sobota, 30 sierpnia 2014

Allgemeine SS - Ulric of England

Zazwyczaj nie recenzuję tu książek, które nie są stricte poświęcone Heydrichowi. Tym razem robię jednak wyjątek, jako, że parę osób mnie o tą pozycję pytało drogą mailową i sama mam o niej do powiedzenia parę słów.

Recenzuję ją choćby dlatego, że znalezienie nieofoliowanego egzemplarza graniczy z cudem (mi się udało i dlatego tą książkę w ogóle kupiłam). Jako, że trudno w ogóle do niej zajrzeć, a ciężko kupować kota w worku za ponad 100 zł (w sklepach stacjonarnych 200), pokrótce opowiem czy warto.

Zwykle zachęcam do kupowania oryginalnych edycji, nie zaś tłumaczeń, w tym wypadku nikomu, absolutnie nikomu nie poleciłabym by kupował jej angielską wersję. Czemu?
Dlatego, że podobnie jak w przypadku książek o Heydrichu autorstwa Maxa Williamsa, ekipa Ulric of England ma okropną tendencję do nie tyle gloryfikowania SS (choć bądźmy szczerzy, robią to i gdybym kupiła wersję angielską wyrwałabym sobie wszystkie włosy z głowy), co niewspominania o prawdziwym obliczu tej organizacji: o Holokauście, o Einsatzgruppen, o terrorze Gestapo; słowem o wszystkich popełnionych przez esesmanów zbrodniach. Przemilczane są też faile poszczególnych członków SS. Tu mam na myśli choćby krótki tekścik o karierze lotniczej Heydricha, w której nie wspomniano o tym, że rozbił maszynę, nie spalił jej i narobił wielu osobom problemów... A podejrzewam, że takich przykładów jest więcej, ale nie znam się aż tak dobrze na biografiach poszczególnych SS-Fuehrerów, żeby je wam teraz wyłuskać.
       Przysięga SS na jednej z pierwszych stron też nie przypadła mi do gustu, poczułam się jak przy lekturze FM-Zeitschrift, a takie rzeczy powinny skończyć się w 1945 roku (a najlepiej jakby w ogóle się nie zaczęły).  
Na całe szczęście polski wydawca (wyd. Vesper) postanowił to naprawić. Za co ma u mnie wielkiego plusa. Zdecydowano, by uzupełnić przypisy tej książki i dopisać do niej o ciemnej stronie SS (szkoda, że znalazły się one na końcu, ale jak już chcecie kupić tą książkę, to co widzicie przypis to natychmiast zaglądajcie na ostatnie strony), poinformowano o tym na pierwszych stronach "Allgemeine SS". I dzięki temu ta publikacja ma ręce i nogi i da się ją czytać. Bez tego uzupełnienia dokonanego przez polskiego wydawcę byłoby mi ciężko i wkurzałabym się równie mocno, a może i nawet bardziej, niż przy lekturze Williamsa.
       I tak jak w Williamsie mamy do czynienia ze świetną stroną wizualną: mnóstwem fotografii, szczegółów, ciekawymi opisami i informacjami. Przedmioty widzimy zarówno na zdjęciach archiwalnych, jak i współczesnych. I to kolejny powód by tą książkę nabyć.
        Osobiście dla mnie przydatna jest przy identyfikacji zdjęć. Często staję przed problemem, gdy fotografia Heydricha nie ma żadnej daty (albo ma tą datę mocno niepewną, bądź błędną) i wtedy używam do pomocy publikacji typu "Allgemeine SS" (mam podobną książkę stricte o SD, ale nie dysponuje ona aż tak ładnymi zdjęciami), by odnaleźć typ munduru, hełmu, czy jakiś innych akcesoriów, które umożliwiłyby mi chociaż w przybliżeniu określić, kiedy wykonano fotkę.
"Allgemeine SS" to jednak nie tylko umundurowanie i inne odzienia esesmanów. Znajdziemy od groma innych "cudów": porcelany Allacha, lampek, pierścieni, śpiewników itp. Ciekawa rzecz, jak ta z pozoru niegroźna tandeta (sorry nie lubię porcelany, być może one są ładne, a ja się nie znam, ale mi się kojarzą z meblościankami na wysoki połysk), mogła za sobą nieść tak silne ideologiczne przesłanie (jak choćby allachowy "Der Sieger").
        Wydanie książki jest piękne: ładnie sklejone, w grubej okładce z obwolutą, wszystko wydrukowane na papierze kredowym, zdjęcia wyraźne, żadnej pikselozy. 
    Gdybym miała oceniać wersję angielską, bez polskich sprostowań to wylałabym tu tonę pomyj i odradziła kupno, bo to skandal, że autorom oryginału tak łatwo przyszło wymazanie jednej z większych zbrodni XX wieku. Z polską korektą jest to ciekawa pozycja, którą warto mieć w biblioteczce. Do kupna polskiego tłumaczenia zachęcam, do kupna oryginału: nigdy w życiu. Choice is yours.

     A teraz to na co wszyscy czekacie. Tak książka wygląda od środka (skoro to blog o Heydrichu, to i on się pojawia):
PS. Dla ludzi interesującym się stricte Heydrichem: nie ma go tam za wiele, jest parę zdjęć, parę znanych, parę nieznanych, jego popiersie, trochę informacji. Ja nie żałuję zakupu także pod tym kątem, chociaż podkoloryzowana wersja jego kariery w Luftwaffe wywołała u mnie uśmiech politowania.

2 komentarze:

  1. Powiem Ci, że ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad kupnem tej książki. Spodobało mi się to, że jest gruba i dosyć duża, jednak jej cena w empiku (199 zł) mnie odrzuciła. Patrząc pod kątem Reinharda, moim zdaniem nie opłaca się kupować. Twoja recenzja mi pomogła. Dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu albumy sa duzo drozsze poza granicami naszego kraju, wiec cena jest dosc okazyjna :D mimo wszystko
      ale jesli szuka sie info o reinhardzie to jednak lepiej wydac na gerwatha i deschnera

      Usuń