wtorek, 17 marca 2015

Dziedzictwo - artykuł z magazynu Signal - cz. II


Zdjęcie z artykułu. W środku Heydrich, na lewo od niego: Lina, Karl H. Frank i jego żona Karola
Wróćmy do propagandowego artykułu z magazynu Signal. W dalszej części autor opisuje, że imieniem i nazwiskiem Heydricha nazwano jeden z doków na Wełtawie. Na inauguracji stawił się Karl Hermann Frank, który wygłosił mowę na cześć zmarłego. Od siebie dodam, że panowie za sobą nie przepadali. Frank oczywiście zapewniał, że większość Czechów jest w porządku i tylko intelektualiści „zrzeszeni wokół tak zwanego rządu na uchodźstwie w Londynie”, chcą zaburzyć spokój między Protektoratem a Rzeszą. Autor artykułu pisze dalej, że Heydrich także wypowiedział wojnę intelektualistom, by zapobiec morderstwom i rewolucji. Jak dobrze wiemy zaraz po przybyciu kazał aresztować i zamordować tysiące osób. Jak widać morderstwom nie zapobiegł. Wręcz przeciwnie. Rzekoma wspaniałomyślność Heydricha zestawiona jest z „megalomańskimi politykami, którzy zawiedli lud czeski na granicę ruiny”. Oczywiście ci manipulowani byli przez złowieszczy Londyn, przez którego stali się „zdrajcami własnego narodu”. Artykuł odbiega tu znacznie od upamiętnienia Heydricha i używa jego osoby tylko po to, by jednoznacznie pokazać, że całym złem w Protektoracie są intelektualiści inspirowani przez rząd brytyjski. Heydrich jest tu jedynie pionkiem, figurą męczeńską i na jego śmierci buduje się nowe mity i znaczenia. Autor pisze następnie, że dopóki Heydricha nie było w Pradze normalni robotnicy nie mieli wstępu na praski zamek. Heydrich otworzył dla nich drzwi. Zaś do 1939 roku (a więc trochę wcześniej, pamiętajmy, że Heydrich stawił się w Pradze jako zastępca protektora pod koniec września 1941 roku), mnóstwo Czechów było bezrobotnych. Winą autor obarcza za to intelektualistów i polityków. W fabrykach Bata nie płacono pracownikom. Zmieniło się to rzecz jasna dzięki Heydrichowi. I to niestety jest ziarno prawdy w propagandzie. Gorzki fakt, ale rzeczywiście naziści potrafili zapewnić lepsze warunki płacy i pracy robotnikom, niż demokratyczny rząd. Stąd też Czesi chętnie pracowali na nowych warunkach. Szerzej pisze o tym choćby Gunther Deschner w swojej biografii Heydricha, ale informacje na ten temat okazjonalnie znaleźć też można w czeskiej literaturze, chociaż w ostatnich latach próbuje się to przemilczeć. Tu przypomina mi się pewien pan, którego spotkałam w praskiej bibliotece. Kserowałam sobie jedną z książek o Heydrichu pióra Cvancary. Starszy pan za to nie umiał za bardzo obsłużyć sąsiedniego ksera i pomogły mu moje koleżanki. Pan owy zauważył, że kserujemy biografię Heydricha. Powiedział, że pamięta jak Heydrich był w Pradze. „Za Heydricha nie było tak źle”.
Autor artykułu opisuje sytuację czeskich robotników przed czasami Protektoratu i nieco przerysowuje na potrzeby propagandy nierówności społeczne czasów przed 1939 rokiem. O dziwo nie pada tu nic na temat pierwszego protektora, von Neuratha. Jego postać jest absolutnie przemilczana. Nie opisuje się go jako tego, który zbawił Czechów. Nie, autor przeskakuje od razu do Heydricha, który dał możliwość „7500 czeskim robotnikom wypoczynek w najlepszych resortach Czech”. I jako, że artykuł dobiega końca autor zapoznaje nas z następcą Heydricha, Kurtem Daluege, człowiekiem współodpowiedzialnym za horror heydrichiady, represji po zamachu na Heydricha, wymordowaniu mieszkańców Lidic, intelektualistów i szczątek ruchu oporu. W artykule Daluege przedstawiony jest jako człowiek świadomy, że mordercami nie byli czescy robotnicy, więc nie miał zamiaru ich karać. Kary na innych pozostają jednak przemilczane. W podsumowaniu Heydrich nazwany zostaje prawdziwym socjalistą (bez „narodowego” przed) pełnym wiary w sprawiedliwość społeczną (social justice warrior przed erą tumblra?), nie zaś próżnym ofiarodawcą. W artykule stoi dalej stwierdzenie, że według Heydricha Czesi nie mogli być szczęśliwi adoptując ideały intelektualistów, którzy wiodą na manowce. Postawa Heydricha miała Czechom zagwarantować spokój, brak przemocy i kłopotów. To było, według propagandzisty, dziedzictwo Heydricha. Patetyczne zakończenie jest wprowadzeniem do drugiego artykułu, traktującego o Kurcie Daluege, który, zupełnie jak współcześni politycy, wchodząc do gry chce pokazać się od najlepszej strony. Stąd w artykule duży kolorowy portret szefa Ordnungspolizei, a także zdjęcia jego dzieci i żony. Obecni PRowcy zrobiliby dokładnie taki sam artykuł. Ponad 70 lat, a pewne rzeczy nadal są niezmienne. Teraz tylko dzieciaki założyłyby sobie blogi, tańczyły z gwiazdami, czy skakały do wody w TV.
PR w czasach nazizmu, Kurt Daluege promuje się z rodziną

2 komentarze:

  1. Gdy się głębiej zastanowiłam nad tym wpisem, doszłam do wniosku, że faktycznie nie jest to aż tak odległe od współczesnych realiów, jakby się mogło wydawać, a przecież to chodzi tylko o gazetkową propagandę, a nie o jakieś sprawy nad którymi ogólnie się ciężko panuje (polityczne gierki, manipulacje, podsycanie najgorszych instynktów, budowanie piętrowych usprawiedliwień dla morderstw...). W ogóle jest taka tendencja w człowieku, to silniejsze niż świadomość pewnych faktów, żeby widzieć przeszłość jakoś tak, bo ja wiem, baśniowo :D System totalitarny. Taka mroczna, ale jednak baśń. Ostatnio zaczynam rozumieć jak to działa, ta bariera ochronna, bo po takich właśnie głębszych zastanowieniach dociera gdzieś do jakiegoś ciemnego miejsca, gdzie siedzą lęki, nieprzyjemne swędzenie. To, że niewiele się w sumie w pewnych mechanizmach nie zmieniło byłoby zabawne, gdyby nie to, że to zwyczajnie przerażające i to wrażenie raczej bierze górę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gierki nie zmieniły sie zapewne rowniez. skoro wiele spraw nadal zalatwia sie jak za poznej republiki rzymskiej, to w przeciagu 70 lat pewnie tez nie nastapila rewolucja. zmieniaja sie kanaly, media, mody, ale pewne ludzkie zachowania niestety sa stale, a wladza niektorym wybitnie uderza do glowy i jakby instynktownie zachowuja sie po jej otrzymaniu jak dawni tyrani.

      Usuń