środa, 25 marca 2015

Artykuł z marcowego numeru magazynu Kontrast o Panenskich Brezanach


       Zapraszam do lektury. Tekst popełniła Kasia, która odpowiada za 99% tłumaczeń pojawiających się na Płowej Bestii.
LINK DO ARTYKUŁU
      Jedyne co ubodło mnie w oczy, a co mogłam wcześniej wychwycić, to to, że marynarka nie była już za Heydricha królewska. To jednak drobnostka, a artykuł warto przeczytać, chociaż tekst jest bardziej refleksyjny niż podający suche fakty na temat pałacu w Panenskich Brezanach. Mnie zaciekawiło, a miałam okazję czytać już przed premierą obszerne wycinki, kontrast pomiędzy rodziną Adeli a Reinharda i ich podejście do pamięci, rodziny i zabytków. Zwróćcie na to uwagę, bo to jest do przemyślenia.
      Inną kwestią, która mnie zaintrygowała jest ten film o walce o obraz. A właściwie sposób, w jaki bierze się wycinek historii i zupełnie zmienia jej sens, poprzez usunięcie pewnych elementów, tutaj: gorzkiego zakończenia. Po trailerze i fragmentach produkcji widać, że jest to film gloryfikujący więzi rodzinne i walkę kuzynki Adeli o obraz. Jestem bardzo ciekawa czy pokazane tam będzie, że kobieta ta walczyła tak, nie po to, by zrobić na złość Austriakom, czy zespolić się z pamiątką po ciotce, ale po to, żeby zarobić ciężkie miliony, bowiem obraz niedługo po odzyskaniu sprzedała za 135 miliony dolarów (nawet jeśli część przekazana została na cele charytatywne, nie zmienia to faktu, ze nawet część tych milionów trafiła do kieszeni Altmann i jej rodziny). Hollywood robi z niej bohaterkę. A w internecie można o niej przeczytać jako o bohaterce Holokaustu. Zestawianie żądnej pieniędzy baby z Korczakiem, czy Pileckim jest po prostu niesmaczne.
     Zestawmy to z postawą Heidera Heydricha, który po latach przyjechał odwiedzić miejsce, w którym mieszkał, w którym pochowany jest jego brat. Heydrich junior zaproponował, że mógłby pomóc pozyskać środki do odbudowy pałacu. W krótkim czasie czeskie media obiegły wyolbrzymione plotki, które doprowadziły do nagonki na Heidera. Czy rzeczywiście na nią zasłużył? Czy on chcąc pomóc, bez żadnej chęci przejęcia posiadłości, czy uzurpowania jej sobie w jakikolwiek sposób zasłużył na to, co go spotkało? Czkawką odbija się tu jego pochodzenie. A czy w obecnych czasach, po traumie Holokaustu, pochodzenie, na które tak patrzyli naziści, powinno mieć jakiekolwiek znaczenie?
PS. Niezbyt podoba nam się dobór zdjęć do artykułu, ale Kasia nie miała na niego wpływu. Już nasze rozmazane zdjęcia, które robiłam w obawie przed atakującym stadem kóz pasowałyby lepiej. No ale cóż.

3 komentarze:

  1. ISSUU strasznie mi zamula, więc udało mi się artykuł przeczytać dopiero teraz ;) Chociaż jak widzę obrazy Klimta z tego złotego okresu, to przewraca mi się wątroba, nie odmówię całej historii z portretem muzy swoistego "dreszczyku" :) Artykuł świetnie naświetla, moim zdaniem, problematyczność takich miejsc, z którymi władze różnego typu radzą sobie zamiataniem pod dywan. Nie ogarniam takiego zostawiania historii samej sobie, przecież od rewitalizacji do gloryfikacji długa droga. Idąc za takimi uprzedzeniami, oświęcimski obóz też powinien zostać zapomniany (na początku chyba zresztą ludzie nie byli przychylni planom zachowania obozu dla zwiedzających), a stał się tak ważnym symbolem. Chyba tylko Norymbergę zostawiłabym tak, jak jest, bo robi niesamowite wrażenie (a chyba są plany odrestaurowania, koszty utrzymania trybuny przy życiu są już byt duże) i też teren zjazdów właśnie w takim stanie jest symbolem. To jednak tylko moje osobiste odczucie, nie przełożyłabym go na plany dotyczące zabytków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam prpblemy z ISSUU, ciagle sie zacina, wywala mnie na wszystkich mozliwych przegladarkach. ;(
      Ja Klimta nienawidzę, nie cierpię, skręca mnie jak widzę jego obrazy. Bardzo lubie secesje wszelaka, ale na Klimta mam dramatyczna alergie, dlatego, ze wydaje mi sie, ze wszystkie te jego obrazy maja w sobie jakas niezdrowa sliskosc. Nie wiem czemu. Ale sa zwolennicy.
      Tez nie rozumiem tego, palacu bardzo mi szkoda i do tej pory czesto mi sie on sni, te wnetrza z odlazaca farba, latajacy kurz, skrzypiace podlogi. Duzo pisalam w ta zime o zabytkach Dolnego Slaska i w Czechach pod tym wzgledem nie jest az tak zle jak u nas. najgorsza z mozliwych jest historia moczydlnicy klasztornej i zniszczonych freskow Willmanna. Zacytuje sama siebie:
      Moczydlnica Klasztorna jest wsią leżącą w gminie Wińsko, w powiecie wołowskim. Jej przedwojenna nazwa brzmiała Moenchmotschelnitz. Na jej terenie mieści się kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, wzniesiony w XV wieku, a także ruina pałacu należącego niegdyś do lubiąskich opatów. Była to rezydencja letnia, wzniesiona w końcowych latach XVII wieku w stylu barokowym. Po 1945 roku na jej terenie znajdował się PGR. Wówczas w dawnych, barokowych salach ulokowano magazyny. W jadalni mieściła się wiejska świetlica. W latach 60. XX wieku mieszkańcy wsi samodzielnie przystąpili do restauracji sklepienia, które zostało przez nich zamalowane farbą olejną. Dawne polichromie zostały bezpowrotnie zniszczone. W latach 70. XX wieku dach budynku runął. Wówczas część malowideł została przeniesiona do Lubiąża. Polichromie z niegdysiejszej kaplicy pozostały w pałacu i w niedługim czasie uległy zniszczeniu"

      Usuń
    2. Straszność, brrrr...aż mnie ciary przeszły.

      Usuń