środa, 17 września 2014

Dom uciech na podsłuchu Heydricha - artykuł w Ale historia.


Czo ja czytam? - źródło: Heydrich konecne reseni, ostatni odcinek
     Mogło być dobrze. Mogło być wspaniale. Mogło. Jeden z czytelników podesłał mi tekst, który ukazał się na początku tego tygodnia. Chodzi mi "Dom uciech na podsłuchu Heydricha" (swoją drogą dziwna składnia), z Ale historii!
      Salon Kitty fascynuje. Historia burdelu na podsłuchu jest iście filmowa (i doczekała się ona ekranizacji w połowie lat 70, którą popełnił Tinto Brass, ten sam od "Kaliguli") i pobudza wyobraźnię. Niestety dokumentów na temat tego przybytku rozkoszy jest niewiele. Najbardziej słynną relację podaje nam Schellenberg, który, jak nam wiadomo jest mało wiarygodnym źródłem informacji (pisze on o tym, że był to pomysł Heydricha, jednak inwestycja okazała się klapą, bo goście wcale nie byli chętni do wyjawiania prostytutkom swoich sekretów, sam Heydrich miał tam bywać na "prywatnych inspekcjach" podczas których wyłączano nagrywanie, podobno raz tego nie zrobiono i była z tego tytułu straszna draka no i tyle, w wersji Schellenberga, miała być to celowa zagrywka Heydricha i w istocie aparatura była wyłączona, a szef SD chciał koniecznie mieć jakiegoś haka na Waltera). Poza tym pojawia się w pojedynczych zeznaniach oficerów SD. Za wiele zatem nie wiadomo.
       Autorka artykułu o Salonie Kitty z dokumentów archiwalnych nie korzystała, na końcu przyznaje:
         "Korzystałam m.in. z: Terry Crowdy, "Historia szpiegostwa i agentury", Bogusław Wołoszański, "Wojna, miłość, zdrada" - Powiedzmy sobie szczerze, że jak na bibliografię do magazynu aspirującego do miana historycznego jest słabo. Równie dobrze można by tu wpisać "Harry'ego Pottera". I na Wołoszańskim moglibyśmy tutaj zakończyć, bo jak wiadomo jego pozycje ledwie ocierają się o historię i ich bazą jest fikcja i domysły. O Heydrichu on nawymyślał naprawdę wiele głupot, między innymi, że był homoseksualistą, a jednocześnie, że zrobił dziecko dziewczynie, której obiecał ślub. I inne bajki, które nie mają żadnego potwierdzenia. Swoje informacje o Salonie Kitty brał z książki Petera Nordena, która była pozycją beletrystyczną! Tak więc bajki, bajki, bajki.
Dodam jeszcze, że jakoś szczęśliwym trafem i pozycja Crowdy i Wołoszańskiego pojawia się w polskiej wersji artykułu z wikipedii na temat Salonu Kitty. Przypadeg? Nie SONDZEM. W treści "Dom uciech..." również jest dziwacznie podobny do notki z popularnej encyklopedii online. Krótko mówiąc: makabra. Ktoś wziął kasę za totalną fuszerkę opartą na domysłach wyciągniętych z prozy typu pulp i w dodatku oparte to jest o hasło z wikipedii.
Wypunktuje tu tylko parę faux pas: Zacznijmy od tego, że przeglądając galerię natrafiamy na zdjęcie Heydricha podpisane: ReinCHard Heydrich - o moja boziu!
dowody zbrodni, źródło: gazeta.pl
       Idziemy dalej. A dalej jest weselej.
      "To z rozkazu Heydricha w lipcu 1939 r. powstały Einsatzgruppen" - słonka moje, Einsatzgruppen istniało już od Anschlussu, w 1939 zwiększono ich liczebność.
" mordowały masowo Żydów i innych ludzi skazanych przez hitlerowców na śmierć" - mordowali oni przede wszystkim polską inteligencję, ale kto teraz pamięta o tym, że Polacy też byli ofiarami Niemców.
    "I to on 20 stycznia 1942 r. zorganizował sławetną konferencję w pałacyku przy Grosser Wannsee w Berlinie, podczas której zapadła decyzja, jak w praktyce przeprowadzona zostanie zagłada Żydów." - jak wiemy w praktyce to ta zagłada trwała w najlepsze, a konferencja była jedynie potwierdzeniem pieczy jaką sprawował nad nią Heydrich.
"Heydrich pochodził z zamożnej rodziny muzyków, ale wybrał inną drogę niż ojciec, kompozytor i profesor konserwatorium w Halle. Po szkole kadetów zaciągnął się do marynarki wojennej" - 1. Bruno nie był profesorem! 2. Ktoś zrobił błąd przy przepisywaniu: Heydrich ukończył gimnazjum i zaciągnął się do marynarki, co wiązało się z uczęszczaniem do szkoły kadetów.
". Dla tej niezbyt ładnej, ale przedsiębiorczej dziewczyny porzucił inną, która była z nim w ciąży, za co wyrokiem sądu honorowego został usunięty z marynarki." - to niezbyt ładnej tyczy się Liny. :D Tu się akurat kłócić nie będę, ale porzucona dziewczyna nie była w ciąży, to jedynie plotka!
"Niemniej to właśnie Lina doprowadziła do jego spotkania z Himmlerem, który ujrzał w Heydrichu człowieka o ogromnym potencjale." - przyczynili się do tego głównie von Ebersteinowie, czyli chrzestna Heydricha i jej syn, chociaż Lina też maczała w tym paluchy.
A co do reszty to jest średnio weryfikowalna i opiera się głównie na fikcji. Podsumowując: nie polecam.

niedziela, 14 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 4 – Pomniejsze ośrodki



Heydrich w Kitzbuehel
     Oprócz niesławnej willi w Wannsee fundacja planowała poszerzyć swoje wpływy pod Berlinem i zamierzano nabyć dom przy Zum Heckeshorn 16/8 (również w Wannsee, przecznicę dalej od am Grosse Wannsee). O tych planach burmistrz Berlina został poinformowany 17 czerwca 1941 roku. Fundacja na ten cel poświęciła dotacje od RSHA (a jakżeby inaczej). Zum Heckeshorn 16/8 miało służyć jako poszerzenie oferty już działającego domu wypoczynkowego. W istocie chodziło o to, by po tym jak Heydrich zacznie używać pierwszej willi w celach prywatnych, pod Zum Heckeshorn przenieść działalność ośrodka.
Dom sprzedano za bezcen, podobnie jak w poprzednich przypadkach wykorzystując zadłużenie właścicieli. Do finalizacji transakcji doszło jednak w sierpniu 1942, po śmierci Heydricha. Okazało się, że wobec zaistniałej sytuacji Fundacja nie potrzebuje dwóch domów wypoczynkowych i inwestycja okazała się klapą.
            Prócz dwóch większych obiektów na Fehmarn i w Wannsee fundacja zajęła się także budową zimowych domów wypoczynkowych, które o dziwo nie służyły jedynie prywatnym interesom Heydricha. Pierwszym z nich był Lenzberg, placówka narciarska przy Keilberg, oraz dom wypoczynkowy w Bad Altheide.
           We wrześniu 1941 fundacja dostała dotacje na zakup ziemi w Lenzberg (poprzednimi właścicielami byli miłośnicy natury z Usti nad Labem, dostali oni 30 000 RM). Wybudowano tam dom wypoczynkowy (czy też ośrodek narciarski) gdzie mieściło się 24 pokoi, 40 łóżek. Nocleg z wyżywieniem kosztował 3,50 RM. Od 1941 mogli tam nocować nie tylko oficerowie z RSHA, ale też policja narciarska. Rok później Schellenberg i Bergmann za 29,800 RM kupili ziemię pod Keilberg na kolejną placówkę narciarską. Transakcję sfinansowano w 1942 roku. Po śmierci Heydricha działalność fundacji nie była tak szeroko rozwinięta, jednak nadal utrzymywano ją głównie z pieniędzy zrabowanych od zamordowanych Żydów i trwało to do 1945 roku. Choć z pozoru wydawała ona się raczej niewinną działalnością, to sposób, w jaki zdobywano fundusze jest odrażający i godny potępienia, stąd warto napisać o niej parę słów, bowiem powstało zaledwie kilka artykułów na jej temat i to głównie w języku niemieckim. Mam nadzieję, że ta seria nie była dla was zbyt nudna i dowiedzieliście się czegoś nowego. 

Źródło:
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992. 

Fotografia: wikipedia.org (nie jest ona zrobiona w żadnym z ośrodków wybudowanych z funduszy fundacji, ale też związana z narciarstwem).

wtorek, 9 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 3 – Wannsee


źródło: wikipedia.org

              Jak wspominałam w drugiej części notek o Fundacji Nordhav, Heydrich zainteresował się willą mieszczącą się pod adresem am Grossen Wannsee.
              Z jego rozkazu Rudolf Bergmann wysłał do burmistrza Berlina list informujący o planach wykupienia willi od Friedricha Minouxa. Minoux od początku istnienia Republiki Weimarskiej utrzymywał kontakty ze skrajną prawicą (był jednym z członków Towarzystwa Badania Faszyzmu). W 1921 roku zakupił on od Ernsta Marliera willę w Wannsee, jednak stopniowo poprzez kryzys gospodarczy jego sytuacja finansowa stawała się coraz gorsza. Z początku miał on w planach sprzedanie willi berlińskiej spółce gazowej. Było to rozpatrywane jako wielki przekręt i Minoux trafił na 5 lat do więzienia, skąd sprzedał swoją willę Heydrichowi. Umarł z głodu w 1945 w Berlinie.
            W liście Bergmann opisał cel działania fundacji i willa w Wannsee miała ten cel realizować, choć w istocie realizowałaby je przez parę lat, po których trafiłaby w ręce Heydricha. Burmistrz odpisał w dniu 8 listopada 1940 roku, że nie może wydać odpowiedniego zezwolenia na nabycie na podstawie art. 7, ust. 1, ust. 1 ustawy pruskiej na podstawie Kodeksu Cywilnego, a cena nabycia 1.950.000 Reichsmarek wykracza poza fundusze Fundacji wynoszące 150.000 Reichsmark. Targowanie się nie wchodziło w grę i jedynie dotacje, które musiałyby przejść przez Ministerstwo Finansów (a tego Heydrich nie chciał) mogły pomóc w zakupie. Bergmann poradził sobie z tym jednak. Już 21 listopada 1940 roku przesłał prezydentowi miasta list datowany na 16 listopada 1940 roku z podpisem Sekretarza Stanu w Rzeszy i Pruskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Wilhelma Pfundtnera, z treścią ustaloną przez szefa policji bezpieczeństwa oraz główny urząd bezpieczeństwa w Berlinie. Fundacja Nordhav niniejszym upoważniona do przyjęcia darowizny szefa Policji Bezpieczeństwa została bez przeszkód przyznana. 22 listopada 1940 zatwierdzono wszystkie umowy zakupu.
            Latem 1941 roku nastąpiła renowacja willi w Wannsee. Wyremontowano kuchnię i jadalnię za około 5800 RM. Heydrich zaplanował wszystko dokładnie odnośnie cen i działania willi, o czym świadczy broszurka, jaką redagował Bergmann:  

„Hotele w Berlinie są zazwyczaj zatłoczone i drogie. Szefom zagranicznych służb i liderom SS-SD mających kłopoty z odpowiednim zakwaterowaniem w Berlinie proponujemy Dom Gościnny Am Grossen Wannsee.
Co oferuje wam dom Gościnny?
Nowowybudowany pokój konferencyjny, pokoje wspólne, takie jak: pokoje muzyczne, bilard, wielki korytarz i ogród zimowy, taras z widokiem na Wannsee, centralne ogrzewanie ciepłą wodę i inne współczesne dogodności.
W domu gościnnym jest dobra restauracja oferująca obiady i kolacje. Wino, piwo i tytoń są również dostępne.
Fakt, że dom jest zlokalizowany poza centrum miasta, nie dostarcza trudności, niedaleko jest szosa i jest blisko z dworca Wannsee. Rezerwacja miejsc na żądanie. Zadzwoń 80 57 60
Cena za cała noc ze śniadaniem 5 Reichsmarek. Zapraszamy do częstego odwiedzania o ile to możliwe, tak by dom stał się centrum „przyjacielskiego tłoku” SS liderów Policji Bezpieczeństwa i SD w Berlinie.”

         20 stycznia 1942 odbyła się konferencja, która okryła ten dom fatalną sławą. Chodzi rzecz jasna o Konferencję Wannsee, w której wielu historyków dopatruje się początku Holocaustu. W istocie Zagłada Żydów już się toczyła, w obozach w Trzeciej Rzeszy, jak i w okupowanej Polsce ginęły tysiące, a sama Konferencja była dla Heydricha jedynie sprawą prestiżową: potwierdzała jego zwierzchnictwo nad „rozwiązaniem kwestii żydowskiej” i uprawomocniała ją, określając zasady (rzecz jasna które można było dopasować w zależności do sytuacji), kto i na jakiej podstawie ma, jak to eufemistycznie i niezwykle cynicznie określono: „zostać ewakuowany”. 

Źródła: 
Lehrer, Steven, Wannsee House and the Holocaust, 2000

Johannes Tuchel: Die „Stiftung Nordhav“ und die Wannsee-Konferenz, w: Berliner Geschichte, 1990
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992.

poniedziałek, 8 września 2014

Co się dzieje z tym krajem?

        Bardzo rzadko pozwalam tu sobie na jakąkolwiek prywatę czy wpisy o współczesności, ale dzisiaj coś mnie tknęło. Wczoraj wieczorem moja znajoma udostępniła status swojego kolegi i z tego co widzę zgierskie polityka pana M. (nie będę robić mu kolejnej reklamy w dobie wyborów). Nie wiem z jakiego jest ugrupowania, ani co dokładnie robi i w sumie mnie to nie obchodzi, tak jak ogólnie poczynania polityków (bo ja się polityką w każdym odcieniu brzydzę, proszę państwa), ale jakby polityką się nie parał i stałoby mu się niżej opisane kuku to też bym poruszyła ten temat. Człowiek ma to do siebie, że jak coś dzieje mu się pod nosem to dociera do niego skala globalnego niebezpieczeństwa, nie jestem w tym przypadku wyjątkiem. Zacytuję zatem opis sytuacji:

"Wczoraj, w sobotni wieczór, grupa nacjonalistycznych bojówkarzy związanych z ONR i Młodzieżą Wszechpolską zaatakowała - pod moją nieobecność - mój rodzinny dom w Zgierzu. Banda podeszła pod dom, odpaliła race oraz zaczęła krzyczeć m.in. "Je**ć socjalistów!". Napastnicy spotkali się jednak z bardzo szybką i stanowczą reakcją sąsiadów, którzy skutecznie ich odgonili. Uciekając, bojówkarze obrzucali racami samochód moich rodziców. Na szczęście nie trafili - raca upadła koło pojazdu i została szybko ugaszona przez jednego z sąsiadów.

Dzisiaj, w niedzielę, policja otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na usiłowaniu zniszczenia mienia.

Sześć dni wcześniej rozpocząłem - poprzez rejestrację Komitetu Wyborczego Wyborców - swój udział w wyborach samorządowych. Ten tchórzliwy atak ma oczywiste podłoże polityczne - jest próbą zastraszenia przez skrajnie prawicowe bojówki mnie, mojej rodziny, przyjaciół oraz mieszkańców i mieszkanek Zgierza. Już wcześniej docierały do mnie informacje o pogróżkach ze strony lidera zgierskich narodowców, K**** (również nie będę robić reklamy), któremu nie podobała się działalność aktywistów związanych z Tkalnią i Gazetą Zgrzyt.

To, co stało się w sobotę, pokazuje jak kończy się polityka przyzwolenia dla szerzenia nienawiści w murach miejskich instytucji przez takie grupy jak "Klub im. Romana Dmowskiego", będącego przybudówką MW i ONR."


       Dżisas, co się w ogóle wyrabia w tym kraju i to w mojej pipidówce? Czy ludzi już do cna porąbało? Czy "obrońcy polskości" nie widzą, że stosują metody ludzi, którzy napadli na ich kraj i wymordowali sporą część jego populacji? A nawet jest z nimi gorzej bo jeszcze jak dochodzi co do czego to płaczą, że: media wyrywają coś z kontekstu, że policja niedobra i wszystko wina bliżej nieokreślonego "komunistycznego dżenderu". Wow, to mają być patrioci? Takie działania jak napadanie na czyjąś posesję (podczas nieobecności mieszkańców) mają być społecznie akceptowalne i fajne. Czy jakieś służby coś z tym zrobią? 

      Patrząc po lekturze "Brunatnej Księgi" wypuszczanej przez Stowarzyszenie Nigdy Więcej (http://www.nigdywiecej.org/475-20 - zachęcam do poczytania, chociaż jest to frustrująca lektura, bowiem większość spraw nie znalazła swojego happy endu), to takie przypadki zostają pozostawione same sobie. Nic się z tym nie robi, bo łatwiej jest skazać staruszkę, która na bałuckim handluje pietruszką, niż poszukiwać bandy drabów, która kogoś nęka i powołuje się wcale nie na ideologię Dmowskiego, ale na pomyje z NSDAP. 
     Pomijając już aspekt humanitarny działania tego typu band i tego, że tak łatwo ignorują ludzkie cierpienie i ciężar historii (tworząc jej lukrowane alternatywy), to sam fakt, że podążając szlakiem ludzi, którzy wierzyli, że stworzą Tysiącletnią Rzeszę, która przetrwała mierne kilkanaście lat, daje jasno do myślenia, że jest to błądzenie we mgle (czy mówiąc wprost: skrajna głupota). I zastanawia mnie jak długo można na tego typu działania pozwalać. Jak długo można bawić się w chwiejącą się Republikę Weimarską? I jak wielu ludziom stanie się jeszcze krzywda nim zrozumiemy, że jest już za późno na ratunek? 

piątek, 5 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 2 - rozwój

Heydrich robi w polu na Fehmarn

   Fundacja Nordhav w pięknej teorii miała się zajmować wykupem ziem/posiadłości i organizowania tam ośrodków wypoczynkowych dla członków Służby Bezpieczeństwa i ich rodzin.
W praktyce jej głównym zadaniem było zdobywanie kolejnych ziem i posiadłości, ale dla Heydricha. Widać to na przykładzie Katharinenhofu, gdzie pewną część majątku dostało Ahnenerbe, inną Nordhav, jeszcze kolejny kawałek uszczknęła Spółka Osadnictwa Niemieckiego, przy czym 20 hektarów przypadło Heydrichowi, który dokleił ten teren do swojego domu na Fehmarn. Dodatkowo fundacja spełniała cele prestiżowe, zaznaczając, że Heydrich zaczyna znaczyć coraz więcej w hierarchii Trzeciej Rzeszy.
       Nordhav znacznie ułatwiała mu zdobywanie funduszy, bowiem Ministerstwo Finansów, a właściwie Lutz Graf von Krisigk i Johannes Popitz często byli bardzo niechętni finansowaniu SS i Gestapo. Stąd Heydrich zakładając fundację, mógł otrzymywać „darowizny” ze swojego RSHA (które bardzo często pochodziły z majątków skonfiskowanych Żydom). Heydrich jako szef Sipo mógł dostawać pieniądze, które były do wglądu tylko przez SD (którym sam zarządzał), a tym samym zostały one usunięte spod kontroli Ministerstwa Finansów.
       30.07.1939 na Fehmarn powstała Fundacja Nordhav. Heydrich napisał statut i podkreślił jeszcze raz jej oficjalny cel. Kwestią prawną zajmował się Werner Best, który rzecz jasna po wojnie udawał, że sprawa go nie dotyczyła i że po odejściu z RSHA (które było sprowokowane przez konflikt personalny z Heydrichem) nic więcej o fundacji nie słyszał. Pomagał mu przy tym Herbert Mehlhorn (jeden z pierwszych ludzi w SD Heydricha), Kurt Pomme i Walter Schellenberg. W późniejszych latach działania Nordhav do składu dołączył Wilhelm Albert, Hans Nockemann, Rudolf Bergmann, a Pommego zastąpił Pruchtnow (pierwszy adiutant Heydricha, który zmarł na raka w czasie wojny).
Istnienie fundacji zostało zatwierdzone 3.08.1939.
        25 sierpnia Heydrich wydał rozkaz Schellenbergowi, by ten zajął się sprawami organizacyjnymi i personelem, a także ochroną zabytków w Katharinenhofie. Ówcześni właściciele posiadłości (rodzina Loesnerów) byli bardzo zadłużeni, ale jednocześnie niechętni by pozbyć się swoich ziem. Stopniowo Fundacja wykupywała ich kawałek po kawałku. Za 80.000 RM Nordhav zyskał 11 hektarów plaży, stajni, pomieszczeń gospodarczych, leśniczówkę, a także upragnione grobowce, jednak przed dokonaniem zakupu właściciele mieli oczyścić teren. 8 maja 1940 transakcja została zatwierdzona, po doliczeniu 7500RM za grobowce, zaś całkowita sprzedaż przypadła na 27 czerwca 1941 roku. 
Wybuch wojny 1 września 1939 spowodował sześciomiesięczną przerwę w działaniu fundacji.
Kolejnym miejscem, jakim zainteresowała się fundacja była willa w podberlińskim Wannsee mieszcząca się pod adresem: am Grossen Wannsee 56-8. 

Źródła: 
Johannes Tuchel: Die „Stiftung Nordhav“ und die Wannsee-Konferenz, w: Berliner Geschichte, 1990
Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn w: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992.
oraz: https://web.archive.org/web/20120312015951/http://www.fehmarn-info.com/katharinenhof.htm (strony już nie ma i dlatego daję Wam wersję z archive.org, jeśli nie działa link to wchodzicie na: www.archive.org i wpisujecie w time machine: www.fehmarn-info.com/katharinenhof.htm )

Zdjęcie:
Kadr z ostatniego odcinka czeskiego serialu dokumentalnego: Heydrich, konecne reseni

środa, 3 września 2014

Biznes po niemiecku: Fundacja Nordhav - część 1 - geneza


Heydrich w aucie przed domem na Fehmarn

       Stereotyp utrwalił w naszych oczach obraz uczciwego Niemca, który jest surowy, ale zawsze podąża za regułami i nie ma zdolności do słowiańskiego „kombinowania”. Stereotypy jak się okazuje niezbyt przylegają do rzeczywistości, na co jednym z dowodów może być to, że Niemcy ponad 70 lat temu potrafili „kombinować” i robić machloje, których nie powstydziliby się polscy przedsiębiorcy.
       Mówię tu o Fundacji Nordhav, której założycielem był Reinhard Heydrich.
        Zanim doszło do jej założenia, wypadałoby naszkicować nieco tło wydarzeń.
Przenosimy się więc do wczesnych lat 30. Małżeństwo Heydrichów jest ciągle w drodze między Monachium a Berlinem. Heydrich cierpi będąc daleko od morza, co wyraża w listach do teściów, a także mówi o tym Linie. Pani Heydrich po latach pisała: „"Jeszcze dźwięczą mi w uszach słowa męża, że powinniśmy jak najszybciej kupić dom na Fehmarn.  Mógłby tam, co malowało się w jasnych barwach dla niego, żeglować o każdej porze. Cieszył się na tę myśl, chociaż zastanawiał się, jak powinniśmy to osiągnąć bez pieniędzy. Wówczas z pomocą przyszedł nam, jak anioł Willy Sachs, zwany Bayernwilly."
        Pożyczka ze strony Sachsa umożliwiło rozpoczęcie budowy Heydrichowego gniazda w roku 1934. Okazało się jednak, że koszty przerosły założenia Liny i wzrosły do 42000 (na co oczywiście skarżyła się po latach), ale o samym domku, jego projekcie i budowie napiszę kiedy indziej.
Wiosną 1935 roku dom był wykańczany przez lokalnych artystów. Jeden z kowali wykonał dla Heydrichów zasuwę do drzwi, który miał ochraniać ich przed nieproszonymi gośćmi.
22.06.1935 odbyła się nietypowa parapetówka, na którą przybył sam Heinrich Himmler. Zorganizował on z Heydrichami spektakularne obchody przesilenia letniego. Jedną z atrakcji okołorytualnych była też wycieczka zorganizowana przez kuzyna Liny Petera Wieperta, który był lokalnym historykiem. Oprowadzał on Himmlera po wykopaliskach archeologicznych w majątku Katharinenhof. Odkryto tam neolityczne grobowce, z których najcenniejszym był Vitzdorfer Steinkiste (nie wiem jak dokładnie przetłumaczyć to na język polski, ale chodzi o angielskie, a właściwie walijskie „kistavaen”).
       Co do samego Petera Wieperta, to był to człowiek „chorągiewka”. Przed i w czasie wojny był oddanym nazistą, za to po wojnie udało mu się wyłgać i udawać „antynazistę”. Znany był z powiedzonka: „Na Fehmarn nie ma węży, kretów i Żydów”. Współpracował ze służbami Heydricha i pisał mu raporty o ruchach emigrantów w okolicach Fehmarn. Po 1945 roku twierdził, że miał nieszczęście mieć kuzynkę, która poślubiła Heydricha, i że próbował odmówić Himmlerowi, ale był zastraszany. Prawda była zgoła inna. W 1935 Himmler powołał do życia Ahnenerbe, fundację pseudohistoryczną (tą samą od szukania potomków Germanów w Tybecie), która z początku niegroźna przerodziła się w kolejną zbrodniczą organizację, biorącą czynny udział w eksperymentach na ludziach przeprowadzanych w Dachau i Natzweiler. Do tej fundacji dołączył Wiepert.
Ahnenerbe miało w planach stworzenie wielkiego fehmarńskiego muzeum. Na przeszkodzie stały pieniądze. Inwestycję miało wspierać SD, ale również nie dysponowało odpowiednią ilością środków finansowych.
         30.04.1937 Wolfram Sievers, kierownik Ahnenerbe i Wilhelm Albert z SD spotkali się w celu debatowania nad tymi planami. To oczywiście nie doprowadziło do porozumienia, ponieważ w dniu 16 lipca 1937 roku, Sievers musiał się zwrócić do pomocy gospodarczej i interweniował przez Himmlera o wsparcie finansowe dla badań Wieperta: „Proszę, aby doprowadzić do akceptacji tej decyzji, ponieważ Reichsführer SS pragnie osadzenia Petera Wippera (sic!) w Towarzystwie Badawczym nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, o czym odbyliśmy wieczorem rozmowę podczas obchodów w Quedlinburg.”
      Oczywiście taka decyzja zapadła, ponieważ 3.9.1937 napisał Sievers do Alberta: załączniku na moim liście z 10.5 mogę powiedzieć, że Reichsführer SS, potwierdził, że przez wprowadzenie Petera Wippera (sic) do Ahnenerbe powstały koszta wynoszące 6000 Reichsmarek rocznie. Są pobierane w połowie od Ahnenerbe. Ze względu na pozostałą kwotę 3000 Reichsmarek, Reichsführer SS poprosił mnie, aby porozmawiać z Heydrichem i poprosić go w imieniu Himmlera (wydać mu rozkaz), aby zapewnić je przez Biuro Bezpieczeństwa. Ponieważ sprawa jest obsługiwana przez Ciebie, dzielę się z Tobą tym w pierwszej kolejności z prośbą o opinię, czy powinienem zastosować się z do życzenia Himmlera i iść z tym bezpośrednio do Heydricha, czy Ty chcesz w tym pośredniczyć?”
        Himmlerowi bardzo zależało żeby SD dokładało się do jego idee fix, być może było to spowodowane świadomością, że Heydrichowi prywatnie zależało na ziemiach Katharinehofu.
       7 lipca 1939 roku Himmler przybył na Fehmarn i odbył, jedno, bądź kilka spotkań, w których uczestniczyli: Małżeństwo Heydrichów, Albert, Sievers i Wiepert. Himmler chciał by fehmarńskie muzeum było pod skrzydłami jego i Ahnenerbe, ale z prowizją na 2000 RM (podejrzewam, że miesięcznie), które miało płacić SD. Ahnenerbe i SD miało zatem wspomagać pracę Wieperta wspólnie.
        Rozmawiano również o zakupieniu dóbr z Katharinenhofu (między innymi o tych grobowcach). Ówcześni właściciele byli straszliwie zadłużeni. Planowano zatem by przejąć ich majątek i przekazać  Ahnenerbe, a 20 hektarów oddać w prywatne ręce Heydricha, które podłączyłby w roli włości do swojej posesji.
I tak narodziła się idea założenia fundacji Nordhav. 

Źródła:
Przede wszystkim: Johannes Tuchel: Reinhard Heydrich und die „Stiftung Nordhav“. Die Aktivitäten der SS-Führung auf Fehmarn in: Zeitschrift für Schleswig-Holsteinische Geschichte, nr 117, 1992
M. Dederichs, Heydrich, twarz zła

Zdjęcie:
L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem