środa, 19 marca 2014

Nagrobek Eugena oraz Marii Krantzów - analiza

Nagrobek z daleka.

Zaległa od już styczniowej wizyty w Dreźnie notka powstała we współpracy z uniżoną sługą Katarzyną Rutowską, która ekspertem od nagrobków nie jest, ale się stara, wszelkie zastrzeżenia co do treści kierować do niej.Doczesne szczątki dziadków Reinharda Heydricha od strony matki, Elżbiety Heydrich, z domu Krantz, spoczywają do dziś na założonym w pierwszej połowie XIXw. drezdeńskim Cmentarzu Świętej Trójcy (Trinitatisfriedhof), położonym w sąsiedztwie Kościoła Świętej Trójcy, który to kościół stał się współcześnie jednym z najciekawszych zabytków Drezna. Późno-dziewiętnastowieczny obiekt sakralny o silnie eklektycznym charakterze został prawie doszczętnie zniszczony podczas bombardowania miasta w 1945 r., po wojnie podejmowano próby jego renowacji, zostały one jednak wstrzymane w późnych latach 60. i na chwilę obecną świątynia posiada wspaniale zachowaną bryłę, będąc jednak pozbawioną praktycznie całego wnętrza i dachu.Nagrobek Eugena oraz Marie Krantzów położony jest we wschodniej części cmentarza. Nagrobek prawdopodobnie granitowy, w kolorze ciemnobordowym z widocznymi, ciemnobrązowymi przetarciami; z okrągłą blaszaną kwaterą, na której częściowo zaszła korozja. Nie nosi żadnych oznak przynależności pochowanego do jakiegokolwiek wyznania, choć sąsiadujące groby są w większości (na co wskazuje użycie charakterystycznych symboli, takich jak krzyże),  grobami chrześcijan, w dużej mierze katolików (ewangelickie nagrobki zazwyczaj są dużo prostsze w formie i zdobieniach). Nie pozostawiono żadnej sygnatury, sugerującej konkretny zakład kamieniarski, z którego pochodzi, nie posiada żadnych cech stylistycznych wyjątkowo charakterystycznych dla danego zakładu, na chwilę obecną brak wystarczających informacji w źródłach historycznych, które mogłyby potwierdzić lub obalić ewentualną tezę, iż został on zamówiony w jakimś konkretnym zakładzie. Głowica wysoka, o ostro ściętych, dosyć innowacyjnych jak na tamten okres historyczny brzegach, przypominają brzegi ostrego kamienia, nosi wyraźne cechy stylistyczne dominujące w epoce, w jakiej powstała, tworząc dość spójną całość wraz z sąsiadującymi, współczesnymi jej nagrobkami. Elegancka, prosta czcionka została wyżłobiona w płycie, po czym podmalowana złotą farbą. Stan zarówno farby, jak i płyty, jest w miarę dobry, chociaż nie ma podstaw do tego, by twierdzić, iż nagrobek przechodził jakąkolwiek gruntowną konserwację. Nie ma również przesłanek co do tego, aby twierdzić, iż nagrobek został wykonany wcześniej, niż okres czasu, w którym zmarł pochowany w nim Eugen Krantz. Brak cokołu oraz płyty nagrobnej. Rama w podobnym odcieniu granitu, wewnątrz niej zasadzone krzewy.Należy sądzić, iż wizerunek wytłoczony na blaszanej kwaterze jest portretem pochowanego Eugena Kranza w ujęciu popiersiowym, z półprofilu. Jest on ukazany jako dojrzały wiekiem człowiek, z bujnym zarostem, noszący okulary, ubrany w garnitur z krawatem, stylistycznie pasujący do epoki, w której został stworzony cały objekt oraz równie dobrze wpasującą się w epokę dosyć krótką fryzurę. Biorąc pod uwagę panującą w XIXw. kamieniarstwie manierę należy przypuszczać, iż model został ukazany w miarę realistycznie, niestety, na chwilę obecną nie są dostępne żadne zdjęcia modela, tak więc ciężko określić, na jak dużą skalę został on wyidealizowany i/lub który dokładnie moment życia modela został na portrecie uwieczniony. Nagrobek nie posiada żadnych elementów dekoracyjnych, poza wyżej wymienioną kwaterą, oraz wspomianym również wyżej cięciem głowicy.
Zbliżenie głowicy - widoczny portret oraz inskrypcje. 

Na nagrobku widnieje inskrypcja w języku niemieckim: Hofrat Professor // Eugen Krantz // Direktor des KgL. Conservatoriums // fur Musik und Theater zu Dresden. // Ritter pp.* //geb. am 13.September 1844 in Dresden. // gest. am 26 Mai 1868 in Gohrisch // bei Konigstein. // Frau Hofrat Professor // Marie Krantz geb. Mautsch. // geb. am 21 Februar 1846 in Bautzen. // gest.am 17 Nobember 1909 im Dresden (tłumaczenie: Zasłużony dla miasta Profesor // Eugen Krantz / Drektor zespołu konserwatoriów // poświęconych muzyce oraz teatrowi z Drezna // o wielu znamienitych tytułach* // urodzony 13. września w Dreźnie // umarł 26. Maja 1868 w Gohrisch // przy Konigstein. // Żona zasłużonego dla miasta Profesora // Marie Krantz, urodzona Mautsch // urodzona 21. lutego w Budziszynie // umarła 17 listopada w Dreźnie.). 
Nagrobek jest w stanie relatywnie dobrym, moim zdaniem konieczna jest jednak rewitalizacja blaszanej płyty i zabezpieczenie jej przed dalej postępującą korozją. 

*ritter pp. - skrót, który pozwala kamieniarzom niemieckim oszczędzić trochę miejsca na nagrobku znamienitej osoby, dzięki jego zastosowaniu nie trzeba wypisywać wszystkich tytułów zmarłej znakomitości, ritter to niemieckie słówko oznaczające rycerza, w tym przypadku może oznaczać najniższy stan szlachecki, zaś pp. to skrót od łacińskiego praemissis praemittendis, czyli, w tłumaczeniu na polski dosłownie "powiedziawszy na początku, co powiedzieć należało", całą konstrukcję stosowano, aby oszczędzić miejsca na kolejne tytuły zmarłego, można więc "na chłopski rozum" przetłumaczyć ją właśnie jako - o wielu znamienitych tytułach.

Heydrich i Noc Kryształowa



 
Heydrich w roku 1938
Udział Heydrich w organizacji niesławnej Nocy Kryształowej nie jest zbyt jasny. Na dobra sprawę trudno ustalić mi, która z podanych wersji wydarzeń jest jak najbardziej zbieżna z prawda, toteż przytoczę tu dwie różne wersje, do których dochodzą i wariacje, ale te pominę.
Pierwsza z nich zasugerowała Lina Heydrich, zapewne w formie reakcji na pogłoski jakoby jej mąż był głównym organizatorem tego pogromu. To zeznanie przytaczają także Deschner i Hoehne, otóż: Wg małżonki Heydricha, Reinhard miał być w monachijskim hotelu "Vier Jahreszeiten", kiedy nieopodal podpalono synagogę. Tej wersji trzyma się Werner Best, z którym Heydrich dochodził, co też mogło się wówczas wydarzyć. Drogą telefoniczną od lokalnej placówki Ministerstwa Propagandy dowiedzieli się oni jedynie, że mają się nie mieszać do tej akcji. Heydrich miał także zwrócić się do Himmlera z zapytaniem co też ma robić, przy czym otrzymał odpowiedz, ze SS ma się w te sprawę nie angażować, a Gestapo powinno zająć się zabezpieczeniem żydowskiej własności. Rozkaz ten miał pochodzić od samego Hitlera.
Heydrich na tej podstawie zarządził, że Gestapo miało za zadanie nawiązać łączność telefoniczna z organami partyjnymi w celu uzgodnienia sposobów przeprowadzenia "demonstracji". Sklepy prowadzone przez Żydów niemieckich miały być zniszczone, ale nie splądrowane. Precjoza z synagog również miały być "zabezpieczone" i przekazany SD. Co więcej Heydrich nakazał ujecie jak największej ilości bogatych Żydów. Deschner twierdzi, by zdystansować się od tych czynów, Reinhard dodał do rozkazu, by aresztowanych traktować łagodnie, bez znęcania się nad nimi. Podobnie, wg niemieckiego autora, Heydrich z nutą goryczy sporządził notatki podsumowujące straty, a w parę tygodni później, podczas mowy wygłoszonej na ćwiczeniach Wehrmachtu miał zdystansować się od Nocy Kryształowej i obarczyć Ministerstwo Propagandy winą za te ekscesy. Także Erich Schultze, przyjaciel Reinharda wspominał, że Heydrich nazwał te wydarzenia „strasznym świństwem”.
Wersja, którą przedstawia Gerwarth nieco różni się od tej powyżej. 8 listopada 1938 roku Heydrich przybył do Monachium na rocznicę nieudanego puczu (monachijskiego). Pomiędzy uroczystościami odbywało się także spotkanie kierownictwa SS, w którym Heydrich wziął udział. Himmler poruszył tam problem żydowski i sugerował, że „Żydzi w Niemczech nie mają żadnej przyszłości i zostaną usunięci z kraju w przeciągu kilku lat”. 9 listopada od ran odniesionych z ręki Żyda Grynszpana w Paryżu zmarł niemiecki urzędnik von Rath. W Monachium zapanowało wzburzenie i Goebbels doniósł o „spontanicznych” akcjach przeprowadzonych w niektórych niemieckich miastach i wymierzonych przeciwko Żydom z tej okazji. Dodał, że nie będzie robił nic by wstrzymać kolejne tego typu wystąpienia.
Po mowie Goebbelsa stanowiącej przyzwolenie na eskalację zamieszek Heydrich stwierdził, że jego policja nie będzie interweniować w czasie antyżydowskich wystąpień. Po zakończeniu spotkania miał udać się do Vier Jahrszeiten i odbyć tam rozmowę z Himmlerem, po zakończeniu której miał zadzwonić do „Gestapo” Muellera. Ten przekazał dalej, że niedługo zaczną się antyżydowskie zamieszki, a podległa mu policja ma nie interweniować w tych przypadkach. Heydrich potwierdził kolejnym telegramem polecenia Muellera, dodając, że nie należy powstrzymywać wystąpień przeciwko Żydom. Tu zaś pojawiały się wcześniej przytoczone wytyczne o zakazie akcji rabunkowych.
Gerwarth przyznaje, że kierownictwo SS było zaskoczone skalą zjawiska, a sam Heydrich sfrustrowany jego bezsensownością, przy czym znalazł tu wspólny język z Goeringiem. Jak stwierdził później Heydrich, Noc Kryształowa była „najgorszym ciosem dla państwa i Partii od czasów puczu Roehma”. Co nie zmieniło faktu, że 12 listopada żywo dyskutował z Goebbelsem o tym, by Żydzi zostali wykluczeni z niemieckiego społeczeństwa. 

Na podstawie:
R. Gerwarth, Kat Hitlera
G. Deschner, R. Heydrich, namiestnik władzy totalitarnej
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem

Zdjęcie: pinterest.com

poniedziałek, 17 marca 2014

Wykład o Brunonie Heydrichu

          Ostatnimi czasy znów zawiało mnie do Halle, tym razem pretekstem okazał się być bardzo ciekawy wykład poświęcony życiu i twórczości Brunona Heydricha, który odbył się w środę 12 marca o godzinie 19:30. Prowadziła go arcymiła pani muzykolog, której nazwiska, rzecz jasna zapomniałam zapisać, stąd niestety się nim nie podzielę, dopóty nie dostanę od niej maila. Mała renesansowa sala w domu Haendla zapełniona była po brzegi, do tego stopnia, że dostawiano krzesła, na szczęście w trzyosobowym składzie udało nam się wejść odpowiednio wcześnie. Wykład prowadzony był po niemiecku i składał się z trzech części.
         Pierwszą stanowiła biografia Heydricha seniora. Nie miałam tu najmniejszych zastrzeżeń i na całe szczęście pani prowadząca nie skupiła się na Reinhardzie, a opisywała losy Brunona. Druga częścią była historia konserwatorium muzycznego, pierwszego w Halle i wpływ Brunona Heydricha na popularyzację muzyki w Halle. Trzecią częścią, najciekawszą był opis twórczości Heydricha, na który czekałam w sumie najbardziej i na szczęście miałyśmy przyjemność posłuchać fragmentów dzieł, konkretnie trzech pieśni, skomponowanych przez Brunona. Są to utwory naprawdę piękne i liczę i marzę o tym, żeby ta muzyka dotarła do szerszego grona odbiorców. Pieśni Heydricha seniora są, mimo dosyć optymistycznego wydźwięku w warstwie lirycznej, nieco mroczne i niepokojące muzycznie, co niezwykle mi się podoba. Pobrzmiewa w nich coś bardzo tęsknego, ale według mnie nie jest to tani sentymentalizm i uważam, że powinno się twórczość Heydricha starszego odkurzyć. Niestety na sali był jeden ananas, który oburzony był promowaniem ojca mordercy i krytykował panią prowadzącą za taki temat wykładu. No do jasnej anielki! Czy oceniamy filmy Francisa Coppoli poprzez pryzmat gry aktorskiej Nicolasa Cage'a (Cage jest bratankiem [dzieki Absyncie] Coppoli jakby ktoś nie wiedział)? Czy Paris Hilton sprawia, że nie powinno się spać w hotelach jej dziadków? Nie sądzę. Nie powinno się, według mnie rzecz jasna, oceniać ludzi poprzez pryzmat ich potomków i przodków. Tak jak jestem przeciwna atakom na dzieci Reinharda Heydricha, tak samo będę bronić tu twórczości Brunona Heydricha, która w żaden sposób nie promuje nazizmu, chociażby z tak prozaicznego powodu jakim jest fakt, że Heydrich senior komponował na długo przed powstaniem NSDAP.
       Na szczęście ananas został zagłuszony między innymi przez inną panią słuchaczkę, która opowiadała, że jej ciotka była jedną z ostatnich uczennic Brunona Heydricha, której udzielał lekcji również prywatnie, po tym jak konserwatorium zostało zamknięte. Ta kobieta odniosła spory sukces, jednak wyemigrowała do Indonezji i zajęła się macierzyństwem. Ot tak z ciekawostek. A na deser serwuje wam nuty do pieśni Brunona Heydricha, które znalazłyśmy z moją partnerką przy przedostatniej naszej wizycie w Halle.








poniedziałek, 10 marca 2014

Heydrich - A walk in the black forest

         Na początku roku 2014 ukazała się książka o enigmatycznym tytule "Heydrich... a walk in the black forest". Ta dziwaczna pozycja dziś trafiła w moje ręce i niestety mimo szumnych zapowiedzi na amazonie pozycja Davida Challice jest absolutną klapą popełnioną przez kogoś, kto nie ma pojęcia o tym jak pisać. Z jednej strony autor próbuje porwać się na pewną fabularyzację zdarzeń dopisując gdzieniegdzie dialogi, z drugiej stara się opisywać wydarzenia jak klasyczną biografię. Ani jedno ani drugie Challicowi nie wychodzi. W urywkach beletrystycznych brakuje warsztatu i są one pisane jak klasyczny, dosyć słaby fanfic, a właściwie ta część fanfiction między jednym a drugim stosunkiem seksualnym bohaterów. Na całe szczęście przygody erotyczne Heydricha nie są szczegółowo opisywane (dlatego nawet jako fanfiction to dzieło po prostu nie działa i nie zadowoli nawet nastoletnich neonazistek śliniących się do Heydricha. Swoją drogą fuj, że tacy ludzie istnieją). Co do fragmentów opisujących życie Heydricha, to błąd błędem pogania i tak Ernestine Wilhelmine Heydrich staje się Sarah Heydrich, Bruno Heydrich zyskuje nazwisko po swoim ojczymie, co nie miało zresztą miejsca- na jednej z pierwszych stron 3 dosyć poważne pomyłki, a im dalej brniemy w "Spacer po czarnym lesie" tym jest gorzej. Zdjęcie Liny, Reinharda i Klausa podpisane jest jako "Heydrich, Lina and the Child"... Naprawdę pisząc książkę o Heydrichu autor nie wie które dziecko Heydricha jest które? Zadziwiającym jest, że mając do dyspozycji parę naprawdę solidnych opracowań o Heydrichu Challice popełnia błędy tego kalibru, że serce pęka. Dodatkowo obiecał on skupić się na tym czemu Heydrich dokonał swoich zbrodni. Rany. To by się dało zrobić fabularyzując, czy nawet gdybając i do gdybania mając talent. Challice go nie ma. Być może jest to wina jego nieobeznania z pisaniem jako takim, szczerze powiedziawszy nie wiem, nie widziałam jego innych pozycji. Niemniej szkoda miejsca na waszym Kindle'u i 4$ za tą bardzo mierną książkę. Sądzę, że nawet moi nastoletni czytelnicy byliby w stanie sami z dwóch artykułów o Heydrichu wykrystalizować lepszą i ciekawszą książkę niż to co zaserwowane jest w "A walk in the black forest".

