niedziela, 19 października 2014

Heydrich a Wewelsburg



Heydrich w Wewelsburgu, drugi od prawej
Zamek Himmlera od lat pobudza wyobraźnię wszelakich badaczy, od historyków, przez dziennikarzy, aż do okultystów. Mówi się o jakiś tajemniczych eksperymentach, narzędziach tortur, sprowadzaniu Szatana i innych bzdurach podobnego pokroju.
            W istocie Wewelsburg był utopijnym marzeniem Himmlera, który rzadko kiedy miał kontakt z rzeczywistością i nie hasały tam żadne mutanty, wilkołaki ani nordyckie demony. Ot, Himmler przeprowadzał tam swoje quasi-nordyckie rytuały i gromadził germańskie dzieła sztuki. Planował wybudować tam większy kompleks dla SS (przy wznoszeniu którego pracowali więźniowie obozów koncentracyjnych). Plany te przerwała kończąca się wojna i decyzja o wysadzeniu kompleksu.
            Przejdźmy jednak do Heydricha. Opowiemy tu sobie o pierścieniu jaki otrzymał od Himmlera i jaki ma to związek z Wewelsburgiem. Był to Totenkopfring przyznawany zasłużonym esesmanom przez Himmlera. Zaprojektował go Karl Maria Wiligut, który doskonale rozumiał się ideologicznie z przywódcą SS. Produkcją pierścieni zajęła się firma Parteitreu prowadzona przez wdowę po Ottonie Gahrze (który znany był z wspierania NSDAP i wykonywał zwieńczeń do sztandarów).
            Pierścień był wręczany w pudełku, do którego dołączony był dyplom podpisany przez Reichsfuhrera, gdzie wyjaśniano za co Totenkopfring był przyznany.
            Heydrich otrzymał swój egzemplarz 24 grudnia 1933 (fajny prezent na gwiazdkę). Był jednym z pierwszych esesmanów uhonorowanych w ten sposób, bowiem oficjalne rozporządzenie i regulamin odnośnie przyznawania pierścieni Himmler wydał 10 kwietnia 1934 roku.
            W wypadku śmierci esesmana pierścień miał zostać zwrócony przez rodzinę. Następnie miał być złożony w Wewelsburgu. Co się stało z pierścieniem Heydricha po jego śmierci? Nie wiadomo czy trafił do zamku Himmlera i zaginął po wojnie, czy też jest w posiadaniu jakiegoś kolekcjonera, czy też może nadal ma go rodzina Reinharda. 
             Heydrich był także jednym z rycerzy Wewelsburga, który to tytuł przyznawany był Obergruppenfuhrerom. 
             Po śmierci Heydrich stał się pewnego rodzaju „bohaterem” czy „męczennikiem” Czarnej Gwardii, Himmler zdecydował się mu poświęcić salę w swoim Kamelocie, gdzie mieściły się pamiątki po nim. Najprawdopodobniej zostały zniszczone wraz z wysadzeniem Wewelsburga, a być może przygarnęli je Amerykanie, bądź Niemcy.
            Za życia Heydrich parokrotnie odwiedzał ro miejsce. Jedne odwiedziny relacjonowała w liście Lina Heydrich, która była w zamku Himmlera tylko raz towarzysząc mężowi. Zwiedzali wówczas wnętrza i Reichsfuhrer opowiadał o swoich teoriach na temat germańskości i sztuki. Lina rzecz jasna skupiła się na tym jak w środku było ładnie i bogato. Odwiedził to miejsce również w maju 1935 roku, wraz z małżeństwem Himmlerów, o czym świadczy parę zachowanych fotografii.
            Heydrich był w Wewelsburgu na chrzcie (czy raczej jego neopogańskim odpowiedniku) syna Karla Wolffa, który przypadł na 4 stycznia 1937.
            Zdjęcia z listopada 1939 roku ukazują Heydricha, Muellera, Himmlera, Hubera i Nebe siedzących i rozmawiających o czymś w jednej z zamkowych sal (istnieje też wersja, że było to biuro Himmlera). Nad ich głowami znajduje się olejny pejzaż Wewelsburga.
Heydrich na konferencji, pierwszy z lewej

            Inną udokumentowaną wizytą Heydricha w tym miejscu jest są konferencje w Wewelsburgu (spotkania dowództwa SS odbywały się tam cyklicznie na wiosnę, więc Heydrich zapewne się tam pojawiał), jedna z nich przypadła na 12-15 czerwca 1941 roku, przed atakiem na Związek Sowiecki. Himmler zgromadził wówczas dowództwo SS w swoim zamku na konferencję na temat udziału SS w planowanej inwazji. Bach-Zelewski po wojnie na procesie zeznawał, że podczas zebrania Himmler zaznaczył, że głównym celem ataku na Rosję jest wyeliminowanie 30 milionów Słowian. Krótko mówiąc debatowano tam o ostatecznym rozwiązaniu kwestii słowiańskiej. Niestety nie zachowały się dokumenty z tego spotkania, stąd sprawa nie jest tak nagłośniona jak Wannsee.


Źródła:
Ulric of England, Allgemeine SS 1925-45
S. Cook, S. Russell, Heinrich Himmler's Camelot: The Wewelsburg Ideological Center of the SS, 1934-1945
www.wewelsburg.de

Zdjęcia:
 J. E. Schulte, Himmlers Wewelsburg und der Rassenkrieg. Eine historische Ortsbestimmung
www.bundesarchiv.de

2 komentarze:

  1. Trochę szkoda, że te wilkołaki i mutanty nie latały po zamku :D

    A tak serio: szkoda, że ten nazistowski okultyzm zawsze prawie traktowany jako sensacja, a to przecież ciekawy temat, z którym wiąże się wiele wątków kulturowych, jak rola wszelkiej maści okultów w kulturze niemieckiej, wpływ poprzedniego stulecia, kwestia tego ile fascynacji estetyką czy zauważenia jej siły, wpływu na masy, a ile rzeczywistego przekonania czy jak pseudoracjonalny system dało się z tym pożenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedyny znany mutant zwany Margą Himmler niestety nie został stworzony w zamku :D

      Niestety zainteresowanie tym kulturalnym aspektem od razu powoduje u wielu historykow i to powaznych reakcje pt: jestes nazista, stad malo osob sie na to porywa, a jakby nie patrzec kastruje sie historie o to ze jednak jakis dorobek, niewazne czy watpliwej jakosci czy nie, i artystyczny i kulturalny tam byl i czasem byl on o dziwo ideologicznie niewinny (skrzynie z drzewami zycia gdzie gromadzono rodzinne dobra, czy lampki na Yule, to raczej powiedzmy sobie szczerze malo groźne artefakty i nieobciążone tonami swastyk i nakrecanym adolfem w srodku). Inna sprawa ze w szerszym kontekscie one juz znaczenia ideologicznego nabieraja, bo himmler sie o nich rozpisywal w jego malych paszkiwlkach typu ss leitheft, ale dla czesci nabywcow byla to jedynie dekoracja w starym stylu :D

      Usuń