z małżeństwem Himmlerów, o czym świadczy parę zachowanych fotografii.
            Heydrich był w Wewelsburgu na chrzcie (czy raczej jego neopogańskim odpowiedniku) syna Karla Wolffa, który przypadł na 4 stycznia 1937.
            Zdjęcia z listopada 1939 roku ukazują Heydricha, Muellera, Himmlera, Hubera i Nebe siedzących i rozmawiających o czymś w jednej z zamkowych sal (istnieje też wersja, że było to biuro Himmlera). Nad ich głowami znajduje się olejny pejzaż Wewelsburga.
Heydrich na konferencji, pierwszy z lewej

            Inną udokumentowaną wizytą Heydricha w tym miejscu jest są konferencje w Wewelsburgu (spotkania dowództwa SS odbywały się tam cyklicznie na wiosnę, więc Heydrich zapewne się tam pojawiał), jedna z nich przypadła na 12-15 czerwca 1941 roku, przed atakiem na Związek Sowiecki. Himmler zgromadził wówczas dowództwo SS w swoim zamku na konferencję na temat udziału SS w planowanej inwazji. Bach-Zelewski po wojnie na procesie zeznawał, że podczas zebrania Himmler zaznaczył, że głównym celem ataku na Rosję jest wyeliminowanie 30 milionów Słowian. Krótko mówiąc debatowano tam o ostatecznym rozwiązaniu kwestii słowiańskiej. Niestety nie zachowały się dokumenty z tego spotkania, stąd sprawa nie jest tak nagłośniona jak Wannsee.


Źródła:
Ulric of England, Allgemeine SS 1925-45
S. Cook, S. Russell, Heinrich Himmler's Camelot: The Wewelsburg Ideological Center of the SS, 1934-1945
www.wewelsburg.de

Zdjęcia:
 J. E. Schulte, Himmlers Wewelsburg und der Rassenkrieg. Eine historische Ortsbestimmung
www.bundesarchiv.de

środa, 8 października 2014

Bernd Wehner - Polskie Zbrodnie - antypolski paszkwil ze wstępem napisanym przez Heydricha


podpis Heydricha pod przedmową w "Polskich Zbrodniach"
             Niedawno miałam tu okazję pisać o miesięczniku wydawanym przez Heydricha o tytule „Kriminalistik”. Podczas odwiedzin we Wrocławiu w ręce trafiło mi podobnego rodzaju publikacja z 1942 roku o tytule „Die polnischen Greueltaten” – czyli „Polskie Zbrodnie” (miała więcej części, ja miałam okazję przyjrzeć się jedynie pierwszej) popełniona przez Bernda Wehnera, a właściwie jej pierwsza część. Zainteresowała mnie bowiem wstęp do niej napisał Reinhard Heydrich. Nim jednak przytoczę go tu wam opiszę pokrótce czym są „Polskie Zbrodnie”.

Najpierw słówko o autorze, mimo tego, o czym pisał i że był gorliwym nazistą to pomyślnie przeszedł proces denazyfikacji po wojnie i pisał artykuły do "Der Spiegel" (sic!). Zmarł w 1995 w Dusseldorfie, gdzie po wojnie pełnił funkcję szefa departamentu policji kryminalnej. Zanim to się jednak stało w 1931 roku wstąpił do SS i w późniejszych latach pracował jako podkomendny Arthura Nebe, brał też udział w śledztwie związanym ze śmiercią Heydricha. Miał także epizod pracy w Buchenwaldzie.
               "Polskie zbrodnie" to pozycja typowo propagandowa, która pod płaszczykiem kryminologii pokazuje Polaków jako żądne mordu bestie i jasno daje czytelnikowi do zrozumienia, że trzeba się ich pozbyć i zadanie to spoczywa rzecz jasna na niemieckich barkach. Wehner przedstawia szereg przykładów rzekomych aktów okrucieństwa, jakich dokonali Polacy na Niemcach przed i na początku wojny. Oczywiście, co jest typowe dla kryminologicznych pozycji sygnowanych przez Heydricha, okraszona jest zdjęciami, bardzo brutalnymi, przedstawiającymi ofiary „polskich morderców” (jak i fotografiami samych morderców. Widzimy tam na przykład zdjęcie 19-letniej polskiej morderczyni, która ma zaskakująco germańską urodę i wygląda jak siostra-bliźniaczka Irmy Grese), co jeszcze dodatkowo wzmacnia antypolski przekaz pozycji. Rzecz jasna nie ma w niej miejsca na opisy tego, co robiło z Polakami Einsatzgruppen. Skierowana jest do policjantów i esesmanów, przez co sądzę, że jest to poniekąd próba zagłuszenia resztek sumienia i próba usprawiedliwienia okrucieństwa jakich dokonywali Niemcy na Polakach w okresie okupacji. Bądź, co bardziej prawdopodobne: próba tuszowania tychże i zwalanie winy za własne występki na przeciwnika, co jest typowo propagandowym zagraniem.
Przejdźmy jednak do tego, co sam Heydrich napisał o paszkwilu Wehnera (z góry przepraszam was, za to, że może być niezbyt dokładne, ale Heydrich pisze nieznośną manierą):