Ocena:
Oceny od dzisiaj nazywają się twarzami zła. Stąd "Heydrich- spacer po czarnym lesie" otrzymuje jedną, smutną twarz zła. 

niedziela, 2 marca 2014

Prerafaelickie lilie, pęknięte lustro i Masoni

Widok na "prerafaelickie lilie"
       Dzisiaj dzielę się z wami obszernym cytatem ze wspomnień Carla Burckhardta "Moja misja w Gdańsku 1937-9". Książka ta ukazała się w języku polskim w roku 1970, tłumaczenia dokonał Mariusz Giniatowicz. Polecam wam ją nabyć choć tak jak i przy wspomnieniach Waltera Schellenberga, nie wszystkim słowom Burckhardta należy wierzyć. W zamieszczonym cytacie również znajduje się dosyć dotkliwy błąd. Autor nazywa Heydricha obergruppenfuhrerem, podczas gdy w roku 1935 roku Heydrich był gruppenfuhrerem.
Zapraszam was zatem do zapoznania się z tym osobliwym, bardzo ciekawym cytatem, który dla was przepisała moja miła:

         Po dłuższych wahaniach zdecydowano zaprosić Heydricha i mnie na wspólny obiad, który miał być dla mnie okazją do wysłuchania jego nieuchronnej odmowy wraz z odpowiednim uzasadnieniem. Obiad został zorganizowany, Heydrich przyjął zaproszenie, na jego przybycie oczekiwano w nastroju pełnym napięcia, przygnębienia, rozmawiano półgłosem.
         Nagle rozwarły się drzwi, ukazał się Heydrich w czarnym mundurze (pierwszym, jaki zobaczyłem z bliska), szczupły blondyn o twarzy niesymetrycznej (jedna połowa wyglądała zupełnie inaczej niż druga) bladej i wyrazistej, z których wyzierało dwoje mongolskich oczu. Zadzierżysty, a przecież miękki w ruchach i wątły, osławiony kat wkroczył do książęcego salonu.
Przy stole miałem Heydricha po lewej stronie. Uwagę moją zwróciły jego ręce, ręce-lilie, jak je malowali prerafaelici, jakby stworzone do powolnego duszenia. Reprezentant policyjnej władzy rozpoczął rozmowę od uwagi na temat Heinricha bon Kleista, ale zarówno w stosunku do Michaela Kohlhaasa, jak i księcia Homburskiego miał już zastrzeżenia. Potem zmienił temat i natarł na mnie od czoła: „W tym pańskim kraju rządzą masoni, to musi się zmienić, bo inaczej pan też zginie”. Zapytałem: „Jaki wpływ przypisuje pan działalności tego stowarzyszenia?”
           „Masoni – odpowiedział – są narzędziem żydowskiej zemsty, w głębi ich świątyń stoi szubienica, za nią wisi czarna zasłona, zakrywająca ich największą świętość, do której dostęp mają już tylko wtajemniczeni najwyższego stopnia, a za tą zasłoną jest już tylko jedno słowo: Jahwe; to jedno imię; to wystarczy” I dalej, zapalając się: „Gdyby epokowe dzieło fuhrera miało się załamać, gdybyśmy mieli zginąć, wtedy wyjdzie to wszystko na jaw, wtedy będą święcone tryumfy i orgie okrucieństwa, w porównaniu z którymi surowość Adolfa Hitlera wyda się nam niezwykle łagodna.”
Miałem wrażenie, że widzę człowieka spadającego w przepaść i czepiającego się mokrej skalnej przewieszki.
               Gdy wstaliśmy od stołu, obergruppenfhurer zimnym głosem rzekł „Nie mówiliśmy jeszcze o przedmiocie pańskiej wizyty, przejdźmy do innego pokoju”
Znowu trwożliwa przemiana reszty gości w podrzędne figury, mizerne, wymuszone uśmiechy, usuwanie się z drogi. Po chwili znaleźliśmy się sami w gabinecie księcia. Błyskawiczne spojrzenie Heydricha na prawo, na lewo, na zasłony – kwestia przyzwyczajenia – potem popatrzył przez sekundę po raz pierwszy na mnie. Pomyślałem sobie: dwie osoby patrzą na mnie naraz; jednocześnie poczułam, że coś mnie od niego odpycha; raz tylko spojrzał Heydrich mi w twarz, przez ułamek sekundy.
              „Pan chce – zaczął – zwiedzić obozy koncentracyjne. Możemy panu wszystko pokazać, ale jest niemożliwe, żeby pan rozmawiał z więźniami bez przygotowania, bez przewodnika i informatora. Wśród tych ludzi są niebezpieczni przestępcy, agenci, agitatorzy. Nagadają panu różnych głupstw, a potem będą się robili ważni, powołując się na rzekome pańskie wypowiedzi” (Jak często musiałem takie rzeczy później przeżywać, ale nie w obozach koncentracyjnych!) „Jaka korzyść z tego – mówił dalej – jeżeli nie ma żadnej kontroli, żadnych światków; rozmowy bez świadków są zawsze niebezpieczne, szczególnie dzisiaj. Musi pan pamiętać, że walczymy, że fuhrer walczy z wrogiem całego świata. Nie chodzi tylko o uzdrowienie Niemiec,musimy ratować świat przed duchowym i moralnym upadkiem, tego jeszcze u was suę nie rozumie. A więc nic z tego, odpowiedź pana reichsfuhrera jest negatywna. Proszę odwiedzić te obozy, które panu proponujemy.”
                 Odpowiedziałem: „Pana reichsfuhrera Himmlera nie ma w Berlinie, ale jak słyszałem, spotka się pan z nim jutro. Proszę mu powiedzieć ode mnie, co następuje: Jeżeli to, co mówią pogłoski o traktowaniu więźniów politycznych w Niemczech, jest prawdą, to wizytacja obozów musi się odbyć w trybie, jaki mi został zaproponowany. Jeżeli zaś pogłoski te są nieuzasadnione – w sposób zaproponowany przeze mnie. Sprawozdanie o tym, co będę w stanie stwierdzić, otrzymają rządy tylko tych państw, których obywatele są internowani. To wszystko, czekam w Berlinie tak długo, dopóki nie przekaże mi pan odpowiedzi; jeśli będzie znowu negatywna, wyjeżdżam z powrotem; w razie, gdyby wasz punkt widzenia miał ulec zmianie, odwiedzę obóz, który sam wskażę, w trybie przeze mnie zaproponowanym, a następnie również obozy wskazane mi przez was.”
               Wstaliśmy jednocześnie. Heydrich staną przede mną i patrząc górą ponad moim lewym ramieniem, powiedział zduszonym głosem „Za granicą uważa się nas za oprawców, prawda?” Po czym dodał: „Dla pojedynczego człowieka jest to wprost nie do zniesienia, ale musimy być twardzi jak granit, inaczej dzieło naszego fuhrera przepadnie; kiedyś będzie się nas błogosławić, żeśmy to wzięli na siebie”.
              Zaraz potem Heydrich opuścił towarzystwo – ten młody, gniewny bóg śmierci. Jeszcze przed gwałtowną śmiercią w Pradze jeden ze współpracowników opowiadał mi, że Heydrich oddawał się pijaństwu, ale źle znosił alkohol i dostawał ataków białej gorączki. Raz wrócił późno w nocy do swego berlińskiego mieszkania i w oświetlonej jak w dzień łazience, zobaczył nagle swoje odbicie, wyrwał z pochwy pistolet i strzelił dwa razy do swego sobowtóra, krzycząc „Mam Cię wreszcie, kanalio!” Strzelił do tego drugiego – on, ten rozczepieniec – i trafił człowieka mającego tę drugą połowę jego twarzy, ale tylko w lustrze, które się rozprysło; nie pozbył się go przez to, musiał wytrwać z nim do końca.
               Na trzeci dzień po spotkaniu u księcia von Coburga Heydrich przysłał mi o trzeciej po południu do hotelu człowieka, który zaprowadził mnie do osławionego pałacu księcia Albrechta, siedziby gestapo. Nieruchome czarne postacie wartowników stały na stopniach wejściowych schodów, wyglądali jak ludzie nie z tej ziemi, jakby wyrośli z posianych zębów Aresa.
             Gabinety narodowosocjalistycznych dygnitarzy były wszystkie jednakowe. Po prawej stronie ogromne biurko, jak w Palazzo Venezia, po lewej, przy ścianie, okrągły stół nakryty serwetą, przy stole dwa fotele, przy ścianie kanapa, relikty staroświeckiego salonu. Heydrich oświadczył mi, że reichsfuhrer SS przychylił się do mojego życzenia i moja podróż może się odbyć w trybie przeze mnie zaproponowanym. Po czym, występując w charakterze gospodarza, poprosił mnie „o zwiedzenie jego muzeum”. Sądziłem, że chodzi o muzeum kryminalistyczne.
             Weszliśmy do Sali, w której stały same szklane gabloty, jak do zbiorów mineralogicznych w prowincjonalnym muzeum. W gablotach leżały arkusze z nazwiskami, ręcznie wypisanymi; nad każdą z nich umieszczona była jakaś państwowa flaga. „To są spisy braci-masonów z całego świata – wyjaśnił Heydrich – może pana zainteresuje Szwajcaria” Poniewąz oświadczyłem, że mnie to nie interesuje, otworzył drzwi do drugiego pokoju, w którym z początku panowała całkowita ciemność, gdyż nie było w nim okien. Heydrich zapalił jakieś fioletowe światło, z ciemności wystąpiły powili zarysy różnych przedmiotów kultu masońskiego. Blady jak trup w mdłym świetle wtajemniczenia i przeszedł przez salę, mówiąc o światowym spisku, o stopniach wtajemniczenia i o stojących oczywiście na szczycie hierarchii Żydach, którzy z ukrycia kierują cąłą akcją, zmierzającą do zniszczenia wszelkiego życia na ziemi. Przeszliśmy następnie do niskich, wąskich pomieszczeń, jeszcze bardziej ponurych, gdzie musieliśmy iść pochyleni. Stały tam kościotrupy; automatycznie poruszane, chwytały przechodzącego za ramię swymi kościstymi rękami.
            Zanim rozstaliśmy się z tymi rekwizytami, zrabowanymi ze wszystkich lóż masońskich w Niemczech, obergruppenfuhrer otworzył drzwi do jeszcze jednego, ciasnego pomieszczenia, jasno oświetlonego: ze ściany, z trzech oprawionych w ramy manuskryptów spłynęło na mnie, jak pocieszenie, znane mi dobrze pismo Goethego. Ponad manuskryptami umieszczony był napis „Goethe jako kłamca”. Przeczytałem naprzód dwa krótkie listy; w pierwszym Goethe pisał, że należy do Stowarzyszenia Różanego Krzyża, w drugiem, w związku z podaniem o przyjęcie go do jakieś loży, przysięgał, że nigdy nie należał do żadnej tajnej organizacji. Były tam jeszcze trzy listy. W pierwszym z nich Goethe przyrzekał pani von Stein, że ją odwiedzi późnym popołudniem, w drugim powiadamiał jakiegoś bawiącego przelotnie w Weimarze podróżnego, że nie może go przyjąć o tej właśnie porze, gdyż musi się udać do jakiejś ważnej osoby, której nazwisko uciekło mi z pamięci, a do tejże osoby pisał w trzecim liście, że z powodu przyjazdu podróżnego nie będzie mógł przyjąć jej zaproszenia.