czwartek, 25 grudnia 2014

Max Williams - Heinrich Himmler a photo history of Reichsführer-SS

     Jak wiecie rzadko się zdarza, że recenzuję tutaj książki inne niż stricte koncentrujące się na Reinhardzie Heydrichu. I tak nie pojawiła się tu genialna książka Heinza Hoehne "Canaris" (co powinnam zmienić, bo informacji o Heydrichu jest tam multum w dodatku bardzo ciekawych), czy równie dobre studium biograficzne Wernera Besta (jest dostępne po polsku, niestety nieco okrojone). Robię kolejny wyjątek. Dziś mowa będzie o świeżo wydanej pozycji o Himmlerze pióra znanego nam już Maxa Williamsa. O ile dwutomowa biografia Heydricha raczej jest rozczarowująca, chociaż bez wątpienia jest świetna jako źródło wszelakich zdjęć i dokumentów, to sama jej treść pozostawia sporo do życzenia. Williams w nowej książce podszedł do tematu inaczej i skupił się na tym, co robi najlepiej. Czyli na doborze i opisie zdjęć, których jest w "Heinrich Himmler a photo history..." ponad 1000. Pierwsze kilkadziesiąt stron książki to rys biograficzny Reichsführera i jest on rzeczowy i nie pisany w tonie pochwalnym jak miało to miejsce z Heydrichem. Wygląda na to, że autor po prostu się wyrobił i nauczył balansować. Nie jest to jednak książka dla każdego. Osobnicy, którzy chcą zapoznać się z postacią Himmlera mogą być skonfundowani. Targetem są raczej ludzie, którzy mają już jakieś pojęcie o temacie, a materiał wizualny zaserwowany przez Williamsa stanowić ma uzupełnienie do posiadanej wiedzy. Dla początkujących polecałabym tu wydaną nie tak dawno (na równi z Gerwarthem) książkę Petera Longericha, która w języku angielskim nazwana została po prostu "Heinrich Himmler - Biography", a po polsku "Heinrich Himmler - Buchalter Śmierci" (sic!). W części biograficznej znajduje się wiele ciekawych dokumentów, listów, fragmentów pamiętników, z którymi zdecydowanie warto się zapoznać by zobaczyć jakim pokręconym typem był szef SS (wyobrażacie sobie, że do swojej kochanki pisał listy zaczynające się od: "Mój kochany króliczku...").
    Po pisemnym wprowadzeniu w Himmlera (źle to brzmi), Williams przechodzi do zdjęć. Poświęcone są one nie tylko samemu Himmlerowi i pojawiają się na nich liczne osobistości z SS i spoza SS (wśród tych drugich jest między innymi niesławna sesja pornograficzna żony Blomberga, o którą Heydrich rozpętał niemałą aferę). Wiele z nich widziałam po raz pierwszy. Spora część to zbiory samego Williamsa, który chyba do końca nie rozstał się z Reinhardem Heydrichem, bowiem szefa RSHA jest w tej pozycji bardzo dużo. Autor serwuje nam między innymi Heydricha jeszcze jako marynarza wraz z niezidentyfikowaną dziewczyną (skądinąd bardzo ładną), a także Heydricha na plaży (pierwsze zdjęcie na którym widać mu palce u stóp jakby kogoś to interesowało). Pojawiają się też nowe fotografie Heydricha w Wewelsburgu (ktoś mnie o nie prosił swego czasu, więc wskazuję miejsce gdzie można takowe znaleźć), czy kilka portretów. I całą paradę wszelakich folkowych stylizacji na przeróżnych nazistach, w czym oczywiście przoduje Himmler ze swoją perfekcją w doborze poszczególnych elementów.
     Na plus u Williamsa zmienił się również dystans do postaci. Zdecydowanie częściej przypomina on o zbrodniach poszczególnych osób zestawiając pogodne zdjęcia rodzinne z opisami potworności, jakie ci ludzie serwowali innym podczas "pracy". Nie robi tego jednak w formie sensacyjnej jak miało to miejsce choćby u Dederichsa. Zdecydowanie jest to opis informacyjny, "na zimno" nieoceniający. Co jest dużym plusem, a czego brakuje mi choćby w książce "Allgemeine-SS", którą swego czasu tu recenzowałam.
   Co do formatu książki, jest zbliżony do A4. Ma twardą oprawę i obwolutę. Część z fotografiami została wydrukowana na papierze kredowym, przez co biografia Himmlera ma swoją wagę (czytanie jej w pociągu odpada chyba, że jesteście na sterydach). Niemniej wydanie robi pozytywne wrażenie. Jakość zdjęć jest w większości dobra, chociaż niektóre mogłoby być rozlokowane na nieco większej powierzchni by móc dojrzeć więcej (poradziłam sobie z tym okrężną drogą robiąc zdjęcia na super makro i wrzucając na komputer gdzie mogę przybliżać jak chcę). 
Jestem pozytywnie zaskoczona nową książką Williamsa i powiem szczerze, że zamawiając ją nie spodziewałam się, że autor tak bardzo się wyrobił. Mam nadzieję, że przemontuje biografię Heydricha i wyda ją na nowo.


Heydrich z dziewczyną w prawym dolnym rogu

Heydrich na plaży, po prawej stronie nad zdegustowanym Canarisem

Moja ocena to:
Jeszcze miesiąc temu jakby ktoś mi powiedział, że Williams dostanie taką ilość Twarzy Zła to bym go wyśmiała. A jednak. Oby tak dalej i będę śledzić poczynania autora z zapartym tchem.

piątek, 19 grudnia 2014

Dalsze losy rodziny Lewinów

Jak może pamiętacie, bądź nie, swego czasu nocowałam w schronisku młodzieżowym/hostelu w Halle, w którym niegdyś mieszkali państwo Lewin (dla zapominalskich ich historia: Klik! ). Jak się okazało nie dość, że żyli oni w pobliżu Heydrichów, to jeszcze wynajmowali u nich magazyny znajdujące się w piwnicy budynku ulokowanego przy Gütchenstrasse 20 (o domu Heydrichów w Halle: Klik! ). Przejdźmy jednak do rzeczy. Zamordowani państwo Lewin mieli córkę. Szczęśliwie udało jej się przeżyć wojnę i znaleźć w Wielkiej Brytanii.

źródło: amazon.com
 Urodzona w 1913 roku pani Ilse Strauss wystąpiła w dokumencie "Heydrich - Der Henker aus Halle" (polecam obejrzeć, niestety jest jedynie w języku niemieckim, ale zobaczyć tam możemy między innymi Shlomo Aronsona), a także udzieliła krótkiej wypowiedzi niemieckiemu Bildowi (co dziennikarze tej jakże wspaniałej gazety będącej odpowiednikiem polskiego Faktu zatytułowali "Byłam sąsiadką SS Bestii", okraszając to dodatkowo szatą graficzną przypominającą wszystkie artykuły z serii "Zabił bo nie dostał golonki", co powiedzmy sobie szczerze przy dramacie pani Strauss było zagraniem mega niesmacznym i przykrym). Jak się okazało pani Strauss znała starszego od niej o dziewięć lat Reinharda Heydricha i jego brata Heinza. Wspominała po latach jak chłopcy bawili się i ganiali po schodach w górę i w dół. Ich matka, Elżbieta miała zaś w zwyczaju irytować ludzi pracujących w magazynie poprzez uderzanie kijem w podłogę. Pani Strauss wspominała także, że krążyły pogłoski, że rodzina Heydrichów to Żydzi i że inne dzieci często śmiały się z tego powodu z Heinza i Reinharda.
Pani Ilse Strauss przez długi czas nie wiedziała co stało się z jej rodzicami. Przypuszczała, że popełnili oni samobójstwo. Prawda wyszła jednak długie lata po wojnie. Jej bliscy zostali zamordowani, jakby nie patrzeć z rozkazu jej sąsiada, najprawdopodobniej w Majdanku w 1942 roku.

czwartek, 11 grudnia 2014

Heydrich i Wallenstein



Wallenstein

W 1942 roku, podczas pełnienia funkcji zastępcy Protektora Rzeszy, Reinhard Heydrich zaczął bardzo mocno interesować się postacią Albrechta Wallensteina. Zwykł on czytać o swoim przedmiocie zainteresowania do samego rana. Leżał wtedy na dywanie i oddawał się lekturze. Heydrich miał przeczytać wszystko co było wydane na jego temat. O ile z literatury popularnej to Lina czytała mu od czasu do czasu na głos fragmenty dzieł, to dla Heydricha nie było problemem „połykanie” kolejnych monografii o Wallensteinie. By zebrać swoją kolekcję, Heydrich zlecił adiutantom by szukali historyków, czy dziennikarzy, którzy gromadziliby nowe materiały. Co niedzielę jeździł też na wycieczki do Frýdlantu (który jest około 10 kilometrów od obecnej granicy z Polską) gdzie Wallenstein rezydował. Podróże te zaczęły obejmować także wszystkie posiadłości, folwarki i inne miejsca związane z osobą Albrechta W. Chociaż Heydrich przez krótką chwilę zajął się też Przemyślidami i odwiedzał grób świętej Ludmiły, to zaraz potem powrócił do Wallensteina. Lina wypowiadała się o tym podczas wywiadu z wydawcą Deschnera, z pewnym zdziwieniem. Dziwiła się, że mąż, który zazwyczaj był pragmatyczny popłynął tak mocno w nowe hobby i potrafił do tego stopnia zafascynować się jakąś postacią. „Czegoś mu zadał” – kwitowała. Deschner twierdzi tu, że Heydrich inspirował się poczynaniami Wallensteina i upatrywał w nich paraleli z własnym położeniem, co później wykorzystywał w prowadzeniu polityki w Protektoracie. Nacisk kładł on na to, że od wieków Czechy powiązane były z Niemcami i według Heydricha, z tymi pierwszymi zaczęło dziać się źle kiedy oddzielali się od drugich. Podkreślał też rzekomą skłonność do zdrad leżącą w czeskiej naturze, która oddzielona od germańskiej opieki doprowadza do tragedii. Tu posługiwał się nie tylko przykładem Wallensteina, ale Przemysła, czy nawet Marboda (sic!). Swoją drogą kiedyś opublikuję tu tłumaczenie kuriozalnego tekstu popełnionego przez Heydricha w czasopiśmie Böhmen und Mähren. Jak celnie spostrzega Deschner przemowy Heydricha i jego pisma historyczne (sic!) charakteryzują się uproszczeniem faktów i ogromnym eklektyzmem. Miały one za zadanie służyć niemieckiej propagandzie i sprowadzać się do takiego koncentratu ładowanego w głowy.
Co ciekawe zainteresowanie Heydricha Wallensteinem skończyło się nieco niczym samospełniająca się przepowiednia i rzeczywiście dają się zaobserwować liczne zbieżności w ich życiorysach (odsyłam do poniższego linka w celach porównawczych). Bazowe informacje na temat tego drugiego można wyczytać na angielskiej wikipedii (w polskiej mało co jest niestety): http://en.wikipedia.org/wiki/Albrecht_von_Wallenstein literatury w języku polskim na temat tej postaci raczej się nie uświadczy, natomiast po niemiecku czy angielsku sytuacja wygląda o wiele lepiej. Z ciekawostek na jego temat wiem, że podczas jego pieczy nad Kudową-Zdrojem powstały jedne z pierwszych urządzeń kąpielowych. Kto wie może dlatego Heydrich tak intensywnie fundował czeskim robotnikom darmowe wczasy w uzdrowiskach? Ale to jedynie mój domysł. 

Swoją drogą to te wszystkie wycieczki i czytanie do rana o postaci historycznej brzmią bardzo znajomo...

Źródło:
G. Deschner, Reinhard Heydrich namiestnik władzy totalitarnej, przeł. M. Ilgmann, Warszawa 2000

środa, 10 grudnia 2014

Tegernsee, Wiecha i KZ-Valepp



Ostatnio miałam okazję zaopatrzyć się w bardzo ciekawą pozycję związaną z Tegernsee. Jest to zarazem jezioro jak i miejscowość leżąca w Bawarii. Książką nosi tytuł (zaskakujące) „Der Tegernsee” i jest pracą zbiorową wydaną w listopadzie tego roku przez Kiebitz Buch Verlag. Szczególnie interesujący jest artykuł Michaela Heima. Opisuje on perypetie Tegernsee podczas burzliwych lat nazizmu. Okolicę tę w latach 30. XX wieku bardzo upodobali sobie partyjny bonzowie, w tym sam Hitler, który przebywał tam nawet przed dojściem do władzy, co być może wpłynęło na późniejszą popularność tego miejsca. Jedna z większych will należała do Maxa Amanna, który znał Hitlera od lat pierwszej wojny światowej. Po 1933 roku został szefem Reichspressekammer (Izby Dziennikarstwa Rzeszy) i publikował Das Schwarze Korps. Na swoim wydawnictwie zbił krocie co sprawiło, że mógł sobie postawić kosztowną rezydencję w okolicy Tegernsee. Nieopodal osiedlili się Adolf Mueller i Franz Schwarz, a także Heinrich Himmler. Na tle wszystkich posiadłości, willa Himmlera wyglądała dosyć skromnie, choć i tak była ona dość spora. W okolicy urządził się też Karl Wolff. Zorganizował on Richtfest ( co u nas można porównać do tradycji zawieszania wiechy). Richtfesty odbywały się już w XIV wieku. Wywodziły się one z tradycji Skandynawskiej. Wiązały się one z zamontowaniem ostatniej części dachu. Na górę wciągano krokiew, a właściciel domostwa przybijał ostatni gwóźdź. Nie wiem jak się ma to w Niemczech, natomiast w Polsce ile razy uderzy się podczas wbijania, tyle rozlewanych jest kolejek (na Internetach można przeczytać jeszcze inne wersje zabawy: liczba uderzeń = liczba kieliszków dla gości, liczba uderzeń = liczba kieliszków dla majstra, etc.). Dodatkowo na dachu ustanawiano konstrukcję z kwiatów, gałązek w formie zbliżonej do ostrosłupa. Po naszemu zwie się to wiecha. Występuje również wariant z ustawianiem drzewka iglastego zamiast wiechy. Wróćmy jednak do Wolffa i jego willi. Powstała ona w 1936 roku i przyjechało na nią wiele osobistości w tym Himmler i zapewne nie pisałabym na blogu o tym skądinąd ładnym miejscu i Richtfeście gdyby nie pojawił się na nim Heydrich. No to tak, pojawił się, o czym świadczy zamieszczone w książce zdjęcie. Niestety brak opisu odnośnie tego czy częściej odwiedzał to miejsce (z Wolffem za sobą raczej nie przepadali o czym świadczą zeznania powojenne), czy mu się podobało czy nie. Miał za to na sobie kolejny skandaliczny zestaw ubraniowy, który możecie podziwiać na fotografii.
Himmler i Heydrich na Richtfeście
Choć wydawałoby się, że Tegernsee i okolice były absolutną sielanką i oazą nazistowskiej szczęśliwości to rzecz jasna za pięknymi willami i posiadłościami kryją się ludzkie nieszczęścia. W okolicach składowano wiele zrabowanych dzieł sztuki a od października 1942 roku na terenach Spizingsee działał KZ-Valepp, będący filią Dachau. Więźniowie, Jehowy i jeńcy wojenni, mieli za zadanie rozbudowywać lożę myśliwską Heinricha Himmlera i pracować także dla rodziny Marxów. W maju 1945 roku zostali oni uwolnieni przez wojska alianckie.