poniedziałek, 2 marca 2015

Film o zamachu na Heydricha


Współczujmy im nie tylko okrutnej śmierci, ale tego, że jeden z nich zagrany będzie przez odtwórcę roli Christiana Greya
         Gdzie jednego z zamachowców będzie grał odtwórca roli Christiana Greya. Czy naprawdę wypada żeby koleś, który grał obsesyjnego seksualnego sadystę, który wsadza w tyłek ukochanym kulki analne, nadawał się na Gabcika, bądź Kubisa? Czy ktoś w ogóle patrzył jak ci ludzie wyglądali? Kim byli? Czego dokonali? Nie, przecież nie o to chodzi żeby bohaterów uczcić, ale żeby fanki Greya tłumnie waliły do kin.
       Ja czekam w wielkim zmartwieniu na wiadomość o tym, kto zagra Heydricha. Szykuje się masakra i napływ fangirlów, które nie mają pojęcia o historii. A o wierność faktom nie podejrzewam twórców. Narobi się niepotrzebnego szumu i jeszcze bardziej zamaże historię. Może macie mnie za fatalistkę, ale przyjrzyjcie się filmom hollywoodzkim z historią w tle. Jak ma się "Ostatni samuraj", "Gladiator", "Bękarty wojny" do wydarzeń historycznych? Nijak. Napisałam cały licencjat o tym, jak na różne sposoby szlachtowało się zamach na Heydricha i cały jego pobyt w Pradze podciągając pod to różne wątki ideologiczne. Spaskudzono to nawet w "Lidicach" z ostatnich lat, które powstały w czasach gdzie rzekomo wojny ideologicznej już się nie prowadzi. To nieprawda. Niech komentarzem zatem będzie parę fragmentów z mojej pracy. Są długie, ale mam nadzieję, że was nimi nie zanudzę. Okroiłam je też z przypisów, bo zwyczajnie tutaj nie działały. Chętnym wyślę całość mailem.

          "Są (...)takie okresy historyczne, które, zwłaszcza w kinie, zawsze będą się cieszyły szczególną popularnością, ze względu na ich wyjątkową dramaturgię. Są to okresy ogarnięte różnymi konfliktami zbrojnymi, w szczególności czas drugiej wojny światowej (...). Należy przy tym dodać, iż kręcenie filmów o tak gorących okresach historycznych jest zajęciem bardzo trudnym – bohaterów często próbuje się wybielać, zbytnio ich przy tym trywializując, nierzadko używając ich postaci jako sposobów manipulacji ideologicznych czy politycznych vide postać Che Guevary, przedstawianego jako niemalże świętego lub też romantycznego poetę. 
        Nic więc dziwnego w tym, iż losy Reinharda Heydricha, pomimo raczej nikłego zainteresowania ze strony historyków, parokrotnie zostały ukazane przez filmowców. Historia zastępcy Protektora Czech i Moraw, obfitująca przecież w wiele ciekawych, niejednoznacznych epizodów, paradoksalnie okazała się jednak niewystarczająco atrakcyjna, by odtworzyć ją wiernie na ekranie. Tak więc twórcy filmów takich jak „Hitler’s Madman” (reż. Douglas Sirk, 1943), „Hangmen Also Die” („Kaci Także Umierają”, reż. Fritz Lang, 1943), „Atentát” („Zamach”, reż. Jiří Sequens, 1964), „Operation Daybreak” (reż. Lewis Gilbert, 1975), czy „Lidice” (reż. Petr Nikolaev, 2011) zdecydowali się na szereg zabiegów mających przyciągnąć swoich widzów do kin.
W wielu filmach opowiadających o wydarzeniach z drugiej wojny światowej spotykamy się ze schematyzowanym przedstawieniem postaci. Konwencjonalna kreacja nazisty w filmie w założeniu twórców ma za zadanie sprawić by widz nie był w stanie identyfikować się z bohaterem negatywnym. Niejednokrotnie twórcy stosują zabieg dehumanizacji kreowanej przez nich postaci, na który składa się hiperbolizacja cech negatywnych, pozbawienie cech pozytywnych czy ukazywanie scen brutalizujących postać, nawet jeśli te nie były udokumentowane jako fakty historyczne. Często bowiem naziści filmowi są postaciami kreowani od nowa. 
 
Źródło: http://pamelageller.com/
         Jednym z przykładowych filmów popierających moją tezę może być bez wątpienia wymienione wcześniej „Conspiracy” („Ostateczne Rozwiązanie”, reż. Frank Pierson, 2001) z Kenethem Branaghem w roli Heydricha oraz Stanleyem Tucci jako Eichmannem. Mimo iż twórcy bazowali na oryginalnym protokole konferencji w Wannsee, a przynajmniej powoływali się na to podczas promocji swojego dzieła, postanowili dodatkowo udramatycznić całe wydarzenie, nadając bohaterom całkowicie inne cechy charakteru; w rzeczywistości neurotyczny Heydrich, skądinąd stroniący od wulgarnego słownictwa przeklina i zachowuje się w sposób mocno nonszalancki. Nie czuć przed nim respektu, którym cieszył się w owym okresie swojego życia, mało prawdopodobnym jest też, iż co i rusz dałby wchodzić sobie w słowo czy nie panować kompletnie nad dyskusją mającą miejsce podczas wydarzenia, które przecież nie służyło niczemu innemu, jak tylko wyraźnej demonstracji władzy przez niego dzierżonej. Równie nieprawdopodobna wydaje się być scena, w której, zdenerwowany, sięga po papierosa, był on bowiem człowiekiem, który oddawał się owemu nałogowi rzadko, jedynie dla przyjemności. Zmianie uległ również sposób mowy Heydricha, który słynął ze swojego nerwowego „urywanego” sposobu mówienia – Heydrich Branagha wygłasza długie, melodyjne zdania, wypowiadane spokojnym, wyważonym tonem głosu.Transformacji uległ także sposób zachowania Eichmanna – z pewnością będąc uczestnikiem konferencji oszczędziłby sobie ironicznych min, nie należał on również do osób flegmatycznych czy w jakiś sposób wysublimowanych, wręcz przeciwnie, jego współpracownicy, wspominając go, najczęściej przedstawiali go jako osobę energiczną. Niewiele wiadomo o osobowościach pozostałych uczestników konferencji, niemniej jednak, logika nakazuje uważać, iż były one dalekie od tych zaprezentowanych przez twórców „Ostatecznego Rozwiązania”, nie istnieją bowiem żadne źródła, które mogłyby potwierdzić tak gwałtowny przebieg omawianego przeze mnie spotkania. Wyraźnie widać także tendencję autorów do nadawania bohaterom pewnego rodzaju naiwnego wyrafinowania – wydaje się, że więcej uwagi jest poświęcone temu, iż panowie omawiając założenia jednej z największych zbrodni przeciwko ludzkości spożywali wystawny posiłek, aniżeli temu, aby faktycznie rzetelnie o samej konferencji opowiedzieć (... tu pomijam mój ulubiony rozdział I o tle historycznym i samym Heydrichu, przejdźmy zatem do drugiej połowy drugiego rozdziału).   


