czwartek, 13 listopada 2014

Rodzinne filmy Heydrichów

Heydrich masakrowany przez syna kadr z: Rządy Heydricha


Wypadałoby napisać jakiś wstęp jak doszło do tego, że miałam szansę zobaczyć domowe filmy Reinharda Heydricha. Okazuje się, że jest to łatwiejsze, niż niektórym mogłoby się wydawać. Kopie tych filmów znajdują się w berlińskim Filmarchivie, chociaż właścicielem praw do nich jest rodzina Heydrichów. Oglądanie ich jest możliwe po wcześniejszym znalezieniu sygnaturek w wyszukiwarce i skontaktowaniu się z archiwum. Da się to zrobić, ale wymaga to trochę cierpliwości.Wymagane są do tego też musicie udowodnić, że chcecie oglądać w celach naukowych (pismo z uniwersytetu, czy inny dokument tego rodzaju).
            Niestety jak się domyślacie nie mogę udostępnić wam tych filmów i sama oczekuję na ich kopie, których i tak nie będę mogła nigdzie i nikomu pokazać, więc z góry zaznaczam, że nie ma sensu prosić mnie o nie. Nie wynika to z mojej złej woli, bo zazwyczaj jak mogę się czymś podzielić to po prostu się tym dzielę. W tym wypadku to wykluczone raz, że ze względów prawnych, dwa: nie wiem czy bylibyście szczęśliwi gdyby gdziekolwiek udostępniono wasze rodzinne filmy bez waszej zgody.
            Przejdźmy jednak do tego co mogę zrobić z wiedzą, którą posiadłam podczas seansu. Otóż mogę wam opisać co widziałam. I tu mam też parę uwag, otóż: część z tych rzeczy, bardzo małe fragmenty zostały użyte w filmach dokumentalnych. W sumie: nie jest to jakieś szczególnie zaskakujące. Co jest zaskakujące, to to, że często użyto takich kawałeczków by pozbawić je całkowicie szerszego kontekstu. Przykładem jest Heydrich na leżaku ze skwaszoną miną, który parę razy się tu pojawił. Wykorzystano te jego minki w czeskim dokumencie Heydrich – konecne reseni. Nie widzimy jednak, że był to element zabawy z Klausem, który siedział na leżaku obok.
            W dodatku zawsze te fragmenty z dziećmi w filmach dokumentalnych od razu, w celach wywołania szoku i dyskomfortu, są ukazywane zaraz po, albo zaraz przed ukazaniem ofiar Heydricha w obozach koncentracyjnych. Zupełnie inaczej patrzy się po prostu na ten obraz bez żadnego komentarza w stylu: „Chociaż miał dzieci to był potworem”, ani żadnego montażu w eisensteinowskiej manierze. I czasem tego brakuje, bo ta absolutna cisza podczas seansu pozostawiła we mnie pewien niepokój.
            Oczywiście podczas projekcji każdy stwarza sobie jakąś interpretację tego co widzi, stąd i mój opis będzie po części pewnym interpretowaniem i niewykluczone, że wielu z moich czytelników odebrałoby to inaczej i inaczej opisało. Stąd nie traktujcie tego z jakąś nabożną czcią. Opisuję wam niżej co widziałam i jak to zrozumiałam.
            Mamy po prostu filmy rodzinne. Takie jak kręciło się w latach 90 kamerą wideo. Filmy Heydricha powstały około 1939 roku, Silke jest na nich niemowlęciem, a chłopcy są w wieku przedszkolnym. Filmy są nieme i czarnobiałe. Są dwa. Pierwszy z nich to: Rodzina Heydrichów na Fehmarn (45 minut), a drugi Reinhard Heydrich z synem na nartach w Tyrolu(25 minut).
            Pierwszy z tych filmów jak sama nazwa wskazuje powstał na Fehmarn. Filmowało go wiele osób. Powstał w ciągu lata i składa się na niego wiele różnych ujęć. Wiele z nich przedstawia pola, morze, plażę, ogródek, domki, konie, krowy, jednak najwięcej czasu antenowego, jeśli chodzi o zwierzątka, zajmują małe kaczuszki chodzące po błocie. Nie jestem w stanie stwierdzić kto był takim pasjonatem filmowania kaczek, ale niektóre z ujęć małych puchatych kulek są naprawdę dobre technicznie i widać, że ktoś musiał położyć się na ziemi żeby uchwycić chodzące zwierzaki.
            Dużo czasu nagrania zajmuje także Lina Heydrich. Filmowana jest, zapewne przez Reinharda, w licznych zbliżeniach (często za blisko, przez co jej twarz zajmuje cały ekran). Lina wyleguje się na plaży, skacze po kamieniach, zajmuje się dziećmi, sadzi jakieś badyle w ogródku, robi miny do kamery: wytyka język, śmieje się, robi „dzióbek” (sic!), gra w badmintona i tenisa. Mnie zaciekawiło szczególnie ujęcie, w którym Lina chichocze do kamerzysty (podejrzewam, że był to Reinhard, jak już wyżej wspomniałam) i robi mu zdjęcie. Podobny fragment widoczny był w jednym dokumencie o Heydrichu, kiedy to Reinhard cykał fotkę do kamery. Widoczna jest silna fascynacja nowym sprzętem nagrywającym. O dziwo Lina wygląda niesamowicie pogodnie, chociaż widać po niej (szczególnie w ujęciach przedstawiających prace w ogrodzie), że to ona dowodziła sprawami domowymi. Reinhard stojący przy niej wygląda dość nieporadnie.
            Na filmie widać dużo dzieci i widać, że są bardzo zadbane i znajdują się w centrum uwagi. Wokół nich zawsze są dorośli, którzy się z nimi bawią, rozmawiają i zajmują. Klaus i Heider są niesamowicie żywotni: skaczą, fikają koziołki, boksują się z wujkami i tatą, tulą się do mamy i wchodzą jej na leżak.
            Chłopcy bawią się też przy koszu, w którym ich ojciec czyta książkę. Podają mu kamyk albo bursztyn (widać, że Heydrich już ma ich całą garść). Następnie jeden z nich zaczyna usypywać piasek na siedzisku Reinharda. Reinhard tłumaczy mu, że nie wolno. Chłopczyk sypie dalej i ojciec łapie go lekko za ucho, zdecydowanie nie po to, żeby go skrzywdzić. Młodzian udaje, że zrozumiał pretensje ojca, ale po chwili ponawia proceder usypywania piaskowego kopca w koszu Heydricha. I tu zapewne każdy spodziewałby się lania, czy awantury (miejmy na uwadze, że jeszcze do niedawna kary cielesne dla dzieci były na porządku dziennym, a tu na dodatek mówimy o człowieku, który posłał miliony innych ludzi na śmierć). Nic takiego się nie dzieje. Reinhard kapituluje.
            Wbrew opinii na temat tego, że Heydrich nie był rodzinną osobą to zaskakująco dużo na tych filmach jest zabaw i czułości z dziećmi. Np: Na pierwszym planie widzimy Linę grającą w tenisa stołowego, na drugim Reinhard gra w karty z kolegami, albo rodziną Liny. Podchodzi do niego jeden z chłopców, Heydrich obejmuje go i całuje w czoło.
            Reinhard i jego koledzy, bądź rodzina żony boksują się i ćwiczą pchnięcie kulą (Heydrich w tej dyscyplinie, z czarną skarpetą i białym klapkiem, obowiązkowym zegarkiem na ręku i w krótkich spodenkach wygląda jak rosyjski plażowicz, który zgubił gdzieś złoty łańcuch). Towarzyszą im dzieci, z którymi wszyscy się bawią. Nie wyłączając Heydricha, który zostaje znokautowany i „ożywiony” przez jednego z synów. I widać, że sprawia mu to mnóstwo frajdy. Podczas prac w ogrodzie chłopcy stoją przy tacie, albo bawią się w błocie. Heider pokazuje brudne łapki do kamery.
            Dzieci są z rodzicami na korcie tenisowym, jedzą z nimi obiad, są z nimi na plaży. Słowem: nie odstępują dorosłych na krok i nikt nie wygląda na umęczonego tym faktem.
            Do maluchów jeszcze wrócimy w drugim filmie, na razie jednak dokończmy opis pierwszego.
            Heydrich siedzi czasem nad papierami, ale potem widzimy go jak boksuje się ze znajomymi (pojedynek trwa prawie 10 minut, w których co i rusz widzimy pokaźny biust Heydricha falujący przy każdym ruchu, który większość kobiet wprawiłby w kompleksy), gra w tenisa i rzuca kulą, a także zajmuje się sadzeniem drzewek (będąc przebranym za misia Padingtona).
Co do drugiego filmu to zdaje się on mieć nawet jakąś szczątkową fabułę. Pokazuje on wypad w góry Klausa i Reinharda. Towarzyszy im instruktor narciarski, który uczy i ojca i syna jak jeździć na nartach. Maluch często się przewraca i widać, że ojciec chciałby mu pomóc, ale instruktor mówi mu, że Klaus ma wstać sam. Przez większość filmu obserwujemy Heydrichów na nartach (rozbawił mnie setnie upadek Reinharda, który klapnął bezradnie jak kopenhaska syrenka). Klaus bawi się także ze swoim wujem w śniegu. Chłopiec robi iglo, rzuca się śnieżkami i dwukrotnie hajluje do kamery. I to po raz kolejny jest jedyne przypomnienie, o tym, że oglądamy film o Reinhardzie Heydrichu. Ojciec obserwuje też jak młody radzi sobie na stoku. Oboje dobrze się bawią, ale widać, że pod koniec dnia Klaus jest wycieńczony.
Potem obaj odpoczywają na leżakach i bawią się łapiąc za ręce, robiąc do siebie miny i wygłupiając na różne sposoby. Widać, że nawzajem bardzo się kochają. Na koniec filmu widzimy Klausa, który wychodzi z ośrodka wypoczynkowego z maskotką misia. Wnioskuję, że to prezent od taty. Chłopczyk bawi się misiakiem i go przytula.
Zestawiając te obrazy z opisami Heydricha jakie ufundował Hoettl czy Schellenberg zastanawiamy się jak to w ogóle możliwe, że to ta sama osoba. Nawet patrząc na zdjęcia z mundurem i bez munduru... A jednak, kluchowaty, roześmiany pan jest tym samym Reinhardem Heydrichem, który jest architektem Holocaustu. Na ekranie widzimy jak „młody bóg śmierci” i „archanioł zła” drapie się po jajkach (i próbuje zrobić to maksymalnie dyskretnie) i wygląda tak, że nikt nigdy nie posądzałby go o cokolwiek złego. Jakbym miała dzieci to bez problemu zostawiłabym je pod opiekę takiemu sąsiadowi. Cisza podczas seansu, brak komentarza, wyjaśnienia rodzi wiele pytań i przemyśleń. Jak to w ogóle możliwe? I jaka wielka szkoda, że Heydrich nie ograniczał się jedynie do przesiadywania na działce, dbania o kaczki, sadzenia drzewek i bawienia się ze swoimi dzieciakami. Byłoby to z korzyścią dla nas wszystkich. I to przedziwne uczucie, że ktoś, kto sprawia tak strasznie sympatyczne wrażenie jako osoba prywatna, jako ojciec, mąż czy kolega, tak naprawdę omal nie wymordowała mi rodziny.
            Jakie jeszcze mam wnioski z pierwszego filmu, prócz tego niepokoju i uczucia bezradności, że mogło być zupełnie inaczej, są bardziej prozaiczne. Ten film jest absolutnym buldożerem na kreowany w filmach i książkach obraz nazistów pijących koniak w wielkich, mrocznych pałacach pełnych dzieł sztuki. Na ekranie widzimy zgraję ludzi, po których nie widać specjalnego bogactwa. Powiedziałabym, że wyglądają jak typowi działkowicze, mający ziemię blisko morza. Z tym, że, no właśnie: nikt tam nie pije alkoholu, ani nie pali na ekranie (być może jakieś maniany się tam odczyniały poza okiem kamery). Naziści w wolnych chwilach nie palą cygar i nie są diabolicznie seksowni. Chodzą w dresikach, albo na gołe, niezbyt atrakcyjne pudła (albo owłosione u większości, albo dziwnie blade i bezwłose u Reinharda). Na obiad nie podają im wysublimowanych dań: wszyscy jedzą ziemniaki zalane zsiadłym mlekiem i jakiś gulasz. I co jest zaskakujące najbardziej. Swastyka w ciągu 45 minut pojawia się w tym filmie raz jedyny: na maszcie przy czyjejś działce. Nie widać nigdzie popiersia, ani obrazu przedstawiającego Adolfa, nikt nie chodzi ubrany w mundur. Gdyby nie ta flaga i podkoszulek z runami SS, to człowiek nie byłby w stanie wykoncypować, że ogląda się wczasy rodziny jednego z czołowych nazistów.
            Dodatkowy wniosek to pewne moje bardzo nieudokumentowane spostrzeżenie odnośnie fizysu Heydricha. Jego ciało jest totalnie inne od reszty mężczyzn jacy przewijają się na ekranie. Wygląda to tak jakby miał jakąś łagodną wariację na temat zespołu Marfana, albo coś w ten serek. Jest przedziwnie zbudowany. Ma strasznie kobiece biodra, wystające piersi i sprawia wrażenie, jakby nie mógł nabrać masy mięśniowej (chociaż o dziwo dobrze radzi sobie w pojedynku bokserskim). Jednak nie mam wystarczającej wiedzy, żeby postawić jakąś diagnozę. To tylko moja luźna obserwacja.
             Oczywiście nie opisałam wszystkiego co do sekundy, bo pamięć jest ulotna i też zajęłoby mi to dużo więcej miejsca, ale mam nadzieję, że dałam wam chociaż szczątkowy obraz, tego co widziałam i  temat do przemyśleń.

13 komentarzy:

  1. Tak tez przypuszczalam ze Heydrich byl swietnym ojcem a w kazdym razie do momentu w ktorym nie mial az tak wielkiego nawalu pracy i mogl sobie pozowolic posiaduchy w domku lub na nartach z synem. Natomiast co do rzadkiego a nawet znikomego pokazywania jakichkolwiek symboli nazistowskiej swietnosci (poza oczywiscie znana wszystkim swastyka, czy wspomnianym runami SS albo tez jakims tam popiersiem Adiego) to tez mnie to jakos szcegolnie nie dziwi, gdyz wiem - a przynajhmniej tak slyszalam - ze Heydrich nie slynal z jakiegos szczegolnego zamilowania do ciaglego zaznaczania swojej przynaleznosci do partii czy milosci do ich pokreconego wodza w stylu salutowania i towarzyszacemu przy tym okrzykowi "Heil Hitler", tzn. nie zeby wgl tego nie uzywal ale jak tylko mogl to ograniczal sie do robienia takich szopek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale wiele źródeł, co prawda niezbyt wiarygodnych (ponieważ panowie historycy, czy dziennikarze nie mieli wglądu w życie prywatne Heydrichów), ale jednak, mówiących, że Heydrich jednak był fanatycznym nazistą i poza domem, o czym może też świadczyć list do Liny jaki zostawił na wypadek śmierci (chociaż i to mógł pisać trochę pod publikę). Fakt faktem, ze byl to raczej ambitny technokrata, ktory odnalazlby sie w kazdym systemie i w tych czasach bylby zdolnym i podziwianym szefem korpo, o ktorym pisalby onet, ze odniosl taki sukces. Wielu mamy dzisiaj Heydrichów i w kazdej epoce oni byli, płynęli z prądem systemu, bo ten system dawał im mozliwosc rozwoju, ktora nadrabialiby jakies braki z dziecinstwa i mlodosci.

      Usuń
    2. Nie da sie ukryc ze masz w zupelnosc racje tym bardziej ze o wiele przeczytalas zrodel na temat zycia Heydricha nizeli ja;) Owszem duzo jest dzisiaj Heydrichow ale rownie wiele a nawet w jakis psosob kazdy z nas jest Chrystusem dzwigajacym swoj krzyz.
      P.S. Czy posiadasz moze jakies fotografie ukazujace wnetrza zamku Wewelsburg?

      Usuń
    3. nie wiem czy gorzej jest byc heydrichem czy chrystusem na szczescie jestem tylko szarym czlowiekiem
      jest ich sporo na necie, ja sie za bardzo wewelsburgiem nie zajmowalam ;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj to taka metafora przeciez to jasne ze zadnym nie jest dobrze byc ale gdzies tam w glebi duszy raczej sklanialabym sie do tego drugiego czyli ze kazdy z nas jest Chrystusem (a to zreszta metafora zaczerpnieta z filmu "Wszyscy jestemy Chrystusami" stad tez moja sugestia odnoszaca sie do twojego "Wielu mama dzisiaj Heydrichow").
    Wiem ze jest ich sporo ale nie ma tam wszytskich pomieszczen ukazanych - sa tylko najwazniejsze. A pomyslalam ze moze bylas w Wewlsburgu (skoro tak duzo jezdzisz do Niemiec w celach naukowych i interesujesz sie "skromna osoba" Heydricha a w koncu Wewelsburg to miejsce ktore scisle wiaze sie z SS a skoro tak to rowniez i z postacia Heydricha) i ze przypadkiem masz nieco wiecej zdjec od tych w necie, stad tez moje pytanie. Sory ze tak to troche nieporadnie zabrzmialo:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam jeżeli Cię uraziłam w jakikolwiek sposób moja powyższą wypowiedzią.:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D dopiero teraz zobaczylam ze wyslalas wczoraj komenta
      spokojnie nie urazilam sie.

      niestety nigdy nie zawialo mnie do wewelsburga, ale mam zamiar to nadrobic

      Usuń
    2. Ciesze sie bo juz sie balam ze to milczenie jest oznaka jakiejs mojej glupoty ktora nieumyslnei palnelam:)
      Ja tez chcialabym tam kiedys pojechac podobnie jak do Berghofu...coz moze kiedys;)

      Usuń
  5. O to to właśnie! Byli zwykłymi ludźmi, a problem leży gdzieś głębiej, na styku psyche i systemu. Kiedy w końcu ludzie to zrozumieją i zainteresują się tym, bo to może się powtórzyć. Wszędzie, gdzie zdarzy się kryzys, kilka niefortunnych zbiegów okoliczności i jakiś detal w tkance kultury ułatwiający te sprawy. Fromm cytuje kogoś, już nie pamiętam (chociaż do jego Ucieczki mam mieszane uczucia, to zwraca uwagę na ciekawe sprawy), kto pisze o tym, że należy się przyjrzeć temu, co stało się w Niemczech i znaleźć tam to, co można znaleźć w Anglii czy Francji czy w Polsce. Rozbroić tę bombę, a nie podniecać makabrą i demonizmem.

    (trochę nie na temat chyba ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wiele wskazuje na to, że jakis nowy totalitaryzm sie wykluje. W zły sposob obrzydzono poprzednie, nieprzemyslany. Przez nadmierna demonizacje, wiele osob odebralo te historie jak bajki i zadzialal mechanizm zakazanego owodu i teraz zachwycaja sie oni hitlerem, ze niby taki genialny (a legendarna likwidacja bezrobocia opierala sie na wykresleniu kobiet, niepelnosprawnych i Zydow ze statystyk). Upolitycznianie historii nawet w dobrej intencji zawsze źle się kończy ( ciekawe swoja droga czy da sie go uniknac).

      na temat to jest bardzo, bo ogladajac te filmy ma sie wiele przemyslen i zaluje, ze nie mozna ich pokazac tak bez komentarza zadnego szerszej publice i zebrac potem wrazenia. to byloby ciekawe.

      Usuń
    2. Może kiedyś ktoś w ramach jakiegoś większego projektu zrobi coś więcej z tymi filmami, uzyska pozwolenie. Pozostaje tylko mieć życzenie, aby to była osoba/instytucja, która ma naprawdę ułożone w głowie i sensowny projekt ;)

      Usuń
    3. na szczescie instytucja, ktora dysponuje filmikami nie moze ich dac byle komu. Prawa autorskie sa w rekach rodziny i to dzieci reinharda nimi dysponuja i decyduja komu chca a komu nie chca ich dawac. Gospodaruja nimi dosc madrze bo pojawialy sie w dosc ciekawych dokumentach :-)

      Usuń