poniedziałek, 28 kwietnia 2014

List Heydricha do Canarisa z 6.02.1942 roku

Już przybliżyłam Wam nieco fakt, że Heydrich nie był pedantyczny. Co więcej zdawał sobie z tego sprawę i przepraszał, ale o tym na końcu listu, który Wam przetłumaczę. Gdyby nie transkrypcja  jakiej dokonał Max Williams w swojej książce "Heydrich: The biography vol. II", to zwyczajnie bym tego nie odczytała. Stamtąd pochodzi też przedruk tego list, który obecnie znajduje się w monachijskim IFZ.
Co mnie w nim uwiodło? Papier, na którym był pisany i ten upchany na boku PS wyjaśniający czemu kartka wygląda jak psu z gardła wyrwana. Dodatkowo wszystko napisane jest w manierze: "wiesz o co mi chodzi", a na deser wypominanie Canarisowi wieku, które niby miało być nobilitujące... a wyszło jak wyszło.

Sprawa dotyczy problemu, który opisałam w prawie-że-końcowej części mojego artykułu dostępnego TUTAJ! 
Zatem przed wyruszeniem w drogę, proponuje przeczytać, żeby mniej więcej orientować się w kontekście, w jakim list był pisany.

"6 lutego 1942 roku.
 Drogi Panie Admirale,
Słyszałem, że odwiedziłeś mój dom po przeczytaniu mojego listu. Osobiście bardzo żałuję tego co się stało, ale mogło się to nie wydarzyć gdybyś zrozumiał mój list. Nie jestem w stanie zorganizować żadnej konferencji, z Tobą, czy to osobistej, czy zawodowej, zanim nie odwiedzę Reichsfurera SS w jego biurze. Mam dużo pracy z moimi podwładnymi i moim biurem. Życzyłbym sobie żebyś oszczędził mi tak trudnej sytuacji, która już sama w sobie jest zła, tym bardziej, że to ty jesteś starszy. Heil Hitler! Twój Heydrich.

PS. Proszę wybacz mi nieurzędowy papier, ale piszę z podróży."

wtorek, 15 kwietnia 2014

Heydrichowe dziwactwa

Heydrich na nartach, niestety nie widać podkolanówek

        Często mam ochotę podzielić się ze swoimi Czytelnikami paroma anegdotkami na temat Reinharda Heydricha, jednak zdarza się, że  nie są one wystarczająco rozbudowane, by poświęcać na nie osobną notkę. Postanowiłam więc zrobić swego rodzaju Opus Anegdotkorum i od czasu do czasu opisywać pojedyncze, krótkie historyjki, które nie są ze sobą powiązane, ani znacząco nie wpłynęły na bieg historii.
 
  1. Pranie Heydricha.
Lina w swoich wspomnieniach znanych jako "Moje życie ze zbrodniarzem wojennym" czy w wydaniu z 2012, czyli "Moje życie z Reinhardem" opisuje nieporadność swojego narzeczonego. Będąc w marynarce Reinhard Heydrich chciał udowodnić swojej rodzinie, że jest już dużym chłopcem i jest samodzielny. Z tego względu nie dawał matce swoich brudnych i niewyprasowanych ubrań, ale uznał, że lepszym wyjściem będzie trzymanie ich w wannie. Sam nie umiał prać. Żeby nie chodzić w "brudach" kupował sobie nowe ubranka i bieliznę. Tym sposobem, kiedy Lina go odwiedziła w legendarnej wannie znalazła 34 służbowych koszul pod mundur, ponad sześćdziesiąt kołnierzyków i 107 brudnych chusteczek (siedlisko bakterii!). Z większością chusteczek nic nie dało się zrobić, podobnie jak z niezliczoną ilością majtek, które nie dość, że były brudne, to na dodatek wyszły z mody.


2. Narciarskie Podkolanówki

Znów źródłem moich informacji jest książka Liny Heydrich. Tym razem akcja toczy się już w latach wojennych. Podczas zbiórki rzeczy dla żołnierzy walczących na froncie wschodnim, małżonka Heydricha wyłożyła wszystkie przedmioty, mogące przydać się walczącym na stół. Wśród bibelotów znalazły się narciarskie podkolanówki Reinharda. Ten zaczął krążyć wokół stołu zaniepokojony, aż w końcu zapytał: "Sądzisz, że musimy oddać nawet moje podkolanówki? Może lepiej wysłać im jakieś pieniądze? Nawet nieco więcej". Lina zaczęła mu wyjaśniać, że pieniądze na froncie nie są zbyt potrzebne, w przeciwieństwie do ciepłej skarpetki, jaką można włożyć na nogę. Jak skończyła się ta historia, Lina już nie opisuje. Zapewne więc nie dowiemy się, czy Reinhard Heydrich stracił swoje ukochane podkolanówki.

Zdjęcie z filmu dokumentalnego - History of SS  - Heydrich

niedziela, 6 kwietnia 2014

Więcej o Canarisie i Heydrichu

Mój kolejny artykuł na historykon.pl, tym razem o przyjaźni i rywalizacji Wilhelma Canarisa i Reinharda Heydricha. Znacznie więcej niż do tej pory pisałam na ten temat, więc polecam gorąco zapoznanie się z lekturą:

środa, 2 kwietnia 2014

O tym jak Wilhelm Canaris marynarski honor Heydricha ratował...



Zanim przejdziemy do tematu dzisiejszej notki, to pragnę poinformować, że parę dni temu „Na Tropie Płowej Bestii” obchodziło swoje pierwsze urodziny. No nic, przede mną, czy właściwie przed nami, kolejny rok grzebania w Heydrichu. Mam nadzieję, że nadchodzący będzie ciekawszy niż rok ubiegły.
            Co prawda miałam dzisiaj pisać o skarpetkach Heydricha i zbiórce dla żołnierzy walczących na froncie wschodnim, ale tę historię przedstawię wam kiedy indziej.
            Dzisiaj skupimy się na niemalże udanej próbie powrotu Heydricha do marynarki, którą on sam miał nieszczęście zniweczyć.
            Jak już wiemy z poprzednich notek, a może z biografii Heydricha, Reinhard bardzo mocno przeżywał wyrzucenie z marynarki. Objawiało się to z początku dość głęboką depresją, z której był w stanie go wyciągnąć jedynie widok lwów w halleńskim zoo. Po wstąpieniu do SS, Heydrich nadal odwracał wzrok i stawał się drażliwy widząc marynarzy.
            Okazuje się jednak, że nie tylko Lina wiedziała o traumie Reinharda. Jego tęsknota za morzem nie umknęła uwadze Wilhelma Canarisa. Ten słysząc jak często Heydrich wraca we wspomnieniach do czasów marynarki postanowił by podjąć próbę rehabilitacji Reinharda. By tego dokonać musiał przekonać do swojej wizji Ericha Raedera, za którym ani Heydrich, ani Canaris nie przepadali, delikatnie ujmując (co zresztą było także obustronne). Szef Abwehry mimo tego zwrócił się do niego z prośbą o przywrócenie Heydrichowi prawa do noszenia marynarskiego munduru. Raeder był temu niechętny, jednak w końcu ugiął się i przystał na propozycję Canarisa. Okazało się jednak, że prezent-niespodzianka od Canarisa nie spodobał się Heydrichowi. Reinhard nie chciał przyjąć rehabilitacji i poczuł się nią urażony.
            Canaris zniechęcony wyznał później Brunonowi Streckenbachowi: „Wpadłem pomiędzy młot a kowadło”- pijąc do tego, że naraził się zarówno Raederowi, jak i Heydrichowi.
            Z tej historii płynie parę wniosków, ale jeden jest dosyć zawoalowany. Otóż, gdybym nie sięgnęła po biografie Canarisa, mające trochę pogłębić moją wiedzę, na jego temat, co po prostu będzie przydatne dla mnie, kiedy będę pisała o stosunkach na linii Heydrich-Canaris, w mojej przyszłej (daj Bozia) książce, to nigdy, przenigdy nie dowiedziałabym się o tej anegdocie, która wbrew pozorom nie jest jakaś błaha i nieistotna. Niestety, żaden z biografów Heydricha jej nie zamieścił u siebie. Zrobił to za to Heinz Hoehne, który powołał się tu na wspomnienia Brunona Streckenbacha (nie wyssał więc tego z palca). Stąd moja gorąca prośba do wszystkich. Jeśli interesujecie się czymś i sądzicie, ze dostępne książki nie spełniają waszych wymagań i chcecie wiedzieć więcej, to zaglądajcie do archiwów, albo książek o podobnej, niekoniecznie takiej samej tematyce. Jak nie chce wam się czytać całych (do czego też zachęcam), to chociaż zajrzyjcie w indeks imion, czy pojęć i wyłuskajcie to, co interesuje was najbardziej. Czasami znajdzie się tam perełki. Amen. 

Źródła:

H. Hoehne, Canaris, tłum. J. Maxwell Browjohn, Nowy Jork 1979 
G. Deschner, Reinhard Heydrich, namiestnik władzy totalitarnej, tłum. M. Ilgmann, Warszawa 2000 

Zdjęcie:
Dzięki uprzejmości właścicielki bloga: http://wilhelmcanaris.tumblr.com/ .  Wstawiam zdjęcia Canarisa, bo niektórzy Czytelnicy za bardzo gapią się na zdjęcia Heydricha i nie czytają notek.