wtorek, 27 maja 2014

Zamach na Heydricha

Niestety jeszcze nie ukazał się mój artykuł na ten temat na historykonie (ale jak tylko będzie to podrzucę tu link), póki co musicie zadowolić się tym cudeńkiem pochodzącym z serialu animowanego "Dějiny udatného českého národa". 

niedziela, 25 maja 2014

Spotkanie z panią Heleną Vovsovą cz. II



Reinhard i Silke
            Pani Vovsova nie miała zbyt wiele wspomnień związanych z Reinhardem Heydrichem. Pamiętała głównie, że wyjeżdżał rano, około 9 do pracy i wracał późnym popołudniem. Często jeździł konno do lasu ze swoim adiutantem. Odnośnie plotek o kochance, to pani Vovsova nie wie nic na ten temat (prasa wepchnęła w jej usta opinię kogoś innego). Dopiero długo po wojnie czytała o tym, że miał jakieś kochanki, osobiście nie słyszała żadnych plotek. Więcej była w stanie powiedzieć o jego żonie. Odnośnie ich obecności we wsi powiedziała, że nie mówiło się ani nie wiedziało o nich za wiele, byli trochę koniecznym złem. Nie było prawdą, że kazali witać się na „Heil Hitler”, wystarczyło zwyczajne „Guten Tag”. Po śmierci męża Lina zaczęła zmieniać pałacowy ogród w plantację. Pani Vovsova mówiła o niej „Pochodziła z biednego szlacheckiego rodu i miała praktyczne podejście do życia, liczyły się dla niej głównie pieniądze”. Zatrudniła jednego ogrodnika od kwiatów, drugiego od warzyw i sprzedawała zieleninę dla żołnierzy stacjonujących w praskich koszarach (ci przybywali w każdą sobotę). Na jesień 1942 sprowadziła Żydów z obozów koncentracyjnych, którzy de facto byli jej niewolnikami (byli przetrzymywani w karygodnych warunkach, a pani Vovsova wielokrotnie narażała życie, żeby im pomóc, ale o tym później). Kiedy Reinhard żył w Panenskich Brezanach nie przebywali żadni więźniowie.
          Humor Liny zależał w dużej mierze od tego jak spała, kiedy wyspała się źle była okropna dla służby, miała jednak swoje lepsze dni i wtedy nie było z nią źle. Wszyscy byli informowani o jej humorze przez Marię Hanzelek, służącą, z którą przyjaźniła się Lina. Lina miała również drugą przyjaciółkę wśród pokojówek, ale pani Vovsova nie pamięta jej imienia. Pani Heydrich miała bardzo wysoki i cienki głos. Pani Vovsova wspominała, że była bardzo zdziwiona jak usłyszała, że Lina napisała książkę pt. Moje życie ze zbrodniarzem wojennym”, dopiero Heider Heydrich podczas swojej wizyty wyjaśnił jej, że wydawca nalegał na taki tytuł, nie na „Moje życie z Reinhardem”. O ile o Heydrichu nie krążyły żadne plotki odnośnie zdrady, to znacznie głośniej było na ten temat jeśli chodzi o Linę. Heydrichowa wyjeżdżała co jakiś czas na dwa, trzy dni na polowania i podobno wtedy spotykała się ze swoich kochankiem.
             Pani Vovsova wspominała również dzieci Heydricha i ich wizyty w Panenskich Brezanach po wojnie. Bardzo wiele rozmawiała z Heiderem Heydrichem dwa lata temu. Opowiadał jej o swojej czwórce dzieci: synu, który mieszka na Madagaskarze, a trzema córkami, z których każda ma męża obcokrajowca. Szczególną sympatią pani Vovsova obdarzyła jednak małą Silke, którą wszyscy bardzo lubili. Silke nie uczyła się jeszcze w przeciwieństwie do chłopców (którzy mieli własną salę lekcyjną na parterze pałacu) i większość czasu spędzała w parku. Silke miała zakaz jedzenia poza domem, jako, że wcześniej miała w zwyczaju stołować się razem z żydowskimi więźniami i dostała za to lanie od Liny. Po tej sytuacji nikt ze służących nie mógł jej niczego dawać do jedzenia. Kiedy pani Vovsova miała przerwę w pracy i jadła omleta Silke przyszła do niej a widać było, że ma wielką ochotę na nieszczęsnego omleta. W pobliżu na leżakach wylegiwała się Lina, więc pani Vovsova z początku miała opory żeby podzielić się z małą. W końcu jednak jej uległa i dała kawałek. Ucieszona dziewczynka (instynkt samozachowawczy najprawdopodobniej odziedziczyła po tacie) pobiegła do Liny krzycząc: „Mama, patrz co mam”. Tym razem Heydrichowa miała jednak dobry humor i kazała córce oddać omleta i nikt nie został ukarany. 

Zdjęcie:
Die Stern nr 19 z roku 1956 artykuł: Für unser Geld"

wtorek, 20 maja 2014

Spotkanie z panią Heleną Vovsovą cz. I



          Nawet czytając wywiad nie można mieć pewności, że nie został on zmanipulowany. Przekonałam się o tym podczas wizyty u pani Heleny Vovsovej, która pracowała w ogrodzie w Panenskich Brezanach za czasów kiedy żyli tam Heydrichowie (i nie tylko, ale o tym później) i pomagała Żydom, którzy byli tam więzieni przez Linę. W czym rzecz? Często korzystałam tu, w roli źródła, z wywiadów z panią Vovsovą rozsianych po czeskiej prasie. Jak się okazało w trakcie wywiadu, który przeprowadzałyśmy w składzie: ja, moja dziewczyna i nasza koleżanka Marketa (której się nie wydziękuję do końca życia za ogrom pracy jaki dla nas zrobiła), wiele rzeczy, które pojawiały się w czeskich magazynach było nieprawdziwe i pani Vovsovej wtykano w usta słowa, jakich nie powiedziała i informacje, o których nie miała pojęcia. Co więcej pani Vovsova doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nic nie może z tym zrobić. Przerażające. Co gorsza naprawdę nie wiem czemu służą te manipulacje jakimi padła nasza rozmówczyni, ale jest to okropnie przykra sprawa, bo pani Vovsova jest niezwykle interesującą i miłą osobą i doprawdy nie trzeba jej historii zagęszczać żadnymi dodatkowymi rewelacjami. W tej notce i w kliku kolejnych postaram się przekazać wszystko tak jak mówiła nam pani Vovsova i nie ingerować w jej opinie ani nie dorzucać nic od siebie. Robię to na podstawie notatek (czy właściwie bardzo porządnej transkrypcji) sporządzonych przez Marketę.
         Pani Helena Vovsova urodziła się w 12. 02. 1926 roku w Pradze. Ze względu na jej słaby stan zdrowia jej ojciec postanowił, że przeprowadzą się do Panenskich Brezan, skąd sam pochodził. Była to wówczas bardzo spokojna wieś, gdzie było około stu domów. Pani Vovsova wspominała, że nic ciekawego się tam raczej nie działo. Wkroczenie Niemców niewiele zmieniło, jej ojciec przewidywał, że wojna skończy się w przeciągu roku, jak wiemy tak się nie stało. Jedyną zmianą było pojawienie się rewizora, który spisywał majątek wszystkich mieszkańców. W domu był jeden niezarejestrowany indyk, którego ukryto w pokoju Heleny. Zwierzak pojawił się w oknie, ale na szczęście umknął uwadze rewizora.
          Jej praca w ogrodzie pałacowym zaczęła się od wizyty pani, która potrzebowała pomocników do pracy w ogrodzie. Helena miała wtedy 14 lat. Wspominała, że pierwszym właścicielem był Żyd z Austrii (Bloch-Bauer), potem wprowadził się tam von Neurath, który mieszkał tam kilka miesięcy. Pani Vovsova wspominała jego żonę, która lubiła chodzić na spacer z psiakami po pałacowym parku. Von Neuratha praktycznie nie było w domu. Byli oni starszym małżeństwem i nie sprawiali służbie żadnych problemów. Podobnie sprawa miała miejsce z Heydrichem, za to Lina była bardzo humorzasta.
           Heydricha pierwszy raz widziała kiedy przyjechał do pałacu, było to jeszcze w marcu 1942 na trochę przed wielkanocą. Na jego przyjazd kazano nazbierać jej iglastych gałązek i wysłano ją do lasu. Udało jej się wypełnić zadanie i zobaczyła dwóch „żołnierzy na koniach”. Pani Vovsova bardzo boi się koni, więc zaczęła uciekać i otworzyła im bramę, przy czym gałązki wyleciały jej z dłoni. Tam zdała sobie sprawę, że jednym z ludzi był Heydrich. Mężczyźni przejechali przez bramę i odbyło się bez żadnej afery.
            Pani Vovsova pamięta też dobrze Heydricha w dzień zamachu. Ścinała wtedy trawę i widziała jak przed głównym wejściem Heydrich żegnał się z Liną i Silke, swoją córkę wziął na ręce, po czym wsiadł do auta i odjechał. Lekko po południu we wsi pojawiło się mnóstwo niemieckich żołnierzy, a wszyscy byli zdziwieni i przerażeni. Nikt nie wiedział co się dzieje. Pani Vovsova była wówczas w szklarni blisko leśniczówki gdzie zajmowała się kwiatami, niedaleko sadu zza żywopłotu wyskoczył na nią jeden z żołnierzy. Przeraziła się, wyszła ze szklarnii i zapytała go co się dzieje. Nie odpowiedział jej. Do popołudnia była w szklarni kiedy przyszedł do niej człowiek zajmujący się końmi Heydricha. Wyglądał na zmartwionego, w rękach niósł Silke. Pani Vovsova zapytała go: „Hans, co się dzieje?”, a on jej odpowiedział: „Zamach na szefa”. „Jest martwy?” „Jeszcze nie”. Wszyscy byli przerażeni i nikt nie wiedział, co też może stać się dalej. 

poniedziałek, 19 maja 2014

Pałac Czerniński w Pradze


         Kolejna podróż do Pragi za mną. Ta była wyjątkowo owocna. Udało mi się przeprowadzić wywiad z panią Heleną Vovsovą, ogrodniczką, która pracowała u Heydricha w Panenskich Brezanach. Zanim jednak przejdę do tego (czyt. przetłumaczę i uporządkuję materiał spisany przez moją praską koleżankę Marketę, która sprawiła, że ten wywiad w ogóle mógł zostać przeprowadzony), skupmy się na Pałacu Czernińskim.
          Choć to Panenske Brezany są znane jako dom Heydricha podczas jego protektorowania, to wcześniej mieszkał i pracował w Pałacu Czernińskim. Wiele zdjęć Heydricha z 1941/2 roku było robionych właśnie tam.
        Pałac Czerniński mieści się Hradczanach naprzeciw Lorety. Turyści raczej się tam nie zapuszczają, bo znajduje się nieco na uboczu, a sam w sobie nie jest zbyt atrakcyjny (nie prowadzą do niego żadne drogowskazy w przeciwieństwie do innych pałaców rozsianych po Hradczanach). Ten ogromny budynek wzniesiony został w siedemnastym wieku. Z początku wyglądał nieco inaczej (podejrzewam, że znacznie ładniej, bowiem na tle innych hradczańskich pałaców bryła Czernińskiego jest zwyczajnie brzydka), jednak był parokrotnie uszkodzony, między innymi podczas wojny o sukcesję austriacką. Swoją nazwę zyskał dzięki dyplomacie Humprechtowi Janowi Czerninowi. W swojej długiej karierze pełnił rolę mieszkalną, był też uczelnią i lazaretem. Gruntowną przebudowę przeszedł w latach 20 XX wieku. Zorganizował ją Pavel Janak. Przed wojną w pałacu mieściło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych (obecnie znów pełni tę rolę). Od 1939 do 1945 roku znajdowało się tam biuro Protektora Czech i Moraw. W 1941 ulokował się tam Reinhard Heydrich. Mieszkał tam od września 1941 do marca 1942 kiedy przeprowadził się do Panenskich Brezan. Razem z Liną nie byli jednak zachwyceni tym miejscem i postanowili znaleźć coś poza miastem. Częściowo przyczyniła się do tego mała Silke, której pieluchy były dosłownie wszędzie. Rodzice bali się także o zdrowie dwulatki. Po wyprowadzce Heydrich nadal przyjeżdżał tam do pracy.
       Po wojnie mieszkał tam syn Masaryka, który tam też stracił życie, ale kto będzie chciał, ten sam doczyta o co chodzi.
      Pałac nie jest udostępniony obecnie do zwiedzania. Od czasu do czasu są organizowane dni otwarte, jednak mi się nie udało. Może następnym razem. Za to możemy urządzić sobie wirtualną przechadzkę po zamku: http://www.mzv.cz/jnp/cz/o_ministerstvu/budovy_architektura/virtualni_prochazka_palacem/index.html (można zobaczyć też łazienkę, w której Heydrich się mył :D).

środa, 7 maja 2014

My Cyganie - czyli jeszcze trochę o pochodzeniu Heydricha

Nie mam odpowiedniego zdjęcia by zilustrować dzisiejszą historię, tak więc wstawiam Heydricha w marynarce, bo o tym okresie dzisiaj piszę.

Jak wiemy młody Heydrich był prześladowany przez swoich "kolegów" na różne sposoby. Najbardziej dotkliwe były dla niego oskarżenia o żydowskie pochodzenie, które było niemile widziane w niemieckiej marynarce.

Shlomo Aronson (przez którego pracę się teraz przedzieram) wydobył z bratowej Heydricha, Gertrudy i jego "znajomych" z czasów marynarskich zaskakującą historię, która nadawałaby się spokojnie do cyklu "Heydrichowe dziwactwa", jednak postanowiłam dla niej wydzielić osobną przestrzeń

O co chodzi?
Otóż gnębiony młody Heydrich postanowił ukrócić ostatecznie pogłoski na temat tego, że jego ojciec naprawdę nazywa się Suss i jest Żydem. Rozpowiadał wszystkim dookoła, że jego ojciec był cygańską znajdą, którą Cyganie podrzucili do Drezna, do konserwatorium muzycznego prowadzonego przez Eugena Krantza, który zdecydował zaopiekować się małym Brunonem. Wychował go w miłości do muzyki, a później Bruno Heydrich poślubił jego córkę Elżbietę. Zapewne ta zmyślna anegdotka wcale nie poprawiła sytuacji młodego Reinharda, bowiem i Cyganie nie cieszyli się uznaniem w konserwatywnej niemieckiej marynarce. Jak nasz młody marynarz na to wpadł? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia... Niemniej szkoda, że jego miłość do kultury romskiej nie przetrwała w późniejszych latach.

Źródło rewelacji:
S. Aronson Heydrich und die Anfange des SD und der Gestapo (1931-1935)

wtorek, 6 maja 2014

"Dramaty" młodej Liny

          Świeżo upieczona pani Heydrich, jak sama twierdziła, nie wspominała dobrze początków swojego mieszkania w Monachium. Składało się na to wiele czynników: okropne, tanie mieszkanie, brak pieniędzy, a co za tym idzie brak możliwości włożenia czegoś do garnka. Tym bardziej, że Lina nie umiała gotować, co dosyć otwarcie przyznawała. Nie odpowiadały jej bawarskie zwyczaje i nie była w stanie zrozumieć bawarskiego dialektu. Do tego dołożyły się problemy natury personalnej.
         Heydrich nie należał do osób, które lubily spotykać się towarzysko w dużym gronie i czynił to raczej niechętnie, w przeciwieństwie do swojej małżonki. Lina cierpiała więc na samotność, która pogłębiła się już na starcie, kiedy odwiedzili Himmlera w Waldtrudering. Na miejscu spotkali Hildebrandta (tego, od którego Heydrich pożyczał maszynę do pisania) wraz z małżonką: Edith von Coler, która była krewną Margi Himmler. Edith zrobiła bardzo pozytywne wrażenie na Linie, czego nie można było powiedzieć o pani Himmlerowej, którą Lina publicznie krytykowała za noszenie dużych rozmiarów butów jak i odzieży. Marga odwdzięczyła się Linie wykluczając ją z towarzystwa żon wysoko postawionych esesmanów.
        Na spotkaniu stawił się również Heinrich Himmler i to on stał się wodzirejem na tej skromnej posiadówce, która zmieniła się w spotkanie służbowe połączone z wywiadem. Tematy zeszły na sprawy rasy i pochodzenia. Marga Himmler chcąc pochwalić się powiedziała, że pochodzi z rodu Nakiel (Nakło) spod Poznania, przy czym mąż zdenerwowany poprawił ją, że Nakło to miejscowość. Lina przysłuchiwała się temu zdezorientowana i po spotkaniu, kiedy z Reinhardem wracała autobusem miała rozpłakać się. Mąż pocieszył ją, objął ręką i powiedział, że nie będzie musiała przychodzić na spotkania do Himmlerów. Marna była to pociecha dla młodej fanatycznej nazistki, która natrafiła na większych radykałów od siebie.

Źródło:
Lina Heydrich, Muj zivot s Reinhardem

Zdjęcie pochodzi z : http://ww2gravestone.com/general/heydrich-von-osten-lina-manninen