środa, 8 października 2014

Bernd Wehner - Polskie Zbrodnie - antypolski paszkwil ze wstępem napisanym przez Heydricha


podpis Heydricha pod przedmową w "Polskich Zbrodniach"
             Niedawno miałam tu okazję pisać o miesięczniku wydawanym przez Heydricha o tytule „Kriminalistik”. Podczas odwiedzin we Wrocławiu w ręce trafiło mi podobnego rodzaju publikacja z 1942 roku o tytule „Die polnischen Greueltaten” – czyli „Polskie Zbrodnie” (miała więcej części, ja miałam okazję przyjrzeć się jedynie pierwszej) popełniona przez Bernda Wehnera, a właściwie jej pierwsza część. Zainteresowała mnie bowiem wstęp do niej napisał Reinhard Heydrich. Nim jednak przytoczę go tu wam opiszę pokrótce czym są „Polskie Zbrodnie”.

Najpierw słówko o autorze, mimo tego, o czym pisał i że był gorliwym nazistą to pomyślnie przeszedł proces denazyfikacji po wojnie i pisał artykuły do "Der Spiegel" (sic!). Zmarł w 1995 w Dusseldorfie, gdzie po wojnie pełnił funkcję szefa departamentu policji kryminalnej. Zanim to się jednak stało w 1931 roku wstąpił do SS i w późniejszych latach pracował jako podkomendny Arthura Nebe, brał też udział w śledztwie związanym ze śmiercią Heydricha. Miał także epizod pracy w Buchenwaldzie.
               "Polskie zbrodnie" to pozycja typowo propagandowa, która pod płaszczykiem kryminologii pokazuje Polaków jako żądne mordu bestie i jasno daje czytelnikowi do zrozumienia, że trzeba się ich pozbyć i zadanie to spoczywa rzecz jasna na niemieckich barkach. Wehner przedstawia szereg przykładów rzekomych aktów okrucieństwa, jakich dokonali Polacy na Niemcach przed i na początku wojny. Oczywiście, co jest typowe dla kryminologicznych pozycji sygnowanych przez Heydricha, okraszona jest zdjęciami, bardzo brutalnymi, przedstawiającymi ofiary „polskich morderców” (jak i fotografiami samych morderców. Widzimy tam na przykład zdjęcie 19-letniej polskiej morderczyni, która ma zaskakująco germańską urodę i wygląda jak siostra-bliźniaczka Irmy Grese), co jeszcze dodatkowo wzmacnia antypolski przekaz pozycji. Rzecz jasna nie ma w niej miejsca na opisy tego, co robiło z Polakami Einsatzgruppen. Skierowana jest do policjantów i esesmanów, przez co sądzę, że jest to poniekąd próba zagłuszenia resztek sumienia i próba usprawiedliwienia okrucieństwa jakich dokonywali Niemcy na Polakach w okresie okupacji. Bądź, co bardziej prawdopodobne: próba tuszowania tychże i zwalanie winy za własne występki na przeciwnika, co jest typowo propagandowym zagraniem.
Przejdźmy jednak do tego, co sam Heydrich napisał o paszkwilu Wehnera (z góry przepraszam was, za to, że może być niezbyt dokładne, ale Heydrich pisze nieznośną manierą):

Przedmowa
Ta praca przedstawia rezultaty policyjnych śledztw zbrodni dokonanych na początku wojny przez Polaków. Niemiecki lud i opinia publiczna wielokrotnie byli informowani o powtarzających się aktach okrucieństwa, jakich dopuszczali się Polacy na etnicznych Niemcach (volksdojczach). W tej dokumentacji, niemiecki kryminolog przedstawia bogactwo przykładów, które zostały okupione trudem i poświęceniem. Ta pozycja pomoże zbudować pomnik z ofiary krwi dla Niemieckiego ludu, która została przelana na wschodzie. Ale Polaków usadowi za te występki na cokole przestępczości i wstydu.

Heydrich
SS-Obergruppenfuehrer i Generał Policji

Źródła:
B. Wehner, Die polnischen Greueltaten
H. Hoehne, Zakon Trupiej główki
i niemiecka wersja wikipedii na temat Wehnera

13 komentarzy:

  1. No komenta mi wyjebało no!
    Pisalem, że nawet heinz holme się zapędził z tym tematem, podając włąsnie liczy z tych hm..powiedzmy artykułów. A tak w ogóle to Heydrich miał brzydkie pismo, jak wrona w marcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko tego pana, o którym piszesz pojawiło się na końcu notki w źródłach ;)

      Usuń
  2. ie no nie wierze, już drugiego komenta mi wyjabało w kosmos :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wątki z Kriminalistikiem są bardzo ciekawe.

    Przy okazji tego wpisu mam do Ciebie pytanie: kojarzysz może jakieś warte uwagi, ale ogólnodostępne^^ artykuły albo filmy (może być po angl.) o tematyce typu co robili po wojnie naziści? Myślę raczej o takim ogólnym opracowaniu. Kojarzę książkę Kąkolewskiego, ale to jednak literatura ;)

    Absynt (chwilowo nie mający dostępu do swego konta/kąta :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)

      no własnie ogólnodostępnych nie, coś od czasu do czasu przebąkiwał Hoehne w swoim zakonie trupiej główki, ale takiej pozycji pt naziści po wojnie nie znam i często korzystam z Aronsona bo on te informacje skatalogował dość dobrze.

      Usuń
    2. :( No to mnie trochę smutłaś. Bo to jest ciekawy wątek. Wszystko, co wiem na ten temat, to gdzieś tam przewijało przy okazji, w pracach psychologicznych czy w literaturze. Hohne - to chodzi o tę książkę z wielkimi SS na okładce?

      Usuń
    3. Tak sadze, ja mam angielska wersje i u mnie sa tylko maszerujacy esesmani, ale zguglalam i zakladam ze chodzi o ta z duzymi runami
      bo ten temat nazisci po wojnie najczesciej laduje u kulturoznawcow, byla taka praca o dr oetker i niezbyt dobrze sie ja czytalo, bo czesto kulturoznawcy zapominaja niestety o historii i robia bardziej co mysle, niz naprawde stosuja sie do metod badawczych xd a przynajmniej takie mam obserwacje po swoich studiach i proponowanej mi literaturze.

      a tak historycznie to niestety sa to watki nieco spychane na dalszy planjakby czekajace na to ze kolejne pokolenie sie tym zainteresuje. teraz jeszcze sporo w tym sensacji rodem z brukowcow, czego przykladme byl ten fragment artykulu o linie z francuskiego pisma historycznego on tez mial taka dosc sensacyjna forme rodem z faktu, ale tekstu wiecej.

      Usuń
    4. Gdzieś w rodzinnej hacjendzie chyba mam tę książkę z wielkim SS, więc jak będę to zerknę.

      O to, to właśnie! Historia! Rozkminy psychologiczne są ciekawe, a ja właśnie jestem chyba z tego pokolenia, które żywo się interesuje tym, co się działo dalej, już po traumie wojny i strachu, że wybuchnie znowu. Jak z tym, co po totalitaryzmie radzi sobie społeczeństwo, które układa różne rzeczy na nowo, jakie są losy ludzi, którzy brali w tym udział z różnych stron. Opinie mnie nieszczególnie interesują. Raczej fakty i własne wnioski lub zadziwienia, biografie ludzi.

      Usuń
    5. Warto przeczytac, ale nie wszystko tam jest aktualne, niemniej z ogolnodostepnych rzeczy to poki co najlepsze co moge polecic i do czego sama zagladam czesto :D

      opinie powojenne szczegolnie w wykonaniu nazistow potrafia byc przesmieszne, banda niby to bezwzglednych ludzi okazuje sie plotkowac jak kolokwialne baby, przerzucac sie winą nawzajem z wdziekiem dzieci w piaskownicy, ale to szalenstwo okazalo sie doskonala metoda ktora zasiala takiego fermentu, ze do niektorych spraw i winowajcow nie da sie dotrzec i dopiero jak cos wyleci z czyjegos mieszkania, czy archiwum wychodzi na to ze caly proces przypisywania winy za jakas masakre nalezy zaczynac od nowa. To mialo miejsce z noca krysztalowa, za ktora szybko zrzucono wine na heydricha, ktory niby ja inspirowal, a wyszlo, ze w istocie bral udzial w organizowaniu, ale raczej niechetnie, za to inicjatywa poszla z ministerstwa propagandy od goebbelsa i spolki :D

      Usuń
  4. Tak zupełnie nie na temat: zawsze jak wychodzę z wpisu na stronę główną bloga, klikam w nos H. :D No, przepraszam, zupełnie nie na temat, ale właśnie zdałam sobie z tego sprawę :D

    A na temat: wydaje mi się, że my już powyrastaliśmy ze strachu przed strasznym nazistą, śmiejemy się z nich trochę, nie jest to śmiech podszyty trwogą. Ma to swoje oczywiste minusy, ale to daje też bardziej trzeźwe spojrzenie. Natomiast młodych osób zajmujących się tą tematyką profesjonalniej, nie tylko przebieranki w mundury i strzelanie do siebie na tych wszystkich rekonstrukcyjnych iwętach, jest mało. Mi osobiście taka nadal istniejąca demonizacja nazizmu przeszkadza w odbiorze zjawiska. I jest jeszcze kwestia polityki. Zwłaszcza po wojnie to miało duże znaczenie. Nasze pokolenia są już bardziej apolityczne, w przypadku historii to na plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne wrota prowadzace do bloga :D

      To też zalezy, ja mam czasy kiedy probuje to obsmiac, ale wspominajac sobie to co czytalam o obozach i tych, ktore odwiedzilam, to powoduje to jednak ciary, nie przed samym nazista jako czlowiekiem, takim heydrichem, nie przerazaja mnie jego przydomki, ale przed systemem jakiemu sluzyl i na jaki nakrecony byl przez swoich kolegow i jak nakrecal innych, chodzi o cala machinerie, nie o pojedyncze trybiki, ktore bez pozostalych byly no... no takie jak ostatnio widzialam na filmach prywatnych heydricha.

      Usuń
    2. No i właśnie jest różnica między demonizacją zjawiska, a nawet emocjonalnym spojrzeniem. Za demonizacją często idzie taki rodzaj specjalnego "kultu" jakim się otacza w kulturze różne przejawy zła. Zło takie fascynujące itd. No i do tego naziści ubierali się dobrze ;) i ciężko potem z tak wykrystalizowanego konkretnie typu nazisty przejść do codzienności, zwykłości. A przecież tam się wszystko zaczyna. To nie były maszyny, chociaż tak jest wygodniej myśleć, to byli ludzie. Na swój sposób podobni do nas. I chyba to najbardziej przeraża i to sprawia, że pokolenia wstecz kreowały jakiś wizerunek po obu stronach, żeby dało się pewne rzeczy wytłumaczyć. Na przykład, ktoś tam był katem i jednocześnie kochającym ojcem rodziny - to się tłumaczy, że miał kuku w główce i lecimy dalej, bo my kuku w główce nie mamy. Nie wątpię, że system totalitarny wykorzystuje różne ludzkie odchyły, ale nie na taką skalę, jak się to kiedyś powszechnie tłumaczyło.

      Pamiętam taką sytuację, jeszcze ze szkoły, gdy interesowałam się literaturą obozową i przed maturą w rozmowie z babką od polskiego powiedziałam, że byłoby super, gdyby taki temat mógł się pojawić na maturze, gdybym mogła o tym pisać (pisałam jeszcze starą^^). Nauczycielka była zdziwiona i trochę jakby przestraszona, powiedziała coś w stylu: dziecko, taki straszny temat? Bo wycieczka do Oświęcimia, tak, obowiązkowo, jako wycieczka historyczna. Do tego podany odpowiedni przekaz: źli Niemcy. Grzebanie w tym temacie dalej za to budziło jakiś taki nadprzyrodzony lęk. Taka postawa wydaje mi się blokująca, a łatwo nią wytłumaczyć ciary, o których piszesz. Wiesz, wchodzisz do byłego obozu i masz z góry wyłożoną wizję skąd się to całe okrucieństwo wzięło, jak było możliwe, jak można było stworzyć fabrykę śmierci w środku cywilizowanej Europy. A mi się wydaje, że na te pytania da się tylko częściowo odpowiedzieć i właśnie to jest najważniejsze, żeby poznawać sytuację od tej strony, która zignorowana pewnego dnia może doprowadzić do powtórki. Mam wrażenie, że pokolenie naszych rodziców jeszcze usilnie ignorowało ten fakt, bo to już nie dotyczy tylko Niemców, nazistów i pierwszej połowy XX wieku. Zaraz po wojnie ludzie pisali wiersze, że nic już nie jest możliwe, sztuka, literatura, nawet miłość ;) Potem żyło się dalej i niestety, możliwe jest też poza sztuką i literaturą wytworzenie tych trybików, o których piszesz.



      Usuń
    3. O tak często w latach 60 na siłę wymyślano nazistom psychiczne schorzenia, bowiem nie mozna bylo sobie poradzic z faktem, ze tacy ludzie istnieli (inna sprawa ze stawianie diagnozy u kogos kto nie zyje na podstawie opinii innych ludzi i dokumentacji raczej smierdzi tu paranauka, ale co ja tam wiem). I takie wyizolowanie, nazwanie bestia, pokazanie, ze to byl czlowiek chory mialo sprawic, ze mozna bylo zasnac spokojnie. To jest ten sam mechanizm ktory prezentowali nazisci: demonizowanie wroga w swoich pismach. I taka pozycha dederichsa ktora przypada juz na XXI wiek nie rozni sie w zaden sposob od tego co robil heydrich w kriminalistiku: wskazanie wroga i ucharakteryzowanie go na demona.

      w kulturoznawstwie, jakie mi wykladano, a konkretniej chodzi o pewnego jednego profesora, nazywalo sie to zwrotem kulturalnym. ten czlowiek twierdzil, ze nie mozemy wchodzic w role katow i nadawac im ludzkich cech, bo to deprecjonuje ofiary. jest to makabryczna bzdura i zachecanie do zaklamywania historii. bo coz moze jakim miala same relacje po latach od liny i dzieci to rzeczywiscie mozna byloby nazwac pisanie o zyciu rodzinnym heydricha "nadawaniem" cech, chociaz oczywiscie jest to naciagane. wszystko jest udowodnione, na zdjeciach, filmach, we wspomnieniach. Heydrich bawiacy sie z klausem na lezaku jest tak samo historycznym wydarzeniem jak wannsee. oczywiscie konferencja miala wieksze znaczenie dla ludzi, ale to nie zmienia sprawy, ze oba wydarzenia mialy miejsce, wiec nie mozna wycinac nieywygodnej historii, tylko dlatego zeby kogos nie urazic, bo to niestety jest juz totalitaryzmem. I i o jednym i o drugim wydarzeniu trzeba pisac, bo inaczej popada sie w klamstwo.

      Po pierwszej wojnie tez mialo nie byc niczego a bylo. Wczesniej po Napoleonie, po rewolucji francuskiej, po upadku rzymu. A jest nadal i trwa.

      Usuń