Przedmowa
Ta praca przedstawia rezultaty policyjnych śledztw zbrodni dokonanych na początku wojny przez Polaków. Niemiecki lud i opinia publiczna wielokrotnie byli informowani o powtarzających się aktach okrucieństwa, jakich dopuszczali się Polacy na etnicznych Niemcach (volksdojczach). W tej dokumentacji, niemiecki kryminolog przedstawia bogactwo przykładów, które zostały okupione trudem i poświęceniem. Ta pozycja pomoże zbudować pomnik z ofiary krwi dla Niemieckiego ludu, która została przelana na wschodzie. Ale Polaków usadowi za te występki na cokole przestępczości i wstydu.

Heydrich
SS-Obergruppenfuehrer i Generał Policji

Źródła:
B. Wehner, Die polnischen Greueltaten
H. Hoehne, Zakon Trupiej główki
i niemiecka wersja wikipedii na temat Wehnera

środa, 17 września 2014

Dom uciech na podsłuchu Heydricha - artykuł w Ale historia.


Czo ja czytam? - źródło: Heydrich konecne reseni, ostatni odcinek
     Mogło być dobrze. Mogło być wspaniale. Mogło. Jeden z czytelników podesłał mi tekst, który ukazał się na początku tego tygodnia. Chodzi mi "Dom uciech na podsłuchu Heydricha" (swoją drogą dziwna składnia), z Ale historii!
      Salon Kitty fascynuje. Historia burdelu na podsłuchu jest iście filmowa (i doczekała się ona ekranizacji w połowie lat 70, którą popełnił Tinto Brass, ten sam od "Kaliguli") i pobudza wyobraźnię. Niestety dokumentów na temat tego przybytku rozkoszy jest niewiele. Najbardziej słynną relację podaje nam Schellenberg, który, jak nam wiadomo jest mało wiarygodnym źródłem informacji (pisze on o tym, że był to pomysł Heydricha, jednak inwestycja okazała się klapą, bo goście wcale nie byli chętni do wyjawiania prostytutkom swoich sekretów, sam Heydrich miał tam bywać na "prywatnych inspekcjach" podczas których wyłączano nagrywanie, podobno raz tego nie zrobiono i była z tego tytułu straszna draka no i tyle, w wersji Schellenberga, miała być to celowa zagrywka Heydricha i w istocie aparatura była wyłączona, a szef SD chciał koniecznie mieć jakiegoś haka na Waltera). Poza tym pojawia się w pojedynczych zeznaniach oficerów SD. Za wiele zatem nie wiadomo.
       Autorka artykułu o Salonie Kitty z dokumentów archiwalnych nie korzystała, na końcu przyznaje:
         "Korzystałam m.in. z: Terry Crowdy, "Historia szpiegostwa i agentury", Bogusław Wołoszański, "Wojna, miłość, zdrada" - Powiedzmy sobie szczerze, że jak na bibliografię do magazynu aspirującego do miana historycznego jest słabo. Równie dobrze można by tu wpisać "Harry'ego Pottera". I na Wołoszańskim moglibyśmy tutaj zakończyć, bo jak wiadomo jego pozycje ledwie ocierają się o historię i ich bazą jest fikcja i domysły. O Heydrichu on nawymyślał naprawdę wiele głupot, między innymi, że był homoseksualistą, a jednocześnie, że zrobił dziecko dziewczynie, której obiecał ślub. I inne bajki, które nie mają żadnego potwierdzenia. Swoje informacje o Salonie Kitty brał z książki Petera Nordena, która była pozycją beletrystyczną! Tak więc bajki, bajki, bajki.
Dodam jeszcze, że jakoś szczęśliwym trafem i pozycja Crowdy i Wołoszańskiego pojawia się w polskiej wersji artykułu z wikipedii na temat Salonu Kitty. Przypadeg? Nie SONDZEM. W treści "Dom uciech..." również jest dziwacznie podobny do notki z popularnej encyklopedii online. Krótko mówiąc: makabra. Ktoś wziął kasę za totalną fuszerkę opartą na domysłach wyciągniętych z prozy typu pulp i w dodatku oparte to jest o hasło z wikipedii.
Wypunktuje tu tylko parę faux pas: Zacznijmy od tego, że przeglądając galerię natrafiamy na zdjęcie Heydricha podpisane: ReinCHard Heydrich - o moja boziu!
dowody zbrodni, źródło: gazeta.pl
       Idziemy dalej. A dalej jest weselej.
      "To z rozkazu Heydricha w lipcu 1939 r. powstały Einsatzgruppen" - słonka moje, Einsatzgruppen istniało już od Anschlussu, w 1939 zwiększono ich liczebność.
" mordowały masowo Żydów i innych ludzi skazanych przez hitlerowców na śmierć" - mordowali oni przede wszystkim polską inteligencję, ale kto teraz pamięta o tym, że Polacy też byli ofiarami Niemców.
    "I to on 20 stycznia 1942 r. zorganizował sławetną konferencję w pałacyku przy Grosser Wannsee w Berlinie, podczas której zapadła decyzja, jak w praktyce przeprowadzona zostanie zagłada Żydów." - jak wiemy w praktyce to ta zagłada trwała w najlepsze, a konferencja była jedynie potwierdzeniem pieczy jaką sprawował nad nią Heydrich.
"Heydrich pochodził z zamożnej rodziny muzyków, ale wybrał inną drogę niż ojciec, kompozytor i profesor konserwatorium w Halle. Po szkole kadetów zaciągnął się do marynarki wojennej" - 1. Bruno nie był profesorem! 2. Ktoś zrobił błąd przy przepisywaniu: Heydrich ukończył gimnazjum i zaciągnął się do marynarki, co wiązało się z uczęszczaniem do szkoły kadetów.
". Dla tej niezbyt ładnej, ale przedsiębiorczej dziewczyny porzucił inną, która była z nim w ciąży, za co wyrokiem sądu honorowego został usunięty z marynarki." - to niezbyt ładnej tyczy się Liny. :D Tu się akurat kłócić nie będę, ale porzucona dziewczyna nie była w ciąży, to jedynie plotka!
"Niemniej to właśnie Lina doprowadziła do jego spotkania z Himmlerem, który ujrzał w Heydrichu człowieka o ogromnym potencjale." - przyczynili się do tego głównie von Ebersteinowie, czyli chrzestna Heydricha i jej syn, chociaż Lina też maczała w tym paluchy.
A co do reszty to jest średnio weryfikowalna i opiera się głównie na fikcji. Podsumowując: nie polecam.

niedziela, 14 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 4 – Pomniejsze ośrodki



Heydrich w Kitzbuehel
     Oprócz niesławnej willi w Wannsee fundacja planowała poszerzyć swoje wpływy pod Berlinem i zamierzano nabyć dom przy Zum Heckeshorn 16/8 (również w Wannsee, przecznicę dalej od am Grosse Wannsee). O tych planach burmistrz Berlina został poinformowany 17 czerwca 1941 roku. Fundacja na ten cel poświęciła dotacje od RSHA (a jakżeby inaczej). Zum Heckeshorn 16/8 miało służyć jako poszerzenie oferty już działającego domu wypoczynkowego. W istocie chodziło o to, by po tym jak Heydrich zacznie używać pierwszej willi w celach prywatnych, pod Zum Heckeshorn przenieść działalność ośrodka.
Dom sprzedano za bezcen, podobnie jak w poprzednich przypadkach wykorzystując zadłużenie właścicieli. Do finalizacji transakcji doszło jednak w sierpniu 1942, po śmierci Heydricha. Okazało się, że wobec zaistniałej sytuacji Fundacja nie potrzebuje dwóch domów wypoczynkowych i inwestycja okazała się klapą.
            Prócz dwóch większych obiektów na Fehmarn i w Wannsee fundacja zajęła się także budową zimowych domów wypoczynkowych, które o dziwo nie służyły jedynie prywatnym interesom Heydricha. Pierwszym z nich był Lenzberg, placówka narciarska przy Keilberg, oraz dom wypoczynkowy w Bad Altheide.
           We wrześniu 1941 fundacja dostała dotacje na zakup ziemi w Lenzberg (poprzednimi właścicielami byli miłośnicy natury z Usti nad Labem, dostali oni 30 000 RM). Wybudowano tam dom wypoczynkowy (czy też ośrodek narciarski) gdzie mieściło się 24 pokoi, 40 łóżek. Nocleg z wyżywieniem kosztował 3,50 RM. Od 1941 mogli tam nocować nie tylko oficerowie z RSHA, ale też policja narciarska. Rok później Schellenberg i Bergmann za 29,800 RM kupili ziemię pod Keilberg na kolejną placówkę narciarską. Transakcję sfinansowano w 1942 roku. Po śmierci Heydricha działalność fundacji nie była tak szeroko rozwinięta, jednak nadal utrzymywano ją głównie z pieniędzy zrabowanych od zamordowanych Żydów i trwało to do 1945 roku. Choć z pozoru wydawała ona się raczej niewinną działalnością, to sposób, w jaki zdobywano fundusze jest odrażający i godny potępienia, stąd warto napisać o niej parę słów, bowiem powstało zaledwie kilka artykułów na jej temat i to głównie w języku niemieckim. Mam nadzieję, że ta seria nie była dla was zbyt nudna i dowiedzieliście się czegoś nowego. 

Źródło:
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992. 

Fotografia: wikipedia.org (nie jest ona zrobiona w żadnym z ośrodków wybudowanych z funduszy fundacji, ale też związana z narciarstwem).

wtorek, 9 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 3 – Wannsee


źródło: wikipedia.org

              Jak wspominałam w drugiej części notek o Fundacji Nordhav, Heydrich zainteresował się willą mieszczącą się pod adresem am Grossen Wannsee.
              Z jego rozkazu Rudolf Bergmann wysłał do burmistrza Berlina list informujący o planach wykupienia willi od Friedricha Minouxa. Minoux od początku istnienia Republiki Weimarskiej utrzymywał kontakty ze skrajną prawicą (był jednym z członków Towarzystwa Badania Faszyzmu). W 1921 roku zakupił on od Ernsta Marliera willę w Wannsee, jednak stopniowo poprzez kryzys gospodarczy jego sytuacja finansowa stawała się coraz gorsza. Z początku miał on w planach sprzedanie willi berlińskiej spółce gazowej. Było to rozpatrywane jako wielki przekręt i Minoux trafił na 5 lat do więzienia, skąd sprzedał swoją willę Heydrichowi. Umarł z głodu w 1945 w Berlinie.
            W liście Bergmann opisał cel działania fundacji i willa w Wannsee miała ten cel realizować, choć w istocie realizowałaby je przez parę lat, po których trafiłaby w ręce Heydricha. Burmistrz odpisał w dniu 8 listopada 1940 roku, że nie może wydać odpowiedniego zezwolenia na nabycie na podstawie art. 7, ust. 1, ust. 1 ustawy pruskiej na podstawie Kodeksu Cywilnego, a cena nabycia 1.950.000 Reichsmarek wykracza poza fundusze Fundacji wynoszące 150.000 Reichsmark. Targowanie się nie wchodziło w grę i jedynie dotacje, które musiałyby przejść przez Ministerstwo Finansów (a tego Heydrich nie chciał) mogły pomóc w zakupie. Bergmann poradził sobie z tym jednak. Już 21 listopada 1940 roku przesłał prezydentowi miasta list datowany na 16 listopada 1940 roku z podpisem Sekretarza Stanu w Rzeszy i Pruskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Wilhelma Pfundtnera, z treścią ustaloną przez szefa policji bezpieczeństwa oraz główny urząd bezpieczeństwa w Berlinie. Fundacja Nordhav niniejszym upoważniona do przyjęcia darowizny szefa Policji Bezpieczeństwa została bez przeszkód przyznana. 22 listopada 1940 zatwierdzono wszystkie umowy zakupu.
            Latem 1941 roku nastąpiła renowacja willi w Wannsee. Wyremontowano kuchnię i jadalnię za około 5800 RM. Heydrich zaplanował wszystko dokładnie odnośnie cen i działania willi, o czym świadczy broszurka, jaką redagował Bergmann:  

„Hotele w Berlinie są zazwyczaj zatłoczone i drogie. Szefom zagranicznych służb i liderom SS-SD mających kłopoty z odpowiednim zakwaterowaniem w Berlinie proponujemy Dom Gościnny Am Grossen Wannsee.
Co oferuje wam dom Gościnny?
Nowowybudowany pokój konferencyjny, pokoje wspólne, takie jak: pokoje muzyczne, bilard, wielki korytarz i ogród zimowy, taras z widokiem na Wannsee, centralne ogrzewanie ciepłą wodę i inne współczesne dogodności.
W domu gościnnym jest dobra restauracja oferująca obiady i kolacje. Wino, piwo i tytoń są również dostępne.
Fakt, że dom jest zlokalizowany poza centrum miasta, nie dostarcza trudności, niedaleko jest szosa i jest blisko z dworca Wannsee. Rezerwacja miejsc na żądanie. Zadzwoń 80 57 60
Cena za cała noc ze śniadaniem 5 Reichsmarek. Zapraszamy do częstego odwiedzania o ile to możliwe, tak by dom stał się centrum „przyjacielskiego tłoku” SS liderów Policji Bezpieczeństwa i SD w Berlinie.”

         20 stycznia 1942 odbyła się konferencja, która okryła ten dom fatalną sławą. Chodzi rzecz jasna o Konferencję Wannsee, w której wielu historyków dopatruje się początku Holocaustu. W istocie Zagłada Żydów już się toczyła, w obozach w Trzeciej Rzeszy, jak i w okupowanej Polsce ginęły tysiące, a sama Konferencja była dla Heydricha jedynie sprawą prestiżową: potwierdzała jego zwierzchnictwo nad „rozwiązaniem kwestii żydowskiej” i uprawomocniała ją, określając zasady (rzecz jasna które można było dopasować w zależności do sytuacji), kto i na jakiej podstawie ma, jak to eufemistycznie i niezwykle cynicznie określono: „zostać ewakuowany”. 

Źródła: 
Lehrer, Steven, Wannsee House and the Holocaust, 2000

Johannes Tuchel: Die „Stiftung Nordhav“ und die Wannsee-Konferenz, w: Berliner Geschichte, 1990
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992.

poniedziałek, 8 września 2014

Co się dzieje z tym krajem?

        Bardzo rzadko pozwalam tu sobie na jakąkolwiek prywatę czy wpisy o współczesności, ale dzisiaj coś mnie tknęło. Wczoraj wieczorem moja znajoma udostępniła status swojego kolegi i z tego co widzę zgierskie polityka pana M. (nie będę robić mu kolejnej reklamy w dobie wyborów). Nie wiem z jakiego jest ugrupowania, ani co dokładnie robi i w sumie mnie to nie obchodzi, tak jak ogólnie poczynania polityków (bo ja się polityką w każdym odcieniu brzydzę, proszę państwa), ale jakby polityką się nie parał i stałoby mu się niżej opisane kuku to też bym poruszyła ten temat. Człowiek ma to do siebie, że jak coś dzieje mu się pod nosem to dociera do niego skala globalnego niebezpieczeństwa, nie jestem w tym przypadku wyjątkiem. Zacytuję zatem opis sytuacji:

"Wczoraj, w sobotni wieczór, grupa nacjonalistycznych bojówkarzy związanych z ONR i Młodzieżą Wszechpolską zaatakowała - pod moją nieobecność - mój rodzinny dom w Zgierzu. Banda podeszła pod dom, odpaliła race oraz zaczęła krzyczeć m.in. "Je**ć socjalistów!". Napastnicy spotkali się jednak z bardzo szybką i stanowczą reakcją sąsiadów, którzy skutecznie ich odgonili. Uciekając, bojówkarze obrzucali racami samochód moich rodziców. Na szczęście nie trafili - raca upadła koło pojazdu i została szybko ugaszona przez jednego z sąsiadów.

Dzisiaj, w niedzielę, policja otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na usiłowaniu zniszczenia mienia.

Sześć dni wcześniej rozpocząłem - poprzez rejestrację Komitetu Wyborczego Wyborców - swój udział w wyborach samorządowych. Ten tchórzliwy atak ma oczywiste podłoże polityczne - jest próbą zastraszenia przez skrajnie prawicowe bojówki mnie, mojej rodziny, przyjaciół oraz mieszkańców i mieszkanek Zgierza. Już wcześniej docierały do mnie informacje o pogróżkach ze strony lidera zgierskich narodowców, K**** (również nie będę robić reklamy), któremu nie podobała się działalność aktywistów związanych z Tkalnią i Gazetą Zgrzyt.

