czwartek, 19 lutego 2015

Emanuel Schäfer cz. II



źródło wikipedia.org

Przytoczyłam niedawno krótką biografię Schäfera. Zrobiłam to, ze względu na to, że w ostatnim czasie Kasia tłumaczyła jego zeznania, które znajdują się w monachijskim IFZ. Przesłuchanie odbyło się 16 stycznia 1952 roku. Przepraszam za liczne powtórzenia nazwisk, jednak jest ich dużo, stąd żeby się nie pogubić kto z kim i dlaczego zadecydowałam się w każdym zdaniu je powtórzyć.
     Schäfer w pierwszej części opowiada o swojej roli w Serbii. Został tam wysłany w 1942 roku, w styczniu (najprawdopodobniej 27), przez Heydricha. Ten powiedział mu, że „w Serbii śmierdzi i niedługo wybuchnie tam powstanie”. Schäfer miał się zająć pacyfikacją tegoż. Heydrich wyjaśnił Schäferowi, że widzi go jako dobrego dowódcę, ponieważ wiedział, że posiadał on doświadczenie w walkach z partyzantami (chodzi tu oczywiście o akcje w Polsce). Schäfer miał zastąpić doktora Fuchsa, dowódcy jednego z Einsatzgruppen. Schäfer mówił, że przybył na miejsce zanim mógł zacząć wypełniać swoje obowiązki. Spowodowane było to nieobecnością Meysznera. Ten stawić się miał w Belgradzie na powrót w połowie lutego 1942 roku. Schäfer mógł przystąpić do reorganizacji jednego z Einsatzgruppen. Jego urząd miał pięć departamentów:
1)      Administracyjny – który odpowiadał za egzekutywę i komunikację
2)      Wywiadowczy – odpowiadający za działalność agentów i walkę z kontrwywiadem. Współpracował z Abwehrą.
3)      Departament „studiów różnych obszarów życia” – odpowiadał za badanie nastrojów społecznych, religijnych, narodowościowych itp.
4)      Rozporządzenia – znajdujący się pod Staatspolizei, odpowiadający za walkę z Komunistami, Masonerią, Świadkami Jehowy, Żydami i politycznie aktywnymi kapłanami innych religii.
5)      Kryminalno-policyjny – najmniejszy z pięciu.

