wtorek, 20 maja 2014

Spotkanie z panią Heleną Vovsovą cz. I



          Nawet czytając wywiad nie można mieć pewności, że nie został on zmanipulowany. Przekonałam się o tym podczas wizyty u pani Heleny Vovsovej, która pracowała w ogrodzie w Panenskich Brezanach za czasów kiedy żyli tam Heydrichowie (i nie tylko, ale o tym później) i pomagała Żydom, którzy byli tam więzieni przez Linę. W czym rzecz? Często korzystałam tu, w roli źródła, z wywiadów z panią Vovsovą rozsianych po czeskiej prasie. Jak się okazało w trakcie wywiadu, który przeprowadzałyśmy w składzie: ja, moja dziewczyna i nasza koleżanka Marketa (której się nie wydziękuję do końca życia za ogrom pracy jaki dla nas zrobiła), wiele rzeczy, które pojawiały się w czeskich magazynach było nieprawdziwe i pani Vovsovej wtykano w usta słowa, jakich nie powiedziała i informacje, o których nie miała pojęcia. Co więcej pani Vovsova doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nic nie może z tym zrobić. Przerażające. Co gorsza naprawdę nie wiem czemu służą te manipulacje jakimi padła nasza rozmówczyni, ale jest to okropnie przykra sprawa, bo pani Vovsova jest niezwykle interesującą i miłą osobą i doprawdy nie trzeba jej historii zagęszczać żadnymi dodatkowymi rewelacjami. W tej notce i w kliku kolejnych postaram się przekazać wszystko tak jak mówiła nam pani Vovsova i nie ingerować w jej opinie ani nie dorzucać nic od siebie. Robię to na podstawie notatek (czy właściwie bardzo porządnej transkrypcji) sporządzonych przez Marketę.
         Pani Helena Vovsova urodziła się w 12. 02. 1926 roku w Pradze. Ze względu na jej słaby stan zdrowia jej ojciec postanowił, że przeprowadzą się do Panenskich Brezan, skąd sam pochodził. Była to wówczas bardzo spokojna wieś, gdzie było około stu domów. Pani Vovsova wspominała, że nic ciekawego się tam raczej nie działo. Wkroczenie Niemców niewiele zmieniło, jej ojciec przewidywał, że wojna skończy się w przeciągu roku, jak wiemy tak się nie stało. Jedyną zmianą było pojawienie się rewizora, który spisywał majątek wszystkich mieszkańców. W domu był jeden niezarejestrowany indyk, którego ukryto w pokoju Heleny. Zwierzak pojawił się w oknie, ale na szczęście umknął uwadze rewizora.
          Jej praca w ogrodzie pałacowym zaczęła się od wizyty pani, która potrzebowała pomocników do pracy w ogrodzie. Helena miała wtedy 14 lat. Wspominała, że pierwszym właścicielem był Żyd z Austrii (Bloch-Bauer), potem wprowadził się tam von Neurath, który mieszkał tam kilka miesięcy. Pani Vovsova wspominała jego żonę, która lubiła chodzić na spacer z psiakami po pałacowym parku. Von Neuratha praktycznie nie było w domu. Byli oni starszym małżeństwem i nie sprawiali służbie żadnych problemów. Podobnie sprawa miała miejsce z Heydrichem, za to Lina była bardzo humorzasta.
           Heydricha pierwszy raz widziała kiedy przyjechał do pałacu, było to jeszcze w marcu 1942 na trochę przed wielkanocą. Na jego przyjazd kazano nazbierać jej iglastych gałązek i wysłano ją do lasu. Udało jej się wypełnić zadanie i zobaczyła dwóch „żołnierzy na koniach”. Pani Vovsova bardzo boi się koni, więc zaczęła uciekać i otworzyła im bramę, przy czym gałązki wyleciały jej z dłoni. Tam zdała sobie sprawę, że jednym z ludzi był Heydrich. Mężczyźni przejechali przez bramę i odbyło się bez żadnej afery.
            Pani Vovsova pamięta też dobrze Heydricha w dzień zamachu. Ścinała wtedy trawę i widziała jak przed głównym wejściem Heydrich żegnał się z Liną i Silke, swoją córkę wziął na ręce, po czym wsiadł do auta i odjechał. Lekko po południu we wsi pojawiło się mnóstwo niemieckich żołnierzy, a wszyscy byli zdziwieni i przerażeni. Nikt nie wiedział co się dzieje. Pani Vovsova była wówczas w szklarni blisko leśniczówki gdzie zajmowała się kwiatami, niedaleko sadu zza żywopłotu wyskoczył na nią jeden z żołnierzy. Przeraziła się, wyszła ze szklarnii i zapytała go co się dzieje. Nie odpowiedział jej. Do popołudnia była w szklarni kiedy przyszedł do niej człowiek zajmujący się końmi Heydricha. Wyglądał na zmartwionego, w rękach niósł Silke. Pani Vovsova zapytała go: „Hans, co się dzieje?”, a on jej odpowiedział: „Zamach na szefa”. „Jest martwy?” „Jeszcze nie”. Wszyscy byli przerażeni i nikt nie wiedział, co też może stać się dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz