środa, 2 kwietnia 2014

O tym jak Wilhelm Canaris marynarski honor Heydricha ratował...



Zanim przejdziemy do tematu dzisiejszej notki, to pragnę poinformować, że parę dni temu „Na Tropie Płowej Bestii” obchodziło swoje pierwsze urodziny. No nic, przede mną, czy właściwie przed nami, kolejny rok grzebania w Heydrichu. Mam nadzieję, że nadchodzący będzie ciekawszy niż rok ubiegły.
            Co prawda miałam dzisiaj pisać o skarpetkach Heydricha i zbiórce dla żołnierzy walczących na froncie wschodnim, ale tę historię przedstawię wam kiedy indziej.
            Dzisiaj skupimy się na niemalże udanej próbie powrotu Heydricha do marynarki, którą on sam miał nieszczęście zniweczyć.
            Jak już wiemy z poprzednich notek, a może z biografii Heydricha, Reinhard bardzo mocno przeżywał wyrzucenie z marynarki. Objawiało się to z początku dość głęboką depresją, z której był w stanie go wyciągnąć jedynie widok lwów w halleńskim zoo. Po wstąpieniu do SS, Heydrich nadal odwracał wzrok i stawał się drażliwy widząc marynarzy.
            Okazuje się jednak, że nie tylko Lina wiedziała o traumie Reinharda. Jego tęsknota za morzem nie umknęła uwadze Wilhelma Canarisa. Ten słysząc jak często Heydrich wraca we wspomnieniach do czasów marynarki postanowił by podjąć próbę rehabilitacji Reinharda. By tego dokonać musiał przekonać do swojej wizji Ericha Raedera, za którym ani Heydrich, ani Canaris nie przepadali, delikatnie ujmując (co zresztą było także obustronne). Szef Abwehry mimo tego zwrócił się do niego z prośbą o przywrócenie Heydrichowi prawa do noszenia marynarskiego munduru. Raeder był temu niechętny, jednak w końcu ugiął się i przystał na propozycję Canarisa. Okazało się jednak, że prezent-niespodzianka od Canarisa nie spodobał się Heydrichowi. Reinhard nie chciał przyjąć rehabilitacji i poczuł się nią urażony.
            Canaris zniechęcony wyznał później Brunonowi Streckenbachowi: „Wpadłem pomiędzy młot a kowadło”- pijąc do tego, że naraził się zarówno Raederowi, jak i Heydrichowi.
            Z tej historii płynie parę wniosków, ale jeden jest dosyć zawoalowany. Otóż, gdybym nie sięgnęła po biografie Canarisa, mające trochę pogłębić moją wiedzę, na jego temat, co po prostu będzie przydatne dla mnie, kiedy będę pisała o stosunkach na linii Heydrich-Canaris, w mojej przyszłej (daj Bozia) książce, to nigdy, przenigdy nie dowiedziałabym się o tej anegdocie, która wbrew pozorom nie jest jakaś błaha i nieistotna. Niestety, żaden z biografów Heydricha jej nie zamieścił u siebie. Zrobił to za to Heinz Hoehne, który powołał się tu na wspomnienia Brunona Streckenbacha (nie wyssał więc tego z palca). Stąd moja gorąca prośba do wszystkich. Jeśli interesujecie się czymś i sądzicie, ze dostępne książki nie spełniają waszych wymagań i chcecie wiedzieć więcej, to zaglądajcie do archiwów, albo książek o podobnej, niekoniecznie takiej samej tematyce. Jak nie chce wam się czytać całych (do czego też zachęcam), to chociaż zajrzyjcie w indeks imion, czy pojęć i wyłuskajcie to, co interesuje was najbardziej. Czasami znajdzie się tam perełki. Amen. 

Źródła:

H. Hoehne, Canaris, tłum. J. Maxwell Browjohn, Nowy Jork 1979 
G. Deschner, Reinhard Heydrich, namiestnik władzy totalitarnej, tłum. M. Ilgmann, Warszawa 2000 

Zdjęcie:
Dzięki uprzejmości właścicielki bloga: http://wilhelmcanaris.tumblr.com/ .  Wstawiam zdjęcia Canarisa, bo niektórzy Czytelnicy za bardzo gapią się na zdjęcia Heydricha i nie czytają notek.

5 komentarzy:

  1. Tym razem rozprasza Canaris w ciekawym przybraniu głowy :D

    A właśnie poza wymienioną tu książką jakie inne polecasz o Canarisie? Ewentulanie czego unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D No nie dogodze, ale wybralabym jakis jego portret i znow by sie znalazl jakis element roztkliwiajacy nad rzekoma uroda. :DDDD

      O Canarisie... Unikaj wszystkiego co zostalo wydane po polsku :D, Woloszanski, Gajewski czy Basset, wszystko jest bardzo fuj i obok Canarisa nie lezalo.
      Co do zagranicznych, to od razu zaopatrzec sie w Hoehnego, lepszej ksiazki o Canarisie i pelniejszej nie ma. Calkiem dobry jest Mueller, ale mi tam brakuje jakos ducha i mam wrazenie ze autor pisal na sile i wiele rzeczy pominal (podobnie jak gerwarth u Heydricha). Ze starszych ksiazek na archives.org jest pozycja Iana Colvina, ktora jest dosc mocno outdated, ale mam do niej ogromna sympatie, nie wiem czemu, no ale mam. Abshagen pisal pierwszy wlasciwie o Canarisie i jest tam duzo duzo bledow, ale i pare fajnych anegdot, to polecam po skonczeniu Hoehnego i Muellera. A Brissauda wlasnie czytam i jak na razie tez mam mieszane uczucia.

      Usuń
    2. Canaris też ma podobno jakieś fanki :D

      Nie jest postacią tak intrygującą jak H., ale przyznam, że mnie ciekawi, zwłaszcza relacja między nimi. No i przyznam, że bardziej niż wielka historia jednak interesują mnie historie, biografie, drobne anegdoty. Poczytałabym coś rzetelnego o nim, ale bez jakiegoś szczególnego wchodzenia w szczegóły.

      Co do znajdywania perełek przy czytaniu rzeczy niezwiązanych jakoś bezpośrednio z tematem też się zgodzę. Ostatnio miałam jednak odwrotnie. Zaintrygował mnie ostatni wielki bal carskiej Rosji (1903) i szukając informacji o nim natrafiłam na niedawno wydaną książkę "Skazani". Świetnie się czyta, a ja odrabiam lekcje z historii Rosji z początku XX wieku, czasów rewolty i dopiero mnie oświeciło jaki to fascynujący temat. Kiedyś mnie Pancernik Potiomkin raczej zniechęcił :D Swoją drogą, tak czytam i w świetle ostatnich wydarzeń, które jakoś tak bliżej Polski nie mogę się pozbyć wrażenia, że niewiele się na świecie zmienia, a ludzie są idiotami jeszcze większymi bez świadomości historycznej, nie tylko swojego narodu/państwa.

      Usuń
    3. Nie dziwie ci sie, niestety w Polsce naprawde nic solidnego o Wilhelmie nie ma. I zgadzam sie z ocena Canarisa, jest to czlowiek bardzo mnie interesujacy od jakiegos czasu, na tyle zeby od grudnia nabyc o nim pokazny stos ksiazek, ale jednak Heydrich jest znacznie bardziej interesujacy dla mnie, chociaz obaj maja w sobie od groma tajemnic do odkrycia, to jednak Heydrich wydaje mi sie kims bardziej niezwyklym. Poniekad mniej ludzkim i bardziej przypominajacym nadnaturalne zjawisko (nie oceniam tu czy to zjawisko jest dobre czy zle, ale po prostu zjawiskowe) . Jednak Hoehne nadal wydaje mi sie najfajniejsza bo mimo tego ze jest potezna to ja zmeczylam ja na dwie tury w drodze z lodzi do wroclawia i w powrocie ii mialam straszliwa trzesawke ze chce wiecej. Zycze sobie kiedys przeczytac tak swietna biografie heydricha. bo chociaz ksiazke colvina lubie to jednak macoszo traktuje relacje heydrich canaris, a to mnie najbardziej interesuje ( no i jeszcze fiksacje canarisa na jamniki, ktora jest strasznie urocza)

      Swiat krazy bez ustanku w kolko ale to wynika z braku swiadomosci historycznej dosc mocno i przeraza mnie to bardzo.
      Pancernik za to mnie strasznie zachecil do wglebienia sie rosyjskie klimaty, ale szybko wrocilam po tej eskapadzie do tematow niemieckich, chyba wschod nie dla mnie. Lubie bardzo czytac o ludach kaukaskich ale doluja mnie mordy jakie organizowali im rosjanie w XIX wieku

      Usuń
  2. pardon archive.org :P autokorekta na tablecie mi plata psikusy

    OdpowiedzUsuń