czwartek, 26 marca 2015

Wywiady z Erichem Schultze cz.I



Z braku zdjęć pana Schultze postuje młodego Reinharda, źródło: L. Heydrich, Muj zivot s Reinhardem

        W archiwum monachijskiego IFZ można natrafić na liczne perełki. Jedną z nich, na którą dość często w subtelny sposób się powoływałam, są wywiady przeprowadzone przez Harolda Deutscha, historyka, z Erichem Schultze. O Schultze próżno szukać informacji, poza tymi plikami, pojedynczymi informacjami u biografów Heydricha, czy w książce Deutscha właśnie. W skrócie mogłabym opisać, że Schultze poniekąd parał się wszystkim i znał wszystkich. Z tym drugim nie będzie przesady, bo przyjaźnił się z Heydrichem, jak i z wieloma wysoko-postawionymi członkami ruchu oporu w Niemczech, takimi jak Hans Oster, czy Bernard Lichtenberg. Schultze wysypuje o wszystkich przeróżne anegdoty, a całość wywiadów zajmuje ponad 150 stron. A tłumaczenie tego jest prawdziwym koszmarem, bo momentami wymiękali na tym rodowici Niemcy. Kasia z trudem dała radę przekopać cały pierwszy wywiad, dzięki czemu mogę go na Płowej omówić. Skupię się rzecz jasna głównie na wątkach dotyczących Heydricha, stąd pominę, wiele, bardzo ciekawych informacji o innych personach. Schultze jest wiarygodny. Dokłada każdemu jak się da, chwali, kiedy uważa za stosowne i bywa nieraz tak niepoprawnie polityczny jak się da. To nie jest esesman próbujący się wybielić. Jako antynazista, Schultze może mówić to, co zechce, bo nic mu nie grozi. I dlatego jego zeznania są dla mnie tak ważne. Jego pamięć zapewne nie zakodowała dokładnie poszczególnych wydarzeń w 100% (wywiad przeprowadzany jest w latach 70. XX wieku) tak jak było, ale nie jest to człowiek, który musi ratować swoje życie, bądź unikać więzienia.  
       Schultze urodził się w 1901 roku. Chodził do szkoły w Naumburgu. Był 3 lata starszy od Reinharda. Chłopcy poznali się dzięki kierownikowi sklepu u Weissa w Halle, gdzie Schultze kupował mundurki do gimnazjum. Kierownik owy był Żydem i nazywał się Jakob, miał syna, który był myśliwym, podobnie jak ojciec Ericha. Rodzina Schultze znała się z Jakobem, a rodzina Jakoba znała się bardzo dobrze z Heydrichami.
Schultze przekonany był, mimo tego, że czytał książkę Aronsona, że Heydrich miał żydowskie pochodzenie. Podejrzewał, że zarówno od strony matki jak i od ojca. Schultze mówił, że jako dzieci „nie robiliśmy wokół tego szumu”. Zeznawał także, że Heydrich w późniejszych latach niechętnie pozował do zdjęć z profilu. Podał także dość dziwaczną anegdotę odnośnie zachowania Elżbiety Heydrich.
 Sch.: Jego matkę, matkę Heydricha, uważano za nie 100-procentową, lecz 150-procentową żydówkę. Była obrzydliwie miła, ale tak, jak zawsze w bywa naturze, miało to też swoją drugą stronę, podczas wojen, podczas ery panowania Hitlera, mimo tego, że jej syn zrobił poważną karierę, miała niekiedy kompleks mniejszości. Jeden z małych przykładów, mówię to Panu niechętnie, proszę nie robić z tego użytku, to tylko dla Pana informacji(nie wyszło), podczas wojny, tam, gdzie kobiety stały w kolejce w sklepie, w sklepie spożywczym, to było mi opowiadane przez członka mojej rodziny, który był tego świadkiem. Do sklepu wpada starsza dama, ale nie dba o kolejkę, ustawia się od razu przy jej początku (przyp. tłum. przed wszystkimi). I kiedy reszta kolejki zaczyna na nią warczeć, ona mówi, oh, to mnie zszokowało, kiedy o tym usłyszałem, nigdy bym jej o to nie podejrzewał, często myślę o tym i to momentalnie wraca mi do głowy, ona powiedziała, oh, prawdopodobnie nie wiecie, kim jestem. Mój syn jest Protektorem Rzeszy w Czechach i na Morawach. Powiedziałem, że nigdy bym jej o to nie podejrzewał. To jest to, o czym wcześniej wspominałem, to nie jest nic żydowskiego, nie to jest typowo niemieckie (zachowanie). Żydzi nie mają kompleksu niższości, przynajmniej Ci, których znam. On potem utrzymywał ( Heydrich?), że ona miała mały kompleks niższości, ale to chyba, nie, to była inna reakcja.”
       W trakcie pierwszej wojny światowej nadarzyła się okazja, żeby chłopcy poznali się bliżej. Schultze miał 13, Heydrich 10 lat. Schultze miał w zwyczaju na ferie jesienne przywozić z Naumburga swoich kolegów do leśniczówki rodziców. Tego roku postanowił inaczej. Napisał list do matki już we wrześniu, że tym razem nie przyjedzie nikt z jego klasy. Chłopcy bowiem czasem się kłócili i pewnie powodowali sporo problemów. Zamiast nich woli żeby przyjechał Reinhard Heydrich. Argumentował to, że Reinhard jest młodszy i spędzał z nimi często wakacje. Mały Heydrich przyjechał więc do leśniczówki, gdzie pracowali Rosjanie. Chłopcy byli zafascynowani jeńcami i postanowili zacząć uczyć się rosyjskiego. Żeby sobie pomóc w nauce udali się we dwójkę wozem konnym (trzynasto- i dziesięciolatek) do oddalonego o 12 km Eilenburga. „(...)każdy z nas sprawił sobie podręcznik Metula, uczący rosyjskiego metodą Toussainta-Langenscheidta i kiedy jesienne ferie dobiegały końca, my opanowaliśmy już alfabet cyrylicą.”- opowiada Schultze. Zapytany przez Deutscha o to, czy prócz alfabetu opanowali też wyrażenia i sposoby mowy, Erich potwierdza. Wspomina też jeńców, którzy jak mówi byli dzielnymi rolnikami, ale też żołnierzami. Wiadomo, że na wojnie musieli kogoś zabić i to fascynowało chłopców. Podobnie jak różne dialekty, które słyszeli od poszczególnych mężczyzn. Wielu z nich pochodziło z różnych rejonów Syberii, toteż dla chłopców stanowiło to dodatkową atrakcję.
      Mówi następnie o tym, że rosyjski przydał się Heydrichowi w marynarce. Jako, że nie było możliwości by Reinhard został marynarzem jeszcze w czasach monarchii, a i w Republice Weimaru nie było to łatwe, musiał się czymś wyróżnić. Schultze sam próbował swych sił w marynarce. Udało mu się zostać kadetem dzięki interwencji wysoko-postawionych znajomych ojca, którzy polowali na jego terenach, ale musiał zrezygnować, ze względu na to, że do jego drużyny trafił następca greckiego tronu i było o jedną osobę za dużo. A Schultze ze względu na brak „wysokiego” pochodzenia był pierwszym do usunięcia.
     W czasie matur Reinharda, Schultze już zajmował się prawem i był aplikantem w Halle. Pomagał swojemu przyjacielowi napisać aplikację do marynarki. Heydrichowi udało się dostać głównie przez to, że udowodnił znajomość rosyjskiego na doskonałym poziomie. Ułatwiło mu to późniejszą karierę, Schultze mówi: „Robi szybką karierę, całkiem prędko zostaje porucznikiem i potem potyka się o jakąś kobietę.”
Ciąg dalszy nastąpi.

Źródło wywiadu:
IFZ Monachium, dokument ZS 2430
Heydrich z damą, źródło: M. Williams, Heinrich Himmler: A photostory

11 komentarzy:

  1. Kurde, lubie czytać to co piszesz. Pewnie gdyby w szkole mi ktoś o tym mówił to bym umierała z nudów, a tutaj wszystko takie ciekawe <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale to przy kwiecistości języka Schultze to jest naprawdę nic:D podaję jeden z moich ukochanych przykładów:
      "Sch.: Dokładnie, był też Goebbels, Hitler był w tym "związku", cóż, skoro można drukować porządnie to słowo, można je niechętnie wykorzystywać (chodzi o słowo "związek), bo ten cały Hitler to był nieprzyzwoity wyrostek, ale on był, znów złe słowo, ale nie mogę znaleźć żadnego innego w tym momencie, był w tej sytuacji pewnego rodzaju "Drobnomieszczańską-Dzidą" (xD), i jak usłyszał, że, na przykład, Minister Spraw Wewnętrznych Flick w 1934, lub to był 33, koniec 33, ah, nie gra to roli, od kilku miesięcy zamierza się rozwieść ze swoją pierwszą, dzielną żoną i piątą lub szóstą jego zużytą panią jest ówczesna żona ówcześnie znanego architekta Schultze-Naumburga (właściciela Salleckburga, ożywienie, które było u Hitlera, gniew, którym on się wzmacniał, ponieważ, myślę, że nie ma wątpliwości, co do tego, powiem wprost, po tym, jak Frick się rozwiódł i ożenił się drugi raz, jako stary dziad, przebywałem w wewnętrznym gronie przyjaciół, byłem zaprzyjaźniony z kapelanem Ludwikiem Mullerem, późniejszym biskupem Rzeszy, w małym gronie raz nazwał Fricka, tłumacząc na łacinę, słówkiem "cuuitis". Tego wieczora zabawa była tak ożywiająca, że ta rzecz, ten dowcip bardzo szybko przedostał się dalej, wprawdzie Muller rozmawiał z wielu gauleiterami i tak musiało się to przedostać na zebranie gauleiterów i tak, prosto do Hitlera. Tak więc stosunek zaufania Hitlera do Fricka był nieco nadszarpnięty przez jego drugie małżeństwo. Nawet terazm tyle lat później, Goebbels i wiele jego perypetii z żonami pozostaje tematem wielu prześmiesznych Berlińskich dowcipów. Mówi się, na przykład, że od czasu nadania mu przez Hitlera wyższego stopnia zostanie mu także nadany tytuł Rogacza z Sodomy i Gomory, nieprawdaż, i różne inne dowcipy, których teraz, w obecności pańskiej żony..."
      i moje drugie ukochane określonko z wywiadów: "Tak i chciałbym podkreślić jeszcze raz otwarcie, planowałem ostrzec Marszałka, planowałem to od tej chwili, od której wszystko było dla mnie jasne, że on, miał z nią coś więcej, niż przejściowy - jak mówiliśmy na to często, jako studenci - "stosunek pałowania"."

      Usuń
  2. Witaj,
    powstała ostatnio grupa na Facebook'u, której celem jest zrzeszanie alternatywnych blogerów/vlogerów. Chcemy dać możliwość promowania się i obserwowania blogów czy kanałów, które są interesujące. Myślę, że zainteresuje Cię to.
    https://www.facebook.com/groups/369883419877209/?fref=ts
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta kwiecistość słów jest chyba charakterystyczna dla ludzi urodzonych w tamtym czasie i chyba szczególnie dla Niemców. Mam ciotkę rocznik ('26) mieszka w Niemczech od urodzenia mówi dokładnie tak samo XD
    Dokładnie taki sam styl mówienia można zauważyć we wspomnieniach matki Magdy Goebbels.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde a widzisz reinhard taki kwiecisty w mowie nie był wlasnie, czego troche zaluje.

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że on nie był taki kwiecisty w słowie z powodu nie śmiałości i i skromności, jakkolwiek śmieszne to brzmi. Być może wyciągam błędne wnioski, ale myślę, że jest w tym podłoże psychologiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie jest wykluczone zwazywszy, ze w domu rodzinnym miał zakaz odzywania sie bez pytania - tak twierdzi rougerie i paillard w swojej ksiazce

      Usuń
  5. Wiec wydaje mi się, że jego wizerunek w oficjalnych wystąpieniach był mocno wykreowany. Jak to się dziś ładnie mówi "miał zrobiony dobry PR"

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiec wydaje mi się, że jego wizerunek w oficjalnych wystąpieniach był mocno wykreowany. Jak to się dziś ładnie mówi "miał zrobiony dobry PR"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jego oficjalne wystapienia to byly makabryczne katastrofy wokalne na kontr-tenor :D

      Usuń