środa, 2 września 2015

Richard Rhodes - Mistrzowie Śmierci

Rzadko zdarza mi się kupować spontanicznie książki. Ostatnio dorwałam "Mistrzów Śmierci" Richarda Rhodesa i bez większego namysłu kupiłam, bo zbieram wszelakie pozycje o Einsatzgruppen. Moje wrażenia? Powiem szczerze: mogło być dużo lepiej.
      Widać, że autor jest dziennikarzem a nie historykiem, przez co ta pozycja to groch z kapustą. Przeplatają się w niej i wątki poszczególnych masakr na froncie wschodnim biografią Himmlera i innych esesmanów, a także garścią psychologii. O ile garść psychologii doskonale pasowała do moich ukochanych "Zwykłych ludzi", tak w "Mistrzach Śmierci" jest ona bardzo spłycona i wciśnięta na siłę. W tym miejscu mogły się znaleźć opisy mordów na Polakach w 1939, niestety autor uznaje, że jedynymi ofiarami nazistów byli Żydzi. Pomija zupełnie komisarzy sowieckich, wspomina bodajże raz o Romach, o mordach na zwykłych Rosjanach, Ukraińcach, Litwinach, Polakach nie ma praktycznie nic. Śmieszkowo, bo tytuł sugeruje, że książka nie dotyczy jedynie Frontu Wschodniego i Żydów.
      Jako osoba, która bardzo blisko związana jest z tragediami jakie miały miejsce 6 kilometrów od mojego domu rodzinnego, czuję się tym przeoczeniem trochę urażona.
      Inną sprawą są błędy. Błędy merytoryczne. W informacjach na temat Heydricha udało mi się wyłapać ich kilka, z czego najbardziej kuriozalne był opis zamachu, w którym rzekomo pojazd zastępcy Protektora Rzeszy obrzucono granatami a dokonało tego czterech czeskich patriotów. Śmiech na sali. Wydaje mi się, że jak coś się pisze, cokolwiek, to powinno się to dokładnie zweryfikować, nawet jak nie jest to dokładnie tematem książki, żeby takie głupoty nie urosły do rangi faktów. I mam takie ciarki, że skoro o Heydrichu są tak ewidentne byki, to zapewne w innych miejscach również się na nie natrafi. To sprawia, że pozycja w moich oczach traci. Innym bykiem jest pomylenie Chełmna nad Nerem  z Chełmem. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Śmieszne jest też twierdzenie o tym, że Żydzi  byli bardziej cywilizowani od Niemców, Polaków, Ukraińców i Litwinów, bo judaizm nie wpaja przemocy i nigdy w historii Żydzi nie urządzili żadnego pogromu. Pan autor bardzo by się zdziwił, gdyby trochę doedukował się w historii antycznej, Związku Sowieckiego i częściej czytał doniesienia ze Strefy Gazy. Z kulturoznawczego punktu widzenia, a jakby nie patrzeć jestem licencjonowanym kulturoznawcą, to nie da się określić czyja kultura jest wyższa. Tego się nie robi, bo nie ma do tego narzędzi, które by taką ocenę pozwoliły wydać. Jak się zaczyna to robić, to prędzej czy później kończy się tak jak Trzecia Rzesza.
    Kolejnym minusem jest ta dwurozdziałowa biografia Himmlera, która służy obśmianiu tej persony. Ok, Himmler był bardzo groteskową postacią, ale wolałabym w książce o Einsatzgruppen przeczytać jednak coś o Lućmierzu i innych tragediach, a nie o tym, że Himmler pasjonował się okultyzmem i był życiową łamagą. Informacje o tym, że był długo prawiczkiem, w zestawieniu z mordami na Żydach, wrzuconymi do wapna, są słabe. Można szokować smaczniej (vide "Zwykli Ludzie").
   Same opisy poszczególnych masakr i rozwoju machiny terroru są za to bardzo dobre i nawet osoba nie mająca rozeznania w temacie zrozumie o co chodziło i dlaczego. Jednak wszytko to zostało zalane typowo dziennikarską papką, w stylu psychologii, beki z Himmlera i innych niepotrzebnych anegdot, które osłabiają ogólny wydźwięk pozycji. Zamiar był zapewne taki, żeby pokazać odrealnienie wysokich esesmanów, morderców zza biurka, od tego co działo się na Froncie Wschodnim, ale balans pomiędzy jednym a drugim jest tak zaburzony, a wybrane ciekawostki niefortunnie dobrane, że momentami zamiast przeżywać i odczuwać złość, czy smutek, chce się zwyczajnie śmiać z Himmlera. A to jest niezdrowe, kiedy na kolejnych stronach są opisy ludzi rozpuszczanych w wapnie.
   Bibliografia też nie jest mocną stroną tej pozycji, autor korzystał w głównej mierze z innych opracowań, a nie z materiałów archiwalnych i to też jest momentami widoczne, ale akurat tym nie będę was zanudzać. 
   Podsumowując, możecie kupić tą książkę i przeczytać, ale lepiej sięgnąć po "Zabijajcie ich wszystkich" Gładysiaka (chociaż i tam są byczki, ale znacznie drobniejsze) i moją ulubioną książkę o EG, czyli "Einsatzgruppen w Polsce" trzech autorów: Mallmanna, Boehlera i Matthausa. Dwie polecane przeze mnie lektury pozwolą mieć nieco szerszy obraz niż pozycja Rhodesa.
 

2 komentarze:

  1. Właśnie jak byłam ostatnio w empiku miałam w ręce dokładnie tę książkę. Była przeceniona, ale cóż, nie wzięłam, bo chyba chcę najpierw przeczytać "Einsatzgruppen w Polsce".
    A beka z Himmlera, przyznam szczerze, jest. Chociaż to niezdrowe, no ale co poradzę, że był kompletną ciotą xd W "Pod dowództwem Himmlera" jest parę perełek.
    Hmm, a myślałaś może, by zrobić taką małą listę polecanych przez ciebie książek? Ogólnie odnośnie Trzeciej Rzeszy i różnych osób, organizacji itp. By tak do kupy zebrać. Taka drobna sugestia :3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrobiłaś moim zdaniem, jak na 50 zł to jednak trochę dużo za bardziej publicystyczną niż historyczną książkę, gdzie w dodatku są byki.
      Himmler to bardzo groteskowa postać i jednak trzeba umieć dawkować anegdoty o nim. O ile na miejscu są one w biografii Himmlera, to w ksiazce o Einsatz raczej nie.

      A chętnie taką listę zrobię ;) Większość niestety nie ukazała sie w Polsce :(

      Usuń