piątek, 20 lutego 2015

Emanuel Schäfer cz. III



Heydrich i Himmler w 1939 roku
 Druga część zeznań Schäfera dotyczy prowokacji z sierpnia 1939 roku. Schäfer zeznaje na początku w jakich okolicznościach poznał Heydricha. Miało to miejsce w sierpniu, bądź wrześniu 1934 roku, w Berlinie. Schäfer widywał go regularnie na spotkaniach Staatspolizei. Bliżej miał okazję przyjrzeć się mu w 1939 roku. 10 sierpnia zadzwonił do niego adiutant Heydricha, Neumann, który kazał mu przyjechać na lotnisko w Nysie, bądź w Prudniku (Neisse, Neustadt) i czekać na Heydricha. W Prudniku, o czym już nie mówi Schäfer, w tym samym czasie, Max Krause aresztował członków Związku Polaków w Niemczech i byłych powstańców. Trafili oni do Buchenwaldu. Nim zapadł zmierzch samolot z Heydrichem i jego adiutantem wylądował. Schäfer uścisnął im ręce. Heydrich poinformował go wówczas, że musi zachować milczenie i wyjaśnił, że Hitler „potrzebuje wojennej rundy”. Heydrich nie brzmiał na zachwyconego i dodał po chwili: „oni nie mogli nic z tym zrobić, więc my to robimy”. Następnie udali się do Gliwic, gdzie Heydrich rozkazał Schäferowi by udali się na kolejne przejścia graniczne, gdzie stopniowo opowiadał podwładnemu o planowanych akcjach, mających charakter prowokacji, które pozorowałyby atak na niemieckie terytorium. Schäfer przerywał jego wykład swoimi uwagami. Zirytowany Heydrich powiedział mu, że może zacząć krytykować dopiero po zakończeniu wypowiedzi szefa. Schäfer tak uczynił, co Heydrich skwitował: „Kto chociaż raz nie prowadził czołgu, nie powinien wypowiadać się na ten temat”. Kolejnego dnia Heydrich zwiedził następne trzy przejścia graniczne. Schäfer mówi, że był Heydrichowi jedynie potrzebny do tego, by ten sam nie naruszał granic, które nie były wówczas jasno określone. Heydrich powrócił do Berlina i powrócił w towarzystwie Himmlera tydzień później. Schaefer odebrał ich z lotniska w Gliwicach i pokazał im przejścia graniczne w Raciborzu, Rudach Wielkich i Rostkowicach. Himmler zobowiązał Schäfera do milczenia i zabronił mu mówić po tytule i po imieniu. Reichsfuehrer odrzucił przeprowadzenie akcji w Raciborzu. Zostały Rudy Wielkie i Rostkowice. Następnie powrócił pociągiem z Opola do Berlina. Na pożegnanie przekazał Schäferowi i Heydrichowi, że postara się wstrzymać wystąpienie Hitlera. Heydrich w tym czasie przystąpił do doprecyzowania planów i przekazał Schaeferowi hasło do wcielenia ich w życie. Schäfer miał za zadanie siedzieć w posterunku w Rudach Wielkich i przekazać podane hasło dalej. Posterunek graniczny mieli opuścić celnicy, a w ich miejsce tego dnia pojawili się członkowie SS, których specjalnie wybrano do wykonania tego zadania. Wtajemniczony w to wszystko był też Gestapo Mueller, który stawił się u Schäfera na dzień przed planowaną akcją. Zajął on biuro Schäfera (z czego ten nie wyglądał na zadowolonego) i telefonicznie porozumiewał się cały czas z Heydrichem. W tym czasie Schäfer siedział w Rudach. Hasło nie nadeszło, bowiem Wehrmacht osłaniający całe przedsięwzięcie wycofał się, a data akcji została przesunięta na 31 sierpnia. Wówczas od Muellera nadeszło hasło, brzmiące dość niepoważnie: „Mały głuszec”. Schäfer popchnął je dalej na granicę i twierdził, że nie wiedział co miało robić komando SS (wydaje się to mało prawdopodobne, bo wiedział doskonale co stało się z więźniami i samym posterunkiem). Esesmani podpalili niemiecki urząd celny, a wina spaść miała na trzech więźniów przebranych w polskie mundury, których zamordowano. Schäfer twierdzi, że natychmiast po podaniu hasła wrócił do Opola i nie miał nic wspólnego z prowokacją w Gliwicach, która jak wiemy również przeprowadzona została z rozkazów Heydricha i Himmlera. Schäfer wskazuje, że za Gliwice odpowiadał Naujocks i inni esesmani, których po akcji natychmiast odwożono do Rzeszy. Schäfer wiedział o planowanym ataku na radiostację, ponieważ Heydrich go o tym poinformował. Na tym kończą się jego zeznania. 


Źródła:
IFZ Monachium, ZS-0573

Zdjęcie: 
Max Williams - Heinrich Himmler a photo history of Reichsführer-SS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz