poniedziałek, 30 marca 2015

Wywiady z Erichem Schultze - cz. II




Wszyscy na zdjęciu podpisani, jak sobie powiększycie. Źródło: FM Zeitschrift, nr 2 1939
     Kontynuujmy zeznania Ericha Schultze. Historyk pyta go o to, czy faktycznie Heydrich uwiódł dziewczynę i odmówił jej małżeństwa. Schultze odpowiada na to, że nie wie, czy rzeczywiście tak było, ale nawet jakby między nimi do czegoś doszło, to według kodeksu Heydrich powinien, ale nie musiał się jej oświadczać. Taki przymus obowiązywał w Anglii, ale nie w Niemczech. Schultze i Deutsche przyjmują tutaj, że Heydrich nie oświadczał się w ogóle tej dziewczynie. Sprawa ta jest naprawdę pogmatwana, ponieważ każda relacja, z którą się spotykam jest inna odpoprzedniej. Zgadza się natomiast fakt, że gdyby dziewczyna nie miała znanego ojca nie zostałyby wyciągnięte z tego żadne konsekwencje. Historyk zadaje kolejne pytanie. Do jego uszu doszła bowiem historia, że przed aferą matrymonialną Heydrich miał pobić innego oficera za to, że został przez niego obrażony. I to sprawiło, że Heydrich znalazł się w tarapatach, które później pogłębiły się przez nieszczęsną dziewczynę. Schultze nie wie jednak nic na ten temat. Informacja ta nie pojawia się w innych zeznaniach. Wydaje się więc być to jedynie powojenna plotka, jednak, gdy uda mi się natrafić na cokolwiek w tym temacie z pewnością się z wami podzielę. Schultze zapytany o to, jak wyglądały ich kontakty w czasie marynarki odpowiada, że Heydrich bardzo często bywał u niego podczas urlopu. Odwiedzał leśniczówkę. Nawet po wydaleniu z marynarki przyjechał do przyjaciela zasięgnąć porady. Schultze odradzał mu wówczas przyjmowanie pracy od Himmlera. Mówił też o tym, że Himmler wcale nie chciał Heydricha jako osoby, w której zobaczył niebywałe talenty (Schultze przyznaje, że Heydrich te talenty miał), ale pragnął do swojego SS byłych oficerów Reichswehry. Schultze nadmienia, że wówczas mało kto wiedział czym naprawdę było SS. Ogół miał pojęcie jedynie o tym, że Himmler hodował kurczaki. Erich wtrąca tu, że już w latach dziecinnych Heydrich odznaczał się niebywałą inteligencją i wszyscy mówili mu: zostań handlarzem. „On był takim inteligentnym facetem, który zrobił tak wiele do 1933, gdyby został handlarzem, stałby się pewnie milionerem. I mógłby potem wyjechać za granicę, nieprawdaż?. Ale on był wielkim pasjonatem militariów, wyczuł on (w tej propozycji) wielką militarną szansę. I tak zaczęło się jego fatum. Fatum jego i wielu milionów innych.”
      Następnie Schultze przeskakuje wiele lat do przodu. Do momentu, w którym jako socjaldemokrata został pobity przez SS i trafił do szpitala. Wówczas odwiedził go Heydrich. I tu zaczyna się opowieść, która niejako wywraca dotychczasowe tezy, które stawiali historycy na temat Heydricha. Wolę wam przytoczyć ten fragment w całości nim o nim opowiadać:

„D: Czy on przyszedł tam specjalnie, żeby Pana odwiedzić?
Sch.: Dokładnie, tak, on już dawno dbał o mnie, od kiedy usłyszał o tym (co się stało) i powiedział mi wtedy, ta cała rozmowa, poniekąd mam ją wciąż w pamięci. (Jakieś słowo/nazwisko, którego brakuje) wtedy już powiedział mu, to się stanie w przeciągu pięciu lat, to był sekretny plan Hitlera, on był znany tylko w małym kręgu, do którego Heydrich już przynależał, w przeciągu pięciu lat nie będzie już żadnego wolnego Żyda w całych Niemczech. A w przeciągu kolejnych pięciu lat żadnego żyjącego Żyda.
D.: Czy mogę w tym miejscu zapytać Pana, czy Heydrich w tym czasie jakoś opisał, co zamierzano względem Żydów?
Sch.: Nie, on nie mógł (tego zrobić) w tamtej sytuacji, on potem wstał i usiadł przy moim łóżku, nie mógł mówić przesadnie głośno, przez to, to otoczenie, on nie mógł być także usłyszany, bo jeśli cokolwiek trafiłoby do kogokolwiek, to byłby natychmiastowy koniec Heydricha. Ponieważ on wtedy mi to zdradził, bez powiedzenia czegokolwiek, nie wymagając ode mnie słowa honoru, to było oczywistością, dowodziło, jak dobrze się znaliśmy/jak bardzo sobie ufaliśmy. Co więcej, muszę skorzystać z nadarzającej się okazji, że to pamiętam, lub raczej wskazać następujące wydarzenia, które widocznie nie są jeszcze szeroko znane. W pierwszym roku (swojej pracy) Heydrich był wciąż bardzo daleko od bycia antysemitą. Wręcz przeciwnie, w tym czasie, kiedy przychodziło się do niego, z prośbą o pomoc jakiemuś Żydowi, on natychmiast interweniował. To jest tylko jeden przykład z wielu innych.
D.:Czy często szukali u niego pomocy?
Sch.: Mam tego przykład. Mój dobry przyjaciel, starszej daty, swoją drogą, Heydrich poznał go już, bo był z nami w leśniczówce rodziców, Żyd, któremu pomogłem, on w 1933 otrzymał już inny paszport, na żydowskie nazwisko, swoją drogą, był ochrzczonym Żydem, berlińskim prawnikiem i notariuszem, był tak dobrze znany przez jednego ze swoich przodków, że można go było zidentyfikować jako Żyda bardzo łatwo, nie patrząc nawet na wygląd, ale nazwisko i on (Heydrich) dał mu paszport z kompletnym germańskim nazwiskiem. I dzięki podaniu tych paszportów, co się udało, mógł wyemigrować razem z rodziną do Francji, jakoś wcześnie, 33, 34, to był jeszcze tak zwane "Reichscherbenwoche" ("Tygodnie Odłamków Królewskich"), używam tego określenia niechętnie, ponieważ jest ono bardziej śmieszne, niż straszne, ponieważ nie należy nigdy zapominać o 8. i 9. 1938 roku, kiedy to odbył się pierwszy w Niemczech pogrom.” – Tu Schultze robi opasłą dygresję na temat Nocy Kryształowej i homoseksualizmie, który uznaje za najgorszą z możliwych chorób. Po czasie rozwija się to w historię problemów Goebbelsa i groźbie wydalenia go do Chin. Pojawia się tu wiekopomne określenie „Drobnomieszczańska Dzida”, chętnym udostępnię całość. Po czasie wraca jednak do Heydricha. Tekst jest nieco niejasny, ze względu, że stenotypista przepisywał to z uszkodzonej taśmy, ale ogólny sens się zachował.

D.: Całe 30 lat miał pan kontakty z Heydrichem...
Sch.: Dokładnie, dokładnie, tak, tak. Widziałem go jeszcze raz przed zamachem, on został zamordowany lub (raczej) zabity, myślę, że to było jakoś w 41...
D.: W 42.
Sch.: W 42. Ta różnica jednego roku, mam nadzieję, że nie zaszkodzi mojej wiarygodności.
D.: Nie, nie, jestem zadziwiony, jak dobra jest Pańska pamięć. Heydrich nigdy więcej nie wspominał już o planie zagłady Żydów?
Sch.: Proszę mi wybaczyć, że to nie będzie się łączyć (z pytaniem), widziałem go ostatni raz, w 42, właśnie Pan powiedział, tak, prawda, ta rzecz (ten rok), ta rzecz była źle powiedziana, wydaje mi się, że to było coś z biurokracją, włączenie od Heydricha do sprawy Bernharda Lichtenberga, i jak Heydrich zachowywał się wtedy, ja wyjaśniłem wtedy, mogę się powołać na krótki artykuł o Bernhardzie Lichtenbergu z Frankfurter Allgemeinen Zeitung z 19. lipca teraz, 69, że on powiedział, trzymaj się z daleka od tego starego (brakujące słowo), albo coś wydrukują na ciebie, i ja potem powiedziałem mu, kiedy omawialiśmy całą sytuację na Hradczanach, w parku, gdzie rezydował, nieprawdaż, „Reinhardzie, często Cię ostrzegałem, czy ty możesz zaakceptować odpowiedzialność za to wszystko, czy naprawdę możesz się postrzegać jako część tego wszystkiego, pozostawiono Ci jednak właściwie tylko pistolet”. On wtedy powiedział mi zamyślony, „ale wtedy musiałbym wcześniej zastrzelić własną matkę. Mógłbyś zastrzelić swoją matkę?” To były jedne z ostatnich słów, jakie usłyszałem od Heydricha.
D.: Co to oznacza, nie rozumiem, co te...
Sch.: To znaczyło, że gdyby on się zastrzelił, gdyby to udokumentował, nie mogę więcej za to odpowiadać, nieprawdaż? Nic z tym więcej nie zrobię, z  tym jednym, a Hitler był zdolny do wszystkiego, więc matka Heydricha na razie była bezpieczna. Że to przypominało, że Heydrich był mieszańcem. Teraz chciałbym przejść do czegoś, co chciałem powiedzieć wcześniej, kiedy byliśmy w Kaffeeunterbrochen, o czym ja chyba powinienem (powiedzieć). Proszę przełączyć się na chwilę, prawdopodobnie wspominałem już, że Heydrich w 1933 wciąż często, powiedziałbym nawet, ciągle, kiedy przychodziło się do niego, żeby szepnął dobre słówko o jakimś Żydzie, był pomocny, ale i również naprawdę pomagał. W tym przypadku, o którym wcześniej wspomniałem, chodziło o wspólnego przyjaciela z innym paszportem na nie-żydowskie nazwisko. I Żyd, o którym była mowa, wyjechał z tak zwanego Reichsscherbenwoche (tygodniowa przepustka?) do Francji, żeby odwiedzić swoją rodzinę. Swobodnie przeszedł przez granicę, nieprawdaż i nie wrócił już więcej, po tym jak mu ją osadzono, tę Reichsichherbenwoche, ponieważ prawdopodobnie nawet Heydrich nie mógłby go ocalić. W roku 1933, koniec 33 lub początek 33, to musiało być wtedy, z pewnością w zimie, ja po raz kolejny szukałem pomocy dla zaprzyjaźnionego ze mną Żyda z Königsberg i on powiedział wtedy, bardzo innym tonem, niż zwykle "powiedz mi, czy to jest Żyd?". Ja powiedziałem wtedy, Reinhardzie, oczywiście, gdyby było inaczej, nie przychodziłbym do Ciebie, inni mogą sobie pomóc, ale jest wielu innych, którzy w mgnieniu oka potrzebują Twojej pomocy. On wtedy powiedział "nie, trzymaj się od tego z daleka" lub "nie, nie mogę więcej". Wtedy natychmiast odpowiedziałem "powiedz, Reinhardzie, co się dzieje, wiedzą, że coś się dzieje?". "Tak", powiedział, "wiedzą". I opowiedział mi, że w ostatnim czasie, to musiał być koniec 1933, jeden z adiutantów Hitlera, powiedział do Hitlera w jego domu w Obersalzberg, gdzie pili sobie five'o clock tea, które w Niemczech pija się o czwartej (bardzo wdzięczne dygresja swoją drogą), powiedział to bardzo swobodnym tonem, a wiesz, mein Führer, że Heydrich jest pół Żydem?
D.: To musiał być Schaub, wredny typek.
Sch.: Nie wiem w tym momencie, ale ogólnie, ta tendencja była naturalnie oczywista, Heydrich zrobił kolosalną karierę, był najmądrzejszym wśród przywódców SS, Himmler był w istocie głupim typkiem, którego nazywali "Reichsheini", nieprawdaż? Jeśli nie byłoby Heydricha, Himmler byłby już dawno skończony. Jeśli chodzi o tę osobę, to mógł być Schaub (chodzi o to, kto powiedział do Hitlera, że Heydrich ma żydowską krew), nie wiem, nigdy tego nie ustaliłem, to nie było dla mnie wtedy ważne, to było oczywiste, że (musi być) to ktoś, kto chce dostać posadę Heydricha. O to właśnie chodziło, nieprawdaż? (brakujące słowo) Ważną rzeczą musiało być dla Hitlera, usłyszeć od kogoś innego zdanie: „ a wiesz, mein Führer, że Heydrich jest pół Żydem”. Przez to Adolf doznaje szoku. Można dokładnie zobaczyć, jak wąska twarz staje się jeszcze węższa, a broda jeszcze dłuższa i jest teraz tak zadowolony, że musi natychmiast wyjść, nieprawdaż? (spotkanie) zostało natychmiast przerwane i wtedy okazało się, że Hitler, był, był naprawdę mistrzem, prawdopodobnie najlepszym psychologiem, którego miały Niemcy i który nadużył psychologii w takim stopniu.
D.: Ludzie słabości.
Sch.: Dokładnie, tak, on nagle podskakuje, uderza się (dłonią) w swoje kolano i mówi "doskonale, będzie mi lepiej służyć."
D.: Ale zakłada Pan, że (gdy) Hitler już wiedział, Himmler również to wiedział.
Sch.: To jest pytanie...
D.: Pan powiedział także, że Himmler wiedział że on podczas wojny o tym Kersten...
Sch.: No cóż, ja nie mogę nic zaświadczyć, to tylko moje...
D.: Od kogo zna pan tę historię?
Sch.: To powiedział mi sam Heydrich, tak, tak, w tym momencie (o którym opowiadałem) w grudniu 33 lub 34, w jego biurze, bardzo często, nie mogę, nie mogę już więcej, kiedy ja pytałem go, co się dzieje, czy oni tam na górze wiedzą, tak, wiedzą i potem to opisał.
D.: To jest (skreślone słowo) zdumiewające.
Sch.: „Tym lepiej będzie mi służyć”, i to dotarło do Heydricha, od tego czasu on wiedział, co powinien zrobić, potwierdzać każdym zamordowanym Żydem to, jak bardzo super-aryjski był. A więc właśnie, to potwierdza wyrafinowaną psychologię Hitlera, tak samo, jak przypadek Rolanda Freislera. Czy jest Panu znany?”
       Freisler był nazistowskim sędzią. Nim się jednak nim stał był bolszewikiem, stąd, żeby udowodnić jak bardzo oddany jest nowemu systemowi, musiał pokazywać zaagnażowanie poprzez kolejne zabójstwa. Schultze znajduje tu analogię do położenia Heydricha. I mimo, że suma summarum okazało się, że Heydrich Żydem nie był, ale to wyszło dopiero po jego śmierci. Stąd całe życie znajdował się w zagrożeniu. Podobnie jak jego rodzina. A przynajmniej tak widzi to Schultze. 
        W AJR Information z października 1970 roku znaleźć można artykuł o innych zeznaniach Schultze, gdzie potwierdzone są dotychczasowe informacje. Dodatkowo Schultze wspomina tam, że Heydrich pokazał mu list zaadresowany od Himmlera do dowódców SS, gdzie znajdowały się instrukcje na temat eksterminacji Żydów. Schultze przekazał to Hansowi Osterowi, swojemu przyjacielowi z Abwehry. Oster, znany ze swojego niezwykle popędliwego charakteru, dostał kolejny bodziec do walki przeciwko Hitlerowi. Zastanawiające jest, że ta część zeznań Schultze nie znalazła się w żadnej biografii Heydricha. Wspomniane one zostają cząstkowo w książce Deutscha, ale osoby zajmujące się Heydrichem nie dotarły do wydarzeń z Pragi. Chociaż Deschner też przepytywał Schultze. Umieścił jednak informacje jedynie o czasach młodości dwóch mężczyzn. Gerwarth cytował za to za Deschnerem i tak te wiadomości zostały nieszczęśliwie pominięte.
    Schultze jest bezkompromisowo szczery, ale ja mam problem jak do tych opowieści się odnieść. Są one bardzo wiarygodne, tak jak większa część zeznań Ericha, ale stanowią pewien kłopot jeśli chodzi o szerszą dokumentację. Bardzo kuszą do uproszczeń, a jednocześnie sprawiają, że i tak skomplikowana osoba Heydricha staje się węzłem gordyjskim.
        Wysnuwam zatem następujące wnioski, może są one momentami zbyt daleko idące, ale to moje obserwacje i jeśli macie do nich jakieś uwagi to chętnie to przedyskutuję:
- Heydrich z początku bardzo chciał pracować w mundurze i przynosiło mu to radość. 
- Problemem były dla niego aresztowania i brudna część jego pracy, której nie zaznał w czasach marynarki, stąd był chętny do wypuszczania więźniów (świadczy o tym zarówno pomoc dla znajomych Schultze, jak i brata Reinharda, Heinza),
- Ze względu na to, że dowiedziano się o tym, że Heydrich może mieć żydowskie korzenie, zaczęto go zastraszać i „miano na niego oko”, żeby nie wypuszczał już nikogo z obozów/więzień i wykonywał rozkazy bez mrugnięcia okiem,
- Heydrich robił wszystko żeby udowodnić jak bardzo oddany jest systemowi, inaczej jego rodzina znalazłaby się w niebezpieczeństwie,
I tu pojawia się moja bardzo ryzykowna hipoteza:
- Miał świadomość o zaangażowaniu Schultze w działalność różnych grup antyhitlerowskich, stąd dzielił się z nim różnymi informacjami odnośnie planowanych zbrodni.
-Mógł mieć następujące cele: a) sprawić, że przez nieostrożne ruchy poszczególni członkowie antyhitlerowskich kół powpadają w jego sidła, b) rzeczywiście skłonić ich do jakiejś akcji.
I tu jestem w totalnej kropce. W jakim celu ostrożny szef służb bezpieczeństwa zrobiłby coś takiego? Czy tylko ze względu na zażyłość z Schultze? Jednak najtrudniejszym z pytań dla mnie jest: Czy Heydrich dokonywał zbrodni ze strachu, czy z rzeczywistego oddania sprawie, a może z powodu prywatnych ambicji?
FM Zeitschrift, któryś numer z 1938, zapomniałam spisać ;_;, Hitler ściska dłoń Heydricha

Źródło: AJR Information, październik 1970
IFZ Monachium, dokument ZS 2430

czwartek, 26 marca 2015

Wywiady z Erichem Schultze cz.I



Z braku zdjęć pana Schultze postuje młodego Reinharda, źródło: L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem

        W archiwum monachijskiego IFZ można natrafić na liczne perełki. Jedną z nich, na którą dość często w subtelny sposób się powoływałam, są wywiady przeprowadzone przez Harolda Deutscha, historyka, z Erichem Schultze. O Schultze próżno szukać informacji, poza tymi plikami, pojedynczymi informacjami u biografów Heydricha, czy w książce Deutscha właśnie. W skrócie mogłabym opisać, że Schultze poniekąd parał się wszystkim i znał wszystkich. Z tym drugim nie będzie przesady, bo przyjaźnił się z Heydrichem, jak i z wieloma wysoko-postawionymi członkami ruchu oporu w Niemczech, takimi jak Hans Oster, czy Bernard Lichtenberg. Schultze wysypuje o wszystkich przeróżne anegdoty, a całość wywiadów zajmuje ponad 150 stron. A tłumaczenie tego jest prawdziwym koszmarem, bo momentami wymiękali na tym rodowici Niemcy. Kasia z trudem dała radę przekopać cały pierwszy wywiad, dzięki czemu mogę go na Płowej omówić. Skupię się rzecz jasna głównie na wątkach dotyczących Heydricha, stąd pominę, wiele, bardzo ciekawych informacji o innych personach. Schultze jest wiarygodny. Dokłada każdemu jak się da, chwali, kiedy uważa za stosowne i bywa nieraz tak niepoprawnie polityczny jak się da. To nie jest esesman próbujący się wybielić. Jako antynazista, Schultze może mówić to, co zechce, bo nic mu nie grozi. I dlatego jego zeznania są dla mnie tak ważne. Jego pamięć zapewne nie zakodowała dokładnie poszczególnych wydarzeń w 100% (wywiad przeprowadzany jest w latach 70. XX wieku) tak jak było, ale nie jest to człowiek, który musi ratować swoje życie, bądź unikać więzienia.  
       Schultze urodził się w 1901 roku. Chodził do szkoły w Naumburgu. Był 3 lata starszy od Reinharda. Chłopcy poznali się dzięki kierownikowi sklepu u Weissa w Halle, gdzie Schultze kupował mundurki do gimnazjum. Kierownik owy był Żydem i nazywał się Jakob, miał syna, który był myśliwym, podobnie jak ojciec Ericha. Rodzina Schultze znała się z Jakobem, a rodzina Jakoba znała się bardzo dobrze z Heydrichami.
Schultze przekonany był, mimo tego, że czytał książkę Aronsona, że Heydrich miał żydowskie pochodzenie. Podejrzewał, że zarówno od strony matki jak i od ojca. Schultze mówił, że jako dzieci „nie robiliśmy wokół tego szumu”. Zeznawał także, że Heydrich w późniejszych latach niechętnie pozował do zdjęć z profilu. Podał także dość dziwaczną anegdotę odnośnie zachowania Elżbiety Heydrich.
 Sch.: Jego matkę, matkę Heydricha, uważano za nie 100-procentową, lecz 150-procentową żydówkę. Była obrzydliwie miła, ale tak, jak zawsze w bywa naturze, miało to też swoją drugą stronę, podczas wojen, podczas ery panowania Hitlera, mimo tego, że jej syn zrobił poważną karierę, miała niekiedy kompleks mniejszości. Jeden z małych przykładów, mówię to Panu niechętnie, proszę nie robić z tego użytku, to tylko dla Pana informacji(nie wyszło), podczas wojny, tam, gdzie kobiety stały w kolejce w sklepie, w sklepie spożywczym, to było mi opowiadane przez członka mojej rodziny, który był tego świadkiem. Do sklepu wpada starsza dama, ale nie dba o kolejkę, ustawia się od razu przy jej początku (przyp. tłum. przed wszystkimi). I kiedy reszta kolejki zaczyna na nią warczeć, ona mówi, oh, to mnie zszokowało, kiedy o tym usłyszałem, nigdy bym jej o to nie podejrzewał, często myślę o tym i to momentalnie wraca mi do głowy, ona powiedziała, oh, prawdopodobnie nie wiecie, kim jestem. Mój syn jest Protektorem Rzeszy w Czechach i na Morawach. Powiedziałem, że nigdy bym jej o to nie podejrzewał. To jest to, o czym wcześniej wspominałem, to nie jest nic żydowskiego, nie to jest typowo niemieckie (zachowanie). Żydzi nie mają kompleksu niższości, przynajmniej Ci, których znam. On potem utrzymywał ( Heydrich?), że ona miała mały kompleks niższości, ale to chyba, nie, to była inna reakcja.”
       W trakcie pierwszej wojny światowej nadarzyła się okazja, żeby chłopcy poznali się bliżej. Schultze miał 13, Heydrich 10 lat. Schultze miał w zwyczaju na ferie jesienne przywozić z Naumburga swoich kolegów do leśniczówki rodziców. Tego roku postanowił inaczej. Napisał list do matki już we wrześniu, że tym razem nie przyjedzie nikt z jego klasy. Chłopcy bowiem czasem się kłócili i pewnie powodowali sporo problemów. Zamiast nich woli żeby przyjechał Reinhard Heydrich. Argumentował to, że Reinhard jest młodszy i spędzał z nimi często wakacje. Mały Heydrich przyjechał więc do leśniczówki, gdzie pracowali Rosjanie. Chłopcy byli zafascynowani jeńcami i postanowili zacząć uczyć się rosyjskiego. Żeby sobie pomóc w nauce udali się we dwójkę wozem konnym (trzynasto- i dziesięciolatek) do oddalonego o 12 km Eilenburga. „(...)każdy z nas sprawił sobie podręcznik Metula, uczący rosyjskiego metodą Toussainta-Langenscheidta i kiedy jesienne ferie dobiegały końca, my opanowaliśmy już alfabet cyrylicą.”- opowiada Schultze. Zapytany przez Deutscha o to, czy prócz alfabetu opanowali też wyrażenia i sposoby mowy, Erich potwierdza. Wspomina też jeńców, którzy jak mówi byli dzielnymi rolnikami, ale też żołnierzami. Wiadomo, że na wojnie musieli kogoś zabić i to fascynowało chłopców. Podobnie jak różne dialekty, które słyszeli od poszczególnych mężczyzn. Wielu z nich pochodziło z różnych rejonów Syberii, toteż dla chłopców stanowiło to dodatkową atrakcję.
      Mówi następnie o tym, że rosyjski przydał się Heydrichowi w marynarce. Jako, że nie było możliwości by Reinhard został marynarzem jeszcze w czasach monarchii, a i w Republice Weimaru nie było to łatwe, musiał się czymś wyróżnić. Schultze sam próbował swych sił w marynarce. Udało mu się zostać kadetem dzięki interwencji wysoko-postawionych znajomych ojca, którzy polowali na jego terenach, ale musiał zrezygnować, ze względu na to, że do jego drużyny trafił następca greckiego tronu i było o jedną osobę za dużo. A Schultze ze względu na brak „wysokiego” pochodzenia był pierwszym do usunięcia.
     W czasie matur Reinharda, Schultze już zajmował się prawem i był aplikantem w Halle. Pomagał swojemu przyjacielowi napisać aplikację do marynarki. Heydrichowi udało się dostać głównie przez to, że udowodnił znajomość rosyjskiego na doskonałym poziomie. Ułatwiło mu to późniejszą karierę, Schultze mówi: „Robi szybką karierę, całkiem prędko zostaje porucznikiem i potem potyka się o jakąś kobietę.”
Ciąg dalszy nastąpi.

Źródło wywiadu:
IFZ Monachium, dokument ZS 2430
Heydrich z damą, źródło: M. Williams, Heinrich Himmler: A photostory

środa, 25 marca 2015

Artykuł z marcowego numeru magazynu Kontrast o Panenskich Brezanach


       Zapraszam do lektury. Tekst popełniła Kasia, która odpowiada za 99% tłumaczeń pojawiających się na Płowej Bestii.
LINK DO ARTYKUŁU
      Jedyne co ubodło mnie w oczy, a co mogłam wcześniej wychwycić, to to, że marynarka nie była już za Heydricha królewska. To jednak drobnostka, a artykuł warto przeczytać, chociaż tekst jest bardziej refleksyjny niż podający suche fakty na temat pałacu w Panenskich Brezanach. Mnie zaciekawiło, a miałam okazję czytać już przed premierą obszerne wycinki, kontrast pomiędzy rodziną Adeli a Reinharda i ich podejście do pamięci, rodziny i zabytków. Zwróćcie na to uwagę, bo to jest do przemyślenia.
      Inną kwestią, która mnie zaintrygowała jest ten film o walce o obraz. A właściwie sposób, w jaki bierze się wycinek historii i zupełnie zmienia jej sens, poprzez usunięcie pewnych elementów, tutaj: gorzkiego zakończenia. Po trailerze i fragmentach produkcji widać, że jest to film gloryfikujący więzi rodzinne i walkę kuzynki Adeli o obraz. Jestem bardzo ciekawa czy pokazane tam będzie, że kobieta ta walczyła tak, nie po to, by zrobić na złość Austriakom, czy zespolić się z pamiątką po ciotce, ale po to, żeby zarobić ciężkie miliony, bowiem obraz niedługo po odzyskaniu sprzedała za 135 miliony dolarów (nawet jeśli część przekazana została na cele charytatywne, nie zmienia to faktu, ze nawet część tych milionów trafiła do kieszeni Altmann i jej rodziny). Hollywood robi z niej bohaterkę. A w internecie można o niej przeczytać jako o bohaterce Holokaustu. Zestawianie żądnej pieniędzy baby z Korczakiem, czy Pileckim jest po prostu niesmaczne.
     Zestawmy to z postawą Heidera Heydricha, który po latach przyjechał odwiedzić miejsce, w którym mieszkał, w którym pochowany jest jego brat. Heydrich junior zaproponował, że mógłby pomóc pozyskać środki do odbudowy pałacu. W krótkim czasie czeskie media obiegły wyolbrzymione plotki, które doprowadziły do nagonki na Heidera. Czy rzeczywiście na nią zasłużył? Czy on chcąc pomóc, bez żadnej chęci przejęcia posiadłości, czy uzurpowania jej sobie w jakikolwiek sposób zasłużył na to, co go spotkało? Czkawką odbija się tu jego pochodzenie. A czy w obecnych czasach, po traumie Holokaustu, pochodzenie, na które tak patrzyli naziści, powinno mieć jakiekolwiek znaczenie?
PS. Niezbyt podoba nam się dobór zdjęć do artykułu, ale Kasia nie miała na niego wpływu. Już nasze rozmazane zdjęcia, które robiłam w obawie przed atakującym stadem kóz pasowałyby lepiej. No ale cóż.

wtorek, 17 marca 2015

Dziedzictwo - artykuł z magazynu Signal - cz. II


Zdjęcie z artykułu. W środku Heydrich, na lewo od niego: Lina, Karl H. Frank i jego żona Karola
Wróćmy do propagandowego artykułu z magazynu Signal. W dalszej części autor opisuje, że imieniem i nazwiskiem Heydricha nazwano jeden z doków na Wełtawie. Na inauguracji stawił się Karl Hermann Frank, który wygłosił mowę na cześć zmarłego. Od siebie dodam, że panowie za sobą nie przepadali. Frank oczywiście zapewniał, że większość Czechów jest w porządku i tylko intelektualiści „zrzeszeni wokół tak zwanego rządu na uchodźstwie w Londynie”, chcą zaburzyć spokój między Protektoratem a Rzeszą. Autor artykułu pisze dalej, że Heydrich także wypowiedział wojnę intelektualistom, by zapobiec morderstwom i rewolucji. Jak dobrze wiemy zaraz po przybyciu kazał aresztować i zamordować tysiące osób. Jak widać morderstwom nie zapobiegł. Wręcz przeciwnie. Rzekoma wspaniałomyślność Heydricha zestawiona jest z „megalomańskimi politykami, którzy zawiedli lud czeski na granicę ruiny”. Oczywiście ci manipulowani byli przez złowieszczy Londyn, przez którego stali się „zdrajcami własnego narodu”. Artykuł odbiega tu znacznie od upamiętnienia Heydricha i używa jego osoby tylko po to, by jednoznacznie pokazać, że całym złem w Protektoracie są intelektualiści inspirowani przez rząd brytyjski. Heydrich jest tu jedynie pionkiem, figurą męczeńską i na jego śmierci buduje się nowe mity i znaczenia. Autor pisze następnie, że dopóki Heydricha nie było w Pradze normalni robotnicy nie mieli wstępu na praski zamek. Heydrich otworzył dla nich drzwi. Zaś do 1939 roku (a więc trochę wcześniej, pamiętajmy, że Heydrich stawił się w Pradze jako zastępca protektora pod koniec września 1941 roku), mnóstwo Czechów było bezrobotnych. Winą autor obarcza za to intelektualistów i polityków. W fabrykach Bata nie płacono pracownikom. Zmieniło się to rzecz jasna dzięki Heydrichowi. I to niestety jest ziarno prawdy w propagandzie. Gorzki fakt, ale rzeczywiście naziści potrafili zapewnić lepsze warunki płacy i pracy robotnikom, niż demokratyczny rząd. Stąd też Czesi chętnie pracowali na nowych warunkach. Szerzej pisze o tym choćby Gunther Deschner w swojej biografii Heydricha, ale informacje na ten temat okazjonalnie znaleźć też można w czeskiej literaturze, chociaż w ostatnich latach próbuje się to przemilczeć. Tu przypomina mi się pewien pan, którego spotkałam w praskiej bibliotece. Kserowałam sobie jedną z książek o Heydrichu pióra Cvancary. Starszy pan za to nie umiał za bardzo obsłużyć sąsiedniego ksera i pomogły mu moje koleżanki. Pan owy zauważył, że kserujemy biografię Heydricha. Powiedział, że pamięta jak Heydrich był w Pradze. „Za Heydricha nie było tak źle”.
Autor artykułu opisuje sytuację czeskich robotników przed czasami Protektoratu i nieco przerysowuje na potrzeby propagandy nierówności społeczne czasów przed 1939 rokiem. O dziwo nie pada tu nic na temat pierwszego protektora, von Neuratha. Jego postać jest absolutnie przemilczana. Nie opisuje się go jako tego, który zbawił Czechów. Nie, autor przeskakuje od razu do Heydricha, który dał możliwość „7500 czeskim robotnikom wypoczynek w najlepszych resortach Czech”. I jako, że artykuł dobiega końca autor zapoznaje nas z następcą Heydricha, Kurtem Daluege, człowiekiem współodpowiedzialnym za horror heydrichiady, represji po zamachu na Heydricha, wymordowaniu mieszkańców Lidic, intelektualistów i szczątek ruchu oporu. W artykule Daluege przedstawiony jest jako człowiek świadomy, że mordercami nie byli czescy robotnicy, więc nie miał zamiaru ich karać. Kary na innych pozostają jednak przemilczane. W podsumowaniu Heydrich nazwany zostaje prawdziwym socjalistą (bez „narodowego” przed) pełnym wiary w sprawiedliwość społeczną (social justice warrior przed erą tumblra?), nie zaś próżnym ofiarodawcą. W artykule stoi dalej stwierdzenie, że według Heydricha Czesi nie mogli być szczęśliwi adoptując ideały intelektualistów, którzy wiodą na manowce. Postawa Heydricha miała Czechom zagwarantować spokój, brak przemocy i kłopotów. To było, według propagandzisty, dziedzictwo Heydricha. Patetyczne zakończenie jest wprowadzeniem do drugiego artykułu, traktującego o Kurcie Daluege, który, zupełnie jak współcześni politycy, wchodząc do gry chce pokazać się od najlepszej strony. Stąd w artykule duży kolorowy portret szefa Ordnungspolizei, a także zdjęcia jego dzieci i żony. Obecni PRowcy zrobiliby dokładnie taki sam artykuł. Ponad 70 lat, a pewne rzeczy nadal są niezmienne. Teraz tylko dzieciaki założyłyby sobie blogi, tańczyły z gwiazdami, czy skakały do wody w TV.
PR w czasach nazizmu, Kurt Daluege promuje się z rodziną

czwartek, 12 marca 2015

Bruno Heydrich - kompozytor zapomniany cz. II



Bruno Heydrich, źródło: R. Gerwarth, Hitler's Hangman

          Oprócz działalności pedagogicznej, o której było już wspomniane, Bruno Heydrich komponował liczne utwory. Były to w głównej mierze pieśni, ale także utwory instrumentalne, a także opery.
         Jeśli spojrzymy na spis twórczości Heydricha seniora to wyraźnie widać pewien fakt. Wczesna twórczość Brunona koncentrowała się głównie na opowiadaniu o miłości. Znajdziemy zatem „Duet Pocałunków”, „Pieśń ziemskiej miłości”, „Przybądź moja nocy”, „Chodź do mnie mój śnie!”, „Kochasz mnie”, „Miłosne sensacje”. Później Bruno skupił się na tematyce patriotycznej i religijnej, na przykład: „Marsz jubileuszowy”, „Gdybym był Bogiem”, „Ojcze nasz”, czy też opera „Pokój”, która nie spotkała się z przychylnym odbiorem wśród ewangelików, jako, że dominowały w niej katolickie wątki.
        Anna Schäfer w swojej pracy dokładnie opisuje niektóre z utworów Heydricha. Zaczyna od „Kiedy dziewczyna mówi”, która była częścią „Trzech pieśni”. Był to jeden z pierwszych utworów napisanych przez Brunona, wydany w Dreźnie, w czasach kiedy uczył się w lokalnym konserwatorium. Pieśń ta inspirowana była wierszem Roberta Prutza. Pani Schäfer zwraca uwagę na subtelny nastrój utworu, skomponowanego pod sopran. Soprany zresztą dominują w partiach kobiecych w twórczości Heydricha seniora. Podobnie prezentują się jego inne miłosne pieśni, noszące znamiona późnego niemieckiego romantyzmu. Często Bruno wplatał w nie wątki ludowe, co także znamienne było dla muzyki romantycznej. Podczas wykładu na temat twórczości saksońskiego kompozytora, jeden ze słuchaczy wskazał na elementy ekspresjonistyczne, dość nowatorskie, które przewijały się w prezentowanych utworach. Ten trop zdaje się być całkiem ciekawy, jednak musiałabym przesłuchać nieco więcej żeby móc to dokładnie ocenić. Ze względu na brak nagrań, nie jestem w stanie. Za to nieco na wyrost wydają mi się słowa wielu biografów młodszego Heydricha, którzy twierdzą, że Bruno próbował kopiować Wagnera. Po wysłuchaniu paru pieśni Brunona tych inspiracji nie zauważyłam. Zupełnie niewagnerowsko są one bardzo melodyjne i delikatne.
        Twórczość instrumentalna Heydricha była nieco skromniejsza. Napisał on między innymi zbiór utworów na fortepianowe trio i kwintet, a także koncert na kontrabas, sonatę fortepianową, sonatę na klarnet i fortepian. Muzyka ta powstawała we wczesnym etapie twórczości Brunona, w latach późniejszych napisał on jeszcze suitę fortepianową, ale w głównej mierze poświęcił się tworzeniu muzyki chóralnej i oper.  
       Najbardziej znaną i udaną spośród nich była „Amen”, która bardzo przypadła do gustu ówczesnym krytykom i publiczności. Samemu Heydrichowi zapewne również się ta opera podobała, jako, że imieniem jednego z bohaterów nazwał swojego syna, Reinharda. „Amen” składa się z jednego aktu. Amen opowiada o miłości Reinharda i Dory. Na przeszkodzie by byli razem stoi Thomas, przyjaciel Reinharda, z którym Dora została zeswatana. Wraz z Reinhardem spotykają się więc potajemnie. Zostają jednak przyłapani. Thomas w gniewie strzela do Reinharda, ten zaś rani przyjaciela i ucieka. W cztery lata później Dora ma wyjść za Conrada. Reinhard akurat wychodzi z więzienia. Dora dowiadując się o tym chce wraz z Reinhardem uciec. O ich planach dowiaduje się Thomas, który podsłuchuje ich na weselu Dory. Zabija Reinharda. Dora popełnia samobójstwo. W finale pojawia się chór śpiewający „Amen”.
           Dłuższa jest od niej „Frieden”- Pokój, która ma aktów 3. Rozgrywa się w XVI stuleciu. Jej głównymi bohaterami są Edwin i Maria (znów imię jednego z dzieci Heydricha). Edwin i Maria są w sobie zakochani, ale Edwin wybiera się do klasztoru. Stara się nie ulec pokusie miłości. Maria jednak chce być z nim i popełnia samobójstwo, zaś Edwin modli się w tym czasie do Matki Boskiej, która mu się objawia w towarzystwie chóralnego śpiewu mnichów „Ave Maria”. 
         Właśnie przez wątki maryjne opera nie spodobała się ewangelikom i krytycy uznali ją za „staroświecką”. Zapewne jednak nie muzyka była główną przeszkodą, a różnice religijne, które w Niemczech początku XX wieku nadal stanowiły problem. „Frieden” miała swoja premierę w Mainz, drugi raz zagrano ją w Halle. Bruno był rozgoryczony jej porażką. Nadal jednak chętnie słuchano „Amen”, szczególną popularnością cieszył się „Monolog Reinharda”, który urozmaicono jeszcze o chór. Przez krytyków monolog ten uznany został jako „Największy hit opery”. 
Pierwsza strona z zapisu nutowego opery Amen

poniedziałek, 2 marca 2015

Film o zamachu na Heydricha


Współczujmy im nie tylko okrutnej śmierci, ale tego, że jeden z nich zagrany będzie przez odtwórcę roli Christiana Greya
         Gdzie jednego z zamachowców będzie grał odtwórca roli Christiana Greya. Czy naprawdę wypada żeby koleś, który grał obsesyjnego seksualnego sadystę, który wsadza w tyłek ukochanym kulki analne, nadawał się na Gabcika, bądź Kubisa? Czy ktoś w ogóle patrzył jak ci ludzie wyglądali? Kim byli? Czego dokonali? Nie, przecież nie o to chodzi żeby bohaterów uczcić, ale żeby fanki Greya tłumnie waliły do kin.
       Ja czekam w wielkim zmartwieniu na wiadomość o tym, kto zagra Heydricha. Szykuje się masakra i napływ fangirlów, które nie mają pojęcia o historii. A o wierność faktom nie podejrzewam twórców. Narobi się niepotrzebnego szumu i jeszcze bardziej zamaże historię. Może macie mnie za fatalistkę, ale przyjrzyjcie się filmom hollywoodzkim z historią w tle. Jak ma się "Ostatni samuraj", "Gladiator", "Bękarty wojny" do wydarzeń historycznych? Nijak. Napisałam cały licencjat o tym, jak na różne sposoby szlachtowało się zamach na Heydricha i cały jego pobyt w Pradze podciągając pod to różne wątki ideologiczne. Spaskudzono to nawet w "Lidicach" z ostatnich lat, które powstały w czasach gdzie rzekomo wojny ideologicznej już się nie prowadzi. To nieprawda. Niech komentarzem zatem będzie parę fragmentów z mojej pracy. Są długie, ale mam nadzieję, że was nimi nie zanudzę. Okroiłam je też z przypisów, bo zwyczajnie tutaj nie działały. Chętnym wyślę całość mailem.

          "Są (...)takie okresy historyczne, które, zwłaszcza w kinie, zawsze będą się cieszyły szczególną popularnością, ze względu na ich wyjątkową dramaturgię. Są to okresy ogarnięte różnymi konfliktami zbrojnymi, w szczególności czas drugiej wojny światowej (...). Należy przy tym dodać, iż kręcenie filmów o tak gorących okresach historycznych jest zajęciem bardzo trudnym – bohaterów często próbuje się wybielać, zbytnio ich przy tym trywializując, nierzadko używając ich postaci jako sposobów manipulacji ideologicznych czy politycznych vide postać Che Guevary, przedstawianego jako niemalże świętego lub też romantycznego poetę. 
        Nic więc dziwnego w tym, iż losy Reinharda Heydricha, pomimo raczej nikłego zainteresowania ze strony historyków, parokrotnie zostały ukazane przez filmowców. Historia zastępcy Protektora Czech i Moraw, obfitująca przecież w wiele ciekawych, niejednoznacznych epizodów, paradoksalnie okazała się jednak niewystarczająco atrakcyjna, by odtworzyć ją wiernie na ekranie. Tak więc twórcy filmów takich jak „Hitler’s Madman” (reż. Douglas Sirk, 1943), „Hangmen Also Die” („Kaci Także Umierają”, reż. Fritz Lang, 1943), „Atentát” („Zamach”, reż. Jiří Sequens, 1964), „Operation Daybreak” (reż. Lewis Gilbert, 1975), czy „Lidice” (reż. Petr Nikolaev, 2011) zdecydowali się na szereg zabiegów mających przyciągnąć swoich widzów do kin.
W wielu filmach opowiadających o wydarzeniach z drugiej wojny światowej spotykamy się ze schematyzowanym przedstawieniem postaci. Konwencjonalna kreacja nazisty w filmie w założeniu twórców ma za zadanie sprawić by widz nie był w stanie identyfikować się z bohaterem negatywnym. Niejednokrotnie twórcy stosują zabieg dehumanizacji kreowanej przez nich postaci, na który składa się hiperbolizacja cech negatywnych, pozbawienie cech pozytywnych czy ukazywanie scen brutalizujących postać, nawet jeśli te nie były udokumentowane jako fakty historyczne. Często bowiem naziści filmowi są postaciami kreowani od nowa. 
 
Źródło: http://pamelageller.com/
         Jednym z przykładowych filmów popierających moją tezę może być bez wątpienia wymienione wcześniej „Conspiracy” („Ostateczne Rozwiązanie”, reż. Frank Pierson, 2001) z Kenethem Branaghem w roli Heydricha oraz Stanleyem Tucci jako Eichmannem. Mimo iż twórcy bazowali na oryginalnym protokole konferencji w Wannsee, a przynajmniej powoływali się na to podczas promocji swojego dzieła, postanowili dodatkowo udramatycznić całe wydarzenie, nadając bohaterom całkowicie inne cechy charakteru; w rzeczywistości neurotyczny Heydrich, skądinąd stroniący od wulgarnego słownictwa przeklina i zachowuje się w sposób mocno nonszalancki. Nie czuć przed nim respektu, którym cieszył się w owym okresie swojego życia, mało prawdopodobnym jest też, iż co i rusz dałby wchodzić sobie w słowo czy nie panować kompletnie nad dyskusją mającą miejsce podczas wydarzenia, które przecież nie służyło niczemu innemu, jak tylko wyraźnej demonstracji władzy przez niego dzierżonej. Równie nieprawdopodobna wydaje się być scena, w której, zdenerwowany, sięga po papierosa, był on bowiem człowiekiem, który oddawał się owemu nałogowi rzadko, jedynie dla przyjemności. Zmianie uległ również sposób mowy Heydricha, który słynął ze swojego nerwowego „urywanego” sposobu mówienia – Heydrich Branagha wygłasza długie, melodyjne zdania, wypowiadane spokojnym, wyważonym tonem głosu.Transformacji uległ także sposób zachowania Eichmanna – z pewnością będąc uczestnikiem konferencji oszczędziłby sobie ironicznych min, nie należał on również do osób flegmatycznych czy w jakiś sposób wysublimowanych, wręcz przeciwnie, jego współpracownicy, wspominając go, najczęściej przedstawiali go jako osobę energiczną. Niewiele wiadomo o osobowościach pozostałych uczestników konferencji, niemniej jednak, logika nakazuje uważać, iż były one dalekie od tych zaprezentowanych przez twórców „Ostatecznego Rozwiązania”, nie istnieją bowiem żadne źródła, które mogłyby potwierdzić tak gwałtowny przebieg omawianego przeze mnie spotkania. Wyraźnie widać także tendencję autorów do nadawania bohaterom pewnego rodzaju naiwnego wyrafinowania – wydaje się, że więcej uwagi jest poświęcone temu, iż panowie omawiając założenia jednej z największych zbrodni przeciwko ludzkości spożywali wystawny posiłek, aniżeli temu, aby faktycznie rzetelnie o samej konferencji opowiedzieć (... tu pomijam mój ulubiony rozdział I o tle historycznym i samym Heydrichu, przejdźmy zatem do drugiej połowy drugiego rozdziału).   


II.I Sposób kreacji bohatera – hiperbolizacja 


    Jednym z częściej stosowanych zabiegów, jakie stosują filmowcy w kreacji postaci Reinharda Heydricha, bez wątpienia jest hiperbolizacja. Wyolbrzymieniu poddane zostają negatywne cechy bohatera, tak by widz łatwo mógł identyfikować się z postaciami pozytywnymi i by z łatwością mógł wskazać, kto pełni role czarnego charakteru. Bez wątpienia w przypadku filmów historycznych o drugiej wojnie światowej środek ten ma za zadanie rozwiać wszelkie wątpliwości odbiorców, co do tego, ze nazizm należy potępiać. By to osiągnąć, postać nazisty, w opisanych przeze mnie przypadkach: Reinharda Heydricha, zostaje przedstawiona od jak najgorszej strony i zdehumanizowana, przez co wielokrotnie jej cechy charakteru tracą na wiarygodności i budzi ona rozbawienie, a nie skłania do refleksji nad okropieństwami wojny. Twórcy często nadużywają tego środka, dlatego właśnie powodu ich filmy ocierają się o nachalny dydaktyzm. Doskonałym przykładem jest „Hitler's Madman”.  
Lubicie obrazki więc macie plakat z filmu. Źródło: filmweb.pl
    Film Sirka jest produkcją typowo propagandową, stąd nie jest dziwnym, że mamy do czynienia z bardzo wyraźną opozycją między dobrem a złem. Dobro reprezentuje szkolony w Wielkiej Brytanii spadochroniarz, Vavra, a także ludzie z Lidic. Zło ucieleśnia Heydrich i inni naziści. 
             Heydrich w „Hitler's Madman” nie mógł posiadać żadnych ludzkich cech, które dodałyby tej postaci wiarygodności, bowiem złagodziłoby to propagandową wymowę dzieła mająca za zadanie wytłumaczyć publiczności amerykańskiej dlaczego Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Trzeciej Rzeszy. Naziści zatem nie mogli być zatem niczym innym niż potworami wyzutymi z jakichkolwiek ludzkich odczuć. Tak wiec i zbrodnie Heydricha zostają przerysowane, co niejednokrotnie osiąga karykaturalny skutek. Co ciekawe wszystkie omawiane w tej pracy filmy pomijają zupełnie udział Heydricha w Holokauście i działalność jego Einsatzgruppen na terenie Polski czy Związku Sowieckiego. W „Hitler's Madman” obozy koncentracyjne zostają wymienione mimochodem we wspomnieniu o znajomych Vavry, a także podczas wykładu na uniwersytecie, na którym pojawia się Heydrich. Jednak nie to ma szokować widza. Twórcy zadecydowali, by skupić się na żądzy Heydricha, który jest seksualnym zagrożeniem dla młodych, czeskich studentek. Paradoksalnym staje się wiec, ze zbrodnie Heydricha zostają zbanalizowane w filmie, który miał je eksponować. „Hitler's Madman” pochodzi z 1943 roku, kiedy świadomość na temat Holokaustu i innych okrucieństw dokonanych przez nazistów była znikoma, jednak sami twórcy przyznają, że mieli świadomość o istnieniu obozów. Nie zmienia to faktu, że amerykańska publiczność zwyczajnie nie uwierzyłaby w taką wizję, jako, że miała ograniczony dostęp do informacji na ten temat.
            Heydrich, podobnie jak większość szefostwa SS, był typem biurokraty, „mordercy zza biurka” i nie udokumentowano żadnego przypadku, w którym zamordowałby kogokolwiek osobiście. Jednakże praca za biurkiem, w wyniku której giną miliony ludzi, nie jest widowiskowa i interesująca dla widza, toteż twórcy „Hitler's Madman” zadecydowali by ukazać okrucieństwo Heydricha w sposób bezpośredni, tak by odbiorcy uzmysłowić za czym stał ten człowiek, niż to jaki był. 
            W „Hitler's Madman” Heydrich nie jest „mordercą zza biurka”, osobiście pozbawia życia katolickiego kapłana podczas procesji, gdy ten sprzeciwia się świętokradztwu jakiego dopuścił się nazista. Być może Sirk ma na myśli skrajnie antykatolicką postawę Heydricha, wyrażoną między innymi w ulotce z 1936 o tytule „Oblicza naszej Walki”, a także uwypukla negatywne nastawienie Heydricha do kościoła katolickiego i „aktywnie politycznych księży”.Scena ta ma ukazać, że dla Heydricha nie ma żadnej świętości i jest on człowiekiem wyzutym z jakiejkolwiek duchowości i poszanowania dla ludzkiego życia. Sirk przedstawia Heydricha jako postać istnie diabelską, odzianą w czarny mundur, nienaturalnie wysoką, o demonicznych rysach twarzy, która nie ma żadnej empatii, ani normalnych stosunków z innymi ludźmi. Otaczają go jedynie jego podwładni, którzy nie posiadają żadnych cech indywidualnych.   
           Kolejną sceną obrazującą hiperbolizację negatywnych cech Heydricha, jest wyżej wspomniana scena z czeskimi studentkami. Dziewczęta zostają ujęte w czasie wykładu, na którym pojawia się Heydrich. Następnie ustawione pod ścianą są poddawane selekcji, której przewodzi szef RSHA. W tej scenie Sirk postanowił wyolbrzymić doniesienia o seksualnym apetycie Heydricha. Plotki te, krążące jeszcze za życia zastępcy Protektora Rzeszy, przytoczył później w swoich „Wspomnieniach” Walter Schellenberg, w formie jednej z wielu jego anegdotek na temat swojego szefa. Możliwym zatem jest, że Sirk, powołujący się na to, że Heydricha znał, miał świadomość o opinii krążącej na jego temat i postanowił z wiedzy tej zrobić użytek. Być może scena z selekcją kobiet wiąże się z działalnością Salonu Kitty, który był domem uciech prowadzonym przez SD. Heydrich, według doniesień Schellenberga bywał na „specjalnych inspekcjach”. Pewnym natomiast jest, że Sirk świadomie wyolbrzymia jego apetyt seksualny i nadaje Heydrichowi cechy gwałciciela stanowiącego zagrożenie dla płci pięknej. Chwyt ten, traktujący panie dość instrumentalnie, zastosowano by przemówić nie tylko do mężczyzn, ale także do wyobraźni kobiet, którym naziści mieli się jawić jako bezwzględni wrogowie, którzy zagrażają także bezbronnym cywilom. W podobnym celu pomija się w filmie rodzinę Heydricha, tak by wyglądał on na człowieka niezdolnego do jakichkolwiek ciepłych uczuć względem drugiego człowieka.
         Zdemonizowana seksualność Heydricha ukazana zostaje także w scenie zamachu, kiedy to ukochana czeskiego spadochroniarza staje się przynęta na Protektora. Jest to ponowne podkreślenie tego, ze nazista nie jest jedynie zagrożeniem dla mężczyzn na polu walki, czy za linia frontu, ale staje się niebezpieczeństwem także dla kobiet. 
          Sfera seksualności poruszona jest również w filmie „Kaci także umierają”, tym razem dotyczy ona homoseksualizmu, który w latach 40 nawet poza Trzecią Rzeszą był zjawiskiem piętnowanym, czy często karalnym. Postawienie sugestii, że jeden z czołowych nazistów był postacią niejednoznaczną seksualnie posłużyło jako środek do obrzydzenia go w oczach widza. Heydrich w filmie Langa pojawia się w bliskiej odległości do innych mężczyzn i upuszczając szpicrutę patrzy sugestywnie w stronę jednego z generałów, tak, że ten zmuszony jest schylić się pod nią. Wydźwięk homo-erotyczny wzmacnia tez obsadzenie do roli zastępcy Protektora Rzeszy von Twardowskiego. Scena ta znów jest hiperbolizacją zachowania Heydricha, który słynął z delikatnego, wysokiego głosu, szerokich bioder i kobiecego sposobu poruszania się, co potwierdzają późniejsze zeznania jego współpracowników. Historyczny Heydrich jednakowoż homoseksualistą nie był. 
          W czechosłowackim „Atentacie”  sytuacja ma się inaczej niż w amerykańskich produkcjach z lat 40. Hiperbolizacja  zostaje znacznie ograniczona, przez co postać Heydricha zyskuje na wiarygodności. Jedyna scena, w której występuje wyolbrzymienie jest rozmowa z Canarisem, w której Heydrich wkłada sobie czeska koronę na głowę. Gest ten jak i poprzedzająca go rozmowa ukazuje butę i żądzę władzy zastępcy Protektora, a także jego chęć dominacji za wszelka cenę. Moment ten nie jest jednak tak karykaturalny jak miało to miejsce w dziełach wcześniejszych, co spowodowane większą świadomością twórcy i dystansem do wydarzeń historycznych. Dzięki temu Heydrich staje się znacznie bardziej wiarygodny, a jego motywacje są klarowne dla widza. 
Najgorszy filmowy Heydrich (Operation Daybreak), ten z "Hitler's Madman" chociaż był zabawny, źródło: http://stagevu.com
         Hiperbolizacja zaznaczona zostaje w sposób niebezpośredni w „Operation Daybreak”, bowiem film Gilberta stwarza, jak w „Hitler’s Madman” Heydricha na nowo i nie próbuje odtworzyć wydarzeń historycznych, poza zamachem, a stworzyć nowe, atrakcyjniejsze wizualnie i znacznie bardziej szokujące dla widza. W filmie tym Heydrich znów staje się ideą, a nie człowiekiem stojącym za nią. Przerysowanie dotyka w „Operation Daybreak” głównie sfery wizualnej. Sam wygląd Heydricha jest aż nadto aryjski i typowy dla obrazu nazisty w świadomości masowego odbiorcy. Anton Diffring, ucharakteryzowany na nordycki ideał, o regularnych rysach twarzy i nienagannym odzieniu, odbiega jednak znacząco od wyglądu Heydricha historycznego.Wyolbrzymione jest tu miejsce zamieszkania Heydricha, świat, jaki sobie wykreował i jakim się otacza, przez co jego postać bardziej przypomina historycznego Hermanna Goeringa. Ogromny, eklektyczny pałac, złote krzesła, strojne kreacje jego żony, luksusowa salonka i rzecz jasna motyw czeskiej korony na głowie zastępcy Protektora, jasno ukazują, że na krwawym rzemiośle Heydrich dorobił się fortuny i przez to stracił kontakt z rzeczywistością. Bogactwo nazisty ukazane jest w kontraście do skromnych, czeskich mieszkań, w których spiskują członkowie ruchu oporu. Chciwość jest tu, jak wspomniałam w pierwszym rozdziale, nadrzędną cechą Heydricha i kreacja jego postaci oparta jest właśnie na niej. Następuje wyraźna hiperbolizacja bogactwa Heydricha, nie był on wszakże człowiekiem biednym, ociera się jednakże o przekłamanie związane z jego niechęcią do wydawania pieniędzy.
       W „Lidicach” postać Heydricha pojawia się stosunkowo krótko i hiperbolizacja praktycznie nie występuje. Obecne jest za to celowe przekłamanie prawdy historycznej, mające na celu ośmieszenie jej i podważenie jej uzdolnienia muzycznego. Film kreuje postać na nie posiadającą żadnych talentów, a więc pozbawioną wartości, przy tym zaś zadufaną w sobie, która uznanie zdobywa nie tyle umiejętnościami, co wykorzystywaniem strachu, jaki wzbudza swoją osobą (ciężko jest kwestionować wszakże umiejętności gry skrzypcach kogoś, kto oddawał się grze od wczesnych lat dziecinnych).