II.I Sposób kreacji bohatera – hiperbolizacja 


    Jednym z częściej stosowanych zabiegów, jakie stosują filmowcy w kreacji postaci Reinharda Heydricha, bez wątpienia jest hiperbolizacja. Wyolbrzymieniu poddane zostają negatywne cechy bohatera, tak by widz łatwo mógł identyfikować się z postaciami pozytywnymi i by z łatwością mógł wskazać, kto pełni role czarnego charakteru. Bez wątpienia w przypadku filmów historycznych o drugiej wojnie światowej środek ten ma za zadanie rozwiać wszelkie wątpliwości odbiorców, co do tego, ze nazizm należy potępiać. By to osiągnąć, postać nazisty, w opisanych przeze mnie przypadkach: Reinharda Heydricha, zostaje przedstawiona od jak najgorszej strony i zdehumanizowana, przez co wielokrotnie jej cechy charakteru tracą na wiarygodności i budzi ona rozbawienie, a nie skłania do refleksji nad okropieństwami wojny. Twórcy często nadużywają tego środka, dlatego właśnie powodu ich filmy ocierają się o nachalny dydaktyzm. Doskonałym przykładem jest „Hitler's Madman”.  
Lubicie obrazki więc macie plakat z filmu. Źródło: filmweb.pl
    Film Sirka jest produkcją typowo propagandową, stąd nie jest dziwnym, że mamy do czynienia z bardzo wyraźną opozycją między dobrem a złem. Dobro reprezentuje szkolony w Wielkiej Brytanii spadochroniarz, Vavra, a także ludzie z Lidic. Zło ucieleśnia Heydrich i inni naziści. 
             Heydrich w „Hitler's Madman” nie mógł posiadać żadnych ludzkich cech, które dodałyby tej postaci wiarygodności, bowiem złagodziłoby to propagandową wymowę dzieła mająca za zadanie wytłumaczyć publiczności amerykańskiej dlaczego Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Trzeciej Rzeszy. Naziści zatem nie mogli być zatem niczym innym niż potworami wyzutymi z jakichkolwiek ludzkich odczuć. Tak wiec i zbrodnie Heydricha zostają przerysowane, co niejednokrotnie osiąga karykaturalny skutek. Co ciekawe wszystkie omawiane w tej pracy filmy pomijają zupełnie udział Heydricha w Holokauście i działalność jego Einsatzgruppen na terenie Polski czy Związku Sowieckiego. W „Hitler's Madman” obozy koncentracyjne zostają wymienione mimochodem we wspomnieniu o znajomych Vavry, a także podczas wykładu na uniwersytecie, na którym pojawia się Heydrich. Jednak nie to ma szokować widza. Twórcy zadecydowali, by skupić się na żądzy Heydricha, który jest seksualnym zagrożeniem dla młodych, czeskich studentek. Paradoksalnym staje się wiec, ze zbrodnie Heydricha zostają zbanalizowane w filmie, który miał je eksponować. „Hitler's Madman” pochodzi z 1943 roku, kiedy świadomość na temat Holokaustu i innych okrucieństw dokonanych przez nazistów była znikoma, jednak sami twórcy przyznają, że mieli świadomość o istnieniu obozów. Nie zmienia to faktu, że amerykańska publiczność zwyczajnie nie uwierzyłaby w taką wizję, jako, że miała ograniczony dostęp do informacji na ten temat.
            Heydrich, podobnie jak większość szefostwa SS, był typem biurokraty, „mordercy zza biurka” i nie udokumentowano żadnego przypadku, w którym zamordowałby kogokolwiek osobiście. Jednakże praca za biurkiem, w wyniku której giną miliony ludzi, nie jest widowiskowa i interesująca dla widza, toteż twórcy „Hitler's Madman” zadecydowali by ukazać okrucieństwo Heydricha w sposób bezpośredni, tak by odbiorcy uzmysłowić za czym stał ten człowiek, niż to jaki był. 
            W „Hitler's Madman” Heydrich nie jest „mordercą zza biurka”, osobiście pozbawia życia katolickiego kapłana podczas procesji, gdy ten sprzeciwia się świętokradztwu jakiego dopuścił się nazista. Być może Sirk ma na myśli skrajnie antykatolicką postawę Heydricha, wyrażoną między innymi w ulotce z 1936 o tytule „Oblicza naszej Walki”, a także uwypukla negatywne nastawienie Heydricha do kościoła katolickiego i „aktywnie politycznych księży”.Scena ta ma ukazać, że dla Heydricha nie ma żadnej świętości i jest on człowiekiem wyzutym z jakiejkolwiek duchowości i poszanowania dla ludzkiego życia. Sirk przedstawia Heydricha jako postać istnie diabelską, odzianą w czarny mundur, nienaturalnie wysoką, o demonicznych rysach twarzy, która nie ma żadnej empatii, ani normalnych stosunków z innymi ludźmi. Otaczają go jedynie jego podwładni, którzy nie posiadają żadnych cech indywidualnych.   
           Kolejną sceną obrazującą hiperbolizację negatywnych cech Heydricha, jest wyżej wspomniana scena z czeskimi studentkami. Dziewczęta zostają ujęte w czasie wykładu, na którym pojawia się Heydrich. Następnie ustawione pod ścianą są poddawane selekcji, której przewodzi szef RSHA. W tej scenie Sirk postanowił wyolbrzymić doniesienia o seksualnym apetycie Heydricha. Plotki te, krążące jeszcze za życia zastępcy Protektora Rzeszy, przytoczył później w swoich „Wspomnieniach” Walter Schellenberg, w formie jednej z wielu jego anegdotek na temat swojego szefa. Możliwym zatem jest, że Sirk, powołujący się na to, że Heydricha znał, miał świadomość o opinii krążącej na jego temat i postanowił z wiedzy tej zrobić użytek. Być może scena z selekcją kobiet wiąże się z działalnością Salonu Kitty, który był domem uciech prowadzonym przez SD. Heydrich, według doniesień Schellenberga bywał na „specjalnych inspekcjach”. Pewnym natomiast jest, że Sirk świadomie wyolbrzymia jego apetyt seksualny i nadaje Heydrichowi cechy gwałciciela stanowiącego zagrożenie dla płci pięknej. Chwyt ten, traktujący panie dość instrumentalnie, zastosowano by przemówić nie tylko do mężczyzn, ale także do wyobraźni kobiet, którym naziści mieli się jawić jako bezwzględni wrogowie, którzy zagrażają także bezbronnym cywilom. W podobnym celu pomija się w filmie rodzinę Heydricha, tak by wyglądał on na człowieka niezdolnego do jakichkolwiek ciepłych uczuć względem drugiego człowieka.
         Zdemonizowana seksualność Heydricha ukazana zostaje także w scenie zamachu, kiedy to ukochana czeskiego spadochroniarza staje się przynęta na Protektora. Jest to ponowne podkreślenie tego, ze nazista nie jest jedynie zagrożeniem dla mężczyzn na polu walki, czy za linia frontu, ale staje się niebezpieczeństwem także dla kobiet. 
          Sfera seksualności poruszona jest również w filmie „Kaci także umierają”, tym razem dotyczy ona homoseksualizmu, który w latach 40 nawet poza Trzecią Rzeszą był zjawiskiem piętnowanym, czy często karalnym. Postawienie sugestii, że jeden z czołowych nazistów był postacią niejednoznaczną seksualnie posłużyło jako środek do obrzydzenia go w oczach widza. Heydrich w filmie Langa pojawia się w bliskiej odległości do innych mężczyzn i upuszczając szpicrutę patrzy sugestywnie w stronę jednego z generałów, tak, że ten zmuszony jest schylić się pod nią. Wydźwięk homo-erotyczny wzmacnia tez obsadzenie do roli zastępcy Protektora Rzeszy von Twardowskiego. Scena ta znów jest hiperbolizacją zachowania Heydricha, który słynął z delikatnego, wysokiego głosu, szerokich bioder i kobiecego sposobu poruszania się, co potwierdzają późniejsze zeznania jego współpracowników. Historyczny Heydrich jednakowoż homoseksualistą nie był. 
          W czechosłowackim „Atentacie”  sytuacja ma się inaczej niż w amerykańskich produkcjach z lat 40. Hiperbolizacja  zostaje znacznie ograniczona, przez co postać Heydricha zyskuje na wiarygodności. Jedyna scena, w której występuje wyolbrzymienie jest rozmowa z Canarisem, w której Heydrich wkłada sobie czeska koronę na głowę. Gest ten jak i poprzedzająca go rozmowa ukazuje butę i żądzę władzy zastępcy Protektora, a także jego chęć dominacji za wszelka cenę. Moment ten nie jest jednak tak karykaturalny jak miało to miejsce w dziełach wcześniejszych, co spowodowane większą świadomością twórcy i dystansem do wydarzeń historycznych. Dzięki temu Heydrich staje się znacznie bardziej wiarygodny, a jego motywacje są klarowne dla widza. 
Najgorszy filmowy Heydrich (Operation Daybreak), ten z "Hitler's Madman" chociaż był zabawny, źródło: http://stagevu.com
         Hiperbolizacja zaznaczona zostaje w sposób niebezpośredni w „Operation Daybreak”, bowiem film Gilberta stwarza, jak w „Hitler’s Madman” Heydricha na nowo i nie próbuje odtworzyć wydarzeń historycznych, poza zamachem, a stworzyć nowe, atrakcyjniejsze wizualnie i znacznie bardziej szokujące dla widza. W filmie tym Heydrich znów staje się ideą, a nie człowiekiem stojącym za nią. Przerysowanie dotyka w „Operation Daybreak” głównie sfery wizualnej. Sam wygląd Heydricha jest aż nadto aryjski i typowy dla obrazu nazisty w świadomości masowego odbiorcy. Anton Diffring, ucharakteryzowany na nordycki ideał, o regularnych rysach twarzy i nienagannym odzieniu, odbiega jednak znacząco od wyglądu Heydricha historycznego.Wyolbrzymione jest tu miejsce zamieszkania Heydricha, świat, jaki sobie wykreował i jakim się otacza, przez co jego postać bardziej przypomina historycznego Hermanna Goeringa. Ogromny, eklektyczny pałac, złote krzesła, strojne kreacje jego żony, luksusowa salonka i rzecz jasna motyw czeskiej korony na głowie zastępcy Protektora, jasno ukazują, że na krwawym rzemiośle Heydrich dorobił się fortuny i przez to stracił kontakt z rzeczywistością. Bogactwo nazisty ukazane jest w kontraście do skromnych, czeskich mieszkań, w których spiskują członkowie ruchu oporu. Chciwość jest tu, jak wspomniałam w pierwszym rozdziale, nadrzędną cechą Heydricha i kreacja jego postaci oparta jest właśnie na niej. Następuje wyraźna hiperbolizacja bogactwa Heydricha, nie był on wszakże człowiekiem biednym, ociera się jednakże o przekłamanie związane z jego niechęcią do wydawania pieniędzy.
       W „Lidicach” postać Heydricha pojawia się stosunkowo krótko i hiperbolizacja praktycznie nie występuje. Obecne jest za to celowe przekłamanie prawdy historycznej, mające na celu ośmieszenie jej i podważenie jej uzdolnienia muzycznego. Film kreuje postać na nie posiadającą żadnych talentów, a więc pozbawioną wartości, przy tym zaś zadufaną w sobie, która uznanie zdobywa nie tyle umiejętnościami, co wykorzystywaniem strachu, jaki wzbudza swoją osobą (ciężko jest kwestionować wszakże umiejętności gry skrzypcach kogoś, kto oddawał się grze od wczesnych lat dziecinnych).


II.II Pisanie własnej historii i przedstawianie jej jako „fakty”

          Drugim, niezwykle popularnym zjawiskiem jest niewątpliwie dopisywanie do scenariusza scen, które nie miały miejsca w rzeczywistości i przedstawianie ich jako fakty, w celach ukazania bohatera w jeszcze bardziej negatywnym świetle. W „Hitler’s Madman” najpoważniejszym tego typu przekłamaniem jest organizacja akcji odwetowej za zamach na Zastępcę Protektora, tzw. heydrichady, pogromu ludności cywilnej we wsi Lidice pod Kladnem. Filmowa scena ma miejsce na łożu śmierci Heydricha, kiedy ten każe Himmlerowi zniszczyć miasteczko w ramach zemsty za podniesienie na niego ręki. Nic takiego nie mogło mieć miejsca, decyzja o zrównaniu Lidic z ziemią zapadła bowiem już po śmierci Heydricha (sam Heydrich był wszelkim tego typu akcjom przeciwny, wiedział bowiem, iż zaprzepaści to cały misternie przygotowany przez niego plan tzw. polityki kija i marchewki), w dniu jego pogrzebu Horst Bohme wskazał Himmlerowi Lidice jako cel działań odwetowych ze względu na rzekome udzielenie pomocy zamachowcom przez mieszkańców owej wsi. Himmler powiadomił o tym Hitlera, który rozkazał zniszczenie wioski. Oczywistym błędem jest też umiejscowienie akcji filmu w Lidicach, w których Heydrich nigdy nie mieszkał – zapewne zostało to uczynione w celu dodatkowego podkreślenia, w jak wielkim stopniu bohater jest zdegenerowany moralnie: pragnie on bowiem zemsty na ludziach, wśród których mieszkał, których znał, nie wykazuje względem nich żadnego sentymentu, wręcz przeciwnie, budzi w nim tym większą wściekłość. 
            (...)
         Zupełnie nowym wydarzeniem jest też obecność kobiety podczas zamachu w charakterze przynęty. Jak już pisałam wcześniej, zamachowcy (w liczbie trzech) czekali na Heydricha w drodze do pracy, dając sobie porozumiewawczy znak kieszonkowym lusterkiem. Fakt, iż Heydrich w scenie zwraca większą uwagę na piękną kobietę niż na atakującego go członka ruchu oporu ma uwypuklać jego, również wcześniej wspomniany, niezaspokojony apetyt seksualny. Co się zaś tyczy samego zamachowca – postanowiono zastąpić go całkowicie fikcyjną postacią, bazującą na stereotypie amerykańskiego herosa: wymyślono mu całkowicie nowy życiorys, wychodząc zapewne z założenia, iż prawdziwa historia nie jest wystarczająco dramatyczna. Ten sam zabieg zastosowano zresztą w kolejnym, omawianym przeze mnie filmie, „Hangmen Also Die”.  
         Niestety, nawet twórcy niewątpliwie najlepiej przygotowanego pod względem merytorycznym „Atentatu” nie oparli się pokusie ubogacenia historii poprzez dopisanie jakieś podszytej dodatkowym dramatyzmem sceny. Mowa tu oczywiście o scenie ze słynną koroną św. Wacława – w rzeczywistości byłoby to niemożliwe nawet pod względem technicznym, korona bowiem posiada obwód około 63 cm. Miejska legenda poruszyła także wyobraźnię twórców „Operation Daybreak”, którzy postanowili umieścić ją w swojej produkcji, trochę w innym kontekście, lecz prawdopodobnie z podobnym celem: gest włożenia na głowę korony, symbol potęgi czeskiej korony, będąca jednak obarczona straszliwą klątwą (podobno kto ją założy, umrze w przeciągu roku) staje się tutaj metaforą sięgnięcia po władzę osoby, która nie cofnie się przed niczym w pogoni za coraz to większymi wpływami. „Operation Daybreak” zresztą lubuje się w podobnej symbolice – dodając scenę Bożego Narodzenia, w której Heydrich razem ze swoją żoną zasiadają na złotych krzesłach, przypominających trony, a także powtórzoną sceną niezwykle starannego ubierania go w mundur przez służących. Zestawione z momentem, w którym kamerdynerzy bez żadnego szacunku odziewają spoczywające na fladze ze swastyką martwe ciało Zastępcy Protektora kreuje go na szalonego władcę, którego poddani boją się panicznie. W tym samym zresztą celu została w „Lidicach” dodana scena sugerująca, iż Heydrich był pozbawiony talentu muzycznego. Pochwały otrzymuje od pochlebców przerażonych ewentualnym zesłaniem do obozu. Czyni to z niego osobę niemalże niepoczytalną. Strach przed nazwiskiem Heydricha mógł, co prawda, paraliżować niektóre z przebywających w jego towarzystwie osób, wydaje się jednak, iż, gdyby był on aż tak przewrażliwiony na swoim punkcie i miał w zwyczaju posyłać każdego, kto mu się sprzeciwi od razu do obozu, słynny spór o prezesurę Międzynarodowego Związku Szermierczego z Paulem Anspachem zyskałby inny, o wiele bardziej tragiczny koniec.

  

 Zakończenie 
              Trudno uwierzyć w to, aby tak duża ilość pomyłek i przeinaczeń była wynikiem nieszczęśliwego przypadku i jakkolwiek rozumiem powody twórców, tak ciężko zgodzić się ze stwierdzeniem, że tzw. prawda emocjonalna jest w kinie ważniejsza od prawdy historycznej. Prowadzi ona bowiem do znacznych zniekształceń, w efekcie zaś do spłycenia oraz banalizacji jednej z największych tragedii w historii ludzkości, co poniżej postaram się jak najdokładniej wypunktować.
        Tadeusz Szczepański oraz Sylwia Kołos, będący redaktorami „Biografistyki Filmowej” zwracają uwagę na fakt, iż biografie filmowe stają się coraz to popularniejszym gatunkiem filmowym, stając się atrakcyjniejszymi od literatury. Niestety, swój sukces zawdzięczają w dużej mierze wyeksponowaniem skandalizujących faktów z życia wybitnych postaci, które, dla widza wciąż bombardowanego przez media skandalami, stają się powoli wartością niemalże kluczową. Przez to dochodzi do jawnych manipulacji na wielu płaszczyznach. Nieżyjący już Bolesław Michałek w felietonie pochodzącym z tego samego tomu pisze, iż: „życiu, które się opowiada, trzeba (…) nadać strukturę dramatyczną, jego epizody uporządkować wzdłuż wyraźnej linii konfliktu biegnącego przez wiele lat. Tu zderzać się (mają) ostro i równomiernie wątki, które naszą postać prowadzą do celu, z tymi, które są bezustanną pokusą do odejścia z obranej drogi”. Wydaje się to najwłaściwszą drogą do zrealizowania sprawnego filmu biograficznego, zarówno ciekawiącego widza, jak i poprawnego pod względem historycznym.


I.                  Wnioski ogólne

          Wspominany już przeze mnie wcześniej Piotr Wojtowicz, wprowadzając pojęcie „prawdy emocjonalnej”, przyznaje twórcom prawo do posłużenia się elementami, które choć nie są w pełni zgodne ze znanymi faktami, to są prawdopodobne, nazywając je ekwiwalentem prawdy. Zastrzega jednak przy tym, iż: „Oczywiście za ten sposób myślenia twórca może być rozliczony. Takie są prawa sztuki i takie jest ryzyko jej uprawiania”. Uważam, że we wszystkich filmach, których tematem była moja praca, ale również w niemalże każdym filmie, którego treść ulega przekłamaniom historycznym tego typu tendencje nie działają na produkcję w sposób pozytywny. Wręcz przeciwnie, osłabiają jej, już i tak wystarczająco dramatyczny, wydźwięk. Tak popularne (wśród twórców opierających się na założeniach uformowanych przez Konstantego Stanisławskiego) badanie tematu pod kątem emocjonalności i mocno subiektywne jego naginanie może uczynić tragedię mało poruszającą, a przez to, paradoksalnie, mało interesującą dla widza. Dodatkowo, portretując nazistów, jako osoby atrakcyjne i wyrafinowane łatwo jest ulec pokusie banalizacji zarówno motywów nimi kierujących, jak i całej ich działalności.

II.               Wnioski szczegółowe 
        W przypadku Heydricha, zdecydowanie dwiema najsilniejszymi tendencjami jest mocna hiperbolizacja, oraz dopisywanie do jego życiorysu nowych faktów. Obie czynią z niego postać nie tyle przerażającą, co karykaturalną, skupiającą w sobie bowiem za dużo cech negatywnych, jednoznacznie negatywną, zdehumanizowaną do granic śmieszności. Dużo łatwiej oraz naiwniej jest założyć, iż tak potworna zbrodnia, jak holocaust, została zaprojektowana przez przesiąkniętego do cna złem potwora, paradoksalnie jednak, prawda brzmi w sposób dużo bardziej przerażający – architektem ogromnej machiny mającej zadać tak okrutny gwałt ludzkości był zwykły człowiek, posiadający rodzinę, dzieci, uprawiający sport, lubujący się w prostym jedzeniu, muzykalny, stroniący od alkoholu, odrobinę pokraczny, zdecydowanie odbiegający od ogólno-przyjętych kanonów urody.
        Czyniąc z niego postać niemalże mityczną, wkładając mu w dłoń kieliszek szampana, ubierając zawsze w czarny, nienagannie wyglądający mundur zabiera mu się nie tylko człowieczeństwo samo w sobie, ale wszelkie motywacje, przez co, po raz wtóry powtórzę, staje się on absurdalną, nieprawdopodobną personą. Ta sama sytuacja dotyczy innych, pojawiających się w produkcji postaciach – i tak, ukazując skontrastowanych z nim zamachowców, jako osoby kryształowe, jednoznacznie dobre, pozbawione wszelkich wad, widz nie może się z nimi identyfikować, ma bowiem wrażenie obcowania z aktorami, odgrywającymi jedynie swoje role, nie przeżywa ich dramatów i rozterek, są mu one obojętne, ponieważ nie może się w nie zaangażować emocjonalnie.
        Lepsze zawsze jest wrogiem dobrego – w tym przypadku owo powiedzenie bez wątpienia zyskuje bardzo pesymistyczny wydźwięk. Uleganie bowiem tego typu dążeniom może prowadzić do coraz to większych przeinaczeń, w efekcie czego za kilkadziesiąt lat o historii może się opowiadać w zupełnie inny sposób, kształtujący fałszywe przekonania czy poglądy."

Źródło fotografii: http://www.horydoly.cz
 

49 komentarzy:

  1. O a z tego co czytalam dzisiaj to szykuje sie jeszcze jeden film historyczny "Elser" o zamachowcu ktory usilowal zabic Hitlera w 1939 r. takze zapowiada sie ciekawie chco wiem ze postac AH nie jest w twoim guscie:/ Jednak mimo to wart bedzie obejrzenia podobnie jak powyzszy o ktorym z taka pieczolowitoscia napisalas;P choc nie ukrywajmy ze faktem jest iz obsadzenie kolesia odpowiedzialnego za ta "seksulna masakre" wyswietlana w ostatnich tygodniach w kinach nie jest zupelnie dobrym pomyslem...niestety, ale coz poradzic - life is brutal, tez mi sie to w zaden sposob nie podoba:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. generalnie postać kogoś kto omal nie wymordował mi rodziny, czy to Heydrich czy Hitler nie może byc w moim guście...

      Chodzi z grubsza o to, ze osoby ktore pierwszy raz uslysza o tym wydarzeniu z tego filmu, a będzie ich mnostwo, nie ukrywajmy, beda bardzo glamoryzowac zamach i jego glownych bohaterow. Tak jak w Liscie Schindlera, przez ktora powstalo mnostwo obrzydliwych fanartów seksualizujących Amona Goetha... Zamiast tego nizszym nakladem srodkow finansowych moznaby nakrecic pare dokumentow i puszczac je w kinach, ale ze widzow przyzwyczajono do bezmozgiej rozrywki i krotkich ujec to nigdy sie nie stanie.

      Usuń
    2. Oczywiscie wiem ze nie jest w twoim guscie ale napisal to nie w takim kontekscie, tylko zeby podkreslic fakt iz zajmujesz sie bardziej biografia Heydricha nizeli Hitlera - stad taka moja mala dygresja.
      Natomiast co do drugiej czesci Twojej wypowiedzi to w zupelnosci sie zgadzam i tez w moim mniemaniu tak wlasnie bedzie ze ludzie zamiast skupiac sie na postaci garnej przez aktora to beda zwraca uwge na jego piekna twarzyczke i skojarzenia z innym obrazem przez co bedzie mniejsze skupienie na wydarzeniu historycznym jakie ma przedstawic film a wieksze na aktorze garjacym jedna z glownych postaci:/ Jednak badzmy dobrej mysli bo przeciez moga jeszcze zmienic obsade. A co do dokumentow puszczanych w kinach to juz nie te czasy co dawniej teraz liczy sie tylko splendor, tania komercja i przedstawianie zaklamanych filmow zarowno biograficznych a juz nie mowiac o ekranizacjach jakiejkichkolwiek ksiazek - najczesciej malo jest tam zgodnosci z trescia ksiazki a jak juz jest to i tak zawsze zostanie cos pokazane w zupelnie odwroconej kolejnosci chronologicznej i ze zmienionymi dialogami w taki sposob azeby wymiescic sie w 2 h.

      Usuń
    3. A wiesz co, akurat Dornanowi może się upiec w tym wypadku ;) Chodzi mi o to, że można zauważyć pewną tendencję - fanki Dornana w większości chyba mają mu Grejka za złe, a fanki Greya zazwyczaj nie piszczą na widok Dornana (nie pasuje im do tej roli). Nawet w tym njusie z filmłba to widać - zaznaczono, że grał w Upadku, a nie Greya. Myślę, że tym razem sprawa będzie nieco bardziej skomplikowana (chociaż masz rację, że marketingowcy pracujący w fazie preprodukcyjnej mieli takie zamiary, o których piszesz, tylko to może być nietrafiony targecik dla nich). Przychylałabym się, więc do opinii, że to, co facet zagrał wcześniej nie powinno aż tak wpływać na ocenę filmu, bo będą ważniejsze czynniki (nie on pierwszy i nie ostatni, zresztą).

      I o tych czynnikach piszesz później, cytując swoją pracę, która mi się podoba :) Najbardziej zgubny jest chyba wątek seksualizacji, bo na dobrą sprawę robienie filmu w taki sposób to kuszenie diabła. Wspomniana przez Ciebie Lista jest dobrym przykładem tego, że nawet bez wpisanych w film szczególnych intencji, to się może wymykać spod kontroli, pojawiają się obsikane kisielem fanki itd. Co dopiero, gdy wyraźnie się tę seksualność wydobędzie (a w tej zapowiadajce jest mowa o dwóch panach, którzy mają już grono fanek raczej nie bez powodu).

      Swoją drogą, jestem w stanie wybaczyć filmowi "historycznemu" naprawdę wiele. Nawet "Bękarty", które ciężko jest w ogóle tak zakwalifikować, bardzo mi się podobały i nie czułam moralnego kaca wobec wiedzy historycznej. Inna sprawa, że to tylko mój odbiór, na zasadzie - ja wiem jak było, wy wiecie, ale specjalnie robicie bajeczkę, okej, rozumiem, licencja poetycka :D Mam tendencję do zapominania, że ogół często ani nie wie, jak było naprawdę, ani nie nadrobi tej wiedzy (ile ja się naczytałam między podstawówką a liceum o Rzymie i o broni antycznej po wspomnianym przez Ciebie Gladiatorze :D) ani wcale tego nie chce. Oświeciło mnie jakiś czas temu - są na tej planecie ludzie, którzy wierzą, że Bękarty przedstawiały prawdziwą historię!

      Boli mnie osobiście tak naprawdę coś więcej - gdy jakieś dość "kameralne" wydarzenie historyczne przedstawia się niezgodnie ze szczegółami, a właściwie to te szczegóły nie tylko czynią je interesującym, ale w ogóle istniejącym ;) Robi się z tego jakieś wielkie łubudu albo jakieś rwanie szat i histerię. Jeszcze, gdy autorzy filmu wyraźnie deklarują, że nie chcą robić filmu historycznego tylko jakiś inny (poetycki, obyczajowy, nie wiem, nawet to, co zrobił Tarantino, jak to właściwie nazwać odpowiednio do skali (bo tu zdecydowanie nie było kameralnie, ale i w takiej stylistyce znajdą się filmy o mniej rozbuchanej ambicji epickiej)? tragikomedia campowa?), to jest to w najgorszym wypadku niestrawne. Gdy jednak ma być historycznie, a będzie holyłudzkie łubudu... Szczerze mówiąc nie wiem co myśleć. Reżyser raczej nie należy do typowo efekciarskich, ale film na pewno będzie przeznaczony dla mało wyrobionego (też historycznie) widza.

      PS Fanfików i fanartów naprawdę można się bać. Niestety. Na dobrą sprawę, żeby tak się dziś nie stało film musiałby być bardzo niszowy albo wcale nie powstać. Nawet przy nieznanych aktorach, z niczym nikomu się specjalnie niekojarzących może się stać podobnie (tak jak wybuchła popularność kisielowa panów grających w LOTR i Hobbitach).

      Usuń
    4. Co do tego pana, który gra Greya, to niestety przeglądając tumblura mam inne wrażenia. Nie twierdzę, że jest niezdolny. Producenci jednak z pewnością wiedzą, że jest to człowiek na "fali" i dlatego on i jego partner ze Śniadania na Plutonie, otrzymują role, do których powiedzmy sobie szczerze nie pasują nie tylko pod względem emploi (drugi pan czesto wciela sie w transwestytę), ale także przez brak jakiegokolwiek podobieństwa do oryginałów.

      Stąd ci panowie, z tego co riserczowałam są bardzo atrakcyjni dla dam, mają swoje duże fanbazy i producenci wiedzac o tym, a nie o ich talencie bądź braku decydują się obsadzić ich na Gabcika i Kubisa. A ja czekam na gejowskie fanarty z tymi dwoma. A jeszcze nie znamy Heydricha, ale skoro dwóch pierwszych dobrano pod okreslone panie to i nastepny zapewne bedzie jakims ciachem na ktore leci mnostwo lasek. No tak teraz robi się filmy. O wierności historii nie będzie tu mowy. Tym bardziej, że kino hollywoodzkie nie jest tak niewinne ideologicznie jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Filmy zeszłej dekady takie jak 300, Królestwo Niebieskie i wiele innych. Czyli my, kontra źli barbarzyńcy, to nic innego, ale forsowanie nagonki na islam po 2001 roku. Teraz jest moda na nienawiść względem Rosji, Putina porównuje się do Hitlera. Stad w Hollywood robi sie film o tym, ze morderstwo tyrana jest moralnie usprawiedliwione. Takich produkcji będzie więcej tak swoją drogą, tak jak Kropla wspomniała robi się przeciez produkcje o zamachowcu na Hitlera :) Przypadek? Chyba nie. Albo tak mnie na to uczulono na studiach, ze wszedzie widze spisek. A ja nie lubię filmów politycznych, szczegolnie serwujacych mi bardzo subtelnie pewne tresci.

      Niestety sa ludzie, tak jak wspomniałaś, którzy wierzą w Bękarty. Spotkałam dużą ilość, przede wszystkim Amerykanów, którzy biorą ten film na serio, że tak właśnie było i tak powinno się robić. Dodatkowo ta estetyzacja przemocy doprowadzila do wysypu komentarzy, ze mordowaloby sie Niemcow w ten sam sposob. Szkoda, ze wspolczesni niemcy sa bogu ducha winni.
      Wiekszosc ludzi tez nie siega po inne zrodla niz film. Nam to sie zdarza, ale w wiekszosci wypadkow tak nie jest. Stad dziwi mnie i fascynuje wspaniale stulecie i wysyp wyszukiwań na moim drugim blogu typu "Czy izabela fortuna naprawdę istniała", "Co stalo sie z Hurrem w prawdziwej historii" "Czy Ibrahim doczeka starosci" - o ile w zyciu nie widzialam, zeby przecietni zjadacze chleba szukali po filmie tego, jak sie potoczyla sprawa naprawde, to tureckim tworcom sie jakos udalo wywolac w ludziach ciekawosc. Nie bylo takiego hajpa przy Tudorach, czy Borgiach, ani przy Rzymie. Badam caly czas jak to sie stało. Czemu blizsze nam kulturowo historie, przedstawione w bardziej znany dla widzow sposob, nie wywolaly w ludziach takiej ciekawosci. Co sprawia, ze wspaniale stulecie ma czynnik wow, ktory przyciaga widzow do ksiazek czy nawet do wikipedii. Mam newsletter z wegierskiego odpowiednika empika i widze, ze hitem sprzedazy jest ksiazka o Sultance Hurrem, a wszystko na fali popularnosci serialu. Magiczne.

      Wiele załatwia przy filmie historycznym plansza, ze pewne wydarzenia i zachowania postaci zostaly zmienione. Uspokaja to sumienie i jednoczesnie sprawia, ze zaraz po seansie idzie sie do ksiazki, czy internetu patrzec jak to bylo naprawde. Co do ksztaltu przyszlego filmu, ja to widze jako subtelne hinty do usprawiedliwiania antyrosyjskich wystapien i nienawisci do Putina. Też go nie lubie, ale wycieranie sie czyms, co dla mnie jest powaznym obszarem badawczym mnie denerwuje. Bardzo.

      Najbardziej z filmow o Heydrichu i zamachu lubie Atentat z lat 60, nie bylo to arcydzielo, bylo w nim sporo glupstw, ale szacunek dla rezysera ze chcial za wszelka cene oddac nawet uklad aut ze zdjec, a ze robil to w czasach ostrej czechoslowackiej cenzury to wyszlo jak wyszlo. niemniej mozna obejrzec nie bedac targanym spazmami co 2 minuty jak w przypadku innych produkcji.

      Usuń
    5. O, to mnie zaskoczyłaś tą informacją o tumblrze, spodziewałam się tam raczej wysypu treści typu "Grey jest zły, bo powiela taki a siaki stereotyp" czy coś w tym stylu, że panie chcą być molestowane i że to złe ;) Czasami wydaje mi się, że rozgryzę to miejsce, a potem znów mam moment iluminacji.

      No, niestety, jest tak jak mówisz z tym dobieraniem aktorów, z wypełnianiem jakiegoś zadania, które postawił przed sobą producent i dlatego nie cieszę się, gdy powstają kolejne filmy historyczne. Na ich tle kameralne kino kostiumowe, ze wszystkimi swoimi przywarami wygląda o wiele ciekawiej, dopóki trzyma się z daleka od szerzej tematyki, zresztą... W gruncie rzeczy to właściwie chyba nigdy i nigdzie nie były one (historyczne) wolne (w sensie ogólnym, bo wiadomo, że poszczególne przypadki się nie liczą ;)) od polityki.

      Ale tak z ciekawości, kogo byś sama obsadziła w roli R.H.? Myślałaś kiedyś o tym? Nie myślę oczywiście o "wymarzonym" odtwórcy, bo to inna sprawa niż ulubiony bohater literacki :D Możesz też wybrać kogoś, kto już nie żyje albo obecnie jest już zbyt wiekowy ;) Ciężko byłoby znaleźć kogoś naprawdę podobnego fizycznie, tak sądzę, ale zastanawiam się czy widziałabyś kogokolwiek w tej roli.

      Ten turecki serial to faktycznie jest jakaś zagadka, ale tak to właśnie jest z popkulturą. Nigdy nie wiesz co stanie się bestsellerem. Taki Grej to też dla mnie magia.

      Gejowskie fanfiki będą, muszą, zawsze są. Czekam aż ktoś napisze pracę naukową na temat tego zjawiska ;)

      Usuń
    6. tumblra nie da sie zrozumiec. naprawde. po wpisaniu heinrich himmler w tumblrowa wyszukiwarke rozumie sie, ze to brama do alternatywnego swiata totalnego chaosu.

      co do heydricha. ja uwielbiam filmy lalkowe i animowane i tuwazam ze kino fabularne za bardzo poszlo na latwizne poprzez filmowanie grajacych ludzi. ale jak musialabym wybrac to heydricha moglaby zagrac sofiko chiaureli, gruzinska aktorka, znana z koloru granatu. Pani Chiaureli potrafila zagrac wszystko.

      turecki serial wymaga tez badania :-) bo to ciekawe, a juz pare esejow zagranicznych, czy powazniejszych artykulow o tym powstalo

      Usuń
    7. Tylko ze jest pewien problem z tym iz pani Sofiko niestety nie zyje wiec nie moglaby obecnie zagrac Heydricha choc nie wiem jaka genialna i niepowtarzalna aktorka byla, takze niestety szukac trzeba dalej:P

      Usuń
    8. dlatego opowiadam sie za filmem animowanym badz lalkowym

      Usuń
    9. Oprocz byc pisarka i stylistka modowa powinnas rowniez zostac krytykiem filmowym albo jakims recenzentem bobardzo dobrzesie na tym znasz;)

      Usuń
    10. Ha! Oczekiwałam takiej ciekawej propozycji :) Pani Chiaureli miała coś w twarzy, co by nawet pasowało (chociaż była piękna ;))

      Film animowany (w jakiejkolwiek technice) to fascynujący pomysł. Niestety, wbrew pozorom często wymaga większego nakładu pracy, czasu itd., więc pełnometrażowców powstaje mało, zazwyczaj miniaturki. Może kiedyś ktoś wpadnie na taki pomysł albo może sama spotkasz kogoś, z kim mogłabyś nawet współpracować. Czy mogłabym Ci tego życzyć, chciałabyś? :)

      Podrzuć jakiegoś linka do tych opracowań, artykułów o Stuleciu.

      Usuń
    11. Ale potrafiła też grać super paskudy, jak u Abuładze w Drzewie Pragnień, swoją drogą świetna rola ;)

      Kino niestety poszło na łatwiznę sięgając po teatralne rozwiązania. wlasnie przez wzgledy techniczne i finansowe. w dobie lat 20 owczesni krytycy jak irzykowski w filmie animowanym upatrywali przyszlosci kina, bo juz wtedy aktor wydawal sie im byc wyczerpany. i ja tez uwazam ze film aktorski jest strasznie nieciekawy, animacja moze znacznie wiecej.

      wiekszosc tych cudow jest na jstorze i innych academikach (i w ruskiej czesci internetu z ebookami, ale to ciiiii), stad dziele sie tytulami a pare linkow tez sie znajdzie:
      Handbook of Research on the Impact of Culture and Society on the Entertainment Industry - rozdzial - past as a spectacle
      Serpil Aydos, Suleyman the Magnificent in imagination of conservative nationalist (w necie krązyło jakies dziwne tlumaczenie bo oryginal byl turecki)
      Praca zbiorowa Bringing History to Life through Film: The Art of Cinematic Storytelling - rozdział V
      http://en.qantara.de/content/controversial-tv-series-the-magnificent-century-cultural-battle-in-turkey
      http://web.archive.org/web/20141006155047/http://www.newsrecord.co/soap-opera-diplomacy-turkish-tv-in-greece/
      i mój ulubiony sposrod tych tekstow: http://www.newyorker.com/magazine/2014/02/17/ottomania

      Usuń
  2. O, The New Yorker! Nie dość, że majnstrim, to jeszcze Hameryka :D Myślałam, że popularność serialu ogranicza się do Europy. Ja się za niego wezmę na spokojnie. Od razu jak najwięcej, żeby nie czekać na następne odcinki, jeśli mi się naprawdę spodoba ;)

    Co do ogólnej kondycji kina, nie sposób się nie zgodzić, ale tak bardziej szczegółowo, to już bym polemizowała :D Nawet bez wchodzenia w jakieś naprawdę przyjemne przeżycia czy upodobanie do tego, co działo się w latach 50 czy 60 we Francji, Włoszech, Anglii - czasami wystarczy mi niezbyt wyrafinowana rozrywka i kinu dziś też zdarza się dostarczać. Poza tym uwielbiam Jarmuscha i nie mam mu za złe, że u niego występują aktorzy, a nie animowane postaci :)

    Ależ odbiegamy od tematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskakujące, prawda? sporo jest wzmianek, ale krótszych i mniej ciekawszych w amerykańskiej prasie, na ebayu też widzę w stanach są do kupienia pierscionki hurrem (u nas jeszcze nie ma xD ale już widziałam o nie pytania).
      Obejrzenie moze byc ciezkie bo odcinkow jest ponad 100, trwaja po poltorej godziny i kazdy jest zakonczony takim cliffhangerem, ze czlowiek umrze jak nie zobaczy nastepnego od razu. Przez to z Kasia zmarnowalysmy niemalże dobe ogladajac odcinek za odcinkiem, bo trafilysmy na pasaz, gdzie zwyczajowo wysoko postawiona poprzeczka ogolnego dramatu byla wyzej niz zazwyczaj. A przerwac sie nie dało. dodam, ze obie za bardzo nie przepadamy za zadnymi serialami.

      sa mile filmy i tworcy pracujacy z aktorami, bez watpienia. dla mnie numer jeden to Paradżanow, a zaraz po nim Abuładze. I takie filmy ja lubie, rozumiem i jest mi przyjemnie podczas ogladania. Duzo milej podchodzic do biografii symbolicznie jak Paradżanow do Sayat Novy niż robić podprogowoideologiczne biografie w Hollywódzie.

      Usuń
  3. O mamuniu, to prawdziwy maraton mnie czeka. Nic tylko sobie zachorować i pod kocyk czy coś :D
    Niechcący przypomniałaś mi, że kiedyś mieliśmy w Toruniu dwa kina studyjne, gdzie leciały przeglądy takiego Paradżanowa...To było wspaniałe stulecie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D bez choroby da rade mam nadzieje.
      Chodziłabym <3

      Usuń
  4. Tak poza tym... są ludzie traktujący "Bękarty..." na serio? o_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety tak i do tej pory sa tego slady na deviantarcie

      Usuń
    2. Macierzy najdroższa... nawet finałową scenę w kinie traktują poważnie?! W świetle tego, co piszesz na ten temat, argumenty części obrońców Hetalii (rozumianej jako wszystko spotworzone przez Himaruyę + większość prac fandomu ogólnego, nie zaś jako szeroko rozumiany koncept), że przecież nikt nie może brać tej serii na serio, bo Himaruya nigdy nie mówił, że tworzy coś adekwatnego historycznie, brzmią śmiesznie...

      Usuń
    3. Z ta finalowa scena to nawet jakies wypowiedzi z twittera byly na jednej z tych smiesznych stron typu 9gag, gdzie ludzie pisali ze bardzo dobrze ze amerikan hirołs zabili fuhrera ;D

      no a obie chyba widzialysmy, ze sa osoby ktore hetalie tez czytaja jako zrodlo historyczne :(

      Usuń
    4. https://answers.yahoo.com/question/index?qid=20090928225234AAeBklO - xd tego typu pytań jest mnóstwo, więc niestety ludzie biorą to serio

      Usuń
    5. To najprawdopodobniej jest ściśle powiązane z tym, że ludzie nie czają konwencji pastiszu... Kojarzysz chyba ten filmik https://www.youtube.com/watch?v=vetaFnJ2TpQ ? Teraz zerknij tutaj http://zapytaj.onet.pl/Category/019,002/2,116127,Czy_na_prawde_bedzie_Titanic_2_.html (teraz nie mogę znaleźć tej odpowiedzi, ale jak trafiłam na to jakiś czas temu, to rozwalił mnie komentarz typu "Po coś ktoś miałby robić taki zwiastun, skoro to tylko żart?").

      "no a obie chyba widzialysmy, ze sa osoby ktore hetalie tez czytaja jako zrodlo historyczne :(" - po prostu wychodzą z założenia, że skoro jakaś główna kwestia jest adekwatna historycznie, to pewnie reszta również. Czytałam kiedyś wypowiedź fanki z Libanu, która stwierdziła, że Hetalia jest wierna historii, po czym została zapytana przez pewną Polkę, na czym opiera to stwierdzenie. Libanka odparła, że chociażby Austria i Węgry są w Hetalii małżeństwem, a w realu te dwa kraje też były połączone unią ;) - gdy dziewczyna z Polski wyliczyła potem kilkanaście przykładów poważniejszych nieścisłości historycznych z tej mangi, tamta uznała swój błąd (i powiedziała, że po spojrzeniu na problem od tej strony cieszy się, że jej kraj w ogóle się nie pojawia w Hetalii ;)).

      A tak BTW... jak myślisz, czy są ludzie uczący się historii ze "Strażników czasu" lub ze skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju o historii Polski? ;P

      Usuń
    6. Czesto mowi sie, ze to nieczajenie pastiszu to spotykane jest tylko w Ameryce, ale kolejne przyklady i czytanie komentarzy na najwiekszych polskich portalach internetowych pokazuje mi, źe jednak nie. Źle sie dzieje.