To, co stało się w sobotę, pokazuje jak kończy się polityka przyzwolenia dla szerzenia nienawiści w murach miejskich instytucji przez takie grupy jak "Klub im. Romana Dmowskiego", będącego przybudówką MW i ONR."


       Dżisas, co się w ogóle wyrabia w tym kraju i to w mojej pipidówce? Czy ludzi już do cna porąbało? Czy "obrońcy polskości" nie widzą, że stosują metody ludzi, którzy napadli na ich kraj i wymordowali sporą część jego populacji? A nawet jest z nimi gorzej bo jeszcze jak dochodzi co do czego to płaczą, że: media wyrywają coś z kontekstu, że policja niedobra i wszystko wina bliżej nieokreślonego "komunistycznego dżenderu". Wow, to mają być patrioci? Takie działania jak napadanie na czyjąś posesję (podczas nieobecności mieszkańców) mają być społecznie akceptowalne i fajne. Czy jakieś służby coś z tym zrobią? 

      Patrząc po lekturze "Brunatnej Księgi" wypuszczanej przez Stowarzyszenie Nigdy Więcej (http://www.nigdywiecej.org/475-20 - zachęcam do poczytania, chociaż jest to frustrująca lektura, bowiem większość spraw nie znalazła swojego happy endu), to takie przypadki zostają pozostawione same sobie. Nic się z tym nie robi, bo łatwiej jest skazać staruszkę, która na bałuckim handluje pietruszką, niż poszukiwać bandy drabów, która kogoś nęka i powołuje się wcale nie na ideologię Dmowskiego, ale na pomyje z NSDAP. 
     Pomijając już aspekt humanitarny działania tego typu band i tego, że tak łatwo ignorują ludzkie cierpienie i ciężar historii (tworząc jej lukrowane alternatywy), to sam fakt, że podążając szlakiem ludzi, którzy wierzyli, że stworzą Tysiącletnią Rzeszę, która przetrwała mierne kilkanaście lat, daje jasno do myślenia, że jest to błądzenie we mgle (czy mówiąc wprost: skrajna głupota). I zastanawia mnie jak długo można na tego typu działania pozwalać. Jak długo można bawić się w chwiejącą się Republikę Weimarską? I jak wielu ludziom stanie się jeszcze krzywda nim zrozumiemy, że jest już za późno na ratunek? 

piątek, 5 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 2 - rozwój

Heydrich robi w polu na Fehmarn

   Fundacja Nordhav w pięknej teorii miała się zajmować wykupem ziem/posiadłości i organizowania tam ośrodków wypoczynkowych dla członków Służby Bezpieczeństwa i ich rodzin.
W praktyce jej głównym zadaniem było zdobywanie kolejnych ziem i posiadłości, ale dla Heydricha. Widać to na przykładzie Katharinenhofu, gdzie pewną część majątku dostało Ahnenerbe, inną Nordhav, jeszcze kolejny kawałek uszczknęła Spółka Osadnictwa Niemieckiego, przy czym 20 hektarów przypadło Heydrichowi, który dokleił ten teren do swojego domu na Fehmarn. Dodatkowo fundacja spełniała cele prestiżowe, zaznaczając, że Heydrich zaczyna znaczyć coraz więcej w hierarchii Trzeciej Rzeszy.
       Nordhav znacznie ułatwiała mu zdobywanie funduszy, bowiem Ministerstwo Finansów, a właściwie Lutz Graf von Krisigk i Johannes Popitz często byli bardzo niechętni finansowaniu SS i Gestapo. Stąd Heydrich zakładając fundację, mógł otrzymywać „darowizny” ze swojego RSHA (które bardzo często pochodziły z majątków skonfiskowanych Żydom). Heydrich jako szef Sipo mógł dostawać pieniądze, które były do wglądu tylko przez SD (którym sam zarządzał), a tym samym zostały one usunięte spod kontroli Ministerstwa Finansów.
       30.07.1939 na Fehmarn powstała Fundacja Nordhav. Heydrich napisał statut i podkreślił jeszcze raz jej oficjalny cel. Kwestią prawną zajmował się Werner Best, który rzecz jasna po wojnie udawał, że sprawa go nie dotyczyła i że po odejściu z RSHA (które było sprowokowane przez konflikt personalny z Heydrichem) nic więcej o fundacji nie słyszał. Pomagał mu przy tym Herbert Mehlhorn (jeden z pierwszych ludzi w SD Heydricha), Kurt Pomme i Walter Schellenberg. W późniejszych latach działania Nordhav do składu dołączył Wilhelm Albert, Hans Nockemann, Rudolf Bergmann, a Pommego zastąpił Pruchtnow (pierwszy adiutant Heydricha, który zmarł na raka w czasie wojny).
Istnienie fundacji zostało zatwierdzone 3.08.1939.
        25 sierpnia Heydrich wydał rozkaz Schellenbergowi, by ten zajął się sprawami organizacyjnymi i personelem, a także ochroną zabytków w Katharinenhofie. Ówcześni właściciele posiadłości (rodzina Loesnerów) byli bardzo zadłużeni, ale jednocześnie niechętni by pozbyć się swoich ziem. Stopniowo Fundacja wykupywała ich kawałek po kawałku. Za 80.000 RM Nordhav zyskał 11 hektarów plaży, stajni, pomieszczeń gospodarczych, leśniczówkę, a także upragnione grobowce, jednak przed dokonaniem zakupu właściciele mieli oczyścić teren. 8 maja 1940 transakcja została zatwierdzona, po doliczeniu 7500RM za grobowce, zaś całkowita sprzedaż przypadła na 27 czerwca 1941 roku. 
Wybuch wojny 1 września 1939 spowodował sześciomiesięczną przerwę w działaniu fundacji.
Kolejnym miejscem, jakim zainteresowała się fundacja była willa w podberlińskim Wannsee mieszcząca się pod adresem: am Grossen Wannsee 56-8. 

Źródła: 
Johannes Tuchel: Die „Stiftung Nordhav“ und die Wannsee-Konferenz, w: Berliner Geschichte, 1990
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992.
oraz: https://web.archive.org/web/20120312015951/http://www.fehmarn-info.com/katharinenhof.htm (strony już nie ma i dlatego daję Wam wersję z archive.org, jeśli nie działa link to wchodzicie na: www.archive.org i wpisujecie w time machine: www.fehmarn-info.com/katharinenhof.htm )

Zdjęcie:
Kadr z ostatniego odcinka czeskiego serialu dokumentalnego: Heydrich, konecne reseni

środa, 3 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 1 - geneza


Heydrich w aucie przed domem na Fehmarn

       Stereotyp utrwalił w naszych oczach obraz uczciwego Niemca, który jest surowy, ale zawsze podąża za regułami i nie ma zdolności do słowiańskiego „kombinowania”. Stereotypy jak się okazuje niezbyt przylegają do rzeczywistości, na co jednym z dowodów może być to, że Niemcy ponad 70 lat temu potrafili „kombinować” i robić machloje, których nie powstydziliby się polscy przedsiębiorcy.
       Mówię tu o Fundacji Nordhav, której założycielem był Reinhard Heydrich.
        Zanim doszło do jej założenia, wypadałoby naszkicować nieco tło wydarzeń.
Przenosimy się więc do wczesnych lat 30. Małżeństwo Heydrichów jest ciągle w drodze między Monachium a Berlinem. Heydrich cierpi będąc daleko od morza, co wyraża w listach do teściów, a także mówi o tym Linie. Pani Heydrich po latach pisała: „"Jeszcze dźwięczą mi w uszach słowa męża, że powinniśmy jak najszybciej kupić dom na Fehmarn.  Mógłby tam, co malowało się w jasnych barwach dla niego, żeglować o każdej porze. Cieszył się na tę myśl, chociaż zastanawiał się, jak powinniśmy to osiągnąć bez pieniędzy. Wówczas z pomocą przyszedł nam, jak anioł Willy Sachs, zwany Bayernwilly."
        Pożyczka ze strony Sachsa umożliwiło rozpoczęcie budowy Heydrichowego gniazda w roku 1934. Okazało się jednak, że koszty przerosły założenia Liny i wzrosły do 42000 (na co oczywiście skarżyła się po latach), ale o samym domku, jego projekcie i budowie napiszę kiedy indziej.
Wiosną 1935 roku dom był wykańczany przez lokalnych artystów. Jeden z kowali wykonał dla Heydrichów zasuwę do drzwi, który miał ochraniać ich przed nieproszonymi gośćmi.
22.06.1935 odbyła się nietypowa parapetówka, na którą przybył sam Heinrich Himmler. Zorganizował on z Heydrichami spektakularne obchody przesilenia letniego. Jedną z atrakcji okołorytualnych była też wycieczka zorganizowana przez kuzyna Liny Petera Wieperta, który był lokalnym historykiem. Oprowadzał on Himmlera po wykopaliskach archeologicznych w majątku Katharinenhof. Odkryto tam neolityczne grobowce, z których najcenniejszym był Vitzdorfer Steinkiste (nie wiem jak dokładnie przetłumaczyć to na język polski, ale chodzi o angielskie, a właściwie walijskie „kistavaen”).
       Co do samego Petera Wieperta, to był to człowiek „chorągiewka”. Przed i w czasie wojny był oddanym nazistą, za to po wojnie udało mu się wyłgać i udawać „antynazistę”. Znany był z powiedzonka: „Na Fehmarn nie ma węży, kretów i Żydów”. Współpracował ze służbami Heydricha i pisał mu raporty o ruchach emigrantów w okolicach Fehmarn. Po 1945 roku twierdził, że miał nieszczęście mieć kuzynkę, która poślubiła Heydricha, i że próbował odmówić Himmlerowi, ale był zastraszany. Prawda była zgoła inna. W 1935 Himmler powołał do życia Ahnenerbe, fundację pseudohistoryczną (tą samą od szukania potomków Germanów w Tybecie), która z początku niegroźna przerodziła się w kolejną zbrodniczą organizację, biorącą czynny udział w eksperymentach na ludziach przeprowadzanych w Dachau i Natzweiler. Do tej fundacji dołączył Wiepert.
Ahnenerbe miało w planach stworzenie wielkiego fehmarńskiego muzeum. Na przeszkodzie stały pieniądze. Inwestycję miało wspierać SD, ale również nie dysponowało odpowiednią ilością środków finansowych.
         30.04.1937 Wolfram Sievers, kierownik Ahnenerbe i Wilhelm Albert z SD spotkali się w celu debatowania nad tymi planami. To oczywiście nie doprowadziło do porozumienia, ponieważ w dniu 16 lipca 1937 roku, Sievers musiał się zwrócić do pomocy gospodarczej i interweniował przez Himmlera o wsparcie finansowe dla badań Wieperta: „Proszę, aby doprowadzić do akceptacji tej decyzji, ponieważ Reichsführer SS pragnie osadzenia Petera Wippera (sic!) w Towarzystwie Badawczym nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, o czym odbyliśmy wieczorem rozmowę podczas obchodów w Quedlinburg.”
      Oczywiście taka decyzja zapadła, ponieważ 3.9.1937 napisał Sievers do Alberta: załączniku na moim liście z 10.5 mogę powiedzieć, że Reichsführer SS, potwierdził, że przez wprowadzenie Petera Wippera (sic) do Ahnenerbe powstały koszta wynoszące 6000 Reichsmarek rocznie. Są pobierane w połowie od Ahnenerbe. Ze względu na pozostałą kwotę 3000 Reichsmarek, Reichsführer SS poprosił mnie, aby porozmawiać z Heydrichem i poprosić go w imieniu Himmlera (wydać mu rozkaz), aby zapewnić je przez Biuro Bezpieczeństwa. Ponieważ sprawa jest obsługiwana przez Ciebie, dzielę się z Tobą tym w pierwszej kolejności z prośbą o opinię, czy powinienem zastosować się z do życzenia Himmlera i iść z tym bezpośrednio do Heydricha, czy Ty chcesz w tym pośredniczyć?”
        Himmlerowi bardzo zależało żeby SD dokładało się do jego idee fix, być może było to spowodowane świadomością, że Heydrichowi prywatnie zależało na ziemiach Katharinehofu.
       7 lipca 1939 roku Himmler przybył na Fehmarn i odbył, jedno, bądź kilka spotkań, w których uczestniczyli: Małżeństwo Heydrichów, Albert, Sievers i Wiepert. Himmler chciał by fehmarńskie muzeum było pod skrzydłami jego i Ahnenerbe, ale z prowizją na 2000 RM (podejrzewam, że miesięcznie), które miało płacić SD. Ahnenerbe i SD miało zatem wspomagać pracę Wieperta wspólnie.
        Rozmawiano również o zakupieniu dóbr z Katharinenhofu (między innymi o tych grobowcach). Ówcześni właściciele byli straszliwie zadłużeni. Planowano zatem by przejąć ich majątek i przekazać  Ahnenerbe, a 20 hektarów oddać w prywatne ręce Heydricha, które podłączyłby w roli włości do swojej posesji.
I tak narodziła się idea założenia fundacji Nordhav. 

Źródła:
Przede wszystkim: Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav“. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn in: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992
M. Dederichs, Heydrich, twarz zła

Zdjęcie:
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem