poniedziałek, 30 marca 2015

Wywiady z Erichem Schultze - cz. II




Wszyscy na zdjęciu podpisani, jak sobie powiększycie. Źródło: FM Zeitschrift, nr 2 1939
     Kontynuujmy zeznania Ericha Schultze. Historyk pyta go o to, czy faktycznie Heydrich uwiódł dziewczynę i odmówił jej małżeństwa. Schultze odpowiada na to, że nie wie, czy rzeczywiście tak było, ale nawet jakby między nimi do czegoś doszło, to według kodeksu Heydrich powinien, ale nie musiał się jej oświadczać. Taki przymus obowiązywał w Anglii, ale nie w Niemczech. Schultze i Deutsche przyjmują tutaj, że Heydrich nie oświadczał się w ogóle tej dziewczynie. Sprawa ta jest naprawdę pogmatwana, ponieważ każda relacja, z którą się spotykam jest inna odpoprzedniej. Zgadza się natomiast fakt, że gdyby dziewczyna nie miała znanego ojca nie zostałyby wyciągnięte z tego żadne konsekwencje. Historyk zadaje kolejne pytanie. Do jego uszu doszła bowiem historia, że przed aferą matrymonialną Heydrich miał pobić innego oficera za to, że został przez niego obrażony. I to sprawiło, że Heydrich znalazł się w tarapatach, które później pogłębiły się przez nieszczęsną dziewczynę. Schultze nie wie jednak nic na ten temat. Informacja ta nie pojawia się w innych zeznaniach. Wydaje się więc być to jedynie powojenna plotka, jednak, gdy uda mi się natrafić na cokolwiek w tym temacie z pewnością się z wami podzielę. Schultze zapytany o to, jak wyglądały ich kontakty w czasie marynarki odpowiada, że Heydrich bardzo często bywał u niego podczas urlopu. Odwiedzał leśniczówkę. Nawet po wydaleniu z marynarki przyjechał do przyjaciela zasięgnąć porady. Schultze odradzał mu wówczas przyjmowanie pracy od Himmlera. Mówił też o tym, że Himmler wcale nie chciał Heydricha jako osoby, w której zobaczył niebywałe talenty (Schultze przyznaje, że Heydrich te talenty miał), ale pragnął do swojego SS byłych oficerów Reichswehry. Schultze nadmienia, że wówczas mało kto wiedział czym naprawdę było SS. Ogół miał pojęcie jedynie o tym, że Himmler hodował kurczaki. Erich wtrąca tu, że już w latach dziecinnych Heydrich odznaczał się niebywałą inteligencją i wszyscy mówili mu: zostań handlarzem. „On był takim inteligentnym facetem, który zrobił tak wiele do 1933, gdyby został handlarzem, stałby się pewnie milionerem. I mógłby potem wyjechać za granicę, nieprawdaż?. Ale on był wielkim pasjonatem militariów, wyczuł on (w tej propozycji) wielką militarną szansę. I tak zaczęło się jego fatum. Fatum jego i wielu milionów innych.”
      Następnie Schultze przeskakuje wiele lat do przodu. Do momentu, w którym jako socjaldemokrata został pobity przez SS i trafił do szpitala. Wówczas odwiedził go Heydrich. I tu zaczyna się opowieść, która niejako wywraca dotychczasowe tezy, które stawiali historycy na temat Heydricha. Wolę wam przytoczyć ten fragment w całości nim o nim opowiadać:

„D: Czy on przyszedł tam specjalnie, żeby Pana odwiedzić?
Sch.: Dokładnie, tak, on już dawno dbał o mnie, od kiedy usłyszał o tym (co się stało) i powiedział mi wtedy, ta cała rozmowa, poniekąd mam ją wciąż w pamięci. (Jakieś słowo/nazwisko, którego brakuje) wtedy już powiedział mu, to się stanie w przeciągu pięciu lat, to był sekretny plan Hitlera, on był znany tylko w małym kręgu, do którego Heydrich już przynależał, w przeciągu pięciu lat nie będzie już żadnego wolnego Żyda w całych Niemczech. A w przeciągu kolejnych pięciu lat żadnego żyjącego Żyda.
D.: Czy mogę w tym miejscu zapytać Pana, czy Heydrich w tym czasie jakoś opisał, co zamierzano względem Żydów?
Sch.: Nie, on nie mógł (tego zrobić) w tamtej sytuacji, on potem wstał i usiadł przy moim łóżku, nie mógł mówić przesadnie głośno, przez to, to otoczenie, on nie mógł być także usłyszany, bo jeśli cokolwiek trafiłoby do kogokolwiek, to byłby natychmiastowy koniec Heydricha. Ponieważ on wtedy mi to zdradził, bez powiedzenia czegokolwiek, nie wymagając ode mnie słowa honoru, to było oczywistością, dowodziło, jak dobrze się znaliśmy/jak bardzo sobie ufaliśmy. Co więcej, muszę skorzystać z nadarzającej się okazji, że to pamiętam, lub raczej wskazać następujące wydarzenia, które widocznie nie są jeszcze szeroko znane. W pierwszym roku (swojej pracy) Heydrich był wciąż bardzo daleko od bycia antysemitą. Wręcz przeciwnie, w tym czasie, kiedy przychodziło się do niego, z prośbą o pomoc jakiemuś Żydowi, on natychmiast interweniował. To jest tylko jeden przykład z wielu innych.
D.:Czy często szukali u niego pomocy?
Sch.: Mam tego przykład. Mój dobry przyjaciel, starszej daty, swoją drogą, Heydrich poznał go już, bo był z nami w leśniczówce rodziców, Żyd, któremu pomogłem, on w 1933 otrzymał już inny paszport, na żydowskie nazwisko, swoją drogą, był ochrzczonym Żydem, berlińskim prawnikiem i notariuszem, był tak dobrze znany przez jednego ze swoich przodków, że można go było zidentyfikować jako Żyda bardzo łatwo, nie patrząc nawet na wygląd, ale nazwisko i on (Heydrich) dał mu paszport z kompletnym germańskim nazwiskiem. I dzięki podaniu tych paszportów, co się udało, mógł wyemigrować razem z rodziną do Francji, jakoś wcześnie, 33, 34, to był jeszcze tak zwane "Reichscherbenwoche" ("Tygodnie Odłamków Królewskich"), używam tego określenia niechętnie, ponieważ jest ono bardziej śmieszne, niż straszne, ponieważ nie należy nigdy zapominać o 8. i 9. 1938 roku, kiedy to odbył się pierwszy w Niemczech pogrom.” – Tu Schultze robi opasłą dygresję na temat Nocy Kryształowej i homoseksualizmie, który uznaje za najgorszą z możliwych chorób. Po czasie rozwija się to w historię problemów Goebbelsa i groźbie wydalenia go do Chin. Pojawia się tu wiekopomne określenie „Drobnomieszczańska Dzida”, chętnym udostępnię całość. Po czasie wraca jednak do Heydricha. Tekst jest nieco niejasny, ze względu, że stenotypista przepisywał to z uszkodzonej taśmy, ale ogólny sens się zachował.

D.: Całe 30 lat miał pan kontakty z Heydrichem...
Sch.: Dokładnie, dokładnie, tak, tak. Widziałem go jeszcze raz przed zamachem, on został zamordowany lub (raczej) zabity, myślę, że to było jakoś w 41...
D.: W 42.
Sch.: W 42. Ta różnica jednego roku, mam nadzieję, że nie zaszkodzi mojej wiarygodności.
D.: Nie, nie, jestem zadziwiony, jak dobra jest Pańska pamięć. Heydrich nigdy więcej nie wspominał już o planie zagłady Żydów?
Sch.: Proszę mi wybaczyć, że to nie będzie się łączyć (z pytaniem), widziałem go ostatni raz, w 42, właśnie Pan powiedział, tak, prawda, ta rzecz (ten rok), ta rzecz była źle powiedziana, wydaje mi się, że to było coś z biurokracją, włączenie od Heydricha do sprawy Bernharda Lichtenberga, i jak Heydrich zachowywał się wtedy, ja wyjaśniłem wtedy, mogę się powołać na krótki artykuł o Bernhardzie Lichtenbergu z Frankfurter Allgemeinen Zeitung z 19. lipca teraz, 69, że on powiedział, trzymaj się z daleka od tego starego (brakujące słowo), albo coś wydrukują na ciebie, i ja potem powiedziałem mu, kiedy omawialiśmy całą sytuację na Hradczanach, w parku, gdzie rezydował, nieprawdaż, „Reinhardzie, często Cię ostrzegałem, czy ty możesz zaakceptować odpowiedzialność za to wszystko, czy naprawdę możesz się postrzegać jako część tego wszystkiego, pozostawiono Ci jednak właściwie tylko pistolet”. On wtedy powiedział mi zamyślony, „ale wtedy musiałbym wcześniej zastrzelić własną matkę. Mógłbyś zastrzelić swoją matkę?” To były jedne z ostatnich słów, jakie usłyszałem od Heydricha.
D.: Co to oznacza, nie rozumiem, co te...
Sch.: To znaczyło, że gdyby on się zastrzelił, gdyby to udokumentował, nie mogę więcej za to odpowiadać, nieprawdaż? Nic z tym więcej nie zrobię, z  tym jednym, a Hitler był zdolny do wszystkiego, więc matka Heydricha na razie była bezpieczna. Że to przypominało, że Heydrich był mieszańcem. Teraz chciałbym przejść do czegoś, co chciałem powiedzieć wcześniej, kiedy byliśmy w Kaffeeunterbrochen, o czym ja chyba powinienem (powiedzieć). Proszę przełączyć się na chwilę, prawdopodobnie wspominałem już, że Heydrich w 1933 wciąż często, powiedziałbym nawet, ciągle, kiedy przychodziło się do niego, żeby szepnął dobre słówko o jakimś Żydzie, był pomocny, ale i również naprawdę pomagał. W tym przypadku, o którym wcześniej wspomniałem, chodziło o wspólnego przyjaciela z innym paszportem na nie-żydowskie nazwisko. I Żyd, o którym była mowa, wyjechał z tak zwanego Reichsscherbenwoche (tygodniowa przepustka?) do Francji, żeby odwiedzić swoją rodzinę. Swobodnie przeszedł przez granicę, nieprawdaż i nie wrócił już więcej, po tym jak mu ją osadzono, tę Reichsichherbenwoche, ponieważ prawdopodobnie nawet Heydrich nie mógłby go ocalić. W roku 1933, koniec 33 lub początek 33, to musiało być wtedy, z pewnością w zimie, ja po raz kolejny szukałem pomocy dla zaprzyjaźnionego ze mną Żyda z Königsberg i on powiedział wtedy, bardzo innym tonem, niż zwykle "powiedz mi, czy to jest Żyd?". Ja powiedziałem wtedy, Reinhardzie, oczywiście, gdyby było inaczej, nie przychodziłbym do Ciebie, inni mogą sobie pomóc, ale jest wielu innych, którzy w mgnieniu oka potrzebują Twojej pomocy. On wtedy powiedział "nie, trzymaj się od tego z daleka" lub "nie, nie mogę więcej". Wtedy natychmiast odpowiedziałem "powiedz, Reinhardzie, co się dzieje, wiedzą, że coś się dzieje?". "Tak", powiedział, "wiedzą". I opowiedział mi, że w ostatnim czasie, to musiał być koniec 1933, jeden z adiutantów Hitlera, powiedział do Hitlera w jego domu w Obersalzberg, gdzie pili sobie five'o clock tea, które w Niemczech pija się o czwartej (bardzo wdzięczne dygresja swoją drogą), powiedział to bardzo swobodnym tonem, a wiesz, mein Führer, że Heydrich jest pół Żydem?
D.: To musiał być Schaub, wredny typek.
Sch.: Nie wiem w tym momencie, ale ogólnie, ta tendencja była naturalnie oczywista, Heydrich zrobił kolosalną karierę, był najmądrzejszym wśród przywódców SS, Himmler był w istocie głupim typkiem, którego nazywali "Reichsheini", nieprawdaż? Jeśli nie byłoby Heydricha, Himmler byłby już dawno skończony. Jeśli chodzi o tę osobę, to mógł być Schaub (chodzi o to, kto powiedział do Hitlera, że Heydrich ma żydowską krew), nie wiem, nigdy tego nie ustaliłem, to nie było dla mnie wtedy ważne, to było oczywiste, że (musi być) to ktoś, kto chce dostać posadę Heydricha. O to właśnie chodziło, nieprawdaż? (brakujące słowo) Ważną rzeczą musiało być dla Hitlera, usłyszeć od kogoś innego zdanie: „ a wiesz, mein Führer, że Heydrich jest pół Żydem”. Przez to Adolf doznaje szoku. Można dokładnie zobaczyć, jak wąska twarz staje się jeszcze węższa, a broda jeszcze dłuższa i jest teraz tak zadowolony, że musi natychmiast wyjść, nieprawdaż? (spotkanie) zostało natychmiast przerwane i wtedy okazało się, że Hitler, był, był naprawdę mistrzem, prawdopodobnie najlepszym psychologiem, którego miały Niemcy i który nadużył psychologii w takim stopniu.
D.: Ludzie słabości.
Sch.: Dokładnie, tak, on nagle podskakuje, uderza się (dłonią) w swoje kolano i mówi "doskonale, będzie mi lepiej służyć."
D.: Ale zakłada Pan, że (gdy) Hitler już wiedział, Himmler również to wiedział.
Sch.: To jest pytanie...
D.: Pan powiedział także, że Himmler wiedział że on podczas wojny o tym Kersten...
Sch.: No cóż, ja nie mogę nic zaświadczyć, to tylko moje...
D.: Od kogo zna pan tę historię?
Sch.: To powiedział mi sam Heydrich, tak, tak, w tym momencie (o którym opowiadałem) w grudniu 33 lub 34, w jego biurze, bardzo często, nie mogę, nie mogę już więcej, kiedy ja pytałem go, co się dzieje, czy oni tam na górze wiedzą, tak, wiedzą i potem to opisał.
D.: To jest (skreślone słowo) zdumiewające.
Sch.: „Tym lepiej będzie mi służyć”, i to dotarło do Heydricha, od tego czasu on wiedział, co powinien zrobić, potwierdzać każdym zamordowanym Żydem to, jak bardzo super-aryjski był. A więc właśnie, to potwierdza wyrafinowaną psychologię Hitlera, tak samo, jak przypadek Rolanda Freislera. Czy jest Panu znany?”
       Freisler był nazistowskim sędzią. Nim się jednak nim stał był bolszewikiem, stąd, żeby udowodnić jak bardzo oddany jest nowemu systemowi, musiał pokazywać zaagnażowanie poprzez kolejne zabójstwa. Schultze znajduje tu analogię do położenia Heydricha. I mimo, że suma summarum okazało się, że Heydrich Żydem nie był, ale to wyszło dopiero po jego śmierci. Stąd całe życie znajdował się w zagrożeniu. Podobnie jak jego rodzina. A przynajmniej tak widzi to Schultze. 
        W AJR Information z października 1970 roku znaleźć można artykuł o innych zeznaniach Schultze, gdzie potwierdzone są dotychczasowe informacje. Dodatkowo Schultze wspomina tam, że Heydrich pokazał mu list zaadresowany od Himmlera do dowódców SS, gdzie znajdowały się instrukcje na temat eksterminacji Żydów. Schultze przekazał to Hansowi Osterowi, swojemu przyjacielowi z Abwehry. Oster, znany ze swojego niezwykle popędliwego charakteru, dostał kolejny bodziec do walki przeciwko Hitlerowi. Zastanawiające jest, że ta część zeznań Schultze nie znalazła się w żadnej biografii Heydricha. Wspomniane one zostają cząstkowo w książce Deutscha, ale osoby zajmujące się Heydrichem nie dotarły do wydarzeń z Pragi. Chociaż Deschner też przepytywał Schultze. Umieścił jednak informacje jedynie o czasach młodości dwóch mężczyzn. Gerwarth cytował za to za Deschnerem i tak te wiadomości zostały nieszczęśliwie pominięte.
    Schultze jest bezkompromisowo szczery, ale ja mam problem jak do tych opowieści się odnieść. Są one bardzo wiarygodne, tak jak większa część zeznań Ericha, ale stanowią pewien kłopot jeśli chodzi o szerszą dokumentację. Bardzo kuszą do uproszczeń, a jednocześnie sprawiają, że i tak skomplikowana osoba Heydricha staje się węzłem gordyjskim.
        Wysnuwam zatem następujące wnioski, może są one momentami zbyt daleko idące, ale to moje obserwacje i jeśli macie do nich jakieś uwagi to chętnie to przedyskutuję:
- Heydrich z początku bardzo chciał pracować w mundurze i przynosiło mu to radość. 
- Problemem były dla niego aresztowania i brudna część jego pracy, której nie zaznał w czasach marynarki, stąd był chętny do wypuszczania więźniów (świadczy o tym zarówno pomoc dla znajomych Schultze, jak i brata Reinharda, Heinza),
- Ze względu na to, że dowiedziano się o tym, że Heydrich może mieć żydowskie korzenie, zaczęto go zastraszać i „miano na niego oko”, żeby nie wypuszczał już nikogo z obozów/więzień i wykonywał rozkazy bez mrugnięcia okiem,
- Heydrich robił wszystko żeby udowodnić jak bardzo oddany jest systemowi, inaczej jego rodzina znalazłaby się w niebezpieczeństwie,
I tu pojawia się moja bardzo ryzykowna hipoteza:
- Miał świadomość o zaangażowaniu Schultze w działalność różnych grup antyhitlerowskich, stąd dzielił się z nim różnymi informacjami odnośnie planowanych zbrodni.
-Mógł mieć następujące cele: a) sprawić, że przez nieostrożne ruchy poszczególni członkowie antyhitlerowskich kół powpadają w jego sidła, b) rzeczywiście skłonić ich do jakiejś akcji.
I tu jestem w totalnej kropce. W jakim celu ostrożny szef służb bezpieczeństwa zrobiłby coś takiego? Czy tylko ze względu na zażyłość z Schultze? Jednak najtrudniejszym z pytań dla mnie jest: Czy Heydrich dokonywał zbrodni ze strachu, czy z rzeczywistego oddania sprawie, a może z powodu prywatnych ambicji?
FM Zeitschrift, któryś numer z 1938, zapomniałam spisać ;_;, Hitler ściska dłoń Heydricha

Źródło: AJR Information, październik 1970
IFZ Monachium, dokument ZS 2430

4 komentarze:

  1. On był taką dziwaczną postacią, że sama nie wiem czy mam go kochać czy nienawidzić, dlatego nie zajmuję żadnego z tych skrajnych stanowisk. No i szalenie przypomina mi Lesliego Howarda.
    Cóż - która panna nie chciałaby zostać kochanką wpływowego faceta w mundurze eses?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym nie chciała i zadna dziewczyna po wizytach w oswiecimiu, treblince, chełmnie raczej tez nie, o ile nie jest chora psychicznie.

      Usuń
    2. no nie wiem, ja tam jako pół-żydówka bym nie chciała, zwłaszcza w świetle tej notki.
      btw. chyba tylko Tobie, bo naprawdę nie sa w ogole podobni...

      Usuń