sobota, 31 stycznia 2015

Emanuel Schäfer cz. I

Esesman stojący po lewo to Schäfer. źródło: wikipedia.org
      Kim był Emanuel Schäfer i dlaczego to ważne? W monachijskim IFZ wygrzebałam niedawno plik z zeznaniami tego człowieka. Od razu przykuły moją uwagę i szybko wskoczyły na jedną z pierwszych pozycji, które należy przetłumaczyć.
     Zanim jednak do tych dokumentów przejdziemy postanowiłam napisać krótką notkę biograficzną Schäfera, żeby wiadomo było o kim jest mowa w odcinku kolejnym. Przyszedł na świat w 1900 roku, dokładnie 20 kwietnia w Hluczynie (obecnie na terenie Czech). Jego rodzina przeniosła się do Rybika, gdzie młody Schäfer uczęszczał do szkoły podstawowej. W 1918 roku został wysłany na front, ale ze względu na dogorywającą wojnę nie wykazał się aktywnością. W 1919 roku, po dołączeniu do jednego z Freikorpsów, zajmował się patrolowaniem pogranicza ze względu na powstania śląskie. W 1920 roku zaczął studiować prawo (podobnie jak wielu innych późniejszych oficerów SD) we Wrocławiu. W czasie studiów został skierowany na Śląsk, gdzie brał udział w walkach z Polakami, konkretnie w bitwie pod Górą Świętej Anny w 1921 roku. Starcie to nie przyniosło ostatecznego rozstrzygnięcia. W 1925 roku został doktorem prawa. Nadal brał aktywny udział w działalności różnych skrajnie prawicowych organizacji. W 1926 roku znalazł pracę jako inspektor w berlińskim instytucie policji. W 1928 roku powrócił do Wrocławia.
      Od 1931 wspierał aktywnie NSDAP, choć do partii dołączył dopiero w roku 1937. W 1933 roku wstąpił do SA i w tym samym roku dołączył także do SD, choć nie był jeszcze oficjalnym członkiem SS. W kolejnym roku pracował w Opolu jako kierownik placówki gestapo. W 1936 roku widząc, że z przetrzebionym SA nie zajdzie za daleko, został członkiem SS. Podobnie jak wielu innych esesmanów w tym samym roku wystąpił z kościoła i podobnie jak Heydrich w rubryczkę wyznanie wpisał sobie gottgläubig, czyli wierzący w Boga, ale niepotrzebujący zorganizowanej religii. Pracował nadal w Opolu, gdzie w 1939 roku dołączył do Einsatzgruppe II, dowodził około 300 ludźmi. Odpowiedzialny był, między innymi, za rozstrzelanie 180 cywili w Częstochowie. 21 września brał udział w spotkaniu, które zorganizował Heydrich. Dotyczyło ono losu Polaków i Żydów. Zadecydowano wówczas także o wywózkach Żydów i Romów do Polski. W styczniu 1942 roku Schäfer został skierowany przez Heydricha do Serbii. Odpowiedzialny był za walkę z serbskim ruchem oporu, a także liczne mordy na Żydach. Z jego rozkazów zagazowano od stycznia do maja 1942 roku ponad 7000 Żydów, w tym wiele kobiet i dzieci. Ofiary mordowane były w ciężarówkach. Schäfer wypierał się jednak zabójstwa Żydów, tłumacząc, że gdy pojawił się w Belgradzie, Żydów już w nim nie było. Po wojnie został skazany na 6 i pół roku więzienia. Po odbyciu kary pracował w Dusseldorfie. Zmarł w Kolonii w 1974 roku.

Źródła: informacje z IFZ i książka: Walter Manoschek, Serbien ist judenfrei, Oldenburg 1995

środa, 21 stycznia 2015

Opracowanie artykułu o mistrzostwach szermierki z Krakauer Zeitung


Zdjęcie: M. Williams, Heydrich: the biography v.1 to mistrzostwa z Berlina, nie Wiednia
Niedawno dobra dusza poprawiła artykuł odnośnie Heydricha na polskiej wikipedii. Wypadło to o dziwo bardzo dobrze i w dużej mierze nie mam żadnych zastrzeżeń. Jedną z tych niewielkich niedogodności okazała się adnotacja, jakoby podczas mistrzostw szermierki w Wiedniu w roku 1941, węgierscy szermierze położyli celowo mecze by dać Heydrichowi wygrać. Autor opracowania na wikipedii wziął te rewelacje od Dederichsa, który umówmy się, napisał beznadziejną książkę pełną merytorycznych błędów i zmyśleń. Jednym z tych zmyśleń jest właśnie to, jakoby Heydrich był jednym Niemcem jaki na tych mistrzostwach wygrał, a dodatkowo sędziowie, z braku elektrycznego systemu punktowania byli nieuczciwi. Otóż wcale nie!
Nie lubię strasznie bawić się w adwokata diabła, ale muszę to z bólem serca wyznać po raz kolejny: Reinhard Heydrich był naprawdę dobrym sportowcem. Szermierzem szczególnie. (i tak dużo łatwiej byłoby mi w życiu gdyby tak nie było, jednak można być masowym mordercą i dobrym sportowcem, niestety życie to nie bajka gdzie źli nie umieją nic, a dobrzy są mega utalentowani). Długo i namiętnie rozpisywał się o tym pan Bahro, historyk sportu (który ma trochę większe kompetencje w temacie od dziennikarza ze Sterna), którego tu opracowywałam jakiś czas temu (bardzo polecam jego książki i artykuły o sporcie w dobie nazizmu, facet zna się na rzeczy). Może o tym świadczyć fakt, że istnieje zdjęcie z 1928 roku, na którym widzimy szermierzy biorących udział w mistrzostwach Saksonii w szpadzie. Owy turniej rozgrywał się w przepięknym zamku Moritzburg w Halle nad Soławą. W drugim rzędzie widzimy młodego Reinharda Heydricha. Nie był wówczas nazistą, a jednak miał sukcesy w szermierczym polu. Może jego przeciwnicy położyli spotkania, bo konsultowali się z wróżką? (podzieliłabym się z wami tą fotografią, jednak ma ona copyrighty z halleńskiego archiwum i nie mogę jej nigdzie wstawić, chyba, że wykupię prawa, możecie się zawsze na mnie złożyć, a jak nie chcecie to powiem wam, że Heydrich ma tam fryzurę na McDonalda). Wiele osób narzeka, że mistrzostwa w Wiedniu miały miejsce w 1941 roku i Heydrich miał wówczas 37 lat a na sportowca to za dużo. Takie osoby niestety nie mają bladego pojęcia o szermierce. Tak się składa, o czym też do niedawna nie miałam pojęcia, że wielu szermierzy dopiero po 30 roku życia do czegoś dochodzi i szermierze są najstarszymi spośród olimpijczyków. W tym sporcie chodzi o doświadczenie, więc 37-letni zwycięzca nikogo nie dziwi. Nawet w dzisiejszych czasach. Kolejna kwestia. Nieszczęsny elektroniczny system punktacji. Znacie jakiś szermierzy? Jeśli tak to wiecie, że są to mili i sympatyczni ludzie tak długo, jak długo nie dochodzi do rozmowy o tymże wynalazku. Szermierze go nienawidzą, często owy system nie działa, punktuje jak chce i odwala szereg hoców kloców. Dodatkowo przez to walka szablą, jak mówią starsi datą zawodnicy, stała się kompletnie bez sensu i zmieniła się nie do poznania. I rzeczywiście jak ogląda się filmy sprzed wprowadzenia elektroniki walki szablą są mniej dynamiczne, wymagają mocniejszych uderzeń, ale ja się aż tak dobrze na tym nie znam. Za czasów Heydricha sprawa miała się następująco. Było czterech sędziów z każdej strony maty, którzy zbierali informacje o trafieniach i podawali to do głównego sędziego, który orzekał kto trafił, a kto nie. Oglądając na filmie mistrzostwa z Zandvoort, pojedynki Heydricha, dało się zauważyć, że sędziowie jakoś, nie bali się otwarcie mówić, że ten otrzymał trafienie od przeciwnika. Czy było tak w Wiedniu? Powiem wam jak obejrzę film o ile takowy istnieje. Inna sprawa, że pomimo usilnych starań moi dzielni, węgierscy szpiedzy nie znaleźli żadnych wypowiedzi szermierzy, z którymi zmierzył się Heydrich tych pamiętnych zawodów, gdzie mówiliby, że podłożyli spotkanie, bo się bali. Dederichs to wymyślił. Jak i wiele innych rzeczy. Dowodów brak. 
Przejdźmy jednak do tych właśnie mistrzostw. W krakowskiej gazecie (Krakauer Zeitung) z roku 1941 (numer 296 z 16 grudnia) znalazłam artykuł o tym wydarzeniu. Dederichs i wikipedia twierdzą, że jedynie Heydrich zwyciężył nad Węgrami. Wcale tak nie było. Niemieckie mistrzynie wygrały nad Węgierkami aż 12:4 (zapewne Węgierki bały się ich jak Heydricha i położyły swoje pojedynki, swoją drogą to bardzo ciekawa wymówka, która po wojnie mogła dodać splendoru: byłem lepszy od nazisty XYZ, ale musiałem położyć spotkanie, bo bałem/am się o los mojej rodziny). Z mężczyzn zwycięski był też Kurt Wahl, wysoko zaszedł Julius Eisenecker z pewnością musiały być to przerażające postaci i Węgrowie również postanowili dać im za wygraną). Heydrich wygrał swoje wszystkie pojedynki. Również innemu esesmanowi o nazwisku Liebscher udało się zwyciężyć w pojedynku.
Wiem, że jest wam ciężko. Mi też. Przyzwyczajono nas do tego, że ci stojący po złej stronie mocy są głupi, niezdolni i wszystko załatwiają nieuczciwie (tylko jak w takim razie doszli do władzy i wielkich pieniędzy?). Życie jest jednak trochę bardziej skomplikowane niż w amerykańskich filmach i zdarza się, że niegodziwiec coś potrafi. I robi to dobrze. To wcale nie przekreśla jego zbrodni i na odwrót: jego zbrodnie nie przekreślają faktu, że był zdolny na jakimś tam polu.

Ps. To zdjęcie pochodzi z któryś mistrzostw z Berlina, nie Wiednia.

Edit [ dzisiaj tj. 23 I 2015] trafiłam na zdjęcie z tego eventu, które znajduje się w Wiener neueste Nachrichten i ukazuje pojedynek Heydricha z Paloczem. Drugie zdjęcie pochodzi z Österreichische Volks-Zeitung. Obrazuje ono pojedynek Heydricha z Rajczym. Austriackie dzienniki jednakże nie rozpisywały się zbytnio na temat zawodów, trochę więcej przybliżono w Voelkischer Beobachter. W Linzer Tages Post Heydrich, ani Eisenecker nie zostają nawet wymienieni. Obrazuje to kolejny absurd narodowosocjalistycznej propagandy, która dostrzegła Heydricha dopiero po śmierci. Za życia próżno szukać dłuższych artykułów (prócz Leithefem czy Schwarze Korpsem) o sportowych sukcesach Heydricha. Dostrzeżono je w 1942 roku na potrzeby wystawiania kolejnych, niesmacznych laurek.

Edit II: Jak się okazało, w przeciwieństwie tego, co uważają biografowie Heydricha zawody w Wiedniu odbyły się nie 16 grudnia (chociaż większość dzienników pisała o nich właśnie tego dnia), ale w weekend 13-14 grudnia i w tych dniach w dziennikach znajdują się nieco dłuższe wzmianki o zawodach, jednak nie roztkliwiające się także zbytnio nad Heydrichem. 

piątek, 16 stycznia 2015

Tina Gayle - Reinhard Heydrich Iron Heart

Pamiętacie makabryczni nieudaczny "A walk in black forest" (czy jakoś), jaki miałam nieszczęście rok temu recenzować? Minęło prawie dwanaście miesięcy, a tu wyskoczyła kolejna pozycja typu: bardzo chcę napisać coś o Heydrichu, niestety nic o nim nie wiem... Książka Tiny Gayle jest bardzo podobna do Spaceru po lesie. Po pierwsze: bazuje na nieaktualnych wiadomościach z internetu. I tu można by poprzestać i nie kopać leżącej autorki, ale pomęczcie się jeszcze do końca, jak ja męczyłam się dzisiaj czytając twórczość pani Gayle. Po drugie: to pozycja o wszystkim i o niczym. Jest tu i trochę o Heydrichu i Himmlerze (podejmowany jest wątek czy Himmler był satanistą i dlaczego nie... przy czym zupełnie pomija się naprawdę istotne kwestie takie jak działalność Einsatzgruppen, czy Ostateczne Rozwiązanie. O tych poważnych sprawach są jakieś nieznaczące wtręty i jakaś kpina). Widać, że autorka bardzo idealizuje i idolizuje Heydricha i broni go. Broni go dużo bardziej nieudolnie niż Lina, którą można byłoby zrozumieć dlatego, że w końcu Heydrich był jej mężem. Autorka zachowuje się jak zaślepiona fanka, co sprawia, że jest to lektura niemalże na pograniczu doświadczenia psychodelicznego. Pani Gayle nie ma tej wiarygodności i jej próby obalania czy potwierdzania mitów są niemiarodajne, jako, że opiera się na źródłach internetowych: na forach i na wikipedii. Przykładem moim ulubionym na mit pt. "Reinhard Heydrich był niewyedukowaną bestią" są cytaty sławnych ludzi odnośnie zbawiennego wpływu muzyki na ludzkie obyczaje. Dramat. A żeby tezę, że Heydrich wyedukowany i niegłupi był wystarczy wziąć Gerwartha i Deschnera do ręki i przepisać parę cytatów na temat jego edukacji, zainteresowań i zdolności. Może nie będzie to oryginalne, ale na pewno niegłupie i dużo bardziej wiarygodne, niż cytat z Tołstoja, który z Heydrichem fizycznie nie mógł mieć żadnej styczności... Dodatkowo opisuje całkowicie fantastyczną historię jak została przegoniona z Panenskich Brezan przez uzbrojonych strażników (jest tam pan stróż w budce obok instytutu metalurgii, ale jakoś nikt nie prowadził nas tam z karabinem w ręku i po uprzednim umówieniu się, jak dobrze wiecie, zostałyśmy oprowadzone bez żadnych problemów i w przyjaznej, pełnej ciepła atmosferze). Można by tak wieszać na pani Gayle psy w nieskończoność, ale coś jej się jednak udało. Raz to pozyskać od Irvinga (bue) listy Liny Heydrich, które są dość ciekawe, a których nie chciałam cytować, bo mam na pana Davida Irvinga alergię jak mało (nienawidzę kolesia, tak szczerze z całego serca i nie zamierzam tego ukrywać). Zarzuty wobec tego typa są wszem i wobec znane (jest to guru rewizjonizmu, który nie ma za grosz szacunku do ludzkiego cierpienia i sprowadza je do Disneylandu). Tak w skrócie. Jednakże ten człowiek, jako, że kiedyś udawał normalnego i szanowanego historyka i udało mu się nabrać na to rzeszę innych historyków. Dzięki temu pozyskał on przeróżne, czasem bardzo wartościowe dokumenty (a wiecie, że jego ślady można do tej pory znaleźć w monachijskim IFZ, który obecnie ten podły człowiek nazywa "wylęgarnią kłamstw", jak widać kiedyś wcale tak nie uważał i z nimi współpracował, ciekawe czy mu ktoś to wypomniał, hehe), które niestety interpretuje i przerabia po swojemu. Stąd jakoś lepiej mi będzie powoływać się na listy Liny, które cytuje u siebie pani Gayle, niż powoływać się na stronę Irvinga. Drugą sprawą, która jest w książce Gayle ciekawa, to wywiad z mieszkanką Panenskich Brezan. O dziwo this stuff seems legit. Dużo rzeczy potwierdza wywiad z panią Heleną Vovsową, jaki przeprowadzałyśmy z Kasią i Marketą w maju. Jest też parę nowości, które do tej pory znałam z opowieści mieszkańców Panenskich Brezan, jednak, że byłam wówczas młoda i głupia (2010 rok) to rzeczy tych nie spisałam, więc de facto nie miałam na nie żadnego dowodu materialnego, teraz mam, chociaż no... nie jest to dowód najlepszej jakości. I to jest jedyna, dobra strona tej książki. Wywiad z panią Anną. Reszta nie nadaje się do absolutnie niczego i jest pełna błędów merytorycznych i uproszczeń. Po prostu widać, że pani Gayle chce dać upust swojej fascynacji Heydrichem, a sama nie ma o nim bladego pojęcia. A wywiad jest zaskakująco dobry, ciekawy i uczciwy. Postaram się go tu streścić, tak byście mogli omijać tą książkę wielkim łukiem.
Nie polecam.

wtorek, 13 stycznia 2015

Werner Best, studium biograficzne - Ulrich Herbert

Parę razy zdarzyło mi się napomknąć o tej książce. Wstrzymywałam się dość długo z tym, żeby Wam co nie co o niej napisać, z dość osobliwego względu. Polska edycja tej książki jest skrócona. I jako, że nie wiem co dokładnie zostało z niej wyrzucone to powstrzymam się od oceny za pomocą Twarzy Zła. Niemiecką wersję zamierzam nabyć i po tym zrobić na Płowej... porównanie obu. Przejdźmy jednak do polskiej edycji i dlaczego, mimo tego, że jest to pozycja w pewnym sensie skaleczona, to warto ją nabyć. Przede wszystkim jest to bardzo rzetelny opis tego co skłoniło młodych, niegłupich przecież ludzi, do radykalnych ideologii. Best służy tu jedynie jako ilustracja, jednak opis jaki stworzył Herbert, może także posłużyć pod wiele innych person z tej epoki. Autor ujmuje personę Besta nie od strony prywatnej, przygląda się za to dokładnie temu jaką Best był osobą publiczną, jak działał, dlaczego działał tak a nie inaczej. Spora część tej książki opowiada o latach powojennych i dla mnie jest to część zdecydowanie najciekawsza. Best odpowiedzialny był bowiem za obronę wielu własnych ziomków i własnej skóry. Herbert analizuje jego zeznania bardzo pieczołowicie, ukazując obraz zbrodni, która nigdy nie doczekała się kary. Jak na niemieckiego historyka, tego typu podejście jest dosyć rzadkie, tak nawiasem mówiąc.
W pozycji napisanej przez Ulricha Herberta sporo miejsca poświęcone jest również na osobę Reinharda Heydricha. I o ile początkowe pojawienie się tej persony, raczej jest rozczarowujące, jako, że Herbert przyklaskuje tu nieco zdezaktualizowanej wizji Aronsona, jakoby Heydrich nie był nikim więcej a jedynie posłusznym realizatorem woli Himmlera (co w późniejszych latach, choćby przez Gerwartha, czy Deschnera i innych, zostało obalone), to z czasem Heydrich ukazany jest jako potężna i znacząca persona (co przeczy pierwotnej tezie, ale to nieistotne). Zacytowana wymiana listów z Paryża między Bestem a Heydrichem jest niezwykle interesującym fragmentem pozycji Herberta. Podobnie zresztą jak i jej analiza. Zapewne w kolejnych tygodniach umieszczę jej streszczenie, bądź obszerne cytaty, razem z szerszym kontekstem, którego one dotyczyły (proszę męczyć mnie o to komentarzami i mailami).
Choć jest to dla mnie książka bardzo dobra, jedna z lepszych, jakie dane mi było czytać, chociaż czasami zgrzytało, to jednak nie jest to pozycja dla każdego. Osoby, które nie siedzą mocno w temacie Trzeciej Rzeszy i jej prawodawstwa mogą poczuć się mocno zdezorientowane. Podobnie jak osoby, które nastawione są o tym, żeby przeczytać o prywatnym życiu, czy to Besta, czy Heydricha, czy innych; fragmentów tego typu jest mało i są one bardzo zdawkowe. Niemniej jednak, jeśli nawet nie uda wam się zmęczyć całej biografii Besta, to warto zajrzeć do pierwszych i ostatnich rozdziałów, które w sposób bardzo klarowny tłumaczą działanie zarówno młodego, sfrustrowanego człowieka, jak i nazisty, który próbuje ratować co się da po wojnie i dostosować swoje poglądy do nowej rzeczywistości. Pouczająca lektura.