      Chociaż tyle, ze sie zreflektowała :D Są tacy, którzy nie są w stanie tego zrobić.
      Znałam osobiście ludzi, którzy powtarzali anegdotki ze skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju na lekcjach historii. Been there seen that :D

      Usuń
    7. W Ameryce problemem jest też to, że Amerykanie - w ramach ironicznego potraktowania jakiegoś głupiego stwierdzenia - powtarzają je bez zaznaczenia, że nie traktują tego poważnie (to po prostu taki dziwny typ humoru). Przez to nie da się zrozumieć, ile z tego typu wypowiedzi to faktycznie wynik ignorancji, a ile to efekt zastosowania takiej odmiany humoru w praktyce.

      Heh... ja przez nich myślałam, że "podczas" to rusycyzm (zgadnij, do kiedy). Udał im się trolling ;P

      Usuń
    8. Też prawda, ale czesto ignorancja wynika pozniej z toku rozmowy.

      :D a potem były studia?

      Usuń
    9. Wziąwszy pod uwagę, że tamten skecz oglądałam, gdy byłam na studiach, a poza tym pilną studentką nigdy nie byłam, trafiłaś kulą w płot ;)
      Trwałam w niewiedzy aż do momentu, gdy postanowiłam sprawdzić w necie, czy to faktycznie rusycyzm, bo moja mama - poinformowana przeze mnie o tym "fakcie" - wyraziła lekkie niedowierzanie. Co prawda nie dałam wiary jej wątpliwościom (bo po prostu nie zrozumiała tego fragmentu skeczu), ale na wszelki wypadek postanowiłam sobie poszukać informacji w necie. Z wyników mojego researchu wynikło, że to "chyba" nie jest rusycyzm ;P Możesz dalej obstawiać przybliżoną datę tego wiekopomnego wydarzenia ;)

      Usuń
    10. :D jednak internet czasem okazuje sie pomocny.
      Dobrze, ze u niektorych osob jeszcze ten pęd: "a sprawdzę" ocalał, bo w większości niestety nie ma tej siły i łykają wszystko jak młode pelikany.
      wydarzenie moglo miec miejsce w 2012, bo to taka piekna data

      Usuń
    11. Bycie użytkownikiem Tumblra też potrafi wymusić zachowanie tego pędu ;P

      "wydarzenie moglo miec miejsce w 2012, bo to taka piekna data" - mogło, ale się nie wydarzyło. Żyłam w błędnym przekonaniu znacznie dłużej.

      Usuń
    12. To wszystko pięknie świadczy o tym na jakim poziomie jest nauczanie historii, nie tylko w Polsce, na (nie)szczęście ;)

      Pamiętam, że po Bękartach (i długo po) nawet mi do głowy nie przyszło, że ktoś może uważać fabułę za w pełni zgodną z historią. Myślę, że Tarantino, jakkolwiek niefrasobliwym reżyserem by nie był, nie sądził, że tak będzie. Nie stworzyłby filmu, w którym cała oprawa staje się tak atrakcyjna (nie tylko pod względem rozrywkowości, ale tak ogólnie - kostiumy, poważny zupełnie tragizm miejscami, przyprawione detalami), że jego zabawa z faktami może nie zostać zrozumiana, mimo, że ludzie będą zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest film do końca na serio (koszmar reżysera, bo cała impreza przecież na tym zrozumieniu, że z maestrią to wykoncypował polega). Bo i tak to ludzie odbierają, a to już poważniejszy kaliber. Nie chodzi mi tu tylko o osoby, które biorą tę fabułę po prostu na serio, chodzi mi o ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego, że ten film to zabawa, że tam jest komizm, zgrywa, ale nie znają historii na tyle, by to rozkminić :D "Hitler i ekipa byli groteskowi, oczywiście, że to tak do końca nie wyglądało, ale przecież ogólnie tak to było, nie? Był francuski ruch oporu, Amerykanie wygrali wojnę, Niemcy przegrali, a Hitler zginął, był pożar, nie zidentyfikowano jego zwłok itd." Taki tryb myślenia.

      Może dlatego w Django już się nie bawił historią wielkich dat, tylko przerzucił uwagę na "obyczaje". I nawet chyba nieźle mu to wyszło pod kątem zgodności z prawdą, nawet kukluksklanowe wątki nie są takie zupełnie oderwane od realiów heheh

      Usuń
    13. Idziemy równo z resztą Europy i Stanów ;) bo za bardzo nie spotkałam osób, które nadto wyróżniałyby się w jedną czy w drugą stronę. Więc może po prostu ludzie w większości nie są zbyt mądrzy.

      Jak tylko zobaczylam chyba w 2008 czy 2009 plakat do Bękartów, to umysł zasnuły mi kasandryczne wizje, że ludzie w to uwierzą. Nie wiedzieć czemu wywołały to we mnie niepodbite buty na gumowej podeszwie, które na owym plakacie widniały. Wielki boom na ten film zbiegł się ze stworzeniem przeze mnie deviantarta i pierwszych Heydrichowym obrazków. Przy czym fanki hetalii myslaly ze maluje postać ktora uosabia niemcy, a fanki bękartów, ktoregos z bohaterów granego przez Waltza. I obserwujac to co się wowczas dzialo zauwazylam, ze mnostwo osob ma ten film nie za farsę i gre z konwencja filmu wojennego, ale bierze to w 100% poważnie. Istniało wowczas niewielkie neonazistowskie stronnictwo na da, ktore potem sie rozroslo, ale to osobna historia. Te zas nauczaly nieswiadome nastolatki, ze bekarty to podla propaganda wymierzona w "biednego" Adolfa i spółkę. i tak pod swoje skrzydła przygarnely grupe tych mlodych dam i zaczely prac im mozgi i przedstawiac historie po swojemu: czyli ze podly, zydowski holiłód celowo potępia biednych i osmiesza biednych nazistow. Bla bla. No i jak panny skonfrontowaly film z tym jak naprawde zginal hitler, to uznaly, ze owe neonazistki maja racje, ze jest wielki spisek i ukrywa sie przed nimi prawde. No i teraz te osobniki od czasu do czasu nawet tutaj truja mi dupę, jako, że jestem żydowską agentką ośmieszającą nazistów, a tak poza tym tworza memy rewizjonistyczne. Takiej historii Tarantino by nie przewidział.

      Usuń
    14. ...
      Matko Święta.
      A może to też wina niektórych idiotów podających w mediach informacje na temat filmów w mediach? Usłyszy taki kretyn, że film dzieje się w Europie podczas II wojny światowej, że bohaterami są Żydzi, że film jest brutalny, że reżyser był wielokrotnie nagradzany, nie sprawdzi konkretów choćby w sieci, a potem puści w świat wieść, że "Bękarty wojny" to drobiazgowo dbający o odzwierciedlenie historycznych realiów film czy coś w tym stylu ;P Żeby nie było, że to sobie wymyśliłam - kiedyś ktoś wspominał na Filmwebie, że przeczytał tego typu głupotę (właśnie o realizmie i/lub historycznej adekwatności "Bękartów...") w jakimś polskim czasopiśmie (to chyba było "To & Owo, a pisali o tym filmie przy okazji jego telewizyjnej premiery w Polsce, ale ręki sobie nie dam uciąć). A później jakiś inny idiota przeczyta/usłyszy taką głupotę i pomyśli, że skoro ktoś kompetentny uważa, że ten film jest adekwatny historycznie, to coś musi być na rzeczy =='

      Usuń
    15. Pamiętam te czasy jak dziś.
      :D powinnaś się też na tą fazę załapać, wtedy byla taka dziewczyna z rosji malujaca nazistow w sposob zartobliwy, o nicku Phobs. I obrazki tej panny tez byly uznawane za podrecznik do historii. Czasy jak wczasy.

      Opisy filmow w tych gazetkach z programami to jest osobne mistrzostwo :D:D

      Usuń
  5. Zaraz... jak już wspominasz o bardzo popularnej osobie z dA tworzącej jako Phobs... Phobs jest w końcu dziewczyną, chłopakiem czy kimś, kto postrzega siebie w jakiś inny sposób? W czasach, o których wspominasz, natrafiłam na profil tej osoby (przede wszystkim ze względu na to, że stworzyła kilka fanartów do Hetalii, z których parę zawierało również personifikację Polski http://phobs.deviantart.com/gallery/?catpath=%2F&q=hetalia , a wtedy miała napisane w profilu, że jest chłopakiem (i wtedy też, gdy ktoś o niej mówił, używał rodzajników męskich, a przynajmniej tylko z tym się spotykałam - raz tylko moja znajoma z reala powiedziała o niej jako o dziewczynie, przy czym zasugerowała się głównie faktem, iż ta osoba miała na koncie fanarty Hetaliowe, a w końcu jakieś 99,99% fandomu to dziołchy). Od jakiegoś czasu na swoim profilu nie podaje, jakiej jest płci, zaś gdy napotykam się na sytuacje, gdy ktoś określa płeć tej osoby, to mówi o niej jako o kobiecie.
    Przepraszam, że pytam o rzeczy być może oczywiste, ale ta sprawa mnie bardzo nurtuje, a przecież nie będę o to pytać jej znajomych lub nią samą, bo byłoby mi już kompletnie głupio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phobs jest kobieta bo kiedys wyciekly jej zdjecia na tumblra i wszyscy zobaczyli prawde. udawala faceta tak jak mnostwo dziewczynek kochajacych mangę w pewnym wieku. :D swoja droga nie rozumiem czegos takiego.

      Usuń
    2. No to już się nie dziwię, dlaczego w tak uwielbianym przez nią pairingu Morgoth/Sauron przedstawia tego drugiego jako dość zniewieściałego ;> (niby facet też mógłby przedstawić homoseksualny związek męsko-męski w tak stereotypowy sposób, ale w takim przypadku byłoby to jednak dużo bardziej zastanawiające ;P).

      Heh, teraz to już jestem very, very, very doubtful (przepraszam, że używam języka Beatlesów, ale polski nie oddaje dobrze tego, co chcę wyrazić) w kwestii płci tej osoby https://www.youtube.com/user/DeathBust3r http://evilbust3r.deviantart.com/ (w końcu zdjęcie mogła znaleźć gdzieś w necie lub pożyczyć od znajomego ;P).

      "swoja droga nie rozumiem czegos takiego." - może próbują zachęcić tym sposobem prawdziwych facetów interesujących się mangą i anime do fanowskiego coming outu? XD ("Widzicie, są faceci to lubiący, nikt ich nie linczuje, nie ma się czego obawiać" ;>) A może chcą zyskać +100 do popularności? ;>

      Usuń
    3. No cóż, jednak widocznie ten stereotyp o yaoistkach jest prawdziwy. Pairingi tolkienowskie sa równo z dupy, te fanowskie. W wiekszosci fandomowe pairingi sa z dupy :<

      Phobsicy nie cierpie przez to ze tez oglupila spore grono osob i do tej pory wiele dziewczat wierzy ze himmler i heydrich byli blisko. przy czym naprawde to heydrich himmlera nie cierpial, ale phobsica malowala ich razem wiec omg na pewno nazisci woleli chlopcow. no i jeszcze phobsica nazmyslala o jakis milosnych listach himmlera do heydricha ktore mialy byc w bundesarchivie.
      shit, phobs. tych listow nie ma i nie bylo nigdzie poza jej wyobraźnią.
      Fejmokurwizm jak dla mnie to jest na bardzo wysokim levelu.

      Usuń
    4. UWAGA - ostrzeżenie: fandomowy rant Ewy G.!!!
      Wiesz, dla mnie najgorsze jest to, że dzięki Phobs ten pairing stał się mocno popularny, przy czym oczywiście tylko w wersji z Sauronem w wersji zniewieściałej (do tego stopnia, że część ludzi, w tym ja, po zobaczeniu jej pierwszego fanarta z tą dwójką myślała, że przedstawiła przyszłego Władcę Pierścieni jako kobietę), podczas gdy Morgoth jest oczywiście ubermęski... przy czym fani zdają się traktować ich homoseksualną relację jako kanon w czystej postaci ==' Przez to wszystko znielubiłam i sam pairing (choć na początku, gdy rozważałam go teoretycznie, bez uprzedniego oglądania prac fanowskich, wydawał mi się całkiem interesujący), i jej projekty tych dwóch postaci (które stały się bardzo popularne w fandomie), a nawet wyszłam z dwóch grup poświęconych tym postaciom (bo miałam dosyć natykania się w skrzynce na taką-a-nie-inną wizję Saurona, zwłaszcza migdalącego się do Morgotha, które w nich dominowały).
      Czy ja naprawdę jestem jakaś dziwna, że jeśli shippuję dwóch facetów (niezależnie od kanoniczności ich relacji), zdecydowanie wolę, gdy obaj mają (dużo) więcej charakteru niż płoche dziewoje ze stereotypowych tytułów shoujo? To nawet gdy lubiłam zestawienia, w których - przykładowo - jeden bohater był bardzo silny fizycznie i miał męski wygląd, a drugi miał delikatne rysy twarzy i wyglądał na wątłego, ten drugi musiał nadrabiać silną osobowością.

      "Phobsicy nie cierpie przez to ze tez oglupila spore grono osob i do tej pory wiele dziewczat wierzy ze himmler i heydrich byli blisko. przy czym naprawde to heydrich himmlera nie cierpial, ale phobsica malowala ich razem wiec omg na pewno nazisci woleli chlopcow. no i jeszcze phobsica nazmyslala o jakis milosnych listach himmlera do heydricha ktore mialy byc w bundesarchivie.
      shit, phobs. tych listow nie ma i nie bylo nigdzie poza jej wyobraźnią."
      ...
      O Macierzy Najdroższa... To nawet ciężko skomentować.

      "Fejmokurwizm jak dla mnie to jest na bardzo wysokim levelu."
      To ciągle lepsze niż stworzenie sobie dwudziestu paru alter ego o różnej płci, wieku, zainteresowaniach, doświadczeniu, miejscu zamieszkania, osobowości i sposobie wysławiania się, porobienie tym alter ego kont na popularnym forum dyskusyjnym, a potem regularne ich używanie (polegające momentami na dyskutowaniu tych alter ego ze sobą). Taka rzecz miała miejsce kiedyś na forum hetalia.org.

      Usuń
    5. Hm n o widzisz nie lubimy ją za to samo dokładnie tylko ze postaci inne i jeszcze jak wymyslone przez tolkiena istoty polboskie mozna przelknac, z bolem bo bolem ale jednak, to juz mieszanie sie w historie i to tak brutalna i probowanie wykreowania z niej slodkiego gay fanartu i fanfiction, po czym wmawianie ze taka jest prawdziwa historia, jest... niefajne.
      nie jestem też fanatyczką jej stylu tak swoją drogą i z komiksowych artystów na da wyznaje non-nobis-domine.


      O tak były takie wielosobosciwoe teraz to są te kiny i juz nie tylko maja rozna plec osobowosci itd to zaczynaja byc tez zwierzatkami ;D

      Usuń
    6. Wiesz, w przypadku tego pairingu tolkienowskiego to człowiek - nawet, jeśli nie znosi tego, co ktoś wyrabia z tymi postaciami - wie, że sprawa tak naprawdę jest błaha, bo tyczy postaci fikcyjnych, "ship and let ship" itp. itd., to gdy ktoś fałszuje historię, żeby więcej ludzi tworzyło fanworki zaspokajające jego fantazje, można tylko wznieść ręce w geście rozpaczy i drzeć się "Why?!"... no i osoba postronna nie weźmie go za wariata, jeśli jej opowie, dlaczego osoba wypaczająca prawdziwą wersję wydarzeń/postaci doprowadza go do szewskiej pasji, a pewnie nawet mu przytaknie ;P

      "O tak były takie wielosobosciwoe teraz to są te kiny i juz nie tylko maja rozna plec osobowosci itd to zaczynaja byc tez zwierzatkami ;D"
      Nie, tu nie chodzi o otherkiny i inne takie... nawet pomijając fakt, że te dzieciaki nie ograniczają się do zwierzątek - mogą uważać się i za byty fikcyjne (typu wróżki z ludowych wierzeń anglosaskich), i za byty realne, ale niebędące istotami żywymi (np. ciała niebieskie).
      W przypadku tej dziewczyny, co namieszała na forum.hetalia.org, było to coś zupełnie innego. Otóż dziołcha nawymyślała sobie dwadzieścia parę realistycznych postaci (właśnie o różnej płci, wieku, zainteresowaniach, doświadczeniu, miejscu zamieszkania, osobowości i sposobie wysławiania się), a potem porobiła im - w różnych odstępach czasowych - multikonta na tamtym forum. Każde z tych kont było przekonujące, niemal nikt nie podejrzewał, że tych parudziesięciu użytkowników to tak naprawdę jedna i ta sama osoba (tylko jedna z adminek była podejrzliwa w przynajmniej jednym przypadku, bo IP, z którego korzystało jedno z tych kont, wskazywało na inny kraj pochodzenia niż ten, który tamta "osoba" deklarowała jako miejsce zamieszkania). Po chyba kilku tygodniach (jak nie po dłuższym czasie) dziewczyna stojąca za tymi wszystkimi kontami w końcu wyjawiła, jak jest naprawdę - wszyscy byli oczywiście zszokowani (choćby ze względu na to, że komuś chciało się powadzić tak długo tak zaawansowaną maskaradę), a dziołchę zbanowano; po jakimś roku i tak wróciła, podając się za jeszcze kogoś innego, ale od razu ją rozpoznano - nie zbanowano jej od razu tylko dlatego, że ludzie mieli z niej potężny polew. Nie wiem, czy w jakiś czas po tym jej nie przebaczono i nie pozwolono na powrót, acz oczywiście tylko w formie jednego konta, bo widziałam później (po ponad rocznej przerwie od tego fandomu) kogoś o jej nicku na tym forum, ale równie dobrze mogła być to osoba, która tylko wykorzystała jej nick, żeby było zabawniej bądź coś w ten deseń.

      Usuń
    7. ale ja kaleczenie czyjejs fikcji tez rozumiem, takie zawlaszczanie, jak wlasnie phobs robi z sauronem, ze teraz wszyscy widza go tak a nie inaczej i maluja w okreslony sposob. a jeszcze niedawno nikt tak sobie saurona nie wyobrazal nie czarujmy sie. za to phobsica czepia sie kazdego popularnego w danym czasie fandomu i zapewne bije na tym niezłe hajsy spelniajac zachcianki swoich fanow.

      jestem gwiazdokinem? srogo :D
      fajna aferka, bardziej rozbudowana wersja trolla niz ojciec rybak (moment w ktorym ojciec rybak zaklada fikcyjne konta na forum).

      Usuń
    8. Raju, czytając Waszą wymianę zdań czuję się niewinna, niewiedząca czy coś jak nieobsrana łąka (cytuję klasyka, niech mi będzie wybaczone :)). I jak mi z tym dobrze! :D

      Usuń
    9. Jak tak o tym mówisz, to sobie uświadomiłam, że radosna twórczość podobnych jej fanarcistów to - paradoksalnie - dobry argument za... zekranizowaniem "Silmarillionu", przynajmniej jeśli się spojrzy na to pod tym kątem, używanym przez przeciwników adaptowania "Silmarillionu" w formie filmowej http://chroniclesofmarina.tumblr.com/post/113683323191/lotrconfessions-im-actually-glad-christopher Już lepiej, żeby Sil został porządnie zekranizowany przez w miarę kompetentnych filmowców czujących ten świat, których największym błędem byłoby wrzucenie iluś tam zbyt groteskowych scen, niż gdyby pozwolić tego typu fanworkerom na utrwalanie błędnych wyobrażeń u reszty fandomu. W końcu porządna seria bazująca na Silu miałaby większą siłę przebicia i wpływ na fandom niż wizje Phobs ;P Zwłaszcza że - niestety - wraz z chwilą publikacji "Silmarillionu" ta historia nie pozostaje już tylko w sercu Tolkiena, a naprawdę dobry reżyser raczej lepiej wyczułby duszę tej historii niż fanka widząca w niej głównie materiał do shippowania.
      Swoją drogą, to czuję się ciut nie jak hipokrytka, bo większość moich fanworków dotyczy pairingowania ^^; (a jak teraz zbieram piosenki do tolkienowskich fanvidów, to najwięcej propozycji mam dla innego pairingu z Melkorem... tyle że w tym przypadku ma on osadzenie w kanonie) - ale to może mieć też związek z tym, że takie fanvidy po prostu się najłatwiej robi ;P

      Usuń
    10. Absyncie :D wiele cie ominelo, a wystarczylo tylko siedziec na deviantarcie przez dlugie godziny.

      Hm jesli silmarilion bylby zrobiony jak bog przykazal a nie jak jackson zrobil hobbita, szczegolnie ostatnia czesc... no bo hmmm nie ukrywajmy zupelnie nie byla tolkienowska i kanoniczna. raczej naparzanka w stylu avengersow. jesli mam wybierac miedzy tym a phobsicą to wolalabym zeby tolkien wzial to ze soba do grobu XD

      Usuń
    11. Jacksonowy Hobbit, wliczając w to Bitwę Pięciu Armii, to nadal znacznie wierniejsza (przynajmniej treściowo) adaptacja niż choćby hollywoodzka 'ekranizacja" Sienkiewiczowskiego "Quo Vadis", którą Jankesi zrealizowali w 1951 ;) Ode mnie miałby przyzwolenie na robienie Sila... pod warunkiem, że wziąłby mnie do współtworzenia scenariusza :> (bo co jak co, ale trzeba byłoby go przystopować, żeby nie powsadzał zbyt głupich scen - choć, z tego, co zauważyłam, chyba mało kto lub wręcz nikt nie czepia się sceny z "Pustkowia Smauga", która dla mnie była kompletnym przeholowaniem).
      Poza tym na nasze (nie)szczęście Tolkien nie zabrał Sila ze sobą do grobu, więc trzeba szukać porządnych sposobów na przekrzyczenie Phobsicowych* pomysłów...

      *ciekawy efekt słowotwórczy nam wyszedł ;P

      Usuń
    12. O boze pamietam ten kwowadisowy horror :D ale nasza polska wersja moze pochwalic sie rownie pieknymi tekturowymi dekoracjami.
      Pustkowie mi sie tez bardzo nie podobalo, ale tam byly jeszcze szczatki czegos tolkienowskiego, natomiast tak o dwie godziny ten film byl za długi. To hulanie po beczkach w wykonaniu Legolasa, najgorzej napisane dialogi do romansu miedzy elfka a kransoludem, krasnal w płynie... myslalam, ze gorzej sie nie da, ale bitwa pieciu armii pokazala ze jednak sie da.

      Problem jest w tym, ze ludzie z wieksza checia siegaja po glupoty vide phobsica, a nie szukaja nieco glebiej. bo phobsica jedzie na zwierzecych instynktach jakby nie patrzec. tam oprocz seksualnosci nic wiecej nie ma, krol jest nagi. ta jej tworczosc o niczym nie mowi nic innego nie przekazuje, procz: tych dwoch fajnie wygladaloby w lozku. a ludzie to lapia jak mlode pelikany.

      Usuń
    13. Unpopular opinion no. 1: ten kwowadisowy horror mi się podoba ;) - jako adaptacja mierny, ale jako film dobry ;>
      Unpopular opinion no. 2: Legolasowe hulanie po beczkach mi nie przeszkadzało ;) Nastoletnia poezja miłosna w ustach Kilego niestety trochę mnie raziła, ale z drugiej strony chłopak był przy tym uroczy XD - doświadczenia w związkach raczej nie miał, wykwintnej poezji raczej nie czytywał, w dodatku był nie za bardzo przytomny, gdy wygłaszał te zaawansowane metafory, miał wszelkie prawo do wygłaszania podobnych kwestyj ;) (to, że nie za dobrze wyszło to pod względem filmowym, to inna sprawa ;P). Jak wspominałam, nie zauważyłam, żeby ktoś inny czepiał się sceny, która zmusiła mnie do strzelenia facepalma, a w konsekwencji doprowadziła do tego, że parę późniejszych scen (z Tauriel opiekującą się Kilim i przedobrzenie ze zbliżeniami na sylwetkę Saurona - swoją drogą, to też nie zauważyłam, żeby ktoś prócz mnie się tego czepiał) wywołało we mnie lekkie zażenowanie ;P
      Unpopular opinion no. 3: ogólnie rzecz biorąc Jacksonowy "Hobbit" mi się podobał - acz moje zadowolenie wykazywało zauważalną tendencję spadkową.

      W przypadku podobnych do Phobs problem może wykraczać i poza fandom, o czym się przekonałam, będąc w fandomie Hetalii. Fangirle ubóstwiające fanon, a często nawet niesięgające po kanon, to jedna sprawa. Gorzej jest, gdy ktoś z zewnątrz liźnie trochę kanonu, potem poprzegląda fanarty i dojdzie do wniosku, że twórczość fanowska dobrze odzwierciedla zawartość danego tytułu. W przypadku Hetalii dwa razy się z czymś takim zetknęłam - raz (wiem o tym z drugiej lub trzeciej ręki) zrobił to student z jakiegoś anglojęzycznego kraju w pracy pisemnej o tej mandze (napisał, że to manga yaoi, a Niemcy to tsundere), a drugi raz dokonał tego Wojciech Orliński w felietonie w "Dużym Formacie", przy czym podejrzewam, że mógł świadomie wyolbrzymić różne fakty, bo ewidentnie celem jego felietonu była chęć wywołania u nas afery quasi-politycznej z tą mangą w tle.

      Usuń
    14. No ja nie bylam w stanie ogladac, moze i przez to ze Sienkiewicza nie lubie, ze razila mnie scenograficzna i w wielu miejscach warsztatowa (młodsza czesc aktorów w glownej mierze i dźwięk) bieda.
      O ile samo legolasowe hulanie jakby trwalo przez pare sekund i byla to jedna z niewielu efekciarskich scen to bym przezyla. ale tego efekciarstwa bylo za duzo i po wyjsciu z kina polowy rzeczy pozapominalam.
      Z hobbita mi sie podobala pierwsza czesc. byla urocza basniowa, przyjemna. dodane rzeczy mnie nie razily. takie jak radegast i zwierzaki, a wrecz wywolaly awuu! myslalam, ze jackson pojdzie w ta basniowa fajna strone bardziej dla mlodszej widowni.
      ale nie, zrobil sieczke. ;_; whyyy


      napisał, że to manga yaoi, a Niemcy to tsundere- ałć! No to ładna ignorancja. Ale to wsrod studenciakow bardzo czeste. Rok temu gdzies studentka historii sztuki robila ze mna wywiad o lolicie. I przyszla wypytujac mnie byla bardzo zaskoczona ze lolita to nie jest chec upodobnienia sie do malej dziewczynki i nie ma w tym podtekstu mizoginistycznego (wrecz przeciwnie bo to styl stworzony przez dziewczyny chcace sie z tradycyjnych rol wyzwolic), ani ze jest to jakas ciezka ideologia. Ta sama dziewczyna piszaca o lalkach potem postowala informacje o mattel i barbie oczywiscie jakie to krzywdzace itp zupelnie ignorujac to jak teraz tworcy barbie bawia sie z tymi oskarzeniami i jak przy nowym serialu wywrocili wszystko do gory nogami, ze barbie nie jest tylko ladna pusta istota. Przy czym na poziomie licencjatu, a juz magisterki w ogole, taka ignorancja ze strony piszacego powinna sie konczyc na niedopuszczeniu do przyjecia pracy i pozegnaniu sie z marzeniami o obronie. Tacy ludzie niestety sa dopuszczani do magistrow, koncza studia i pisza rozne felietony jak Orliński własnie (chyba pamietam ten artykul swoja droga). A nikt wczesniej nie nauczyl ich zeby weryfikowac swoja wiedze, a nie pisac jak mi sie cos wydaje i co wyczytalam ostatnio na pudelku.

      Usuń
  6. Heh, ja ten film oglądałam jako dzieciak (jeszcze przed przeczytaniem książki), stąd może też przyczyna, dlaczego nie raziły mnie rzeczy, które odrzucały Ciebie ;)
    Co do efekciarstwa, baśniowości itp. itd. - ja tam już podczas oglądania pierwszej części postanowiłam spoglądać na tego typu i podobne elementy właśnie jak na celową groteskę, dzięki czemu wywoływały we mnie szczery śmiech, a nie zażenowanie (z jednym wyjątkiem ;)).
    Poza tym - bardzo się cieszę, że podobał ci się Radagast ze zwierzyną leśną pod jego pieczą, bo wywoływał we mnie takie same odczucia (kupił mnie już pierwszą sceną, w której się pojawił).

    Tego typu ludzie wybierają sobie chyba byle jakie tematy prac licencjackich lub magisterskich, bo wydaje im się lub ktoś im powiedział, że są łatwe/ciekawe ;)
    Orliński to ogólnie ma niezbyt dobrą opinię w kwestii zgodności z faktami - trafiłam kiedyś na blog punktujący niezgodności z faktami i inne tego typu błędy u różnych ludzi, którzy chcą uchodzić za ekspertów: teksty Orlińskiego były kilka razy omawiane na tym blogu ;) (choćby tutaj: http://kompromitacje.blogspot.com/2011/04/wojciech-orlinski-o-stanisawie-lemie.html ) Poza tym pamiętam, jak na łamach "Esensji" inny krytyk filmowy, Piotr Dobry, bezpośrednio - przy okazji oceniania najnowszej filmowej wersji "Księcia Kaspiana" - nazwał Orlińskiego hipokrytą (facet wcześniej nisko ocenił "Charliego i fabrykę czekolady" m.in. dlatego, że to film "zbyt brutalny dla dzieci", a rozpływał się nad tym, że z raczej bezkrwawej baśni Lewisa filmowcy zrobili krwawą naparzankę XD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja juz obejrzalam w wieku studyjnym i straszne to bylo doswiadczenie :D

      zwierzatka zawsze mnie kupuja bezsprzecznie. brakuje mi wlasnie takich ladnie basniowych filmow fantasy, chyba jedynym jaki przychodzi mi teraz do glowy jest animowany ostatni jednorozec, ktory jest jedna z moich ukochanych animacji. ksiazke tez bardzo lubie swoja droga. a to blockbusterowe efekciarstwo mnie odrzuca okropnie w filmach i te wszystkie proby udoroslania basni, przy czym infantylizuje sie je jeszcze bardziej na dobra sprawe, jak krolewne sniezke ze stewart i maleficent.

      Tak tez mi sie zdaje, a potem wychodzi totalna degrengolada. Ja zawsze biore sobie tematy, o ktorych malo kto ma poza mną pojęcie, teraz na magisterke wzielam sobie prywatne filmy heydricha. wspaniała zabawa. Za to ludzie podchodza na latwizne do sprawy. wezme latwy temat, bo jest o nim duzo literatury i duzo w internecie. a potem robia kompilacje polprawd wszelakich.

      :D kompromitacje uwielbiam, powinno byc tylko wiecej pastwienie sie nad Zizkiem i kochalabym ten blog jeszcze piedziesiat razy bardziej niz juz kocham.

      Usuń