poniedziałek, 14 lipca 2014

Opracowanie artykułu z "Historia" z października 1978 cz. IV

Lina Heydrich źródło: radio.cz
       Dalej Lina przechodzi do tematu Żydów i Zagłady, i robi się i śmiesznie i strasznie jednocześnie, a przede wszystkim bardzo niesmacznie.
Potwierdza, co prawda, konferencja w Wansee miała miejsce, ale twierdzi, że było to spotkanie Interpolu. Heydrich zaś, będąc Interpolu prezydentem, musiał być na nim obecny. Uważała ona również, iż owszem, konferencja miała na celu rozwiązanie żydowskiego "problemu", nie padło jednak ani słowo na temat eksterminacji całego narodu. Pozwolę sobie znów zacytować: "Po upadku pomysłu z Madagaskarem, Etiopią czy Palestyną, mój mąż forsował projekt stworzenia Państwa Żydowskiego w górach Uralu. Eksterminacja w obozach koncentracyjnych miała miejsce po śmierci mojego męża, to Himmler postanowił, żeby operację odebrania żydom dóbr, biżuterii i ubrań nazwać "Operacją Reinhard" (wersja alternatywna nazewnictwa OR miała być nazwana od Fritza Reinhardta, ale spór dotyczący OR nadal trwa). Himmler, mimo wszystko, nazwał ją tak przez wzgląd na pamięć o moim mężu." Potem Lina sugeruje, że gdyby Heydrich żył, to do Holokaustu nie doszłoby na taką skalę. Mówi też o tym, że jej mąż wcale nie chciał egzekucji (a obóz w Chełmnie?), i uważa, że po wojnie zostały znalezione dokumenty w których jest to wyszczególnione, jednakże z OCZYWISTYCH względów (SIC!!!!) woli się o nich nie mówić. Kolejny cytat:" był (przyp. aut.: Heydrich) wrogiem Żydów, nie ze względu na rasizm, ale bezpieczeństwo. Dla niego, Żydzi byli o tyle czarujący, co stanowiący zagrożenie w tak wielkiej liczbie. Myślę, że to dlatego, że nigdy nie czuli się jak w domu w żadnym kraju, poza swoim własnym, ponieważ byli inteligentni i majętni. Więc dla niego były to kwestie przede wszystkim bezpieczeństwa. Mówiono, że prawdziwym powodem jego odczuć względem Żydów było to, że sam miał żydowską krew, a Hitler i Himmler wiedzieli o tym i używali tego faktu do manipulacji nim. To tylko plotki! Mój mąż w istocie miał żydowskiego krewnego, była to żona jednego z jego wujków, żyjących w Dreźnie, Hansa Krantza. Nazywała się Iza Jarmy (jak wiemy nie była to Iza Jarmy, a Boriska Lobstein), była bardzo miła i nie zapomniałam jej ogniście czerwonego koloru włosów. Pozostawaliśmy w dobrych kontaktach (to ciekawe czemu w 1943 ciocia Boriska wylądowała w obozie koncentracyjnym, gdzie potem została zamordowana?)." Potem Lina mówi także o tym, że wszyscy, którzy rozpuszczali plotki o żydowskim pochodzeniu Reinharda próbowali odciągnąć uwagę od siebie samych. Jako przykład podaje Schellenberga, który, według niej nie został potraktowany sprawiedliwie podczas procesów norymberskich przez "umówienie się" z aliantami "za plecami tych, którym przyrzekał wierność", robiąc to "nie dla idei, tylko dla własnego interesu". Ale to jeszcze nie koniec szaleństw pani Heydrich. Co prawda wspomina ona, że nie zaprzecza temu, jakoby masowych egzekucji miało nie być, ale... szuka dowodów (!!!!!!!) na eksterminację aż sześciu milionów Żydów, bo "przecież co prawda masowe egzekucje były przeprowadzane, ale w mniej niż trzy lata, taka ich liczba jest po prostu niemożliwa (a jednak)." Na dodatek "przecież zarówno Hitler, jak i mój mąż szukali terenów, na których Żydzi mogliby się osiedlić, dlaczego więc żaden kraj nie przyjął ich do siebie?" po postawieniu tego wywrotowego pytania, pani Heydrich puentuje je stwierdzeniem, że Niemcy nie miały monopolu na rasizm i fanatyzm. Po tak ciekawym wywodzie Lina znów zwraca po raz kolejny uwagę na to, że jej mąż nie był fanatykiem, tylko urodzonym policjantem, wszystko zaś robił dla bezpieczeństwa Rzeszy, która, według niego, miała jeszcze większego wroga, niż Żydów - komunistów. Pani Heydrich wspomina jego strach i nienawiść przed nimi, podkreślając, że byli dla niego o wiele bardziej od Żydów niebezpieczni. W podsumowaniu artykułu jest mowa o tym, że rodzina Heydricha, zarówno bliższa, jak i dalsza, nie interesuje się polityką, na historię patrzą zaś z ciekawością, ale nie różniącą się za bardzo od ciekawości innych ludzi, zaś dzieci Reinharda patrzą na niego przede wszystkim jak na kochającego ojca, którym, mimo wszystko, był i nie da mu się tego odmówić.

           Właściwie to powinnam to jakoś podsumować, ale Lina sama siebie nokautuje co zdanie. Dodatkowo jak zestawimy niektóre wiadomości z jej wspomnień z tym i innymi wywiadami, to podawane przez nią informacje są rozbieżne, jak choćby jej bracie i jego stosunku do nazizmu. I wydaje mi się, że niekoniecznie to wszystko wynika z chęci krycia się i uniknięcia odpowiedzialności (choćby za los więźniów jakich przetrzymywała w Panenskich Brezanach), choć zdecydowanie jest to czynnik dominujący w "twórczości artystycznej" wdowy po Heydrichu. Inna rzecz, która rzuciła mi się ostatnio w oczy to, to, że mimo zapewnień jak bardzo Heydrich był jej bliski, to ona prawie w ogóle go nie znała. Głupi, ale solidny przykład: Lina twierdziła, że Heydrich w połowie lat 30 po osiągnięciu mistrzostwa uprawiał szermierkę tylko hobbystycznie, co jest kompletną nieprawdą jak wykazuje choćby historyk B. Bahro w swoich publikacjach na temat sporu w SS, czy wspomnienia Heydrichowego bratanka, czy szereg zdjęć przedstawiających Heydricha na przeróżnych zawodach. Czy Heydrich nie mówił własnej żonie o sukcesach sportowych, czy chował trofea pod łóżkiem? Czy może ona nie była tym zainteresowana? Takich przykładów przy dokładnym studiowaniu Liny można liczyć na pęczki i wersje wydarzeń bardzo często zmieniają się w zależności komu Lina udzielała wywiadu, czy do kogo pisała.

8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z jednym z Liną muszę się zgodzić: Niemcy nie miały monopolu na rasizm i fanatyzm. Wnioski jednak rozbieżne - dla mnie to raczej punkt wyjścia (ważniejsze co stało się z tym dalej i co zawsze stać się może w innych miejscach na świecie), dla niej puenta, jak piszesz, zrzucanie odpowiedzialności poza swój kraj. (poprawiłam literówkę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zdecydowany fakt, o czym swiadczyc moze chocby to, ze pomysl wyslania zydow na madagaskar Heydrich nie wzial ze swojej glowy ale dosc mocno zainspirowal sie planami francusko-polskimi. O tym, ze antysemityzm byl od drugiej polowy XIX wieku moda w calej Europie, czy o tym jak traktowano czarnoskórych w USA i to nawet dlugo po II wojnie swiatowej nie wspominajac. Przykladow sa naprawde setki, ale to nie sprawia, ze w jakikolwiek sposob wina za holocaust nie lezy glownie po stronie nazistów (Niemców i Austriaków), ale Lina "brzydko się chwyta" można powiedzieć.
      Niemniej możnaby się pokusić o to jak te ogólnoeuropejskie trendy i prace wpływały na ideologów nazizmu, a wpływały znacząco.

      Usuń
  3. Jezu co za głupia baba o jezu jezu, Heydrich serio miał dobry powód, żeby się robotą zająć i do domu póżno wracać :D
    Ja się pytam: o jakiej to sztuce z tą młotką Schellenberg dyskutował tak namietnie :D ?
    W Polsce nasze odłamy Prawdziwych w AK podczas powstania strzelało do ocoałych Żydów, którzy wyszli z ukrycia.
    Również w pierwszych dniach powstania rózne frakcje strzełay do siebie, żeby było ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz nasuwa sie tylko jedna mysl zaczerpnieta rzecz jasna z piosenki- People are strange;D

      Usuń
    2. i byc moze jeszcze o innej sztuce;P

      Usuń