       Schäfer otrzymywał rozkazy prosto z siedziby RSHA w Berlinie i tamże wysyłał też swoje raporty. Posiadał własne biuro. Zeznaje on także, że podlegał bezpośrednio pod Szefa Policji Bezpieczeństwa (zatem do Heydricha, a potem do Kaltenbrunnera, po śmierci tego pierwszego). Przyznaje on także, że nie podlegał pod Wehrmacht w żaden sposób, ale z oficerami armii i wywiadu ściśle współpracował. Analogicznie sytuacja miała się z majorem policji porządkowej Maxem, który podlegał pod Kurta Daluege.
    Schäfer zeznawał, co nie do końca może być prawdą, że gdy przyjechał w Serbii panował relatywny spokój i, że jego poprzednik przesadzał ze skalą zagrożenia ze strony ruchu oporu. Schäfer swoje spostrzeżenia wysłał Heydrichowi. Zaczął jednakże przygotowywać operację skierowaną w partyzantów. Pomagały mu zarówno siły Wehrmachtu (wymienia tu dwóch dowódców: Badera i Kewischa) , jak i policja porządkowa (kolejny dowód na to, że Wehrmacht wcale nie był taki kryształowy jak zwykło się uważać przez ostatnie lata).
Codziennie pod wieczór spotykał się z szefami poszczególnych departamentów na naradzie, gdzie omawiano sytuację z ostatnich 24 godzin. Schäfer wówczas dawał swoim ludziom przydział obowiązków na kolejny dzień. Jego uwagę przykuła rywalizacja pomiędzy Kripo, Gestapo i SD, co bardzo go zdziwiło. Było to spowodowane działaniami doktora Fuchsa, który rywalizację pomiędzy poszczególnymi osobnikami podsycał, a co sprawiło, że w oczach Schäfera, jak i Heydricha, poniósł klęskę.
    Schäfer zorganizował oddział składający się z volksdojczów. Miał on za zadanie ochraniać Schäfera i jego urząd. Posiadali mundury Waffen SS. W 1944 roku ci ludzie brali udział, wraz z policją porządkową, w tłumieniu zamieszek.
Wraz z przybyciem do Belgradu Schäfer stał się odpowiedzialny za obóz w Semlinie (Chorwacja). Jego innymi zarządcami byli szefowie Policji Porządkowej w Belgradzie. I tu zaczyna się najlepsza zabawa... Schäfer przyznaje się do tego, że więził i był odpowiedzialny za śmierć: czetników, komunistów, partyzantów, ale gdy dochodzi do Żydów twierdzi, że nie było ich tam. Mówi:
 „Kiedy przyjechałem do Belgradu, nie było w obozie żadnych Żydów, ponieważ oni już nie istnieli (SIC!)”. Dalej jest lepiej. Tu zamieszczam obszerny cytat: „Kiedy przybyłem do Belgradu, nie było tam mówiących Żydów. Byłem w stanie znaleźć w rozkazach, że cała populacja serbskich Żydów została zabita podczas powstania, prawdopodobnie w 1941, z inicjatywy mojego poprzednika, dr Fuchsa. Sądzę, że Żydzi zostali już po inwazji na Jugosławię zlikwidowani przez Einsatzgruppe. Umieszczono ich w obozie Semlin. Ponieważ nie było już żadnych Żydów w Serbii, jedyną konkluzją pozostaje to, że zostali zabici lub przetransportowani wcześniej do Semlin. Oświadczam, że nie mam nic wspólnego z eksterminacją Żydów, ponieważ, jak już wyjaśniłem, nie było już żadnych Żydów w Belgradzie. Słyszałem o losie żydów od moich współpracowników: Mężczyźni zostali zastrzeleni, a kobiety i dzieci zostały zagazowane. Z tego, co wiem, proces gazowania został przeprowadzony przez spaliny samochodowe. Zakładam, że zgazowanie zostało przeprowadzona przez oddział pod dowództwem SS Standartenführera Blobela.

     Dystansuję się od tego, ponieważ Blobel pewnego dnia w 1944 przyszedł do mnie i poinstruował, żeby zniszczyć groby tych, którzy zostali zastrzeleni i zagazowani, aby wyeliminować ślady popełnionych zbrodni. Z tego, co wiem, Blobel wykonywał swoją pracę także na froncie wschodnim. Zniszczenie grobów nie ograniczały się tylko do Żydów, ale także do wszystkich miejsc w Serbii, nie ważne, czy egzekucje były przeprowadzane przez Policję czy przez Wehrmacht. Czy te groby zostały faktycznie zniszczone, nie mogę powiedzieć. Wnętrza samochodu służącego do gazowania były mi znane. To był zamknięty samochód, z którego wnętrza podczas jazdy wydobywały się spaliny. Czy te samochody miały oznaczenia, nie mogę powiedzieć. Nie mogę wypowiedzieć się na temat liczby mieszkańców w Serbii, których poddano zagazowaniu czy rozstrzelaniu, poza Żydami.” - o dziwo ta straszna linia obrony przyniosła mu bardzo niski wyrok za popełnione czyny. Schäfer najprawdopodobniej zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli przyzna się do mordowania partyzantów to zostanie to potraktowane łagodniej niż zagazowanie na śmierć bezbronnych ofiar. Gdy czyta się kolejne zeznania tego typu to jasnym staje się, że wielu nazistowskich katów decydowało się powiedzieć: "Tak zamordowałem tych i tych, ale tych już nie".
     Na przełomie 43/44 roku przekazał on Semlin w ręce chorwackich faszystów i zajął się organizowaniem kolejnego w Nisch. Kolejnym obozem, który trafił we władanie Schaefera był Banat. Przesłuchiwany jednak twierdził, że obóz istniał zanim wylądował on w Belgradzie i zarządzała nim policja porządkowa. Nie był w stanie powiedzieć, czy kogoś tam rozstrzeliwano. – na tym kończy się pierwsza część przesłuchania. W kolejnym odcinku zajmiemy się prowokacją gliwicką. 

Źródła:
IFZ Monachium, ZS-0573

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz