sobota, 30 sierpnia 2014

Allgemeine SS - Ulric of England

Zazwyczaj nie recenzuję tu książek, które nie są stricte poświęcone Heydrichowi. Tym razem robię jednak wyjątek, jako, że parę osób mnie o tą pozycję pytało drogą mailową i sama mam o niej do powiedzenia parę słów.

Recenzuję ją choćby dlatego, że znalezienie nieofoliowanego egzemplarza graniczy z cudem (mi się udało i dlatego tą książkę w ogóle kupiłam). Jako, że trudno w ogóle do niej zajrzeć, a ciężko kupować kota w worku za ponad 100 zł (w sklepach stacjonarnych 200), pokrótce opowiem czy warto.

Zwykle zachęcam do kupowania oryginalnych edycji, nie zaś tłumaczeń, w tym wypadku nikomu, absolutnie nikomu nie poleciłabym by kupował jej angielską wersję. Czemu?
Dlatego, że podobnie jak w przypadku książek o Heydrichu autorstwa Maxa Williamsa, ekipa Ulric of England ma okropną tendencję do nie tyle gloryfikowania SS (choć bądźmy szczerzy, robią to i gdybym kupiła wersję angielską wyrwałabym sobie wszystkie włosy z głowy), co niewspominania o prawdziwym obliczu tej organizacji: o Holokauście, o Einsatzgruppen, o terrorze Gestapo; słowem o wszystkich popełnionych przez esesmanów zbrodniach. Przemilczane są też faile poszczególnych członków SS. Tu mam na myśli choćby krótki tekścik o karierze lotniczej Heydricha, w której nie wspomniano o tym, że rozbił maszynę, nie spalił jej i narobił wielu osobom problemów... A podejrzewam, że takich przykładów jest więcej, ale nie znam się aż tak dobrze na biografiach poszczególnych SS-Fuehrerów, żeby je wam teraz wyłuskać.
       Przysięga SS na jednej z pierwszych stron też nie przypadła mi do gustu, poczułam się jak przy lekturze FM-Zeitschrift, a takie rzeczy powinny skończyć się w 1945 roku (a najlepiej jakby w ogóle się nie zaczęły).  
Na całe szczęście polski wydawca (wyd. Vesper) postanowił to naprawić. Za co ma u mnie wielkiego plusa. Zdecydowano, by uzupełnić przypisy tej książki i dopisać do niej o ciemnej stronie SS (szkoda, że znalazły się one na końcu, ale jak już chcecie kupić tą książkę, to co widzicie przypis to natychmiast zaglądajcie na ostatnie strony), poinformowano o tym na pierwszych stronach "Allgemeine SS". I dzięki temu ta publikacja ma ręce i nogi i da się ją czytać. Bez tego uzupełnienia dokonanego przez polskiego wydawcę byłoby mi ciężko i wkurzałabym się równie mocno, a może i nawet bardziej, niż przy lekturze Williamsa.
       I tak jak w Williamsie mamy do czynienia ze świetną stroną wizualną: mnóstwem fotografii, szczegółów, ciekawymi opisami i informacjami. Przedmioty widzimy zarówno na zdjęciach archiwalnych, jak i współczesnych. I to kolejny powód by tą książkę nabyć.
        Osobiście dla mnie przydatna jest przy identyfikacji zdjęć. Często staję przed problemem, gdy fotografia Heydricha nie ma żadnej daty (albo ma tą datę mocno niepewną, bądź błędną) i wtedy używam do pomocy publikacji typu "Allgemeine SS" (mam podobną książkę stricte o SD, ale nie dysponuje ona aż tak ładnymi zdjęciami), by odnaleźć typ munduru, hełmu, czy jakiś innych akcesoriów, które umożliwiłyby mi chociaż w przybliżeniu określić, kiedy wykonano fotkę.
"Allgemeine SS" to jednak nie tylko umundurowanie i inne odzienia esesmanów. Znajdziemy od groma innych "cudów": porcelany Allacha, lampek, pierścieni, śpiewników itp. Ciekawa rzecz, jak ta z pozoru niegroźna tandeta (sorry nie lubię porcelany, być może one są ładne, a ja się nie znam, ale mi się kojarzą z meblościankami na wysoki połysk), mogła za sobą nieść tak silne ideologiczne przesłanie (jak choćby allachowy "Der Sieger").
        Wydanie książki jest piękne: ładnie sklejone, w grubej okładce z obwolutą, wszystko wydrukowane na papierze kredowym, zdjęcia wyraźne, żadnej pikselozy. 
    Gdybym miała oceniać wersję angielską, bez polskich sprostowań to wylałabym tu tonę pomyj i odradziła kupno, bo to skandal, że autorom oryginału tak łatwo przyszło wymazanie jednej z większych zbrodni XX wieku. Z polską korektą jest to ciekawa pozycja, którą warto mieć w biblioteczce. Do kupna polskiego tłumaczenia zachęcam, do kupna oryginału: nigdy w życiu. Choice is yours.

     A teraz to na co wszyscy czekacie. Tak książka wygląda od środka (skoro to blog o Heydrichu, to i on się pojawia):
PS. Dla ludzi interesującym się stricte Heydrichem: nie ma go tam za wiele, jest parę zdjęć, parę znanych, parę nieznanych, jego popiersie, trochę informacji. Ja nie żałuję zakupu także pod tym kątem, chociaż podkoloryzowana wersja jego kariery w Luftwaffe wywołała u mnie uśmiech politowania.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kolejna propagandowa laurka dla Heydricha - Kriminalistik

Okładka pisma
          Wspominałam już o gazecie "Kriminalistik", której Heydrich był wydawcą i redaktorem i wspominałam także o wysypie propagandowych tekstów, które obiegły prasę po jego śmierci. Umieszczam Wam tłumaczenie takiego tekstu (tłumaczenie wolne), które zrobiła dla Was moja kochana Kasia.
         Większe kurioza postanowiłam zaznaczyć kursywą, bo ilość "sic" w tekście mogłaby sprawić, że stałby się on nieczytelny. Jak się nietrudno domyślić tekst ten nie oddaje tego, co myśli autor bloga i wierny tłumacz na temat Heydricha.
        Pożegnanie merytorycznie nie zawiera zbyt wiele informacji (o ile jakiekolwiek) i jest... no... czystą propagandą nazistowską, ale zaspokajam tu ciekawość Czytelników co do tego jak coś takiego wyglądało od strony stylistycznej. Znów mamy do czynienia z wyolbrzymieniem roli we Freikorpsie, walkę z nieprzyjacielem, nazywanie zamachowców tchórzami i narodowy socjalizm pisany wielkimi literami:

         "W dniu 4 czerwca, szef Policji Bezpieczeństwa i SD, zastępca protektora Rzeszy w Czechach i na Morawach, SS-Obergruppenführer i generał policji Reinhard Heydrich zmarł w konsekwencji popełnionego na nim nikczemnego, zbrodniczego zamachu. On, ten który walczył o niemieckie granice przeciwko nieprzyjacielskiej napaści, począwszy od przynależności do Organizacji Freikorps, aż do działalności jako pilot myśliwca na frontach w Norwegii, Holandii oraz froncie wschodnim - ten, który stał dumnie naprzeciwko unii tysiąca wrogów*, został powalony w wyniku tchórzliwego zamachu. W przeciwieństwie do tego, w obliczu tej tragedii ukazuje się pełna istota Heydricha: dzielnego, odważnego i lojalnego. Wierny Führerowi, a także Ideom i Celom Narodowego Socjalizmu, wolny od zmartwień względem własnego losu, bezwzględny wojownik, wypełniający przyjęte przez niego zadania. 
         To nie powinno być wspominane przez żołnierzy, nie przez polityków, czy wysokich rangą funkcjonariuszy SS; zostało to uhonorowane wysokim odznaczeniem nadanym przez Führera i  Reichsführera.
            My pamiętamy w tym momencie o nim jako o szefie Policji Bezpieczeństwa i SD, jako o przewodniczącym Międzynarodowej Komisji Policji Kryminalnej i jako redaktorze naszego pisma.
          Po objęciu władzy, Heydrich został mianowany liderem bawarskiej policji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Monachium. Już w dniu 22 kwietnia 1934 roku został powołany na stanowisko szefa Urzędu Tajnej Policji Państwowej w Berlinie i na 13 czerwca 1936 Głównego Policji Bezpieczeństwa. Heydrich został powołany na to miejsce, aby po raz pierwszy w Niemczech cała władza i autorytet zostały połączone, by oba wielkie filary policji Rzeszy Niemieckiej zjednoczyć, zorganizować i z gorliwą miłością wypełniać.Zwłaszcza to ostatnie zadanie leżało Heydrichowi na sercu. Ponownie, to nieustraszony wojownik, który, dzięki  swojemu duchowi kształcił w sensie narodowego socjalizmu, rozumiał jak trzeba szkolić uwzględniając nowe środki wyposażonych w rozszerzone uprawnienia policjantów. Był zdolny pochwycić je wszystkie: fizyczność, psychikę i ducha, a więc wychowanie fizyczne, psychiczne i duchowe i w ten sam sposób ułożyć je w swoim sercu, tak, aby wszystkie były jednakowo ważne.  
        Gdy Heydrich, zgodnie z otrzymanym przez Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji rozkazem, objął stanowisko wydawcy "Kriminalistika", domknął jego Styczniowy numer z rocznika 1938 napisaną przez siebie przemową, wyrażającą życzenie, aby było to czasopismo służące do szkolenia zawodowego, wymiany doświadczeń technicznych, służącej do praktycznych zadań zawodu policjanta, a tym samym rozwoju zawodowego dla całej policji bezpieczeństwa, a także do wymiany doświadczeń z kolegami po fachu z zagranicy.
          Nasi czytelnicy w kraju i za granicą, jak również członkowie Międzynarodowej Komisji Policji Kryminalnej wiedzą, w jakim stopniu te pragnienia stały się realne dzięki niestrudzonej pracy naszego wydawcy, jego inteligentnemu zrozumieniu tego, co jest niezbędne w danym momencie i jego wielkiej empatii w stosunku do czynnych funkcjonariuszy policji, doskonalących swoje umiejętności.
Zjednoczmy się więc, jako czytelnicy i redakcja "Kriminalistika", w podzięce i ostatnim pozdrowieniu dla naszego Redaktora Naczelnego, tak nagle i okrutnie nam zabranego."


*dosłownie byłoby "wypinał klatkę piersiową" ale to trochę głupio brzmi ;P

Rola Heydricha w sprawie Tuchaczewskiego



Naujocks (tyłem) i Heydrich w roku 1933

           W opracowaniach ogólnych i biogramach Heydricha często pojawia się informacja jakoby ten doprowadził do czystek w Związku Sowieckim w 1937 roku. Jego rola jest znacznie przez takie publikacje wyolbrzymiana. Tak naprawdę istnieje niewielka ilość materiałów potwierdzająca, że rzeczywiście maczał w tym palce, a na to, że to on był prowodyrem morderstw dowodów nie ma. Stalin od dawna miał to w planach, a działania Heydricha miały na to raczej znikomy wpływ i tak naprawdę brak jest (a przynajmniej na razie nie dotarłam do takowych) dokumentów poświadczających na to, że SD rozdawało karty w tej rozgrywce. Jeśli już zostało wykorzystane przez NKWD, które od dawna zbierało "haki" na rosyjskich oficerów. Co nie zmienia faktu, że ówczesny szef SD twierdził z dumą, że czystka to dzieło jego machinacji i wcale się z tym nie krył. Wręcz przeciwnie, chwalił się tym komu popadnie, ale o tym nieco później.
          O ile Robert Gerwarth pominął ten epizod z życia Heydricha w swojej książce, widocznie wychodząc z założenia, że jest to dość śliski grunt i niezbyt dobrze udokumentowany, to Deschner przedstawił następującą wersję wydarzeń, opierając ją między innymi na książce Hoettla (oficera SD), którego wiarygodność równa się wiarygodności Schellenberga (więc bez rewelacji):
W Paryżu żył podwójny agent. Był to rosyjski generał Nikołaj Skoblin. Współpracował z SD i NKWD jednocześnie, o czym Heydricha (podobno) ostrzegali jego ludzie, bojąc się, że wywiad SS stanie się marionetką w rękach Stalina. Dzięki niemu, podczas spotkania w hotelu Adlon w Berlinie do uszu Heydricha dotarła wieść o rzekomych planach obalenia Stalina przez nieprzychylnych mu oficerów. Na czele puczu miał stać marszałek Michaił Tuchaczewski.
         W Święta Bożego Narodzenia w roku 1936 Himmler wraz z Heydrichem stawili się u Hitlera i mieli opowiadać mu o planach Tuchaczewskiego. Szef SD podobno przedstawił plan wykorzystania tego człowieka do wywołania fermentu w ZSRR (czy tak było, trudno powiedzieć), który miał polegać na konfliktowi pomiędzy sowieckimi dowódcami a Stalinem. Miał też powiedzieć: „Jeśli Stalin podejrzewa oficerów naczelnego dowództwa, że przygotowują oni spisek, to bez wątpienia poszuka dowodów zdrady. Jeśli brak takich dowodów, należy je stworzyć” (cyt. Za Deschnerem, który cytuje za Lwem Nikulinem)Po rzekomej dyskusji, Hitler miał przystać na ten plan.
SD zaczęło więc preparować korespondencję między Niemcami a Tuchaczewskim, którego podpisy znaleziono w archiwach Reichswehry. Zaś pieczątki niemieckie i podpisy oficerów „ściągnięto” z czeków bankowych. Podrabianiem sygnatur zajmował się grawer SD, Franz Putzig Całą akcję nadzorować miał Alfred Naujocks.
          W maju roku kolejnego Hermann Behrends (ten sam, który zajmował się szermierką i został przez Heydricha wepchnięty za Casmira) podrzucił sfałszowane akta Tuchaczewskiego oficerom NKWD, którzy zapłacili za nie 3 miliony rubli. Które były równie prawdziwe jak podrobione przez SD dokumenty (biznes życia).
         To miało wg Roberta Conquesta miało być ostatecznym dowodem zdrady i pretekstem Stalina do wymordowania kadry oficerskiej. Czy tak było naprawdę? Twardych historycznych dowodów na to nie ma i jest to raczej hipoteza, która w ostatnich latach znacznie straciła na wiarygodności. NKWD od lat zbierało materiały pogrążające Tuchaczewskiego. Były pośród nich zapiski z lat 20 na temat „niewłaściwego” stosunku marszałka do władz komunistycznych, zeznania carskich oficerów rzekomo podżeganych do walki z systemem przez Tuchaczwskiego, a także całe śledztwo związane z wyjazdem w 1936 do Anglii na pogrzeb Jerzego V i wizyt we Francji, gdzie marszałek był mile widziany. Miał też wrócić na koronację nowego monarchy brytyjskiego. Na procesie przedstawiono za to sfabrykowane przez SD dokumenty. Można powiedzieć, że działania Heydricha były jedynie kamykiem w lawinie.
        Sam Heydrich był innego zdania. Mimo, że NKWD oszukało go na 3 miliony rubli, a śmierć wisiała nad Tuchaczewskim i innymi oficerami od lat, szef SD uważał, że to on wymierzył decydujący cios. Czym chwalił się w towarzystwie. Canarisowi powiedział to podczas jednego z prywatnych spotkań. Wg różnych wersji miało być to podczas kolacji, bądź wspólnej przejażdżki. Szefa Abwehry te wieści i radość, z jaką opowiadał o tym jego przyjaciel/wróg/dawny uczeń/sąsiad/itd. Przeraziły. Jak pisał Heinz Hoehne: „Ta wiadomość bardzo go dotknęła, gdyż odsłoniła żądzę przygód Heydricha, mogącą pewnego dnia pchnąć w otchłań cała Rzeszę”.
       Heydrich chwalił się tym także swojemu przyjacielowi z dzieciństwa Erichowi Schultze w podobnych okolicznościach. Jak na szefa wywiadu Heydrich zachowywał się niesamowicie nieostrożnie. 

Źródła: 
G. Deschner, R. Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
H. Hoehne, Canaris
IFZ Monachium dokument ZS 2430

Zdjęcie: G. Deschner, R. Heydrich namiestnik władzy totalitarnej

niedziela, 24 sierpnia 2014

Artykuł von Danielsa o Heydrichu.


Heydrich podczas przerwy na treningu
             W czerwcu i kolejnych miesiącach 1942 roku w prasie niemieckiej wybuchła prawdziwa histeria na artykuły upamiętniające Reinharda Heydricha. Jak nietrudno się domyślić, były to typowe laurki propagandowe o znikomej wartości merytorycznej. Stwarzały Heydrichowi nową przeszłość. Uwypuklały jego członkostwo we Freikorpsie, pomijały skandal, przez który wyleciał z marynarki (wersje były dwie: odszedł sam, albo wyrzucono go przez nazistowskie poglądy) i przedstawiały go w samych superlatywach. Jednym z takich tekstów jest artykuł z gazety „Leibesübungen und körperliche Erziehung” nr 13-14 rok 1942 pt: „Reinhard Heydrich als nationalsozialistischer Leibeserzieher” co można przetłumaczyć (w wolnym tłumaczeniu) jako „Reinhard Heydrich jako narodowosocjalistyczny nauczyciel wychowania fizycznego”. Pomimo oczywistego propagandowego wydźwięku artykuł autorstwa Herberta von Danielsa zawiera też parę interesujących informacji na temat sportowych dokonań Heydricha i parę rzadkich fotografii, jedną z nich wam publikuję powyżej. Wielu biografów Heydricha korzystało z tego artykułu w swoich bibliografiach, bowiem jest to skarbnica wiedzy na temat dokonań sportowych Heydricha, toteż i ja zdecydowałam się na opracowanie go tutaj, choć niektóre treści pojawiały się już wcześniej i z pewnością znajdziecie je z łatwością w archiwum bloga.
           Daniels zaczyna swój tekst od opisu zawodów w Bad Kreuznach z sierpnia 1941, w których Heydrich zajął piąte miejsce i stał się jednym z najlepszych szablistów w Trzeciej Rzeszy. Wg von Danielsa, a także według szermierzy ze swojej drużyny był bardzo koleżeński i przyjemny i po godzinach treningów lubił się z nimi „socjalizować”. Nie wspomina się w artykule za to o tym, że dla innych szermierzy i sędziów Heydrich potrafił być nieznośną divą, o czym już wcześniej pisałam. Autor umieszcza typowo propagandową wersję życiorysu Heydricha i opisuje tu jego koleżeńskość, wytrwałość i skromność (sic, z tego ostatniego śmiał się też Deschner). Przyrównuje go do "ideału" (czymkolwiek on jest) opisywanego przez Hitlera w „Mein Kampf”, który to "ideał" Heydrich rywalizował w ciągu całego swojego życia poprzez, nie tylko ciężką pracę dla dobra Rzeszy, ale również przez edukację fizyczną w szeregach SS i wśród młodzieży. Heydrich bowiem wspierał wiele klubów sportowych i często służył im pomocą finansową. Prócz tego lukru von Daniels czyni ciekawą uwagę: Heydrich po prostu kochał aktywność fizyczną (o dziwo za życia Heydricha niemiecka propaganda nie zwracała na to uwagi i nie używała Heydricha jako maskotki do promowania aktywnego trybu życia. Stało się to dopiero po jego śmierci). Daniels przywołuje tu parę przykładów: rzecz jasna szermierkę, a także strzelectwo (strzelba i pistolet, o czym wspominał też Werner Best mówiąc, że Heydrich był doskonały w strzelaniu do rzutków, także von Daniels zaznacza, że Heydrich był uzdolnionym strzelcem), czy nieszczęsny kurs pilotażu i wyczyny podniebne, które już tak dobrze Płowej Bestii nie szły, a co von Daniels postanowił taktownie przemilczeć i wspomnieć jedynie o niebezpieczeństwach na jakie narażał się Heydrich i jego odznaczeniach. Do propagandowej wizji nie pasowały tu ucieczka i ciągłe rozbijanie maszyn.
             Autor nadmienia także, że kiedy członkowie SS uczestniczyli w kursach i konkursach narciarskich Heydrich był z nimi aktywnie ćwicząc i odnosząc sukcesy także na tym polu. W zawodach zimowych w Kitzbühel w roku 1941 wygłosił przemowę, której fragment cytuje von Daniels: “Celem tych zawodów jest przypomnienie o istocie wychowania fizycznego, jako ciągłej pracy nad sobą.” Czynił tu uwagi na potrzeby rywalizacji w sporcie, która to miała w jego opinii uszlachetniać niemiecką rasę (sic).  
           Heydrich mimo piętrzących się obowiązków nie zrezygnował z szermierki i po sukcesie w Bad Kreuznach zdecydował się kontynuować swoją karierę, co zaowocowało sukcesami w turnieju z Węgrami w grudniu 1941 roku (o których też już pisałam wcześniej).
Heydrich był też mianowany Inspektorem Wychowania Fizycznego i zajmował się tworzeniem Akademii Wychowania Fizycznego dla SS (w której sam trenował) i innych placówek edukacyjnych związanych ze sportem. Co znacznie wpłynęło na popularyzację sportu, nie tylko szermierki, w szeregach SS. To w końcu Heydrich przestrzegał by jego podwładni mieli sportowe odznaki, a otrzymanie umożliwiało awans w szeregach organizacji.
           Von Daniels zwieńcza swój wywód straszliwą lukrowaną narodowosocjalistyczną bombą, o „tchórzliwych zabójcach wysłanych z Wielkiej Brytanii”  i o „nordyckim heroizmie” zmarłego. Czytanie takich tekstów z zupełnie innej perspektywy, w wersji papierowej, ze świadomością, że to kiedyś było niemiecką prasą promującą poglądy wyznawane przez ogół przyprawia o nieprzyjemny dreszcz. 

Zdjęcie pochodzi z artykułu. 

Jedlina Zdrój i Cmentarz Ofiar Faszyzmu w Kolcach - notka by Kasia

Dziś, na gościnnych występach znów Katarzyna. Wszystkie ewentualne uwagi proszę kierować pod jej adresem. Korzystała w researchu min z: http://www.jedlinka.pl/


        Kilka tygodni temu miałam okazję spędzić kilka dni w uroczej, dolnośląskiej miejscowości o nazwie Jedlina Zdrój. W jej okolicy znajduje się co najmniej kilkanaście miejsc związanych z historią II Wojny Światowej, z legendarnym kompleksem „Riese” na czele. O „Riese” jednak pisać nie będę, tam w trakcie mojej podróży niestety nie dotarłam. Żałuję, wokół tego obiektu narosło tak wiele mniej lub bardziej prawdopodobnych mitów czy teorii spiskowych (wliczając to ultranowoczesne bomby masowego rażenia, pojazdy latające w kształcie przypominającym obecne w popkulturze statki UFO, czy próby produkcji wilkołaków lub super-bohaterów), że aż żal, że nie mogłam ich zweryfikować osobiście. Kiedyś z całą pewnością tam wrócę, zainteresowanym zaś tematem polecam stronę http://www.sztolnie.pl/ prowadzoną przez ekipę Muzeum Sztolni Walimskich. Niestety, nie ma tam ani słowa o wilkołakach.
       Obiekty, które udało mi się natomiast zwiedzić, mimo, że nie tak spektakularne, z pewnością jednak zasługują na uwagę. Są one zresztą powiązane z historią powstania „Riese” bardzo ściśle – mowa bowiem o pałacu Jedlinka, gdzie w latach 1944-45 mieściło się biuro projektowe nazistowskiej Organizacji Todt oraz o Cmentarzu Ofiar Faszyzmu w Kolcach, gdzie pochowano więźniów pracujących między innymi przy budowie kompleksu.
Sama Jedlina Zdrój jest miasteczkiem uzdrowiskowym, bogatym w źródła leczniczej wody mineralnej. Początkowo nosiła nazwę Charlottenbrunn na cześć żony założyciela uzdrowiska Hansa Christopha barona von, Seher-Thoss, która, jak nietrudno się domyślić, na imię miała Charlotta; sama postać uroczej hrabiny jest zresztą do dziś wizytówką uzdrowiska: na placu przed pawilonem pijalni wód leczniczych stoi nawet ulubiony przez Polaków typ pomnika - przedstawia on ławeczkę z siedzącą na niej arystokratką (zapewne postawioną w myśl zasady: każde miasteczko musi mieć swoją ławeczkę).
       Dzięki działaniom energicznej hrabiny, kurort zaczął się rozwijać i wkrótce stał się jednym z najpopularniejszych na Dolnym Śląsku. Lata świetności Jedliny to zdecydowanie koniec XIX w. Poza działalnością usługową, rozwijało się również tkactwo. Istniała również linia kolejowa, obsługująca trasę Kłodzko-Wałbrzych. Po wojnie Charlottenburn zostało przemianowane na Jedlinę Zdrój i, co tu dużo mówić, do dziś stara się odzyskać dawną pozycję wśród miejscowości uzdrowiskowych.
       Nietrudno się domyślić, że Charlotta jak i jej mąż potrzebowali rezydencji odpowiadającej ich statusowi społecznemu, niedługo więc po ich zawitaniu osiedlili się oni w majątku Tannhausen, dzisiejszym pałacu Jedlinka. Został on wybudowany na początku XVII w. jako pałacowy dwór i mniej więcej w tej formie pozostawał aż do połowy XIX w. Po przybyciu państwa Seher-Thoss posiadłość zaczęła cieszyć sie dużym zainteresowaniem, obrotni właściciele udostępniali ją więc do zwiedzania, próbując również czerpać zyski z eksploatacji, dość ubogich jednak na tych terenach, złóż węgla. Ich ambitne plany przerwały jednak wojny śląskiej, w trakcie, których w pałacu stacjonowali między innymi żołnierze Fryderyka II Wielkiego, jak również i przez bardzo krótki okres czasu, sam Fryderyk. Po śmierci Seher-Thossa Charlotta zajmowała się obiektem, po jej śmierci zaś - ich Syn, jedyny spadkobierca. Gdy zaś i jego zabrakło Jedlinka aż do 1851 roku przechodziła z rąk do rąk, aby w końcu trafić w ręce Carla Kristera, słynnego twórcy porcelany i filantropa. Zmysł artystyczny Kristera pozwolił mu przebudować dwutraktową, barokową budowlę w modny, nowoczesny, klasycystyczny budynek z dobudowanymi portykami oraz dwoma dodatkowymi skrzydłami. W 1889 roku pałac został przejęty przez Gustawa Böhma, rotmistrza kawalerii pruskiej, którego to rodzina zajmowała się budynkiem aż do roku 1988, kiedy to majątek został wydzierżawiony niemieckiej organizacji NSV. Tu właśnie zaczynają się czasy najbardziej czytelników tego bloga interesujące. W budynku znalazło się miejsce dla Sląskiej Wspólnoty Przemysłowej, mającej nadzorować postępy przy budowie wspomnianego już wcześniej kompleksu "Riese", w 1944 roku zastąpiła je Organizacja Todt, urządzając tam swoje biuro projektowe.
Czym była Organizacja Todt? Kierowana przez inżyniera Fritz Todta, kwórcę słynnych niemieckich autostrad, było to paramilitarne stowarzyszenie, zrzeszające zarówno przedsiębiorstwa prywatne, jak i państwowe, zajmujące się budową obiektów wojskowych. Zbrodniczo organizacja wykazała się realizując założenia wdrożonego przez Fritza Sauckela (pełnomocnika do spraw "zatrudnienia" więźniów, straconego w Norymberdze w 46 roku po uznaniu go winnym popełnienia zbrodni przeciw ludzkości) programu pracy przymusowej - "zatrudniając" zarówno jeńców wojennych, jak i więźniów obozów koncentracyjnych. Po śmierci Todta organizacją kierował Albert Speer. 
           Prawdopodobnie obecność pracowników Organizacji Todt w Jedlince była spowodowana zbyt wolnym postępem prac przy budowie „Riese”. Na terenie pałacu, w prawym skrzydle, mieścił się mały obóz jeniecki, zaś we wsi powstała filia obozu Gross Rosen, których to więźniowie pracowali także przy budowie "Riese". Kompleks pałacowy nosił wówczas kryptonim "Wielka Erika". Zarówno budowę "Riese", jak i czas użytkowania pałacu przez armię III Rzeszy przerwał koniec wojny. Jedlinka została przekazana w ręce państwa, była budynkiem w trakcie tego okresu między innymi Domem Dziecka, Zakładem Włókienniczym czy stodołą. Obecnie obiekt znajduje się w rękach prywatnych i w dużej części jest udostępniony do zwiedzania. Znajduje się w nim także sala poświęcona całkowicie okresowi, w którym w posiadłości gościła Organizacja Todt. 

       Niedaleko Jedlinki, w miejscowości Kolce znajduje się Cmentarz Ofiar Faszyzmu (czy właściwie nazizmu), na którym pochowani zostali więźniowie kolejnej filii Gross Rosen - Dörnhau, również przeznaczeni do pracy nad kompleksem "Riese". Byli to głównie jeńcy wojenni oraz Żydzi pochodzący w dużej mierze z Węgier i Polski. Do ich obowiązków należało nie tylko budowanie kanalizacji czy lini kolejowych, ale także drożenie sztolni. Niebezpieczna praca, a także nieludzkie warunki powodowały dużą śmiertelność, ciała zmarłych grzebano w masowych grobach u podnóża góry. W 1948 roku miejsce zostało uporządkowane jako pomnik martyrologii. W 1978 roku zaprojektowano jego dzisiejszy kształt. Przy bramie wejściowej znajduje się tablica z napisem "olegom pomordowanym w walce z faszyzmem, za wolność i demokrację – P.Z.B.W.P. - Ofiarom pomordowanym przez Niemcy hitlerowskie, Gmina Nowa Ruda, Głuszyca, 1 listopada 1948 roku." Szacuje się, że na cmentarzu może być pochowane nawet dwa tysiące osób.
Żeby dojechać zarówno do Jedlinki, jak i do Kolców, musimy się najpierw dostać do Jedliny Zdrój. Najłatwiej jest oczywiście wybrać się tam samochodem, ale jeśli takowego nie mamy, najlepiej jest  wyruszyć z Wałbrzycha miejskim autobusem linii nr 5, która dojeżdża aż do pętli za Domem Zdrojowym. Kiedy już dotrzemy do Jedliny, trzeba przygotować się na ewentualność dosyć długich spacerów, lub wypożyczyć rower w Domu Zdrojowym. Odległość między Placem Zdrojowym a Jedlinką to niecałe 3 km w jedną stronę; spacer 12 km to już trochę większe wyzwanie, można więc np. z Jedliny przesiąść się w pociąg relacji Wałbrzych-Kłodzko, wysiąść w Głuszycy Górnej i stamtąd przespacerować się na sam cmentarz (około 3 km spaceru). W tym miejscu należy podkreślić jedną rzecz – oznaczenie cmentarza jest FA-TA-LNE. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tak długo szukała jakiegoś obiektu. Jeden drogowskaz umieszczony u samego podnóża góry jest niewystarczający, gdyby nie miejscowi i szczęśliwy przypadek pewnie nigdy nie odnalazłabym właściwej drogi.
Z mniej historycznych miejsc miłośnikom dobrej kuchni serdecznie polecam restaurację „Oberża PRL”, przy ulicy Noworudzkiej 5, również w Jedlinie Zdrój. Co prawda nostalgia za PRL-em jest dla mnie zjawiskiem o tyle zrozumiałym wśród ludzi w wieku moich rodziców, co egzotycznym wśród moich rówieśników, ale muszę przyznać, jedzenie jest pierwszorzędne, na czele z polędwicą wieprzową w sosie pieprzowym i doskonałymi ciastami.

piątek, 15 sierpnia 2014

Żydzi w Halle - rodzina Lewinów i panie Hirsch i Baumann

Miasto Halle, o czym pisałam już na drugim blogu, ma bardzo interesujący sposób na upamiętnienie Żydów, którzy zostali zamordowani przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej (a nawet i przed). Przed domami, w których mieszkały ofiary reżimu w bruk wmurowane są metalowe kostki. Wbrew pozorom są one całkiem widoczne i nie da się ich pominąć przy spacerze. Pod niektórymi posesjami znajdują się nieraz całe rządki, co jest widokiem niezwykle smutnym. Co znajduje się na takiej kostce? Imię i nazwisko, data urodzenia, czasami krótka adnotacja czym zajmowała się osoba, data śmierci i jej miejsce tej, o ile jest znane.

Tutaj ilustrujący przykład. Na żywo napisy są znacznie lepiej widoczne. Obie panie zginęły w krótkim od siebie odstępie czasu w Terezinie. Najpewniej były ze sobą spokrewnione.
Przed hostelem, w którym nocowałyśmy również znajduje się kostka pamięci (nie mam pojęcia jak na to wołają Niemcy). Co więcej w środku znajduje się jeszcze tablica pamiątkowa. Opowiada ona krótką historię rodziny Lewinów posiadającej domy towarowe znajdujące się na Starym Rynku. Założycielem lewińskiej potęgi handlowej był Julius Lewin. Jego syn walczył na frontach I wojny światowej, to jednak nie uratowało jego rodziny przed represjami. Curt Lewin i jego żona Johanna mieszkali w Halle spokojnie ( i to 200 metrów w linii prostej od posesji, w której dorastał Reinhard Heydrich, do czasu. Część rodziny została zmuszona opuścić Niemcy w 1938 roku. Polecieli do USA. Curt i Johanna zostali. W 1942 roku zostali wywiezieni "na wschód", nie wiadomo kiedy zginęli.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kriminalistik - prasowe dziecko Heydricha



            Kriminalistik to gazeta, która pojawiła się w 1938 i była spadkobierczynią ukazującej się od 1927 roku „Kriminalistische Monatshefte” (który był jednym z pierwszych magazynów tego typu). Kriminalistik była wydawana przez Kriminal-Wissenschaft und Praxis Verlag Elise Jaedlicke, należące do Heydricha. Każda okładka sygnowana była jego nazwiskiem i zdarzało się, że on sam pisał teksty. Z początku Kriminalistik ukazywał się co miesiąc, a w późniejszych latach wojny (od 1943) stopniowo wydawany był coraz rzadziej. Ze śmiercią Heydricha znacznie obniżyła się jakość gazety i ilości stron. Papier stał się cieńszy, przez co obecnie jest bardzo kruchy.
            O czym był Kriminalistik?
            Był to profesjonalny miesięcznik skierowany do policjantów. Zdecydowanie nie w stylu polskiego „Detektywa”. Pisali w nim między innymi Werner Best i Arthur Nebe (który po śmierci Heydricha prowadził Kriminalistik), oraz sztab chemików, oficerów, lekarzy i  kryminologów. Opisywano w nim między innymi: sposoby na rozpoznanie fałszerstw (z użyciem ultrafioletu i podczerwieni), badanie odcisków butów, rozpoznawanie rodzajów morderstw (które okraszone były bardzo brutalnymi zdjęciami z miejsc zbrodni, które wyleczyłyby fanki „Hannibala” i „Dextera” z fetyszyzowania zabójstw. Jeśli ktoś ma słabe nerwy do takich widoków, to zdecydowanie odradzam otwieranie któregokolwiek numeru, bo artykuł o identyfikacji zwłok znalezionych w wodzie jest naprawdę straszny), nowoczesne technologie pomocne przy prowadzeniu śledztwa, szereg prawdziwych przypadków (amerykańskie gangi, nieuczciwi sprzedawcy odkurzaczy[sic], fałszerstwa na stacjach benzynowych), sposoby trenowania psów, a także szereg policyjnych statystyk. W tym wszystkim rzecz jasna nie mogło zabraknąć typowo nazistowskiej, ideologicznej papki. Doskonałym przypadkiem może być informacja o Dniach Kryminologii, mających się odbyć w maju 1940 roku, podczas których motywem przewodnim było „Asocjalna, akreatywna, prymitywna polska natura” (w wolnym tłumaczeniu). Tytuły niektórych wykładów: „Mentalne podstawy zbrodni polskich spowodowanych polskim nacjonalizmem”, „Bydgoska krwawa niedziela”, „Zbrodnie na volksdojczach w Kraju Warty” i tak dalej. Na spotkanie to Heydrich wysłał w roli reprezentanta Arthura Nebe. Także Żydzi bardzo często pokazywani się w roli przestępców, dobrym przykładem jest tu artykuł z września 1941 roku odnośnie łódzkiego getta pt. „Das Getto in Litzmannstadt, kriminalpolizeilich gesehen” popełniony przez Waltera Zirpinsa, który był szefem policji kryminalnej w Łodzi w latach 40-41. Już sam wstęp w pierwszym numerze popełniony przez Heydricha jasno sygnalizuje narodowosocjalistyczne wtręty (za tłumaczenie dziękuję mojej Kasieńce):

Redaktor Heydrich zdjęcie z "Kriminalistika" nr 1
"Przedmowa

Przejęcie władzy w 1933 roku przez Führera i ruch narodowo-socjalistyczny, podobnie jak we wszystkich niemieckich sferach życia, także w policji doprowadziło do wielu zmian i rewaluacji, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Podstawowa koncepcja znaczenia i celu policji miała inne, według Ruchu Narodowo-Socjalistycznego, znaczenie, jakim jest większy wgląd w pojedynczą jednostkę, jak i w ogół.

Stara koncepcja znała tylko pojęcie i wartość pojedynczej osoby. Dla niej pochodzenie lub narodowość były jedynie sumą przypadków w organizacji pojedynczych jednostek. Narodowo-Socjalistyczna koncepcja dostrzega z drugiej strony tylko całkowitą wartość osób jednolitego rasowo pochodzenia z politycznym wglądem i w niego i w świat. Pojedyncza osoba posiada wartość jedynie jako część całego ogółu. Jego wartość zaś zależy od wielkości jego osiągnięć i oddania obywateli.

Koncepcja formalnej policji była stworzona według słów Reichsführera-SS i Szefa Niemieckiej Policji: "Policja przede wszystkim ma być nocnym stróżem dla prywatnych interesów pojedynczych ludzi." Wobec tego narodowo-socjalistyczna koncepcja policji ma dla niej następujące zadania.

1.Wprowadzić rozporządzenia przewodnictwa oraz przestrzegać porządku danego przez przewodnictwo, oraz

2.Bronić naród niemiecki jako całości bytu, jego witalności oraz charakterystycznych cech przed wszelkimi rodzajami destrukcji oraz dekompozycji.

Dla jednolitego przywództwa i realizacji tych zadań Führer  dekretem z 17.06.1936 powołał urząd Reichsführera-SS, szefa niemieckiej policji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rzeszy.

Reichsführer –SS stworzył nową niemiecką policję jako warunek konieczny do spełnienia wszystkich obowiązków policji początkowo w jak najkrótszym czasie, z mnóstwem rozłączonych państwowych sił policyjnych.Zgodnie z powyższymi zadaniami, ukuł on termin Ordnungspolizei (Schutzpolizei, Żandarmieria, Gemeindepolizei) i stworzył koncepcję Policji (Geheime Staatspolizei und Kriminalpolizei). Policja państwowa stała się dzięki temu najbardziej istotnym przedstawicielem walki wszystkich wrogów publicznych i wrogów państwa, występujący przeciwko wspólnocie narodowej, przeciwko jedności, przeciwko organizacji tych obywateli jako odrębność, przeciwko życiu tych obywateli (jako pojedyncze jednostki czy jako całość), także przeciwko prawu do własności obywateli (czy to materialnej czy intelektualnej).

Organizacja ma, krótko mówiąc, zamknięty charakter; Ogólne zadania i obrane przez nią cele są stałe. Policja niemiecka, która potrafi najlepiej ocenić wroga ludu, czuwa.

Ważne jest, aby mężczyźni służący w tej organizacji, zostali przeszkoleni wedle narodowo-socjalistycznego zmysłu, ich następcy zaś zostaną wykształceni w duchu Narodowego Socjalizmu. Narodowo-socjalistyczne wychowanie powinno objąć całą istotę osoby, razem z jej fizycznością, psychiką i duchem.

Wychowanie fizyczne służy obok naturalnych wymogów oddania dla pracy i obowiązkowej służbie wojskowej także w bieżącej aktywności fizycznej w sportowej działalności i sportowych testach wytrzymałościowych.

Wychowanie psychiczne znajduje swoje spełnienie w męskości (?) - rozwoju charakteru w szkołach i na służbie, a przede wszystkim w nakierowaniu się na Narodowo-Socjalistyczne poglądy i pomysły.

Wychowaniu duchowemu służy wykształcenie techniczne, przekazywanie technicznych rozwiązań dla praktycznych obowiązków wykonywanego zawodu z sugestiami dla jednostek, służącymi rozwojowi technicznemu całej policji.

Nowy "Kriminalistik" powinien również służyć do zastosowań praktycznych. Powinien skupiać się przede wszystkim na pracy niemieckiego detektywa i dostarczać potrzebnych mu sugestii. Ponadto, powinien być cichym, ale ważnym asystentem kryminalnego działu dochodzeń w całym kraju, cenną pomocą dla urzędników, zarówno lokalnych, jak i żandarmerii.

W tym samym czasie żywimy nadzieję, że my tutaj, razem z kolegami po fachu z zaprzyjaźnionych zagranicznych sił policyjnych znajdziemy dla siebie nawzajem inspiracje dla swojej pracy - oni w naszej w tym samym stopniu, jak my w komentarzach i sugestiach, które od nich otrzymujemy. Niech "Kriminalistik" stanie się odpowiedzią na zapotrzebowanie na profesjonalną wymianę pomysłów z naszymi zagranicznymi przyjaciółmi.

Jako całość jest naszym życzeniem, aby ten specjalistyczny magazyn stał się małą cząstką do wypełnienia obowiązków, których musimy dopilnować jako Policja Państwowa Führera i które zostały nam przez niego nadane.


SS-Gruppenführer

i

Szef Sicherheitspolizei,
Heydrich" 

W telegraficznym skrócie: klik!