poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rola Heydricha w sprawie Tuchaczewskiego



Naujocks (tyłem) i Heydrich w roku 1933

           W opracowaniach ogólnych i biogramach Heydricha często pojawia się informacja jakoby ten doprowadził do czystek w Związku Sowieckim w 1937 roku. Jego rola jest znacznie przez takie publikacje wyolbrzymiana. Tak naprawdę istnieje niewielka ilość materiałów potwierdzająca, że rzeczywiście maczał w tym palce, a na to, że to on był prowodyrem morderstw dowodów nie ma. Stalin od dawna miał to w planach, a działania Heydricha miały na to raczej znikomy wpływ i tak naprawdę brak jest (a przynajmniej na razie nie dotarłam do takowych) dokumentów poświadczających na to, że SD rozdawało karty w tej rozgrywce. Jeśli już zostało wykorzystane przez NKWD, które od dawna zbierało "haki" na rosyjskich oficerów. Co nie zmienia faktu, że ówczesny szef SD twierdził z dumą, że czystka to dzieło jego machinacji i wcale się z tym nie krył. Wręcz przeciwnie, chwalił się tym komu popadnie, ale o tym nieco później.
          O ile Robert Gerwarth pominął ten epizod z życia Heydricha w swojej książce, widocznie wychodząc z założenia, że jest to dość śliski grunt i niezbyt dobrze udokumentowany, to Deschner przedstawił następującą wersję wydarzeń, opierając ją między innymi na książce Hoettla (oficera SD), którego wiarygodność równa się wiarygodności Schellenberga (więc bez rewelacji):
W Paryżu żył podwójny agent. Był to rosyjski generał Nikołaj Skoblin. Współpracował z SD i NKWD jednocześnie, o czym Heydricha (podobno) ostrzegali jego ludzie, bojąc się, że wywiad SS stanie się marionetką w rękach Stalina. Dzięki niemu, podczas spotkania w hotelu Adlon w Berlinie do uszu Heydricha dotarła wieść o rzekomych planach obalenia Stalina przez nieprzychylnych mu oficerów. Na czele puczu miał stać marszałek Michaił Tuchaczewski.
         W Święta Bożego Narodzenia w roku 1936 Himmler wraz z Heydrichem stawili się u Hitlera i mieli opowiadać mu o planach Tuchaczewskiego. Szef SD podobno przedstawił plan wykorzystania tego człowieka do wywołania fermentu w ZSRR (czy tak było, trudno powiedzieć), który miał polegać na konfliktowi pomiędzy sowieckimi dowódcami a Stalinem. Miał też powiedzieć: „Jeśli Stalin podejrzewa oficerów naczelnego dowództwa, że przygotowują oni spisek, to bez wątpienia poszuka dowodów zdrady. Jeśli brak takich dowodów, należy je stworzyć” (cyt. Za Deschnerem, który cytuje za Lwem Nikulinem)Po rzekomej dyskusji, Hitler miał przystać na ten plan.
SD zaczęło więc preparować korespondencję między Niemcami a Tuchaczewskim, którego podpisy znaleziono w archiwach Reichswehry. Zaś pieczątki niemieckie i podpisy oficerów „ściągnięto” z czeków bankowych. Podrabianiem sygnatur zajmował się grawer SD, Franz Putzig Całą akcję nadzorować miał Alfred Naujocks.
          W maju roku kolejnego Hermann Behrends (ten sam, który zajmował się szermierką i został przez Heydricha wepchnięty za Casmira) podrzucił sfałszowane akta Tuchaczewskiego oficerom NKWD, którzy zapłacili za nie 3 miliony rubli. Które były równie prawdziwe jak podrobione przez SD dokumenty (biznes życia).
         To miało wg Roberta Conquesta miało być ostatecznym dowodem zdrady i pretekstem Stalina do wymordowania kadry oficerskiej. Czy tak było naprawdę? Twardych historycznych dowodów na to nie ma i jest to raczej hipoteza, która w ostatnich latach znacznie straciła na wiarygodności. NKWD od lat zbierało materiały pogrążające Tuchaczewskiego. Były pośród nich zapiski z lat 20 na temat „niewłaściwego” stosunku marszałka do władz komunistycznych, zeznania carskich oficerów rzekomo podżeganych do walki z systemem przez Tuchaczwskiego, a także całe śledztwo związane z wyjazdem w 1936 do Anglii na pogrzeb Jerzego V i wizyt we Francji, gdzie marszałek był mile widziany. Miał też wrócić na koronację nowego monarchy brytyjskiego. Na procesie przedstawiono za to sfabrykowane przez SD dokumenty. Można powiedzieć, że działania Heydricha były jedynie kamykiem w lawinie.
        Sam Heydrich był innego zdania. Mimo, że NKWD oszukało go na 3 miliony rubli, a śmierć wisiała nad Tuchaczewskim i innymi oficerami od lat, szef SD uważał, że to on wymierzył decydujący cios. Czym chwalił się w towarzystwie. Canarisowi powiedział to podczas jednego z prywatnych spotkań. Wg różnych wersji miało być to podczas kolacji, bądź wspólnej przejażdżki. Szefa Abwehry te wieści i radość, z jaką opowiadał o tym jego przyjaciel/wróg/dawny uczeń/sąsiad/itd. Przeraziły. Jak pisał Heinz Hoehne: „Ta wiadomość bardzo go dotknęła, gdyż odsłoniła żądzę przygód Heydricha, mogącą pewnego dnia pchnąć w otchłań cała Rzeszę”.
       Heydrich chwalił się tym także swojemu przyjacielowi z dzieciństwa Erichowi Schultze w podobnych okolicznościach. Jak na szefa wywiadu Heydrich zachowywał się niesamowicie nieostrożnie. 

Źródła: 
G. Deschner, R. Heydrich namiestnik władzy totalitarnej
H. Hoehne, Canaris
IFZ Monachium dokument ZS 2430

Zdjęcie: G. Deschner, R. Heydrich namiestnik władzy totalitarnej

8 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący wpis. A jak myślisz, czemu H. był taki nieostrożny, czemu tak się chwalił (pomijając to wyjaśnienie, które dał Hoehne - żądza przygód)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sadze, ze taka mial nature, on byl strasznie niedowartosciowany i potrzebowal ciagle komus czyms imponowac, wiec podejrzewam, ze to chodzilo raczej o kompleksy

      Usuń
  2. A nie może być tak, że H również walczył na froncie poniesienia rangi i prestiżu SD?
    No bo tak, mamy tak zestaw śniadaniowy:
    1. Czy był udział, czy nie, jak wiadomo skutek był i tak ten sam.
    2. Skoro udziału nie było de facto, to przecież nie wszyscy muszą o tym wiedzieć (zainteresowani).
    3. A skoro nie wszyscy wiedzą, to trzeba ich poinformować, ale tak, żeby było po naszemu, tj. Heydrichowemu.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sadzisz ze wlasnie dlatego szedl by do dawno niewidzianego znajomego i mowil (bodajze w szpitalu przy swiadkach)
      ej w wielkim sekrecie mam wiadomosc ze odwalilem cos takiego ale numer hihihihih
      mi sie wydaje ze to byla po prostu jego narwana czesc

      Usuń
  3. jedno drugiego nie wyklucza :)
    zresztą, muszę o tym wąłsnie jakoś mocniej poczytać, bo mam dziurę w mózgu

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj..ten Heydrich nie przestaje mnie zadziwiać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cale szczescie ze nic nowego nie wymysli

      Usuń
    2. To prawda;) Aż takiej mocy nie ma;D

      Usuń