niedziela, 24 sierpnia 2014

Jedlina Zdrój i Cmentarz Ofiar Faszyzmu w Kolcach - notka by Kasia

Dziś, na gościnnych występach znów Katarzyna. Wszystkie ewentualne uwagi proszę kierować pod jej adresem. Korzystała w researchu min z: http://www.jedlinka.pl/


        Kilka tygodni temu miałam okazję spędzić kilka dni w uroczej, dolnośląskiej miejscowości o nazwie Jedlina Zdrój. W jej okolicy znajduje się co najmniej kilkanaście miejsc związanych z historią II Wojny Światowej, z legendarnym kompleksem „Riese” na czele. O „Riese” jednak pisać nie będę, tam w trakcie mojej podróży niestety nie dotarłam. Żałuję, wokół tego obiektu narosło tak wiele mniej lub bardziej prawdopodobnych mitów czy teorii spiskowych (wliczając to ultranowoczesne bomby masowego rażenia, pojazdy latające w kształcie przypominającym obecne w popkulturze statki UFO, czy próby produkcji wilkołaków lub super-bohaterów), że aż żal, że nie mogłam ich zweryfikować osobiście. Kiedyś z całą pewnością tam wrócę, zainteresowanym zaś tematem polecam stronę http://www.sztolnie.pl/ prowadzoną przez ekipę Muzeum Sztolni Walimskich. Niestety, nie ma tam ani słowa o wilkołakach.
       Obiekty, które udało mi się natomiast zwiedzić, mimo, że nie tak spektakularne, z pewnością jednak zasługują na uwagę. Są one zresztą powiązane z historią powstania „Riese” bardzo ściśle – mowa bowiem o pałacu Jedlinka, gdzie w latach 1944-45 mieściło się biuro projektowe nazistowskiej Organizacji Todt oraz o Cmentarzu Ofiar Faszyzmu w Kolcach, gdzie pochowano więźniów pracujących między innymi przy budowie kompleksu.
Sama Jedlina Zdrój jest miasteczkiem uzdrowiskowym, bogatym w źródła leczniczej wody mineralnej. Początkowo nosiła nazwę Charlottenbrunn na cześć żony założyciela uzdrowiska Hansa Christopha barona von, Seher-Thoss, która, jak nietrudno się domyślić, na imię miała Charlotta; sama postać uroczej hrabiny jest zresztą do dziś wizytówką uzdrowiska: na placu przed pawilonem pijalni wód leczniczych stoi nawet ulubiony przez Polaków typ pomnika - przedstawia on ławeczkę z siedzącą na niej arystokratką (zapewne postawioną w myśl zasady: każde miasteczko musi mieć swoją ławeczkę).
       Dzięki działaniom energicznej hrabiny, kurort zaczął się rozwijać i wkrótce stał się jednym z najpopularniejszych na Dolnym Śląsku. Lata świetności Jedliny to zdecydowanie koniec XIX w. Poza działalnością usługową, rozwijało się również tkactwo. Istniała również linia kolejowa, obsługująca trasę Kłodzko-Wałbrzych. Po wojnie Charlottenburn zostało przemianowane na Jedlinę Zdrój i, co tu dużo mówić, do dziś stara się odzyskać dawną pozycję wśród miejscowości uzdrowiskowych.
       Nietrudno się domyślić, że Charlotta jak i jej mąż potrzebowali rezydencji odpowiadającej ich statusowi społecznemu, niedługo więc po ich zawitaniu osiedlili się oni w majątku Tannhausen, dzisiejszym pałacu Jedlinka. Został on wybudowany na początku XVII w. jako pałacowy dwór i mniej więcej w tej formie pozostawał aż do połowy XIX w. Po przybyciu państwa Seher-Thoss posiadłość zaczęła cieszyć sie dużym zainteresowaniem, obrotni właściciele udostępniali ją więc do zwiedzania, próbując również czerpać zyski z eksploatacji, dość ubogich jednak na tych terenach, złóż węgla. Ich ambitne plany przerwały jednak wojny śląskiej, w trakcie, których w pałacu stacjonowali między innymi żołnierze Fryderyka II Wielkiego, jak również i przez bardzo krótki okres czasu, sam Fryderyk. Po śmierci Seher-Thossa Charlotta zajmowała się obiektem, po jej śmierci zaś - ich Syn, jedyny spadkobierca. Gdy zaś i jego zabrakło Jedlinka aż do 1851 roku przechodziła z rąk do rąk, aby w końcu trafić w ręce Carla Kristera, słynnego twórcy porcelany i filantropa. Zmysł artystyczny Kristera pozwolił mu przebudować dwutraktową, barokową budowlę w modny, nowoczesny, klasycystyczny budynek z dobudowanymi portykami oraz dwoma dodatkowymi skrzydłami. W 1889 roku pałac został przejęty przez Gustawa Böhma, rotmistrza kawalerii pruskiej, którego to rodzina zajmowała się budynkiem aż do roku 1988, kiedy to majątek został wydzierżawiony niemieckiej organizacji NSV. Tu właśnie zaczynają się czasy najbardziej czytelników tego bloga interesujące. W budynku znalazło się miejsce dla Sląskiej Wspólnoty Przemysłowej, mającej nadzorować postępy przy budowie wspomnianego już wcześniej kompleksu "Riese", w 1944 roku zastąpiła je Organizacja Todt, urządzając tam swoje biuro projektowe.
Czym była Organizacja Todt? Kierowana przez inżyniera Fritz Todta, kwórcę słynnych niemieckich autostrad, było to paramilitarne stowarzyszenie, zrzeszające zarówno przedsiębiorstwa prywatne, jak i państwowe, zajmujące się budową obiektów wojskowych. Zbrodniczo organizacja wykazała się realizując założenia wdrożonego przez Fritza Sauckela (pełnomocnika do spraw "zatrudnienia" więźniów, straconego w Norymberdze w 46 roku po uznaniu go winnym popełnienia zbrodni przeciw ludzkości) programu pracy przymusowej - "zatrudniając" zarówno jeńców wojennych, jak i więźniów obozów koncentracyjnych. Po śmierci Todta organizacją kierował Albert Speer. 
           Prawdopodobnie obecność pracowników Organizacji Todt w Jedlince była spowodowana zbyt wolnym postępem prac przy budowie „Riese”. Na terenie pałacu, w prawym skrzydle, mieścił się mały obóz jeniecki, zaś we wsi powstała filia obozu Gross Rosen, których to więźniowie pracowali także przy budowie "Riese". Kompleks pałacowy nosił wówczas kryptonim "Wielka Erika". Zarówno budowę "Riese", jak i czas użytkowania pałacu przez armię III Rzeszy przerwał koniec wojny. Jedlinka została przekazana w ręce państwa, była budynkiem w trakcie tego okresu między innymi Domem Dziecka, Zakładem Włókienniczym czy stodołą. Obecnie obiekt znajduje się w rękach prywatnych i w dużej części jest udostępniony do zwiedzania. Znajduje się w nim także sala poświęcona całkowicie okresowi, w którym w posiadłości gościła Organizacja Todt. 

       Niedaleko Jedlinki, w miejscowości Kolce znajduje się Cmentarz Ofiar Faszyzmu (czy właściwie nazizmu), na którym pochowani zostali więźniowie kolejnej filii Gross Rosen - Dörnhau, również przeznaczeni do pracy nad kompleksem "Riese". Byli to głównie jeńcy wojenni oraz Żydzi pochodzący w dużej mierze z Węgier i Polski. Do ich obowiązków należało nie tylko budowanie kanalizacji czy lini kolejowych, ale także drożenie sztolni. Niebezpieczna praca, a także nieludzkie warunki powodowały dużą śmiertelność, ciała zmarłych grzebano w masowych grobach u podnóża góry. W 1948 roku miejsce zostało uporządkowane jako pomnik martyrologii. W 1978 roku zaprojektowano jego dzisiejszy kształt. Przy bramie wejściowej znajduje się tablica z napisem "olegom pomordowanym w walce z faszyzmem, za wolność i demokrację – P.Z.B.W.P. - Ofiarom pomordowanym przez Niemcy hitlerowskie, Gmina Nowa Ruda, Głuszyca, 1 listopada 1948 roku." Szacuje się, że na cmentarzu może być pochowane nawet dwa tysiące osób.
Żeby dojechać zarówno do Jedlinki, jak i do Kolców, musimy się najpierw dostać do Jedliny Zdrój. Najłatwiej jest oczywiście wybrać się tam samochodem, ale jeśli takowego nie mamy, najlepiej jest  wyruszyć z Wałbrzycha miejskim autobusem linii nr 5, która dojeżdża aż do pętli za Domem Zdrojowym. Kiedy już dotrzemy do Jedliny, trzeba przygotować się na ewentualność dosyć długich spacerów, lub wypożyczyć rower w Domu Zdrojowym. Odległość między Placem Zdrojowym a Jedlinką to niecałe 3 km w jedną stronę; spacer 12 km to już trochę większe wyzwanie, można więc np. z Jedliny przesiąść się w pociąg relacji Wałbrzych-Kłodzko, wysiąść w Głuszycy Górnej i stamtąd przespacerować się na sam cmentarz (około 3 km spaceru). W tym miejscu należy podkreślić jedną rzecz – oznaczenie cmentarza jest FA-TA-LNE. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tak długo szukała jakiegoś obiektu. Jeden drogowskaz umieszczony u samego podnóża góry jest niewystarczający, gdyby nie miejscowi i szczęśliwy przypadek pewnie nigdy nie odnalazłabym właściwej drogi.
Z mniej historycznych miejsc miłośnikom dobrej kuchni serdecznie polecam restaurację „Oberża PRL”, przy ulicy Noworudzkiej 5, również w Jedlinie Zdrój. Co prawda nostalgia za PRL-em jest dla mnie zjawiskiem o tyle zrozumiałym wśród ludzi w wieku moich rodziców, co egzotycznym wśród moich rówieśników, ale muszę przyznać, jedzenie jest pierwszorzędne, na czele z polędwicą wieprzową w sosie pieprzowym i doskonałymi ciastami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz