piątek, 16 stycznia 2015

Tina Gayle - Reinhard Heydrich Iron Heart

Pamiętacie makabryczni nieudaczny "A walk in black forest" (czy jakoś), jaki miałam nieszczęście rok temu recenzować? Minęło prawie dwanaście miesięcy, a tu wyskoczyła kolejna pozycja typu: bardzo chcę napisać coś o Heydrichu, niestety nic o nim nie wiem... Książka Tiny Gayle jest bardzo podobna do Spaceru po lesie. Po pierwsze: bazuje na nieaktualnych wiadomościach z internetu. I tu można by poprzestać i nie kopać leżącej autorki, ale pomęczcie się jeszcze do końca, jak ja męczyłam się dzisiaj czytając twórczość pani Gayle. Po drugie: to pozycja o wszystkim i o niczym. Jest tu i trochę o Heydrichu i Himmlerze (podejmowany jest wątek czy Himmler był satanistą i dlaczego nie... przy czym zupełnie pomija się naprawdę istotne kwestie takie jak działalność Einsatzgruppen, czy Ostateczne Rozwiązanie. O tych poważnych sprawach są jakieś nieznaczące wtręty i jakaś kpina). Widać, że autorka bardzo idealizuje i idolizuje Heydricha i broni go. Broni go dużo bardziej nieudolnie niż Lina, którą można byłoby zrozumieć dlatego, że w końcu Heydrich był jej mężem. Autorka zachowuje się jak zaślepiona fanka, co sprawia, że jest to lektura niemalże na pograniczu doświadczenia psychodelicznego. Pani Gayle nie ma tej wiarygodności i jej próby obalania czy potwierdzania mitów są niemiarodajne, jako, że opiera się na źródłach internetowych: na forach i na wikipedii. Przykładem moim ulubionym na mit pt. "Reinhard Heydrich był niewyedukowaną bestią" są cytaty sławnych ludzi odnośnie zbawiennego wpływu muzyki na ludzkie obyczaje. Dramat. A żeby tezę, że Heydrich wyedukowany i niegłupi był wystarczy wziąć Gerwartha i Deschnera do ręki i przepisać parę cytatów na temat jego edukacji, zainteresowań i zdolności. Może nie będzie to oryginalne, ale na pewno niegłupie i dużo bardziej wiarygodne, niż cytat z Tołstoja, który z Heydrichem fizycznie nie mógł mieć żadnej styczności... Dodatkowo opisuje całkowicie fantastyczną historię jak została przegoniona z Panenskich Brezan przez uzbrojonych strażników (jest tam pan stróż w budce obok instytutu metalurgii, ale jakoś nikt nie prowadził nas tam z karabinem w ręku i po uprzednim umówieniu się, jak dobrze wiecie, zostałyśmy oprowadzone bez żadnych problemów i w przyjaznej, pełnej ciepła atmosferze). Można by tak wieszać na pani Gayle psy w nieskończoność, ale coś jej się jednak udało. Raz to pozyskać od Irvinga (bue) listy Liny Heydrich, które są dość ciekawe, a których nie chciałam cytować, bo mam na pana Davida Irvinga alergię jak mało (nienawidzę kolesia, tak szczerze z całego serca i nie zamierzam tego ukrywać). Zarzuty wobec tego typa są wszem i wobec znane (jest to guru rewizjonizmu, który nie ma za grosz szacunku do ludzkiego cierpienia i sprowadza je do Disneylandu). Tak w skrócie. Jednakże ten człowiek, jako, że kiedyś udawał normalnego i szanowanego historyka i udało mu się nabrać na to rzeszę innych historyków. Dzięki temu pozyskał on przeróżne, czasem bardzo wartościowe dokumenty (a wiecie, że jego ślady można do tej pory znaleźć w monachijskim IFZ, który obecnie ten podły człowiek nazywa "wylęgarnią kłamstw", jak widać kiedyś wcale tak nie uważał i z nimi współpracował, ciekawe czy mu ktoś to wypomniał, hehe), które niestety interpretuje i przerabia po swojemu. Stąd jakoś lepiej mi będzie powoływać się na listy Liny, które cytuje u siebie pani Gayle, niż powoływać się na stronę Irvinga. Drugą sprawą, która jest w książce Gayle ciekawa, to wywiad z mieszkanką Panenskich Brezan. O dziwo this stuff seems legit. Dużo rzeczy potwierdza wywiad z panią Heleną Vovsową, jaki przeprowadzałyśmy z Kasią i Marketą w maju. Jest też parę nowości, które do tej pory znałam z opowieści mieszkańców Panenskich Brezan, jednak, że byłam wówczas młoda i głupia (2010 rok) to rzeczy tych nie spisałam, więc de facto nie miałam na nie żadnego dowodu materialnego, teraz mam, chociaż no... nie jest to dowód najlepszej jakości. I to jest jedyna, dobra strona tej książki. Wywiad z panią Anną. Reszta nie nadaje się do absolutnie niczego i jest pełna błędów merytorycznych i uproszczeń. Po prostu widać, że pani Gayle chce dać upust swojej fascynacji Heydrichem, a sama nie ma o nim bladego pojęcia. A wywiad jest zaskakująco dobry, ciekawy i uczciwy. Postaram się go tu streścić, tak byście mogli omijać tą książkę wielkim łukiem.
Nie polecam.

4 komentarze:

  1. To jest selpubliszing czy grafik aż tak plakal jak projektował? Pytam bo interesuje mnie czy książki z gatunku historycznopodobnych tez są tak wydawane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest wydane w wydawnictwie za wkład własny :D
      i z bloga tej pani wyczytalam, ze grafik to stworzyl (musial bardzo plakac)
      a u nas z koszmarnych okładek ksiazek historycznopodobnych słynie bellona (zawsze u nich lezala korekta i tlumaczenia, ale wydali deschnera po polsku wiec ich wklad w tego bloga jest niezaprzeczalny). To co sie stalo z bellona to horror. A ostatnia afera plagiatowa to chyba gwozdz do trumny

      Usuń
    2. Bellona to taki moloch. Poziom merytoryczny zróżnicowany, chyba zawsze tak było. Każdy z ulicy może wejść i sobie wydać książkę (swoją drogą, przeraża mnie łatwość wydawania się w Pl, cieszę się, że x lat temu tak nie było, bo strasznie dużo pisuje mi się do szuflady, od zawsze i gdybym jako nieletnia chciała coś wydać, byłyby takie warunki jak obecnie, do dziś bym się rumieniła ze wstydu). Ten ostatni plagiat to chyba 13 latka? Okładeczki do tych "niemieckich" książek coś tam o uzbrojeniu, jeżu :D Za to część tej serii międzywojennej już nawet ładnie zrobione, jeśli chodzi o zawartość, to nie wiem, dwie książki chyba chciałam przejrzeć, ale jakoś dotąd mi nie wyszło. S. Koper to chyba jest największa afera, z tego, co pamiętam. Te plagiatowe przeboje to w tym wydawnictwie nie pierwszyzna. Ich polityka pod tym kątem jest dziwna. W ogóle książki o historii są chyba często plagiatowane.

      Usuń
    3. Tak, zawsze w bellonie byly problemy natury korektorskiej, brzydkich okladek, wydawania misz maszu, jednak kryzys ostatnio coraz bardziej sie poglebia. tak ostatni plagiat to 13 latka ktora bronila sie ze miala raka... a wydawnictwo bronilo sie ze wydalo z litosci, co jest swoja droga rowniez bardzo "profesjonalne". zas moja ulubiona historia o plagiacie sa doniesienia o patricku agte, ktory jest neonazista, skumal sie ze starymi weteranami ss, ukradl im notatki po czym wydal dwie ksiazki. zabawnie sie o tym czyta na forach typu axis czy wehrmacht awards, bo ta sprawa co jakis czas powraca. samej mi sie zdarzylo, ze widzialam zdania wyjete i lekko przerobione z plowej bestii w roznych artykulach i z tego tez wzgledu nie publikuje tutaj wszystkiego do czego dojde i co mam na stanie, bo niestety ludzie czasem nie moga docenic ze ktos wklada czas i pieniadze w zdobycie materialow i ich opracowanie. i o ile nie mialabym bolu posladkow o to gdyby mnie wymieniono w zrodlach, to jednak sie tego nie robi.

      Usuń