II.II Pisanie własnej historii i przedstawianie jej jako „fakty”

          Drugim, niezwykle popularnym zjawiskiem jest niewątpliwie dopisywanie do scenariusza scen, które nie miały miejsca w rzeczywistości i przedstawianie ich jako fakty, w celach ukazania bohatera w jeszcze bardziej negatywnym świetle. W „Hitler’s Madman” najpoważniejszym tego typu przekłamaniem jest organizacja akcji odwetowej za zamach na Zastępcę Protektora, tzw. heydrichady, pogromu ludności cywilnej we wsi Lidice pod Kladnem. Filmowa scena ma miejsce na łożu śmierci Heydricha, kiedy ten każe Himmlerowi zniszczyć miasteczko w ramach zemsty za podniesienie na niego ręki. Nic takiego nie mogło mieć miejsca, decyzja o zrównaniu Lidic z ziemią zapadła bowiem już po śmierci Heydricha (sam Heydrich był wszelkim tego typu akcjom przeciwny, wiedział bowiem, iż zaprzepaści to cały misternie przygotowany przez niego plan tzw. polityki kija i marchewki), w dniu jego pogrzebu Horst Bohme wskazał Himmlerowi Lidice jako cel działań odwetowych ze względu na rzekome udzielenie pomocy zamachowcom przez mieszkańców owej wsi. Himmler powiadomił o tym Hitlera, który rozkazał zniszczenie wioski. Oczywistym błędem jest też umiejscowienie akcji filmu w Lidicach, w których Heydrich nigdy nie mieszkał – zapewne zostało to uczynione w celu dodatkowego podkreślenia, w jak wielkim stopniu bohater jest zdegenerowany moralnie: pragnie on bowiem zemsty na ludziach, wśród których mieszkał, których znał, nie wykazuje względem nich żadnego sentymentu, wręcz przeciwnie, budzi w nim tym większą wściekłość. 
            (...)
         Zupełnie nowym wydarzeniem jest też obecność kobiety podczas zamachu w charakterze przynęty. Jak już pisałam wcześniej, zamachowcy (w liczbie trzech) czekali na Heydricha w drodze do pracy, dając sobie porozumiewawczy znak kieszonkowym lusterkiem. Fakt, iż Heydrich w scenie zwraca większą uwagę na piękną kobietę niż na atakującego go członka ruchu oporu ma uwypuklać jego, również wcześniej wspomniany, niezaspokojony apetyt seksualny. Co się zaś tyczy samego zamachowca – postanowiono zastąpić go całkowicie fikcyjną postacią, bazującą na stereotypie amerykańskiego herosa: wymyślono mu całkowicie nowy życiorys, wychodząc zapewne z założenia, iż prawdziwa historia nie jest wystarczająco dramatyczna. Ten sam zabieg zastosowano zresztą w kolejnym, omawianym przeze mnie filmie, „Hangmen Also Die”.  
         Niestety, nawet twórcy niewątpliwie najlepiej przygotowanego pod względem merytorycznym „Atentatu” nie oparli się pokusie ubogacenia historii poprzez dopisanie jakieś podszytej dodatkowym dramatyzmem sceny. Mowa tu oczywiście o scenie ze słynną koroną św. Wacława – w rzeczywistości byłoby to niemożliwe nawet pod względem technicznym, korona bowiem posiada obwód około 63 cm. Miejska legenda poruszyła także wyobraźnię twórców „Operation Daybreak”, którzy postanowili umieścić ją w swojej produkcji, trochę w innym kontekście, lecz prawdopodobnie z podobnym celem: gest włożenia na głowę korony, symbol potęgi czeskiej korony, będąca jednak obarczona straszliwą klątwą (podobno kto ją założy, umrze w przeciągu roku) staje się tutaj metaforą sięgnięcia po władzę osoby, która nie cofnie się przed niczym w pogoni za coraz to większymi wpływami. „Operation Daybreak” zresztą lubuje się w podobnej symbolice – dodając scenę Bożego Narodzenia, w której Heydrich razem ze swoją żoną zasiadają na złotych krzesłach, przypominających trony, a także powtórzoną sceną niezwykle starannego ubierania go w mundur przez służących. Zestawione z momentem, w którym kamerdynerzy bez żadnego szacunku odziewają spoczywające na fladze ze swastyką martwe ciało Zastępcy Protektora kreuje go na szalonego władcę, którego poddani boją się panicznie. W tym samym zresztą celu została w „Lidicach” dodana scena sugerująca, iż Heydrich był pozbawiony talentu muzycznego. Pochwały otrzymuje od pochlebców przerażonych ewentualnym zesłaniem do obozu. Czyni to z niego osobę niemalże niepoczytalną. Strach przed nazwiskiem Heydricha mógł, co prawda, paraliżować niektóre z przebywających w jego towarzystwie osób, wydaje się jednak, iż, gdyby był on aż tak przewrażliwiony na swoim punkcie i miał w zwyczaju posyłać każdego, kto mu się sprzeciwi od razu do obozu, słynny spór o prezesurę Międzynarodowego Związku Szermierczego z Paulem Anspachem zyskałby inny, o wiele bardziej tragiczny koniec.

  

 Zakończenie 
              Trudno uwierzyć w to, aby tak duża ilość pomyłek i przeinaczeń była wynikiem nieszczęśliwego przypadku i jakkolwiek rozumiem powody twórców, tak ciężko zgodzić się ze stwierdzeniem, że tzw. prawda emocjonalna jest w kinie ważniejsza od prawdy historycznej. Prowadzi ona bowiem do znacznych zniekształceń, w efekcie zaś do spłycenia oraz banalizacji jednej z największych tragedii w historii ludzkości, co poniżej postaram się jak najdokładniej wypunktować.
        Tadeusz Szczepański oraz Sylwia Kołos, będący redaktorami „Biografistyki Filmowej” zwracają uwagę na fakt, iż biografie filmowe stają się coraz to popularniejszym gatunkiem filmowym, stając się atrakcyjniejszymi od literatury. Niestety, swój sukces zawdzięczają w dużej mierze wyeksponowaniem skandalizujących faktów z życia wybitnych postaci, które, dla widza wciąż bombardowanego przez media skandalami, stają się powoli wartością niemalże kluczową. Przez to dochodzi do jawnych manipulacji na wielu płaszczyznach. Nieżyjący już Bolesław Michałek w felietonie pochodzącym z tego samego tomu pisze, iż: „życiu, które się opowiada, trzeba (…) nadać strukturę dramatyczną, jego epizody uporządkować wzdłuż wyraźnej linii konfliktu biegnącego przez wiele lat. Tu zderzać się (mają) ostro i równomiernie wątki, które naszą postać prowadzą do celu, z tymi, które są bezustanną pokusą do odejścia z obranej drogi”. Wydaje się to najwłaściwszą drogą do zrealizowania sprawnego filmu biograficznego, zarówno ciekawiącego widza, jak i poprawnego pod względem historycznym.


I.                  Wnioski ogólne

          Wspominany już przeze mnie wcześniej Piotr Wojtowicz, wprowadzając pojęcie „prawdy emocjonalnej”, przyznaje twórcom prawo do posłużenia się elementami, które choć nie są w pełni zgodne ze znanymi faktami, to są prawdopodobne, nazywając je ekwiwalentem prawdy. Zastrzega jednak przy tym, iż: „Oczywiście za ten sposób myślenia twórca może być rozliczony. Takie są prawa sztuki i takie jest ryzyko jej uprawiania”. Uważam, że we wszystkich filmach, których tematem była moja praca, ale również w niemalże każdym filmie, którego treść ulega przekłamaniom historycznym tego typu tendencje nie działają na produkcję w sposób pozytywny. Wręcz przeciwnie, osłabiają jej, już i tak wystarczająco dramatyczny, wydźwięk. Tak popularne (wśród twórców opierających się na założeniach uformowanych przez Konstantego Stanisławskiego) badanie tematu pod kątem emocjonalności i mocno subiektywne jego naginanie może uczynić tragedię mało poruszającą, a przez to, paradoksalnie, mało interesującą dla widza. Dodatkowo, portretując nazistów, jako osoby atrakcyjne i wyrafinowane łatwo jest ulec pokusie banalizacji zarówno motywów nimi kierujących, jak i całej ich działalności.

II.               Wnioski szczegółowe 
        W przypadku Heydricha, zdecydowanie dwiema najsilniejszymi tendencjami jest mocna hiperbolizacja, oraz dopisywanie do jego życiorysu nowych faktów. Obie czynią z niego postać nie tyle przerażającą, co karykaturalną, skupiającą w sobie bowiem za dużo cech negatywnych, jednoznacznie negatywną, zdehumanizowaną do granic śmieszności. Dużo łatwiej oraz naiwniej jest założyć, iż tak potworna zbrodnia, jak holocaust, została zaprojektowana przez przesiąkniętego do cna złem potwora, paradoksalnie jednak, prawda brzmi w sposób dużo bardziej przerażający – architektem ogromnej machiny mającej zadać tak okrutny gwałt ludzkości był zwykły człowiek, posiadający rodzinę, dzieci, uprawiający sport, lubujący się w prostym jedzeniu, muzykalny, stroniący od alkoholu, odrobinę pokraczny, zdecydowanie odbiegający od ogólno-przyjętych kanonów urody.
        Czyniąc z niego postać niemalże mityczną, wkładając mu w dłoń kieliszek szampana, ubierając zawsze w czarny, nienagannie wyglądający mundur zabiera mu się nie tylko człowieczeństwo samo w sobie, ale wszelkie motywacje, przez co, po raz wtóry powtórzę, staje się on absurdalną, nieprawdopodobną personą. Ta sama sytuacja dotyczy innych, pojawiających się w produkcji postaciach – i tak, ukazując skontrastowanych z nim zamachowców, jako osoby kryształowe, jednoznacznie dobre, pozbawione wszelkich wad, widz nie może się z nimi identyfikować, ma bowiem wrażenie obcowania z aktorami, odgrywającymi jedynie swoje role, nie przeżywa ich dramatów i rozterek, są mu one obojętne, ponieważ nie może się w nie zaangażować emocjonalnie.
        Lepsze zawsze jest wrogiem dobrego – w tym przypadku owo powiedzenie bez wątpienia zyskuje bardzo pesymistyczny wydźwięk. Uleganie bowiem tego typu dążeniom może prowadzić do coraz to większych przeinaczeń, w efekcie czego za kilkadziesiąt lat o historii może się opowiadać w zupełnie inny sposób, kształtujący fałszywe przekonania czy poglądy."

Źródło fotografii: http://www.horydoly.cz
 

niedziela, 1 marca 2015

Dziedzictwo – artykuł z magazynu Signal cz. I



Zdjęcie (format A3) z artykułu
      Dziś zajmiemy się kolejnym propagandowym koszmarkiem. Mowa tu o francuskim artykule, który ukazał się w jednym z numerów gazety Signal w roku 1943. Numer ów poświęcony był Protektoratowi Czech i Moraw, a konkretny artykuł zatytułowany „Dziedzictwo”, Heydrichowi. Na początku autor informuje nas, że laurka owa opowiadać będzie o „tym krótkim czasie aktywności [Heydricha], przerwanym jego śmiercią. Niemcy i Czesi są obecnie wykonawcami jego idei, którą miał odnowić Protektorat”. Zaczyna się patetycznie, a dalej jest tylko lepiej.
     Kolejny akapit opowiada o tradycji Wacława, niejako nawiązując do niesławnego artykułu z Böhmen und Mähren, który miałam wam przetłumaczyć, ale jakoś o tym mi się zapomniało. Autorzy tłumaczą, że święty Wacław był władcą Czech, który został zamordowany przez swojego brata, bowiem chciał promować chrześcijaństwo. „Bycie chrześcijaninem wówczas jednoznaczne było z byciem Niemcem. Dzięki Wacławowi poligamia, niewolnictwo, morderstwa i rabunki zniknęły.” Autor ukazuje paralelę pomiędzy śmiercią Wacława i Heydricha. Okrasza to, jak widzicie, teoriami z kosmosu, bo bycie chrześcijaninem wcale wówczas nie wiązało się z żadną niemieckością (zacznijmy od tego, że wówczas nie istniało pojęcie narodu i narodowości, jakie znamy obecnie. To wymysł znacznie późniejszy, bo przełomu XVIII i XIX stulecia). Paradoksalnie chwalenie Wacława poprzez wyliczanie likwidacji wszelakich zbrodni jest straszliwą ironią. Część nazistowskich notabli była jak najbardziej za poligamią (Bormann miał dwie żony!). Niewolnictwo Słowian, którzy pracowali u bauerów na roli, było powszechne, o morderstwach i rabowaniu podbitej ludności nie wspominając. Zaś o stosunku Heydricha do chrześcijaństwa nie muszę przypominać.
       Dalej autor twierdzi, że zamach na Heydricha miał miejsce 4 czerwca 1942. Jak wiemy było to nieco wcześniej, bo 27 maja. Śmierć zastępcy protektora przypadła w dniu 4 czerwca. „Parę tygodni wcześniej, Heydrich, Niemiec, otrzymał symboliczne klucze do kaplicy świętego Wacława”. Autor pisze dalej „Rozkaz śmierci przyszedł z Londynu drogą powietrzną, ale tak jak wcześniej, w przypadku świętego Wacława mordercami okazali się Czesi, którzy zamiast dyscypliny wybrali chaos.” Przyznacie, że porównanie Heydricha do świętego Wacława jest zabawne. Święty też miał apodyktyczną matkę tak swoją drogą (Drahomira była bardzo ciekawą postacią, polecam o niej poczytać). Nieco dalej autor cytuje Narodny Prace (chyba coś pokręcił nazwę czasopisma, ale mogę się mylić). „Ten zamordowany człowiek swoim fizysem, umysłem i charakterem ukazywał idealnego Niemca. Naturą tego człowieka [tak Heydricha!] było fizyczne i duchowe piękno.” – nie wiem jak to skomentować. Propagandzista popłynął.
     Autor artykułu w Signal pisze dalej: „Heydrich posiadał męską cnotę: zaufanie. Nie obawiał się zagrożenia i nie wierzył w niebezpieczeństwo w jego protektoracie. Myślał jednak o swojej śmierci, nawet nagłej śmierci i jako swojego następcę widział swojego przyjaciela Daluege. Nie myślał jednak, że spotka swoje przeznaczenie w Pradze.” Tak naprawdę z Daluege się bardzo nie lubili, a Heydrich chciał przejąć jego kompetencje (Daluege był szefem policji porządkowej). Ich niechęć zaczęła się po tym, jak we wczesnych latach 30. Daluege nie przyjął czekającego w hotelu Heydricha. Mieli się wówczas rozmówić o przyszłym kształcie gestapo i tym, komu owo przypadnie.
     Jedźmy dalej: „Heydrich znał swoich morderców. Przez kilkanaście dni witali go oni podążając za jego samochodem aż do rogu, który stał się dla niego fatalny. Heydrich witał się z nimi, biorąc ich za robotników. (...)  Pokazywał im pogardę poprzez samotne spacery ulicami Pragi, pewny, że zrobił nic, tylko samo dobre dla Czechów. Kiedy przybył kwitły zdrada i czarny rynek. Robotnicy byli w potrzebie, męczeni głodem. Heydrich zainterweniował. Był szczęśliwy widząc, że wśród aresztowanych nie było uczciwych robotników.” Chociaż jest tu dużo lukru i wiele niewinnych osób ucierpiało podczas Heydrichowych czystek, jakie urządził w październiku 1941 roku, to rzeczywiście warunki robotników uległy poprawie. Heydrich był skory do poprawy socjalu. Poprzez dni wolne od pracy, darmowe fanty takie jak buty, czy zwiększenie racji żywnościowych, zjednywał sobie robotników. Mimo obecnych zaprzeczeń ze strony czeskiej, niestety, spora część ludności nie miała przeciwko Heydrichowi nic do zarzucenia i była skora do współpracy z Niemcami.
      „Ale jego zabójcami nie byli robotnicy. Byli emigrantami, którzy przybyli z Londynu samolotem i zostali zrzuceni na czeskie ziemie. Żaden czeski robotnik nie wyciągnąłby broni przeciwko Obergruppenfuehrerowi.” – oczywiście antynagielska propaganda zawsze w cenię. Paradoksalnie zamachowcy Heydricha wywodzili się z klasy robotniczej. Gabcik był kowalem i zegarmistrzem. Kubis pracował w cegielni.
Ciąg dalszy nastąpi.