niedziela, 25 maja 2014

Spotkanie z panią Heleną Vovsovą cz. II



Reinhard i Silke
            Pani Vovsova nie miała zbyt wiele wspomnień związanych z Reinhardem Heydrichem. Pamiętała głównie, że wyjeżdżał rano, około 9 do pracy i wracał późnym popołudniem. Często jeździł konno do lasu ze swoim adiutantem. Odnośnie plotek o kochance, to pani Vovsova nie wie nic na ten temat (prasa wepchnęła w jej usta opinię kogoś innego). Dopiero długo po wojnie czytała o tym, że miał jakieś kochanki, osobiście nie słyszała żadnych plotek. Więcej była w stanie powiedzieć o jego żonie. Odnośnie ich obecności we wsi powiedziała, że nie mówiło się ani nie wiedziało o nich za wiele, byli trochę koniecznym złem. Nie było prawdą, że kazali witać się na „Heil Hitler”, wystarczyło zwyczajne „Guten Tag”. Po śmierci męża Lina zaczęła zmieniać pałacowy ogród w plantację. Pani Vovsova mówiła o niej „Pochodziła z biednego szlacheckiego rodu i miała praktyczne podejście do życia, liczyły się dla niej głównie pieniądze”. Zatrudniła jednego ogrodnika od kwiatów, drugiego od warzyw i sprzedawała zieleninę dla żołnierzy stacjonujących w praskich koszarach (ci przybywali w każdą sobotę). Na jesień 1942 sprowadziła Żydów z obozów koncentracyjnych, którzy de facto byli jej niewolnikami (byli przetrzymywani w karygodnych warunkach, a pani Vovsova wielokrotnie narażała życie, żeby im pomóc, ale o tym później). Kiedy Reinhard żył w Panenskich Brezanach nie przebywali żadni więźniowie.
          Humor Liny zależał w dużej mierze od tego jak spała, kiedy wyspała się źle była okropna dla służby, miała jednak swoje lepsze dni i wtedy nie było z nią źle. Wszyscy byli informowani o jej humorze przez Marię Hanzelek, służącą, z którą przyjaźniła się Lina. Lina miała również drugą przyjaciółkę wśród pokojówek, ale pani Vovsova nie pamięta jej imienia. Pani Heydrich miała bardzo wysoki i cienki głos. Pani Vovsova wspominała, że była bardzo zdziwiona jak usłyszała, że Lina napisała książkę pt. Moje życie ze zbrodniarzem wojennym”, dopiero Heider Heydrich podczas swojej wizyty wyjaśnił jej, że wydawca nalegał na taki tytuł, nie na „Moje życie z Reinhardem”. O ile o Heydrichu nie krążyły żadne plotki odnośnie zdrady, to znacznie głośniej było na ten temat jeśli chodzi o Linę. Heydrichowa wyjeżdżała co jakiś czas na dwa, trzy dni na polowania i podobno wtedy spotykała się ze swoich kochankiem.
             Pani Vovsova wspominała również dzieci Heydricha i ich wizyty w Panenskich Brezanach po wojnie. Bardzo wiele rozmawiała z Heiderem Heydrichem dwa lata temu. Opowiadał jej o swojej czwórce dzieci: synu, który mieszka na Madagaskarze, a trzema córkami, z których każda ma męża obcokrajowca. Szczególną sympatią pani Vovsova obdarzyła jednak małą Silke, którą wszyscy bardzo lubili. Silke nie uczyła się jeszcze w przeciwieństwie do chłopców (którzy mieli własną salę lekcyjną na parterze pałacu) i większość czasu spędzała w parku. Silke miała zakaz jedzenia poza domem, jako, że wcześniej miała w zwyczaju stołować się razem z żydowskimi więźniami i dostała za to lanie od Liny. Po tej sytuacji nikt ze służących nie mógł jej niczego dawać do jedzenia. Kiedy pani Vovsova miała przerwę w pracy i jadła omleta Silke przyszła do niej a widać było, że ma wielką ochotę na nieszczęsnego omleta. W pobliżu na leżakach wylegiwała się Lina, więc pani Vovsova z początku miała opory żeby podzielić się z małą. W końcu jednak jej uległa i dała kawałek. Ucieszona dziewczynka (instynkt samozachowawczy najprawdopodobniej odziedziczyła po tacie) pobiegła do Liny krzycząc: „Mama, patrz co mam”. Tym razem Heydrichowa miała jednak dobry humor i kazała córce oddać omleta i nikt nie został ukarany. 

Zdjęcie:
Die Stern nr 19 z roku 1956 artykuł: Für unser Geld"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz